„Futebol” – recenzja

Futebol. Czego mogłem się po tej książce spodziewać? Pierwsze co przychodziło mi na myśl to wielkie nazwiska jak Pele, Garrincha, Ronaldo, Rivaldo, Socrates, Friedenreich, Didi, Zico… i tak można wymieniać w nieskończoność. Brazylia to kraj, w którym talenty piłkarskie rodzą się na każdym kroku, więc nic dziwnego, że liczyłem na to, że będzie to opowieść o tych talentach i o tym dlaczego jest ich tak dużo. Tymczasem na samym początku książka dała mi w ryj. Może to daleko idące porównanie, ale tak właśnie się poczułem jak zacząłem czytać o Wyspach Owczych. Nie jestem sadomasochistą, który lubi jak się go okłada po twarzy, ale… spodobało mi się to.

Nieszablonowość – to pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy po przeczytaniu „Futebol”. Ta książka jest taka, jak najwięksi geniusze futbolu. Kiedy wydaje ci się, że za chwile wykonają racjonalne podanie na skrzydło, oni w najmniej oczekiwanym momencie znajdują w gąszczu piłkarzy przeciwnika przestrzeń, którą wykorzystują na podanie do zawodnika wychodzącego na pozycje, bądź za pomocą kilku błyskawicznych zwodów sami wypracowują sobie dogodną sytuacje strzelecką. Alex Bellos chciał uchwycić ten geniusz, będący domeną Brazylijczyków i trzeba przyznać, że mu się to udało w stu procentach.

I tak właśnie należało postąpić, żeby oddać to, czym jest dla Brazylijczyków futbol. Dla nich każdy sposób na obcowanie z tą dyscypliną jest dobry i nie ważne, czy jest to futbol błotny, czy futbol samochodowy (Bellos szczegółowo opisuje połączenie piłki nożnej ze sportami samochodowymi – autobol). Skalę miłości do futbolu najbardziej oddają jednak nie zwycięstwa, do których Brazylijczycy są przyzwyczajeni, a porażki. Porażka z Urugwajem z 1950 roku do dziś uchodzi za najbardziej bolesne wydarzenie w historii narodu brazylijskiego, a obarczony winą bramkarz Barbosa przez wiele lat był wytykany palcem, jako ten, przez którego płakał cały kraj.

Taki fanatyzm musiał mieć wpływ na zachowanie kibiców. A z fanami bywa różnie. Bellos ciekawie opisał historię kibica, który jeździł na każdy mecz swojej drużyny, ale też przedstawił pewną sytuację, która niejednemu czytelnikowi zmroziła krew w żyłach. − Nagle ciężarówka jadąca przed autokarem ostro zahamowała. Kierowcy autokaru udało się zjechać na przeciwny pas i dzięki temu uniknąć czołowego zderzenia. Natychmiast po tym musiał się zatrzymać. Na drodze stała blokada. W poprzek ulicy zaparkowano stary biały autokar. Na asfalcie siedziało kilku kibiców Corinthians. Początkowo wyglądało to jak wypadek. Prawdziwy motyw szybko jednak stał się jasny. Kibice zastawili zasadzkę na drużynę, której kibicowali. Ruszyli na autokar Corinthians. Ktoś w środku krzyknął: „Zasłońcie okna, to kibice!”. Jeden z ochroniarzy pozasłaniał okna, wszyscy położyli się na podłodze, podczas gdy kibice rzucali kamieniami i kijami.

Fragmentów o takiej mocy jest znacznie więcej i dotykają one przeróżnych części społeczeństwa. W efekcie „Futebol” przestaje być książką stritce o piłce nożnej, jest czymś znacznie większym − pozycją dotyczącą wpływu piłki nożnej na Brazylijczyków. I chyba taki był właśnie zamysł autora – Alexa Bellosa. No właśnie, a kim w ogóle jest ten Bellos? Okazuje się, że autor jednej z najlepszych książek dostępnych na polskim rynku jest… matematykiem. Urodził się w Oxfordzie, wychował w Edynburgu, studiował matematykę i filozofię, a „Futebol” skrobnął sobie niejako przy okazji, będąc korespondentem Guardiana.

Podsumowując, Bellos stworzył coś absolutnie wyjątkowego. Wielkie brawa należą się dla wydawnictwa Kopalnia za wydanie tej książki na polskim rynku. To nic, że nie jest ona aktualna, bo przecież pierwsza publikacja miała miejsce w 2002 roku w Wielkiej Brytanii. Jest ponadczasowa. Dostaje notę 10 w skali hipstera i jest jak najbardziej warta tej oceny.

GRZEGORZ IGNATOWSKI

Grzegorz Ignatowski
O Grzegorz Ignatowski 111 artykułów
Fanatyk historii futbolu i związanych z nim ciekawostek. Pochłania wszystko od meczów ligi argentyńskiej Primera Division aż do ligi kostarykańskiej, o ile czas pozwala. Twierdzi, że oddycha futbolem i coś w tym jest, bo dzień bez piłki działa na niego jak brak świeżego powietrza.