Wywiad: Tomasz Ćwiąkała

Zdjęcie główne: instagram.com/cwiakala

Wrodzony talent czy pracowitość? Dlaczego nie udało się w Przeglądzie Sportowym? Co z Krychowiakiem? Na te oraz na wiele innym pytań starał się odpowiedzieć komentator La Liga – Tomasz Ćwiąkała w obszernej rozmowie z Dariuszem Gościńskim.

 

W którym momencie swojego życia wiedziałeś, że chcesz zostać dziennikarzem sportowym?

Praktycznie od kiedy pamiętam. Jakoś nigdy nie miałem aspiracji żeby być piłkarzem. Nie czułem żeby to było coś co mnie kręciło, a wydaje mi się, że w większości piłkarscy dziennikarze to niespełnieni piłkarze. Z drugiej strony zawsze lubiłem piłkę. Jak już byłem w gimnazjum czy liceum to odbywały się w Krośnie spotkania teatralne czy zdarzały się sytuacje, że przyjeżdżała jakaś gwiazda na koncert, musical czy jakieś wystąpienie, to po prostu wykorzystywałem to by robić z nimi wywiady. Pierwszy taki wywiad zrobiłem z Kalwi & Remi, którzy wypuścili wtedy kawałek pt. „Explosion”, który w ogóle był hitem na całym świecie. Po prostu mnie to kręciło, że można sobie z kimś znanym porozmawiać. Studia wybierałem pod tym kątem żeby czegoś się nauczyć co może mi się przydać, ale nie samego dziennikarstwa, bo myślę, że same studia dziennikarskie są takie sobie. Nie dają ci żadnego konkretu.

No właśnie, bo znasz pięć języków: angielski, włoski, hiszpański, portugalski, niemiecki…

Niemieckiego nie znam. Z niemieckim jest tak, że uczyłem się go w gimnazjum i liceum. Szło mi dobrze, ale był taki moment, w którym się przestawiłem na hiszpański i niemiecki kompletnie wyleciał mi z głowy. To znaczy, podejrzewam, że gdybym się zapisał (nawet się nad tym zastanawiałem) na zajęcia, które mogłyby mi pozwolić wrócić do tego języka, to pewnie dwa tygodnie i by mi wszystko wróciło, bo nie musiałbym się tego uczyć od zera. Z drugiej strony mnie ten język kompletnie nie kręci. To była taka nauka z musu. Zupełnie nie odnajdywałem w tym żadnej przyjemności, a te pozostałe, nawet angielski uczyłem się bo po prostu lubiłem. Na przykład zdałem egzamin CAE czyli Certificate in Advanced English, a nie chodziłem na żaden kurs, tylko po prostu oglądałem filmy, czytałem gazety, książki itd. Ja nigdy nie byłem zwolennikiem nauki akademickiej, z podręcznika, a tak się jednak uczyłem tego niemieckiego i być może dlatego się do niego troszkę zraziłem. A te pozostałe języki romańskie dają dużą przyjemność, bo są po prostu przyjemne jeśli chodzi o słuchanie, rozmowę. Sam fakt, że one cały czas funkcjonują w muzyce – teraz w radiu cały czas lecą hiszpańskie hity, wręcz zrobiła się na to moda. Chyba od momentu kiedy pojawiła się Shakira.

Dzięki tym językom, byłeś w stanie przeprowadzać wywiady z obcokrajowcami z egzotycznych krajów, którzy grali w polskiej lidze. Często powtarzałeś, że tak naprawdę dla młodego dziennikarza najważniejsze jest właśnie robienie tych wywiadów, a nie np. przepisywanie tekstów z Guardiana. Ty wybrałeś tę właściwą dla siebie ścieżkę – wywiadów.

Czasami rozmawiam z ludźmi, którzy pracują w większych redakcjach – Przegląd Sportowy czy nawet gdy pracowałem w Weszło, mieliśmy takie sytuacje, że kiedy przychodził ktoś nowy to chciał być ekspertem np. od Bundesligi czy ligi francuskiej… Dobrze, ale taki tekst o tym jaką filozofie pracy ma Nagelsmann z Hoffenheim może napisać w zasadzie każdy, ale żeby zrobić coś ekstra np. wywiad z kimś kto poznał Nagelsmanna czy pracował z nim, daje zdecydowanie większą przyjemność. Ja na przykład, jako jeden z pierwszych tekstów, które napisałem na Weszło, to reportaż jak wygląda liga turecka. Wtedy zrobił się nagle taki boom na tę ligę. Wówczas nakręcaliśmy się, że bracia Brożkowie i Arkadiusz Głowacki jadą do Trabzonsporu. Dzisiaj brzmi to absurdalnie przy tym gdzie grają nasi piłkarze. Zrobiłem sobie research, poczytałem w zagranicznych mediach jakie są tam realia, zagrożenia, płace i tak dalej, ale wolałem podzwonić. Pamiętam, że drugi taki tekst związany był z MLS i też siedziałem do 2 czy do 3 w nocy by można było zadzwonić do Stanów i miałem zrobić coś takiego żeby się wykazać, żeby to było coś ekstra, że ja zadzwoniłem, a nie przekopiowane. Taki też plan miałem jeśli chodzi o dziennikarstwo, bo wiedziałem, że z tymi hiszpańsko języcznymi piłkarzami mało kto rozmawia, a tak paradoksalnie to oni mają więcej pytań do ciebie niż ty do nich. Na przykład taki Andres Rios z Wisły mówił, że nie potrafi zrozumieć dlaczego w Krakowie co trzy metry jest sklep monopolowy. Mówił, że to dla niego największy szok od kiedy się pojawił w Polsce. Z kolei Romell Quioto nie potrafił zrozumieć pewnych znaków na ulicy. Osman Chavez do mnie zadzwonił czy pojadę z nim na zgrupowanie olimpijskiej reprezentacji Hondurasu do Austrii. Pojechaliśmy tam i tak naprawdę dzięki temu zostały mi bardzo fajne kontakty z tymi ludźmi, bo z nimi prawie nikt nie rozmawiał, a po drugie oni też ode mnie dowiadywali się np. jakie noty dostają albo, kto trafił do jedenastki kolejki. Ich to interesowało, a sami nie wiedzieli gdzie tego szukać. Z tego czasu zostało tak naprawdę masę kontaktów i czasami jest też tak, że jeden kontakt otwiera kolejne.

Kiedy postawiłeś na naukę języka hiszpańskiego? Bo wiem, że wybrałeś filologię hiszpańską, jednak tam się nie dostałeś i ostatecznie wylądowałeś na filologii portugalskiej.

Kiedy byłem w drugiej albo trzeciej liceum to zapisałem się na hiszpański. Tam był taki gość o imieniu Manolo który prowadził te zajęcia bardzo luźno. To był pierwszy taki nauczyciel, który nie podchodził do zajęć w sposób akademicki, tylko to było oglądanie filmów, muzyka, żarty, wyjście do baru. Czułem, że to przynosi większe efekty niż nauka z podręcznika. Wtedy przekonałem się do tego hiszpańskiego na tyle, że kiedy kończyłem zajęcia w szkole językowej to wracałem do domu i oglądałem wywiady z piłkarzami. Wówczas zdecydowałem się na filologię hiszpańską, nie dostałem się na nią, ale przyjęli mnie na filologię portugalską. W tym momencie uważam, że to było najlepsze co mogło mi się przytrafić, że się jednak nie dostałem na tą filologię hiszpańską bo portugalski otworzył mi więcej drzwi niż hiszpański, którego tak czy inaczej się nauczyłem.

Masz 27 lat, za sobą pracę przy trzech wielkich piłkarskich turniejach, oprócz tego pracowałeś dla jednego z największych portali piszących o futbolu w Polsce. Obecnie komentujesz mecze najlepszej ligi na świecie – Primiera Division w stacji Eleven. Powiedz czy dotychczasowe osiągnięcia zawdzięczasz ciężkiej pracy czy wrodzonemu talentowi?

Nigdy nie uważałem, że mam jakiś talent. Jeśli już to do wywiadów, bo widzę, że mi wychodzą. Jeśli chodzi o pisanie to wydaje mi się, że nie miałem talentu. Kiedy jechałem na MŚ do Brazylii, to było dla mnie wyzwanie, bo wiedziałem, że trzeba będzie pisać reportaże i tak dalej. Myślałem, że nie dam rady bo nie miałem doświadczenia. Jednak wsiadłem do pierwszej taksówki i przekonałem się, że to jest tak egzotyczny kraj, że ciekawe reportaże można napisać nawet z taksówki. Pracowity zawsze byłem. Na studiach gdy były egzaminy, gdy było Weszło, wiele razy zarywałem noce by wszystko pogodzić. Myślę, że żeby cokolwiek osiągnąć w jakiejkolwiek branży to trzeba być pracowitym, bo nic za darmo nie przychodzi. Dużo zawdzięczam Krzyśkowi Stanowskiemu, który dał mi szansę. Gdyby mi jej nie dał myślę, że bym się wybił, ale trwało by to dużo dłużej.

Był moment w Twoim życiu, kiedy bardzo chciałeś trafić do Przeglądu Sportowego. Dlaczego nic z tego nie wyszło?

To było wtedy gdy jeszcze pracowałem na futbolnet.pl. Chciałem po prostu pisać w gazecie. Wtedy miałem takie podejście, że gazeta to jest – wow. Natomiast Weszło było takim portalem, na którym pisał praktycznie tylko Stan i czasem blogerzy, więc ja nawet nie myślałem żeby tam uderzyć. Wiedziałem, że to nie jest ten profil. Przegląd wydawał mi się jedyną opcją. Zgłaszałem się tam. Kierownictwo było bardzo oporne. Było parę osób, które chciały mi pomóc czyli Marek Wawrzynowski (Wirtualna Polska) i Piotr Żelazny (Rzeczpospolita). Chyba dwa albo trzy artykuły poszły, ale wiedziałem, że to idzie w złą stronę: wywiad z Juniorem Diazem, który był naprawdę dobry po długim czasie w końcu poszedł i to tylko w wydaniu regionalnym i w mega okrojonej wersji… Jak to zobaczyłem złapałem się za głowę, że jak ktoś to przeczyta to pomyśli, że zrobiłem po prostu słaby wywiad. Były jeszcze inne np. z Osmanem Chavezem, który odrzucili, a on był równie interesujący, bo Osman ma szerokie horyzonty i wiedziałem, że może się to nadać. Jednak zdaniem tych ludzi to się nie nadawało. Gdyby wtedy Przeglądem zarządzała taka ekipa jak zarządza dzisiaj to jestem przekonany, że te szansę bym dostał.

Idąc schodkami dziennikarskiej kariery uważasz, że komentowanie to ten szczyt?

Trudno powiedzieć. Komentowanie to praca, która daje największą przyjemność. Głównie chodzi o adrenalinę, przygotowywanie się do meczu, wchodzenie na antenę, kiedy masz świadomość ile ludzi cię słucha. Janusz Basałaj powiedział kiedyś, że telewizja jest jak narkotyk, jak się tym zajmiesz to potem trudno się od tego odzwyczaić i myślę, że można się przy tym podpisać. Dodatkowo mamy kapitalną, młodą ekipę, bez takiej rutyny w negatywnym tego słowa znaczeniu i z dużą przyjemnością się tam przychodzi. W tym momencie to jest taka praca, której nie zamieniłbym na żadną inną.

Przeczytaj także: Wywiad z Sonią Śledź 

A propos rutyny o której wspomniałeś. Przeprowadziłeś w swojej karierze mnóstwo wywiadów. Czy robiąc kolejny nie zorientowałeś się, że popadasz w jakiś niechciany schemat czy właśnie tę rutynę?

Chyba nie. Do wywiadów starałem się dobierać różne osobowości. Oczywistym jest jednak, że jeśli rozmawiasz z piłkarzem z Ameryki Południowej to warto zapytać o dzieciństwo, bo może być ono bardzo charakterystyczne. Na przykład Marcelo opisywał, że mieszkał w takim domu, że jak padał deszcz to lało mu się na głowę czy Osman Chavez wchodził do jakiejś łódki, która się rozpadała i płynął na morze, zarzucał sieci. Wtedy ci piłkarze grali w ekstraklasie. Z drugiej strony wiem, że dzieciństwo piłkarza Wisły Płock może być kompletnie nudne z perspektywy Polaka. Dlatego wybierałem różne osobowości, żeby nie było tej rutyny. Jednak pewne schematy muszą się powielać, bo nie da się od pewnych rzeczy uciec.

W pewnym momencie swojego życia zdecydowałeś się na przeprowadzkę z Krakowa do Warszawy. Powiedz jak dużo zmieniła ta przeprowadzka w Twoim życiu zawodowym?

Jak mieszkałem w Krakowie to bardzo często jeździłem do Warszawy. Z każdym kolejnym wyjazdem wiedziałem, że prędzej czy później tam się przeprowadzę. W ciągu jednego miesiąca po przeprowadzce poznałem więcej osób z piłki niż przez trzy lata w Krakowie. Ta zmiana była diametralna. W Warszawie jeśli chodzi o piłkę dzieje się praktycznie wszystko. Natomiast w Krakowie już zjadałem własny ogon. Nie widziałem niczego nowego. Czasem zdarzało się pojechać na wywiad, ale w całym mieście jeśli chodzi o piłkę działo się niewiele. Uważam, że jeśli ktoś chce robić karierę w dziennikarstwie to musi się przenieść do Warszawy.

Po prostu byłeś głodny wyzwań…

Zdecydowanie.

Przeczytaj też: Wywiad z Michałem Globiszem

A teraz gdy pracujesz w Eleven i masz ustabilizowaną pozycję, to  szukasz nowych celów, wyzwań?

Komentowanie to priorytet, ale po to sobie założyłem tę stronę (przyp. red. http://www.tomaszcwiakala.pl/),  żeby móc czasem się „wypisać”. Nie zakładam sobie żadnych deadlinów. Mam takie przekonanie, że jeśli coś na tej stronie ma się pojawiać to ma być bardzo dobre, bo jeśli puszczę słabe to ktoś drugi raz nie wejdzie. To jest mój cel, żeby dawać same świetne materiały, bez jakichś limitów. Czasami będzie to raz na dwa tygodnie, czasami trzy razy w tygodniu.

A czy masz taki dziennikarski autorytet, na którym się wzorujesz?

Myślę, że takie kopiowanie niczemu dobremu nie służy. Jeśli ktoś naśladuje, to albo będzie taki sam, albo nigdy nie doścignie wzoru. Jednak dla mnie takim autorytetem zawsze był Stan, ze względu na swoje podejście do dziennikarstwa, jak pisze, jaką sobie markę wypracował, jakim biznesmenem się stał i ze względu na to jakim jest człowiekiem. Wiadomo, że przez to jakie teksty pisze i przez twittera jest różnie postrzegany, ale proszę mi wierzyć, że to jest po prostu bardzo dobry człowiek. Myślę, że wszyscy, którzy z nim pracowali są w stanie to potwierdzić. Jak komuś o tym mówiłem to mówili: „A podlizujesz się szefowi”, a ja i mówiłem „nie”, bo jeśli nie będziemy kiedyś razem pracować, to i tak powiem to samo. No i mówię. Dla mnie jest najlepszym dziennikarzem sportowym w Polsce i to zdecydowanie.

Wracając do kwestii wywiadów. Czy jest jakiś piłkarz, trener, z którym jakoś specjalnie chciałbyś porozmawiać?

Jeśli mówić w sferze marzeń to są takie osoby jak: Pique, Guardiola, Bielsa, Monchi czy Mendes – menedżer Cristiano Ronaldo, jednak zdaje sobie sprawę jakie są ograniczenia. My reprezentujemy Polskę. Polska na mapie dziennikarskiej jeśli chodzi o piłkę nie jest tak postrzegana jak Niemcy, Włochy czy Anglia. Żaden polski dziennikarz nie będzie miał takiej pozycji startowej starając się o wywiad z taką gwiazdą jak dziennikarz La Gazetty, Kickera czy Marci. Widać to w strefach mieszanych po meczach np. Hiszpania – Chorwacja, wychodzi Modrić, Rakitić, Kovacić. Kiedy zobaczą mikrofon Marca to staną, zobaczą Kicker to staną, więc pod tym względem zagraniczni dziennikarze mają łatwiej. Z drugiej strony nie można sobie samemu narzucać takich barier. Mamy przykłady w Polsce, że da się zrobić coś wyjątkowego. Najlepszym tego przykładem jest materiał Mateusza Święcickiego i Filipa Kapicy o Paulo Dybali. Przygotowali materiał na poziomie światowym, który leciał w telewizjach francuskiej, włoskiej, hiszpańskiej, argentyńskiej. Dzwonią do nich także dziennikarze, którzy chcą pisać książki o Dybali. Myślę, że ktokolwiek pisałby o Paulo Dybali, a niewykluczone, że za 5 lat po erze Messiego i Ronaldo to może być top 3 na świecie, to oni mają już taką pozycję, że do tych gości trzeba się odezwać. Nie ma co też ukrywać, że dzięki temu, że polscy piłkarze są na takim poziomie jakim są te możliwości są coraz większe.

A propos polskich piłkarzy. Co myślisz o obecnej sytuacji Grzegorza Krychowiaka w PSG?

Nie lubię takiego negowania typu: Jak on mógł się zdecydować na to PSG, ja na pewno bym tak nie zrobił. Po pierwsze dostał gigantyczny kontrakt, jeden z wyższych w PSG. Po drugie Paryżanie zapłacili za niego około 30 milionów euro. Krychowiak w Sevilli osiągnął wszystko, bo nie zdobyłby z tym klubem mistrzostwa Hiszpanii. Za to zwyciężył dwie ligi Europy, stał się gwiazdą La liga. Mam wrażenie, że kibice mają krótką pamięć, bo postrzegają go jako jakiegoś nieudacznika. Napisałem takiego twitta, że za moment Krychowiak pójdzie do Premier League i znowu stanie się gwiazdą, a ludzie pisali: „Jaką ty masz opinię o Premier League, jak ty możesz tak nisko oceniać”. Tu nie o to chodzi. Po pierwsze Krychowiak przed momentem był gwiazdą La Liga, czyli ligi moim zdaniem silniejszej od Premier League. Po drugie zawodnik o takiej charakterystyce jest wręcz stworzony do Anglii. Jego pech polega na tym, że Emery przejmując dużo lepszy zespół jak Sevilla zmienił nieco swoją filozofię na zdecydowanie bardziej ofensywną i w niej nie ma miejsca dla Krychowiaka.

Z resztą sam podczas turnieju wygłosiłeś taką teorie, że reprezentacja Polski podczas mistrzostw jest bardziej uzależniona od Krychowiaka niż od Lewandowskiego…

Myślę, że na Euro tak było. Też ze względu na to, że w dużej mierze przeciwnicy wyłączali z gry Lewandowskiego. Wydaje mi się, że to wszystko zależy od systemu. Krychowiak nie mógłby grać w Barcelonie. To nie znaczy jednak, że odchodząc z tej Barcelony musiałby spaść do Fenerbahce. Mógłby pójść np. do Manchesteru United i nikt nie powiedział, że Mourinho nie znalazłby dla niego miejsca i nie zrobiłby z niego gwiazdy jaką Emery zrobił z niego w Sevilli. Mam wrażenie, że ludzie patrzą zerojedynkowo. Tu się nie sprawdził, to jest po piłkarzu. Podobnie było z Piotrem Zielińskim, który w Empoli grał w ustawieniu 4-3-3, a reprezentacja Polski nie grała takim systemem. On też potrzebował czasu. Kto by się spodziewał, że Linetty, który momentami popadał w przeciętność w Ekstraklasie stanie się z miejsca gwiazdą Sampdorii. Jednak nie znaczy, że ten sam Linetty stałby się od razu gwiazdą np. Pescary. Każdy klub to jest oddzielny kontekst i myślę, że jak oceniamy piłkarzy to trochę o tym kibice zapominają.

Zostając przy wątku reprezentacyjnym. Byłeś blisko kadry na Euro 2016 we Francji, Polska bardzo dobrze się zaprezentowała. Kilka miesięcy później rozpoczęły się mecze eliminacyjne do MŚ w Rosji i wybuchła… afera alkoholowa. Jaka jest Twoja opinia na ten temat, bo zdania są podzielone. Jedni mówią, że to jest kompletny brak profesjonalizmu i powinno się to jak najbardziej piętnować, drudzy uważają, że nie ma co roztrząsać tego tematu, bo alkohol zawsze był obecny w piłce.

Alkohol był, jest i zawsze będzie. Nawet w Barcelonie, a w reprezentacji były imprezy i to nie była żadna tajemnica. Nikt nie miał o to pretensji. Adam Nawałka miał świadomość, że ci piłkarze przyjeżdżając raz na jakiś czas wyjdą sobie na piwko. Mnie w tej całej sytuacji najbardziej zdziwił Teodorczyk. To był gość, który wrócił do kadry po roku czy może nawet dłuższym okresie i nagle znajduje się w centrum tej afery. Czy ten Teodorczyk nie mógł zacisnąć zębów i wytrzymać tego jednego zgrupowania w spokoju? Nie miał w tej kadrze statusu Kamila Grosickiego czy Kamila Glika tylko był piłkarzem, który miał najwięcej do udowodnienia.

Jesteś bardzo aktywny na twitterze, masz około pięćdziesiąt tysięcy obserwujących. Jak ważnym dla Ciebie narzędziem pracy są social media?

Bardzo ważnym. Nie ma co ukrywać, że za moment będzie można na tym godnie zarabiać. Poza tym to jest fajne bo pozwala ci promować swoje materiały, pozwala na interakcje z wartościowymi ludźmi. Przełamało pewną barierę. Kiedyś komentator to był pan z telewizji do którego nie miałeś absolutnie dostępu, dziś można napisać do Mateusza Borka i ten Mateusz Borek ci odpisze. Jeśli robię wywiad, to czasem wrzucam wpis: „Jeśli macie jakieś pytania do kogoś to zadawajcie” to daje tym ludziom możliwość pewnego partycypowania w tym wszystkim. Jak komentujemy mecze to uruchomiliśmy te hashtagi – #lazabawa, #włoskarobota czy #modanafrancję. W trakcie meczów  dostajemy od fanów naprawdę fajne, merytoryczne, ciekawe komentarze, czasem wręcz informacje, które można zacytować, a ludzie cieszą się gdy usłyszą swoje przemyślenia na antenie, bo poniekąd czują się częścią tego show. Myślę, że dzisiaj dziennikarz bez mediów społecznościowych jest jak bez ręki, traci rację bytu. Myślę, że social media to jest przyszłość, twitter szczególnie. Właśnie wracałem na święta do domu z Warszawy, wysiadam wieczorem, przewijam twittera i wszystko wiem co się wydarzyło. Nie musisz klikać po różnych portalach.

Po prostu wszystko jest w jednym miejscu…

Dokładnie. Moim zdaniem dziennikarstwo będzie szło w takim kierunku, że coraz  mniejsze znaczenie będą miały wielkie platformy, a coraz większe osobowości. To znaczy: jeśli interesuje cię polityka to wybierasz sobie takiego i takiego dziennikarza, jeśli piłka to tego i tego, a później twitter proponuje podobne konta w zależności kogo śledzisz. Myślę, że ludziom będzie zależało właśnie na tej interakcji. Załóżmy, że śledzisz Onet na twitterze. Wtedy masz wszystkie informacje podane, ale nie napiszesz do tego Onetu, żeby z nim podyskutować na temat sytuacji w Syrii czy Manchesteru United, a jak tekst wrzuca dziennikarz i pisze coś na ten temat, wie, że możesz do niego napisać i ty wiesz, że on ci odpisze.

Wracając do kwestii Twojej pracy dla Weszło. Czy ciężko było rzucić tę robotę?

Długo się zastanawiałem, ciężko było rzucić, ale to była przemyślana decyzja. Przez ten poprzedni sezon kiedy komentowałem i pisałem teksty, to nie miałem wolnego dnia. To była praca non stop. Kulminacją tego wszystkiego było Euro. Wiedziałem, że to nie doprowadzi do niczego dobrego, pod żadnym względem. Uznałem w tamtym momencie, że czas odejść i wydawało mi się, że Eleven jest po prostu idealną opcją. Na temat Weszłzdania nie zmieniam, bo uważam, że w tym momencie jest to najlepszy, najbardziej merytoryczny portal piłkarski w Polsce.

Teraz już na koniec, tak trochę luźniej. Jak zareagowałeś na zdjęcie Zbigniewa Bońka z „małym Ćwiąkałą”?

Spoko! Zbigniew Boniek ma luzackie poczucie humoru. Wiadomo, że nakręcił spiralę trollingu i potem poszło grubo. Ja wtedy wróciłem do domu, włączyłem twittera, a tam z osiemset interakcji. Myślę sobie: „Co tutaj się wydarzyło!?” (śmiech). Nie mogłem być na weselu Łukasza Wiśniowskiego, a Zbigniew Boniek lubi wbić szpilkę nie tylko mi, ale również wielu innym osobom, ale ja do tego podszedłem z dużym dystansem, bo to było naprawdę mega zabawne. Zastanawiałem się tylko, jak rodzice tego dzieciaka się czuli, że podchodzi Zbigniew Boniek na weselu: „Przepraszam, chciałem sobie zrobić zdjęcie z państwa dzieckiem” (śmiech). To musiała być totalna beka.

Zostając przy Bońku. Słyszałeś utwór Zenona Martyniuka napisany właśnie na cześć Bońka?

Włączyłem go tylko na moment i dokładnie już nie pamiętam. To było przed wyborami tak?

Przeczytaj też: Wywiad z Jerzym Chromikiem 

Tak, to było jeszcze przed wyborami, żeby wesprzeć kandydaturę prezesa.

Tak jak mówię, włączyłem na moment, bo akurat zajmowałem się czymś innym, ale to dobrze bo akurat przy okazji tych wyborów można było wspierać tylko jedną osobę i tutaj z panem Martyniukiem absolutnie się zgadzamy (śmiech).

Jako, że jesteśmy portalem zajmującym się historią piłki nożnej chciałbym zapytać o Twojego ulubionego piłkarza z dzieciństwa.

Pierwszą koszulkę jaką miałem to był Roberto Baggio przed Mistrzostwami Świata we Francji w 1998 roku. Jednak takim ulubionym piłkarzem kiedy byłem totalnym dzieciakiem był Ronaldo – ten Brazylijczyk. Potem, jeszcze przed erą Messiego i Ronaldo był Ronaldinho. Chociaż wtedy byłem już w liceum i ciężko mówić o jakimś dzieciństwie. To był taki piłkarz, którego uwielbiałem za całokształt. Był symbolem takiej brazylijskości w piłce. Sposób w jaki grał to było coś niesamowitego. Wtedy mi się wydawało, że to jest taki gość, który będzie grał do trzydziestego piątego roku życia, bo ma takie piłkarskie możliwości. Później okazało się, że jednak takowych nie miał, albo zabrakło po prostu chęci. Więc jeśli miałbym typować moich ulubionych piłkarzy z młodości to byłby to właśnie Ronaldo (Brazylijczyk) i Ronaldinho.

ROZMAWIAŁ: DARIUSZ GOŚCIŃSKI 

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Dariusz Gościński
O Dariusz Gościński 11 artykułów
Kibic piłki nożnej. Fan The Reds. Gość o sztubackim wyglądzie, który spokój i równowagę odnajduje w muzyce