Wywiad: Marek Horbań, prezes reaktywowanej Pogoni Lwów

Czterokrotny Mistrz Polski, prawdziwa duma przedwojennego Lwowa. Klub, którego barwy reprezentował najwszechstronniejszy sportowiec w historii Polski, Wacław Kuchar. Historia Pogoni Lwów została brutalnie przerwana przez wybuch II wojny światowej. Po ponad siedemdziesięciu latach na boiskach ukraińskich lig gra jednak drużyna pod tą samą nazwą. Reaktywowana Pogoń Lwów działa od 2009 roku. Jakie są obecnie największe wyzwania stojące przed drużyną po ośmiu latach odnowionej działalności? Czy polscy piłkarze w teraźniejszym Lwowie spotykają się z niechęcią lub agresją? Czy w seniorskiej drużynie grają Ukraińcy? Czy kiedykolwiek Pogoń zagra w polskiej lidze? Oto rozmowa z Markiem Horbaniem, prezesem reaktywowanej Pogoni Lwów.

Przed rozmową przeszukałem polskojęzyczne artykuły oraz ostatnie doniesienia o działalności reaktywowanej Pogoni. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że główne wiadomości, które przebijały się do mass mediów to te związane z kłopotami finansowymi. Czy w tym sezonie sytuacja budżetowa klubu wygląda już lepiej?

Wiadomo, że dla wielu klubów finanse i dopięcie budżetu to często jeden z głównych problemów i Pogoń nie jest tutaj wyjątkiem. Większość kłopotów wynika z braku prawa własności do używanych przez nas obiektów. Niestety, ale nie posiadamy stadionu na wyłączność, ani również obiektów służących do funkcji administracyjnych czy hali. Jesteśmy we Lwowie pozbawieni wszystkich przedwojennych budynków. Obecnie należą one do miasta lub innych instytucji.

Wiemy jak potoczyła się historia Lwowa po 1939 roku, więc rozumiem, że dzisiaj kompletnie niemożliwe jest odzyskanie dawnych klubowych nieruchomości?

Bez daleko idącego wsparcia dyplomatycznego nie ma absolutnie żadnej możliwości odzyskania tych pomieszczeń. Wybiegając bardzo śmiało w przyszłość, myślimy o budowie nowego obiektu dla klubu. Tutaj oczywiście największym problemem będzie teren pod inwestycję. Koniecznie chcemy, aby dom Pogoni był we Lwowie. Niestety rzeczywistość jest jednak taka, że w mieście niezwykle trudno uzyskać miejsce pod stadion. Jeśli obiekt ma być poza miastem, to z oczywistych względów musi to być bardzo blisko Lwowa. Zmuszeni jesteśmy płacić za każdy trening, również ten dla dziecięcych i młodzieżowych grup. Każde zajęcia w hali czy okres przygotowawczy także generują koszty. Wynajmujemy także obiekty, które służą do celów administracyjnych. Chcemy działać jak najbardziej profesjonalnie, mamy w sztabie fachowców, trenera bramkarzy oraz szkoleniowca dla każdego rocznika. Należy jednak pamiętać, że ci ludzie zazwyczaj działają społecznie, miasto przecież nie opłaca naszych kadr. Robimy wszystko, aby ta odrodzona Pogoń, która była dumą i chlubą Lwowa, działała jak najlepiej. Przez ponad siedemdziesiąt lat nie było w tym mieście polskiego sportu i niestety tak wygląda sytuacja, jeśli zaczyna się reaktywację od zera. Temat finansów bardzo doskwiera. Boli serce, kiedy pomyśli się o rozwiązaniu Polonii Wilno. Deklaruję jednak, że na pewno z naszym klubem tak się nie stanie. Nawet jeśli będziemy musieli grali w najniższych ligach, to reaktywowana Pogoń nie przestanie działać.

Z tego co wiem, to obecnie wynajmowane boiska należą do jednej z lwowskich uczelni.

Korzystamy z gościnności i przychylności Politechniki Lwowskiej po nieco ulgowych cenach, ale jednak obiekt nie jest nasz. Nowe umowy najmu podpisujemy co rok. Jesienią tak naprawdę nie możemy być pewni, czy Politechnika podpiszę z nami dokument, czy nie. Sam obiekt niestety też już nie jest w najlepszym stanie. Przykładowo, nie posiada on systemu podlewania murawy, więc jej stan nie jest idealny. Bardzo byśmy chcieli wyremontować pomieszczenie technicznie. Częściowo naprawy robimy sami, mimo iż przecież nie jesteśmy właścicielami. Pokryliśmy przykładowo koszty remontu natrysków, nawet wkręcaliśmy żarówki oraz kupowaliśmy chemię gospodarczą. Także paliwo do traktorka służącego do koszenia trawy było od nas. Jednak nie mamy prawa narzekać – póki co jest to nasz dom i możemy się z tego cieszyć. Należał kiedyś do towarzystwa GART, potem przejęła go lwowska politechnika. Jest to historyczne i niezwykle ciekawe miejsce. Stadion zbudowany został w latach międzywojennych przez mniejszość niemiecką. Obiekt nosił nazwę WIS i zainteresowani mogą go odszukać na starych mapach Lwowa. Obok stadionu piłkarskiego był też ring dla sekcji bokserskiej, dzisiaj niestety już nieistniejący. W 1944 roku to tutaj odbył się tzw. „mecz przyjaźni” między reprezentacją Lwowa, a Niemcami. Spotkanie było historyczne, bo był to prawdopodobnie ostatni mecz jaki w naszym mieście rozegrał Kazimierz Górski. Co prawda grał on przed wojną Robotniczym Klubie Sportowym, ale wiemy, że w młodości chodził na Pogoń.

Wielu niezorientowanych w historii kibiców może dziwić fakt, że Kazimierz Górski grał w czasie wojny w klubach pod dyktandem sowietów oraz w pokazowych spotkaniach organizowanych przez Niemców.

Mieliśmy ostatnio zaszczyt spotkać się z synem pana Górskiego. Odwiedził nas podczas uroczystości odsłonięcia tablicy w liceum, do którego uczęszczał jego ojciec. Na konferencji syn nadmienił fakt, że ojciec w czasie wojny nie miał wyboru. Pan Kazimierz musiał grać dla Sowietów, inaczej niemożliwym było utrzymać rodzinę.

Czy w przyszłości klub ma plany na budowę muzeum Pogoni lub czegoś w rodzaju miejsca pamięci o historii polskiego sportu we Lwowie?

Nie tylko nasza organizacja, ale również inne stowarzyszenia starają się o budowę Polskiego Domu we Lwowie. Miał on być już otwarty w 2018 roku, na rocznicę odzyskania niepodległości. Niestety, ale wiemy, że ta data jest niemożliwa. Dom zostanie otwarty w 2020 lub w 2021 roku. Liczymy, że w tym pomieszczeniu znajdzie się „kącik” pamięci o polskim sporcie we Lwowie, również tym teraźniejszym. Odrodzona Pogoń posiada już około pięćdziesiąt pucharów z różnych turniejów oraz inne tytuły za osiągnięcia sportowe, jak na przykład Mistrzostwo Ligi zdobyte przez juniorów. Te trofea to zasługa całego polskiego społeczeństwa we Lwowie. Liczymy więc, że również i te puchary znajdą tam swoje miejsce. Chcemy żeby każdy, kto przybędzie do tego Domu, wiedział, że polski sport we Lwowie istnieje. By ten klub miał nie tylko Polską przeszłość, ale również teraźniejszość oraz przyszłość.

Reaktywacja Pogoni spotkała się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem w Polsce wśród środowisk kibicowskich. Uczciwie trzeba jednak powiedzieć, że istnieją również głosy krytykujące tę inicjatywę. Przede wszystkim chodzi o zarzut bezprawnego przejęcia barw, herbu nazwy i historii zasłużonego klubu. Jak Pan się do tego odniesie?

W czasie reaktywacji mieliśmy liczną delegację z Bytomia, a wiadomo jak bardzo mocno miejscowa Polonia związana jest ze Lwowem i Pogonią. Dostaliśmy również list gratulacyjny od Pogoni Szczecin. Przybyła też delegacja z Warszawy z sejmowej komisji sportu. Otrzymaliśmy pismo od Stanisława Rusina, syna ostatniego wiceprezesa klubu. Myślę, że można to uznać za „namaszczenie” dla reaktywacji. Przez siedemdziesiąt lat tego polskiego sportu we Lwowie przecież nie było. Należy podkreślić, że jesteśmy jednak reaktywowaną Pogonią. Daleko jest nam do tamtej Wielkiej Pogoni, bardzo daleko. Uczymy naszą młodzież przedwojennej tradycji, dzieci śpiewają historyczny hymn klubu. Uczymy ich też wiedzy o zasłużonych zawodnikach. Chcemy, aby nasi juniorzy mieli świadomość jakim klubem była niegdyś Pogoń.

Jak w czasie reaktywacji klubu wyglądał proces zbierania informacji o przedwojennej działalności oraz kontakt z byłymi działaczami lub ich krewnymi?

Niestety, ale bardzo mało klubowych pamiątek oraz dokumentów z przedwojennej historii Pogoni przetrwało do dzisiaj na miejscu na Lwowie. Władze radzieckie spaliły praktycznie całą kartotekę istnienia klubu, Z tego powodu niewiele istnieje oficjalnych dokumentów, a te które ocalały są rozsiane po całym świecie. Niektóre skarby nawet nie znajdują się Europie. Zdarzyło się, że pewne pamiątki klubowe oraz zdjęcia trafiły do nas z Urugwaju. Dalej aktywnie szukamy krewnych przedwojennych piłkarzy i działaczy, do których nie udało nam się wcześniej dotrzeć. Według naszych informacji, ostatnim żyjącym piłkarzem dawnej Pogoni był pan Zbigniew Kurtycz. Jest to znany w Polsce artysta, wykonawca popularnej piosenki „Cicha woda”. W 1937 roku występował w składzie juniorów Pogoni i wywalczył z drużyną nawet tytuł wicemistrza Polski. W październiku 2012 roku mieliśmy przyjemność spotkać się z Panem Kurtyczem w Warszawie, otrzymał on wówczas honorową odznakę klubu, szalik i replikę przedwojennego proporczyka. Przekazał wtedy wzruszające życzenia do naszej młodzieży i wspominał o swoim przywiązaniu do przedwojennego Lwowa. Jak wspomniałem, pan Kurtycz był prawdopodobnie ostatnim z żyjących przedwojennych działaczy Pogoni.

Lwów to kolebka polskiego futbolu. Dlaczego nastąpiła więc konkretnie reaktywacja Pogoni, a nie przykładowo Czarnych czy Lechii?

Myślę, że to wynikało przede wszystkim z podziwu do historycznych osiągnięć, w końcu to była przecież najbardziej utytułowana drużyna przedwojennej Polski. Pogoń to klub młodych, założony przez uczniów IV lwowskiego gimnazjum – niezwykle symboliczne jest to, że siedemdziesiąt lat później to również właśnie młodzi ludzie reaktywowali drużynę. Był to niezwykle śmiały pomysł, nikt wtedy nie mógł wierzyć, że po siedmiu latach będziemy grać w III lidze.

Dawna Pogoń to jednak nie tylko piłka nożna. Czy są plany wskrzeszenia innych sportowych sekcji?

Posiadamy obecnie sekcję kolarską. Istnieje także u nas ogólna działalność „sportowo-rekreacyjna” – wiadomo, przecież, że nie każdy ma umiejętności, aby grać w pierwszym składzie. Jest więc szansa pograć w piłkę na hali czy w siatkówkę. Realizujemy także projekt wycieczek szlakami Karpat Wschodnich oraz spływy kajakowe. Być może jest to więc początek działania czegoś w stylu oddzielnej sekcji turystycznej.

W innych rozmowach podkreślał Pan, że dumą obecnej Pogoni jest szkolenie młodzieży. Czy jacyś piłkarze z juniorskich zespołów przebili się do drużyny seniorskiej?

Jest z tym pewien problem. Lwowska młodzież polskiego pochodzenia uczęszcza do dwóch polskich szkół. W jedenastej klasie istnieje możliwość zdania matury, zgodnie z wytycznymi i przepisami Ministerstwa Edukacji Narodowej. Dużo młodzieży wyjeżdża więc na zachód uczyć się w Polsce. Doskonale rozumiemy, że ten wybór daje im szersze życiowe perspektywy, ale my niestety tracimy potencjalną kadrę seniorów. Staramy się zatrzymać naszych wychowanków, ale nie można nikogo zmusić do pozostania we Lwowie i niekorzystania z przywilejów, jakie daje Karta Polaka. Jak zostało wspomniane, nasi juniorzy od jakiegoś czasu naprawdę są bardzo mocni. Przykładowo, jeden rocznik w zeszłym sezonie został wicemistrzem ligi. Dzieciaki z naszej szkółki grały też w turnieju w Krakowie, gdzie pokonali miejscowe kluby. Widzimy, że włożona praca daje duże perspektywy, ale na razie mówimy o młodych rocznikach, jak 2008 lub 2007. Jednym z zadań naszego klubu jest kontynuowanie i propagowanie polskiej kultury i tożsamości we Lwowie. Moim zdaniem polski sport może stanowić dobrze działający mechanizm zachęcający nasze dzieci do pozostania w mieście. Rozumiem, że te decyzje o wyjeździe to kwestia ekonomiczna. Marzy mi się, żeby gra lub praca dla Pogoni w przyszłości opłacała się dla nich także pod kątem pieniężnym.

Za dwa lata przypada sto piętnasta rocznica utworzenia w IV Gimnazjum Klubu Gimnastyczno-Sportowego, który następnie przemienił się w Pogoń Lwów. Czy z tej okazji planowane są już jakieś wydarzenia?

Jesteśmy obecnie w trakcie rekonstrukcji przedwojennego sztandaru. Zakupiliśmy odpowiedni materiał, całość będzie haftowana ręcznie. Na pewno zorganizujemy różne imprezy sportowe, ekspozycje oraz konferencje, ale ustalanie szczegółów dopiero przed nami.

Czy pojawi się na wspomnianą rocznicę przykładowo jakaś nowa publikacja dotycząca historii klubu?

Obawiam się, że póki co jest za mało materiałów. Liczę natomiast, że z okazji dziesiątej rocznicy reaktywacji uda się wydać kronikę obecnej działalności, która będzie zawierała również statystyki.

Obecna kadra seniorska Pogoni to nie tylko Polacy. W drużynie grają również Ukraińcy. Klub nie jest więc zamknięty tylko dla jednej narodowości.

Jeśli mówimy o pierwszej drużynie, to grają po prostu ci, którzy potrafią to robić najlepiej. Staramy się szkolić polską młodzież, ale jednak siedemdziesiąt lat przerwy w istnieniu polskiego sportu we Lwowie robi swoje. Dlatego naszym oczkiem w głowie jest wspomniana szkółka i marzy nam się, aby za parę lat zaowocowała wychowankami w składzie. Ale tak, w pierwszej drużynie mamy Ukraińców, Polaków i bardzo dużo osób z rodzin mieszanych. Dzieje Lwowa potoczyły się tak, że właściwie trudno znaleźć osobę bez bliższego lub dalszego polskiego pochodzenia – wielu naszych ukraińskich piłkarzy miało przykładowo babcię Polkę lub dziadka Polaka. Należy podkreślić, że ci Ukraińcy grają dla polskiego klubu, z łacińskimi literami na plecach. Mają oni tego świadomość i za to im warto podziękować.

Przechadzając się przez lwowskie bazary łatwo znaleźć pamiątki ze Stepanem Banderą czy inne rzeczy w charakterystycznych czerwono-czarnych barwach UPA. Polski klub we Lwowie mógł być niewygodny dla pewnych środowisk w mieście. Czy spotkaliście się z przypadkami agresji lub szczerej niechęci?

W jednym sezonie walczyliśmy o zachowanie łacińskiego alfabetu na koszulkach i osiągnęliśmy cel. Bywały w przeszłości pojedyncze przypadki nieprzychylnych okrzyków, ale można uznać, że robili to kibice, którzy tak naprawdę wcale nimi nie są. Uważamy, że na stadionie jest miejsce tylko na tematy sportowe i nie można na boisku wchodzić w politykę. Niechęci do nas od dłuższego czasu jednak prawie nie ma. Pamiętajmy, że na Ukrainie toczy się wojna i Ukraińcy zauważyli wsparcie z Polski. Nasz kraj stał się trochę adwokatem Ukrainy w Europie i mam wrażenie, że wzajemne stosunki są coraz lepsze. Do pojedynczych ekscesów być może dochodzi, ale dzięki Bogu tych incydentów prawie dzisiaj nie widzimy. Musimy pamiętać, że wyjątkowa sytuacja, jaką jest wojna, musiała rozbudzić nacjonalizm wśród Ukraińców i niektórzy są mocno wyczuleni na tego typu rzeczy. Nikt z nas głośno jednak nie krzyczy „Polski Lwów!”, bo nie o to nam w działalności klubu chodzi. Podkreślamy i tłumaczymy, że najważniejsza jest pamięć i podtrzymywanie polskiej kultury. Z ludźmi trzeba rozmawiać, dialog jest bardzo potrzebny i dzięki niemu można osiągnąć wiele. Mogę z dumą powiedzieć, że są Ukraińcy, którzy niegdyś nawet nie wiedzieli czym była Pogoń, a dzisiaj bardzo cenią naszą inicjatywę. W tym klubie przed wojną grali nie tylko Polacy. Pogoń była bardzo tolerancyjna, ale z drugiej strony niezwykle patriotyczna. Pamiętajmy, że zawodnicy Pogoni uczestniczyli przykładowo w Bitwie pod Zadwórzem i ginęli za Polskę w walkach z wojskami Budionnego. Cmentarz Łyczakowski to miejsce pochówku wielu ludzi związanych z klubem. Patriotyzm był wpisany w korzenie Pogoni i należy to przekazywać dalszym pokoleniom.

Jak obecnie wygląda wsparcie dla klubu od innych polskich drużyn oraz współpraca z polskim środowiskiem piłkarskim? Czy udaje się znaleźć sponsorów w Polsce?

Otrzymujemy stałe wsparcie od wielu stowarzyszeń kibicowskich, szczególnie od Legii Warszawa. Z Pogonią Siedlce realizujemy obecnie akcję wspieraną przez PGNiG – „Pogoń dla Pogoni, łączymy Polaków”. W ramach tego projektu zorganizowany został obóz piłkarski dla naszej szkółki, a drugi skład siedleckiej Pogoni odwiedził ostatnio Lwów. Finał projektu nastąpi w październiku. Zostanie wtedy rozegrany we Lwowie mecz między naszymi klubami. Z tej okazji chcemy też zrobić ekspozycję na temat dawnych lwowskich stadionów i piłkarskich gwiazd miasta. Jak mówiłem, wspiera nas Legia, ale także sympatycy Śląska i inne stowarzyszenia kibiców. Nie chcemy jednak i nie możemy nadużywać dobroci tych środowisk – to my sami musimy szukać środków finansowych na działalność. Jak wspomniałem, naszym sponsorem jest PGNiG i bardzo cenimy tę współpracę, bo ma ona również na celu promowanie kultury oraz historii. Wspierają nas także inne polskie firmy. Sponsorem jest między innymi spółka PKP LHS z Zamościa, a od początku reaktywacji otrzymujemy wsparcie od ukraińskiego oddziału PZU.

Czy pojawiły się z waszej strony inicjatywy odnowy pamięci o innych zasłużonych polskich lwowskich klubach, jak Czarni czy Lechia?

Bardzo nam na tym zależy, ale na to musi powstać szeroka i dobrze przemyślana koncepcja. Nie chcielibyśmy się jednak tylko ograniczyć do polskich drużyn. Ciekawą historię mają też przedwojenne kluby żydowskie, jak Hasmonea, czy ukraińskie. Lwów był naprawdę miastem sportu i kolebką futbolu. Trochę nas dziwi fakt, że Ukraińcy nie dbają za bardzo o pamięć o Stowarzyszeniu Sportowym Ukraina, który przed wojną radził sobie naprawdę nieźle. Bardzo byśmy chcieli, aby ktoś znalazł dobry pomysł na wypromowanie faktu, że przecież to własnie Lwów jest miejscem narodzin polskiej piłki nożnej. To do naszego miasta Edward Cenar przywiózł z Anglii piłkę do gry oraz przetłumaczył zasady. To u nas miał miejsce pierwszy mecz futbolowy na ziemiach polskich. Grób Cenara znajduje się na Cmentarzu Łyczakowskim, niedaleko miejsca pochówku Ludwika Kuchara i jego małżonki Ludwiki, czyli ludzi którzy dali Pogoni wszystko – środki finansowe oraz własne dzieci.

Co do wspomnianego meczu – miał on miejsce w 1894 roku na terenie Parku Stryjskiego i był to pierwszy udokumentowany meczu piłkarski w Polsce. Dzisiaj stoi tam tablica upamiętniająca to wydarzenie, jednak Ukraińcy do tej historii podchodzą nieco inaczej niż polska strona. Nasi sąsiedzi uważają, że narodziła się wtedy ukraińska piłka nożna. Kto ma więc rację?

Strona ukraińska uważa, że odbył się tutaj pierwszy mecz międzynarodowy, spotkanie miedzy Lwowem i Krakowem, czyli według ich obecnej narracji mecz Ukraina – Polska. Wiadomo jednak, że spotkanie miało inny wymiar. Mecz odbył się podczas II zlotu polskich Towarzystw Sokolich. Strona ukraińska uważa to za początek ukraińskiego futbolu. No cóż, moim zdaniem ta teza jest mocno dyskusyjna. Oczywiście być może w metrykach sokolich drużyn ktoś był Ukraińcem, ale faktem jest, że grały dwie polskie drużyny. Jakiś czas temu rozmawiałem nawet z dziennikarzami niemieckiego Spiegla i też byli zdziwieni tą interpretacją. Ale cóż, nie jestem historykiem sportu, to tylko moje zdanie.

Czy możliwe jest aby kiedykolwiek zawodnicy Pogoni Lwów zagrali w polskiej lidze?

Na dzień dzisiejszy jest to oczywiście niemożliwe. Ukraina nie należy do Unii, istnieją więc granice i kontrole. Nasz start musiałby nastąpić od B-klasy, a nie wyobrażam sobie, żeby każdy zawodnik rywali był zmuszony wyrobić paszport z powodu wyjazdu do Lwowa. Pogoń musi grać we Lwowie, nie w Przemyślu czy Medyce, to jest lwowski klub i jego miejsce jest tutaj. Druga sprawa to oczywiście przepisy PZPN dotyczące obcokrajowców, bo nie każdy z naszych piłkarzy ma polskie obywatelstwo. Liczę jednak, że kiedyś Ukraina wejdzie do Unii. Z wolnymi granicami i zmianą przepisów będzie można zacząć faktycznie marzyć o takim rozwiązaniu.

ROZMAWIAŁ: BŁAŻEJ DAWIDOWICZ

Błażej Dawidowicz
O Błażej Dawidowicz 6 artykułów
Wyznawca futbolowego kościoła Johanna Cruyffa. Przedstawiciel pokolenia, dla którego pierwszym turniejem była Francja '98. Lokalny bydgoski patriota, miłośnik Mazur, Bałkanów oraz Carlesa Puyola. Słuchacz The Beatles i Pink Floyd.