Lars Ricken – zakochany w Dortmundzie

Od zawsze zastanawiałem się, jak wytrzymały może być ludzki organizm. Oglądając poczynania piłkarzy stwierdziłem, że nie ma przepisu na bycie w pełni sprawnym. Piłkarze według mnie, dzielą się na trzy kategorie – na tych, którzy nie mają problemów z większymi kontuzjami, na takich, którym czasem zdarzają się urazy oraz na tak zwanych „chłopców z porcelany”. Niewątpliwie do tych ostatnich należał Lars Ricken, człowiek, którego gol w finale Ligi Mistrzów z 1997 roku dał triumf Borussi Dortmund nad Juventusem. Zapraszam do zapoznania się z historią kolejnej niespełnionej nadziei niemieckiego futbolu.


Przeczytaj także: „Sebastian Deisler – talent zniszczony przez kontuzje”

 

Lars urodził się w Dortmundzie. Przygodę z piłką zaczynał w TuS Eving-Lidenhorst. Jako młody chłopak w 1986 roku, przeniósł się do Eintrachtu Dortmund, gdzie został zauważony przez skautów Borussi. Tam jego kariera zaczęła rozwijać się w zabójczo szybkim tempie. Wszyscy byli pod wrażeniem juniora, który w tym czasie robił furorę. Przewyższał swoich kolegów z drużyny co najmniej o klasę, co nie uszło uwadze pierwszego szkoleniowca BVB, Ottmara Hitzfelda. Bez żadnych zahamowań, dał zadebiutować Larsowi w wieku zaledwie siedemnastu lat (1994 rok) – i  nie zawiódł się na nim. Perspektywiczny młodzieniec odpłacił się już dwie kolejki później, strzelając gola Duisburgowi.

Jednak to dopiero przyszły sezon był przełomowym. Ricken stał się pełnoprawnym członkiem drużyny, a w sezonie 1994/95 oraz 95/96 zdobył dwa mistrzostwa kraju! Tak naprawdę dopiero wtedy Niemcy stwierdzili, że reprezentacja zyska świetnego pomocnika, który już w tak młodym wieku zdobył tak cenne doświadczenie. Media obwoływały go „złotym dzieckiem”, a największe kluby zacierały ręce na młodego pomocnika Borussi.

Moja pewność nie pojawiła się znikąd. Ciężko pracowałem nad swoją reputacją. Jurgen Kohler mówił „Jeśli ktoś strzela bramkę – to Lars”. Byłem siebie pewny i wiedziałem, że to ja będę grywał w ważnych meczach.

Sława i trofeum, o którym marzą wszyscy miało dopiero tak naprawdę nadejść. W sezonie 1996/97 niespełna 21-letni Lars miał przystąpić do potyczek z grupowymi rywalami w Lidze Mistrzów. Dortmundczycy trafili na Steauę Bukareszt, Atletico Madryt oraz co ciekawe Widzew Łódź. Tak, ten wielki Widzew, który cieszył polskich fanów grą w europejskich pucharach. Borussia jak burza przeszła przez fazę grupową, a Lars strzelił bramkę drużynie z Rumunii. W kolejnych fazach turnieju pokonywał bramkarzy Auxerre oraz Manchesteru United. Jak wielki potencjał musiał drzemać w tym piłkarzu? Zaledwie 21 lat a tak ważną rolę odgrywał w zespole, nie tylko na krajowym podwórku, ale także na poziomie europejskim. Ku niezadowoleniu Larsa Ottmar Hitzfeld zapowiedział, że młody pomocnik usiądzie w finale przeciwko Juventusowi Turyn na ławce rezerwowych. Rozgoryczenie i złość sportowa musiała być w nim tak wielka, jak nigdy. Jednak czasem nadszarpnięcie ambicji piłkarza wyzwala w nim dodatkową motywację.

Hitzfeld zadzwonił do mnie w nocy i poinformował mnie, że rozpocznę mecz na ławce rezerwowych. Byłem rozczarowany bo strzelałem bramki przeciwko Auxerre oraz United. A w końcu nadszedł moment zapisania się w kartach piłkarskiej historii na zawsze..

Sam finał rozpoczął się wspaniale dla żółto-czarnych. Dwa gole Riedle w pierwszej połowie ustawiły klub we wspaniałej sytuacji. Jednak po przerwie nacierać zaczął Juventus, który udokumentował to golem Del Piero. Reakcją na taki przebieg sytuacji było wpuszczenie Rickena, za gwiazdę boisk Bundesligi, Szwajcara Chapuisata (był to pierwszy obcokrajowiec, który zdobył 100 bramek w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech). Już w swoim pierwszym kontakcie z piłką Lars błysnął. Ośmieszył kapitana Juventusu, Angelo Peruzziego – inaczej nie można nazwać loba z około 30 metrów. Mecz zakończył się wynikiem 3:1, a Borussia była na ustach całego świata wraz z nią młody Niemiec, o którym w prasie zaczęło być głośno – już nie tylko w rodzimej, ale ogólnoświatowej.

Przyglądając się meczowi z ławki rezerwowej widziałem, że bramkarz Juventusu często wychodzi z bramki. Cały czas przez głowę przewijał mi się ten obraz, że wychodzi kilka metrów przed bramkę. Od razu po wejściu, dostałem świetna prostopadłą piłkę. Podobno cały stadion krzyczał „lobuj go”. Udało się, tak naprawdę takie strzały wychodziły mi może raz na dziesięć razy. Juventus miał świetny zespół – jako obrońca tytułu, byli faworytami. Jednak było widać, że pewność siebie zgubiła ich na boisku. Wyszli na mecz, jakby już zwyciężyli. Po powrocie, przejechaliśmy autobusem cały Dortmund. To było morze ludzi w kolorze czarnym i żółtym. Na Borsigplatz ludzie podnosili dzieci do góry, aby piłkarze mogli ich dotknąć. W tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, co oznacza sukces dla fanów Borussii Dortmund – opowiadał Lars w niemieckiej prasie

Berti Vogts, będący wówczas selekcjonerem reprezentacji Niemiec po bacznych obserwacjach pomocnika Dortmundczyków powołał go na mecz eliminacyjny Mistrzostw Świata 1998, w którym to czarne orły miały zmierzyć się z Armenią. W tym meczu dostał także szansę debiutu. Tuż przed ogłoszeniem powołań na turniej Lars doznał kontuzji  przez co cała impreza go ominęła. Historia powtórzyła się dwa lata później, przed powołaniami na Euro 2000 przytrafiła się kolejna kontuzja. Jak wielkim pechowcem trzeba być, aby w ciągu dwóch lat nie pojechać na dwie tak ważne imprezy? Po rocznej rekonwalescencji Lars wrócił w sezonie 2001/2002 do składu Borussi, z którą zdobył kolejne, już trzecie mistrzostwo. Tak, do niedawna Borussia posiadała jeszcze dwóch zawodników, pamiętających to trofeum. Sebastiana Kehla, który zakończył karierę w ubiegłym sezonie oraz obecnego rezerwowego bramkarza Romana Weidenfellera. W tym sezonie obyło się bez większych kontuzji, a selekcjoner Rudi Voeller powołał już 26-letniego piłkarza na Mundial w Japonii i Korei, na którym był tylko piłkarzem wchodzącym z ławki. Na domiar złego, po turnieju Larsowi przydarzyła się kolejna kontuzja..

tdm199705tdm100_v-gseapremiumxl
Lars Ricken w finale Ligi Mistrzów 1996/1997. W tle Didier Deschamps.

Trener Thomas Doll w związku z nieustannymi urazami przesunął go do zespołu rezerw. Po dwóch latach spędzonych na poziomie Regionalligi, zawiesił piłkarskie buty na kołku w wieku 33 lat. W Bundeslidze rozegrał 301 meczów, strzelając 49 bramek. W reprezentacji zaś wystąpił zaledwie w 16 spotkaniach, wpisując się na listę strzelców jednokrotnie.

Wciąż czuję się zdolny do gry, jednak uważam, że po 15 latach profesjonalnego uprawiania futbolu powinienem odejść

MARIUSZ ZIĘBA

 

 

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 57 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.