Wielki powrót do Kotła Czarownic

Wielkie porażki i jeszcze większe sukcesy. Łzy smutku i łzy radości. Niedoścignione rekordy oraz momenty epokowe dla polskiej piłki. Stadion Śląski to miejsce wyjątkowe pod każdym względem. Gdy pojawiła się informacja, że nasza drużyna narodowa powróci do „Kotła Czarownic”, od razu wiedzieliśmy, że trzeba tam się wybrać. 

Blisko dziesięć lat trzeba było czekać, aż Chorzów ponownie ugości dorosłą reprezentację Polski. Prologiem do meczu z Koreą była porażka z Nigerią we Wrocławiu. Koreańczycy to chyba jednak drużyna mniej przyciągająca kibica aniżeli Nigeria. Ponadto Wrocław niejednokrotnie udowodnił, że potrafi rozgrzać do czerwoności i nawet nie najlepszy mecz, dzięki niosącej się wrzawie kibiców ogląda się całkiem przyjemnie z wysokości trybun. Arena we Wrocławiu ma zasadniczą przewagę nad obiektem w Chorzowie – bliskość trybun. Stadion Śląski jest obiektem dostosowanym do zawodów lekkoatletycznych, a jak pokazuje historia, takie konstrukcje zwykle nie cieszą się tak dużą sympatią kibiców piłki nożnej, jak stadiony, z których można niemal dotknąć murawy i ławki rezerwowych. Trzeba jednak pamiętać, że ta otwarta przestrzeń zawsze była domeną Śląskiego i nie przeszkadzało to w budowaniu świetnej atmosfery.

Sięgnijmy pamięcią do czasów, gdy to Stadion Śląski był sercem polskiej piłki. Lista oficjalnych i nieoficjalnych wizyt naszej drużyny narodowej w „Kotle czarownic” – jak nazwali go brytyjscy dziennikarze – jest bardzo długa, a należałoby do niej jeszcze dołożyć mecze reprezentacji młodzieżowych, czy drużyn klubowych. Budowa stadionu rozpoczęła się w 1952 roku z inicjatywy płk Jerzego Ziętka, a inauguracja miała miejsce 22 lipca 1956 roku, czyli podczas tzw. Święta Odrodzenia Polski. Trzeba jednak pamiętać, że plany budowy sięgają dużo wcześniejszych czasów. Kto wie, jak potoczyłyby się losy największego stadionu w Polsce, gdyby nie wybuch II wojny światowej.

Wielkie sukcesy

Wracając do futbolu – Stadion Śląski szybko stał się symbolem, głównie za sprawą zwycięstwa nad Związkiem Radzieckim. Tryumf nad rywalem miał znaczenie wielowymiarowe. Rosjanie byli wówczas jedną z najpotężniejszych ekip piłkarskich na świecie, a wygrana nie umknęła uwadze zagranicznych mediów. Dzięki niej zachowaliśmy szansę na awans do mistrzostw świata w Szwecji 1958. Ważniejszy był jednak aspekt moralny i społeczny. „Dokopanie Ruskim” było marzeniem narodu, który jawnie sprzeciwiał się sytuacji politycznej. Wygraną śledziło na żywo 100 tysięcy kibiców, choć zainteresowanych kupnem biletu było czterokrotnie więcej.  O rywalizacji z ZSRR możecie przeczytać w tym miejscu. Później z tym przeciwnikiem w Chorzowie zmierzyliśmy się tylko raz – wtedy mecz zakończył się remisem.

Kolejnym historycznym momentem była wygrana w 1975 roku z wicemistrzami świata – Holendrami. Skala tego tryumfu była co prawda mniejsza, jednak styl w jakim Polacy rozgromili przeciwników zapadł w pamięć. Holendrzy wyznaczali trendy futbolowe. W ekipie Oranje występował wielki Cruyff, czyli najlepszy piłkarz mundialu 1974 i trzykrotny laureat Złotej Piłki. Kadra to jednak o nie tylko boski Johan. Holendrzy przyjechali do Chorzowa w najsilniejszym składzie, a ich cel był jasny – wygrana i przypieczętowanie awansu do mistrzostw Europy w Jugosławii. Zamiast tego nasi rywale otrzymali prawdziwą lekcję futbolu od pewnych siebie Polaków. Wygrana 4:1 była efektem perfekcyjnego występu Biało-Czerwonych. Wynik poszedł w świat. Niestety rewanż w Amsterdamie zakończył się porażką naszej drużyny, a remis z Włochami na Stadionie Dziesięciolecia ostatecznie zadecydował, że nie awansowaliśmy do mistrzostw w Jugosławii. 3 lata później – również w Chorzowie – pokonaliśmy Holendrów po raz ostatni.

Trzecim meczem, który zapisał się w annałach polskiej piłki było zwycięstwo nad Anglią w 1973 roku. Klucz do awansu na mistrzostwa świata w RFN, choć można było za niego złapać dopiero po późniejszym remisie na Wembley. To właśnie w czerwcu 1973 roku stadion uzyskał swój legendarny przydomek „Kocioł Czarownic”. Podobnie jak w przypadku wygranej nad Holendrami, tak też tryumf nad Anglią w Chorzowie był ostatnim zwycięstwem naszej reprezentacji nad Synami Albionu.

Ostatnim sukcesem z naszego zestawienia jest mecz, który powinni pamiętać również nasi młodsi czytelnicy, czyli wygrana nad Portugalczykami w 2006 roku. Po fatalnym występie na mundialu w 2002 roku i braku awansu na Euro 2004, Polacy rozpoczęli walkę o bilet na turniej w Niemczech od porażki z Finlandią i remisu z Serbią. Wymęczone zwycięstwo 1:0 nad Kazachstanem na wyjeździe nie napawało optymizmem przed odbywającym się cztery dni później meczem z Portugalczykami. Futbol bywa przewrotny. Fatalnie spisujący się dotąd podopieczni Beenhakera wznieśli się tego dnia na najwyższy poziom, a dwa trafienia Smolarka odmieniły nasz zespół. Do końca eliminacji zanotowaliśmy tylko jedną porażkę (z Armenią). Warto wspomnieć przy tym, że również w rewanżu z Portugalczykami sprawiliśmy niespodziankę, gdy w 87. minucie Jacek Krzynówek zapewnił nam remis.

Wielkie dramaty

Stadion przy ulicy Katowickiej przyniósł nam wiele radości, ale również smutku. Już sama inauguracja nie była najlepsza (porażka z Niemcami). W Chorzowie nie tylko zdobywaliśmy awanse na turnieje, ale również je traciliśmy. Takim przykładem jest chociażby porażka w I rundzie eliminacji do mistrzostw Europy 1964, kiedy to Irlandia Północna pokonała nas 2:0, powtarzając wynik również w Belfaście. Dwa lata później w ramach eliminacji do mistrzostw świata, Denis Law strzelał tu bramkę na 1:1, która była jednym z czynników istotnych dla późniejszego układu tabeli i braku szans na awans.

W Chorzowie lali nas Szwedzi w ramach eliminacji do MŚ 1990, ME 2000 i ME 2004, Anglicy w ramach eliminacji do MŚ 1998 i 2006, a nawet Słowacy w fatalnych eliminacjach na turniej w 2010. Jednak Stadion Śląski prawdopodobnie najbardziej utkwił w pamięci Tomkowi Kuszczakowi, który dał sobie wrzucić za kołnierz piłkę po długim wykopie bramkarza przeciwnika.

Patrząc na całokształt, Chorzów był jednak raczej szczęśliwym miejscem dla Biało-Czerwonych, o czym świadczy świetny bilans obiektu. Wygrana z Koreą w ostatnich minutach doliczonego czasu gry świetnie się w tę tezę wpisuje.

Polskie kluby w europejskich pucharach

Pomimo, że Stadion Śląski nigdy nie był obiektem klubowym, często był gospodarzem meczów międzynarodowych. Z uwagi na swoją pojemność rozgrywano tu spotkania w ramach Pucharu Mistrzów, a także Pucharu Zdobywców Pucharu czy Pucharu Miast Targowych. Przyjeżdżały tu takie ekipy jak: Austria Wiedeń, Manchester United, Manchester City, AS Roma, FC Barcelona, Bayern Monachium, czy Real Madryt. To właśnie za sprawą tych rozgrywek padł oficjalny rekord frekwencji, wynoszący 120 tysięcy kibiców.

W latach 60. i 70. Górnik Zabrze mógł się czuć na Stadionie Śląskim, jak u siebie w domu. Potrafili przyciągnąć na trybuny prawdziwe tłumy. Nie jest to jednak zaskoczeniem. Górnicy świetnie wykorzystywali monumentalność stadionu i atmosferę trybun, pokonując tu nawet potencjalnie lepszych rywali. Przy Katowickiej Górnik poległ tylko trzy razy (Bayern, Sparta, Real). Poza Górnikiem, w roli gospodarza występowały tu również takie ekipy: GKS Katowice, GKS Tychy, Polonia Bytom i Ruch Chorzów.

Szczegółowe informacje na temat występów na Stadionie Śląskim i nie tylko znajdziesz w naszej książce.

Stadion Śląski to historia

Nie ukrywam, że opinia o nowym chorzowskim stadionie nie jest jednoznaczna. Z jednej strony czuć, że obiekt ten odbiega od aren typowo piłkarskich. Widoczność nie jest tak dobra, jak ma to miejsce chociażby we Wrocławiu, Poznaniu czy Warszawie, a odległość trybun od murawy wzmacnia uczucie pustki. Mimo to czuć w „Kotle czarownic” coś wyjątkowego. Stadion wydaje się dużo większy niż jest w rzeczywistości, a akustyka jest zaskakująco dobra. Według pomiarów, w trakcie meczu wrzawa na stadionie osiągnęła poziom 106 decybeli. Jednak serce polskiej piłki, którą jeszcze dekadę temu był Stadion Śląski nie bije tak mocno jak kiedyś. Po meczu spiker wyraził nadzieję, że kadra wróci do Chorzowa w przyszłości. Myślę, że z pewnością tak będzie, jednak już raczej w formie ciekawostki, może kolejnego meczu towarzyskiego. Historia – jakże piękna – pozostanie tylko historią.

 


Źródła:

  • Przegląd Sportowy
  • TVP
  • http://pamiec.pl/pa/tylko-u-nas/12973,DOKOPAC-RUSKIM-tekst-dr-Mariusza-Zulawnika.html

BARTŁOMIEJ MATULEWICZ

Bartłomiej Matulewicz
O Bartłomiej Matulewicz 54 artykuły
Od lat związany z publicystyką - kiedyś o Manchesterze United, dziś o historii futbolu. Anonimowy Korespondent. Strzelałem w Manchesterze, Mediolanie, Monako, Monachium, Marsylii, Liverpoolu, Londynie i wielu innych... fotki. Czasami złapiesz mnie na trybunach prasowych. Poza studiami i pracą pochłaniam Premier League oraz Ekstraklasę