Osvaldo Ardiles – argentyński numer jeden

Do opisu piłkarskiej kariery Osvaldo Ardilesa (zarówno tej zawodniczej, jak i menedżerskiej) najbardziej pasowałaby cyfra jeden. Był pierwszym argentyńskim piłkarzem w szeregach Tottenhamu (to miano dzieli z reprezentacyjnym kolegą), a także pierwszym zagranicznym trenerem tego zespołu. Jest jedynym przedstawicielem Albiceleste uwzględnionym na liście stu najlepszych graczy w historii angielskiej Football League. Głównie jednak tytuł artykułu nawiązuje do numeru jeden, z którym biegał na plecach w czasie mistrzostw świata, chociaż nie jest bramkarzem. Dlaczego tak się stało? 

Argentyński wąż

Bell Ville, czyli niewielkie miasto znajdujące się w Cordobie, argentyńskiej prowincji w centralnej części kraju. W 1952 roku urodził się tam na Osvaldo Ardiles. Dwa lata później w tym samym miejscu przyszedł na świat Mario Kempes. Obaj panowie ze swoją narodową drużyną zdobyli w 1978 roku mistrzostwo świata i to na turnieju odbywającym się w ich ojczyźnie. Trudno o lepszą laurkę dla miejscowości, dumnie tytułującej się „Narodową Stolicą Futbolu”, ze względu na… ogromną liczbę fabryk produkujących piłki do gry.

Co można robić w wolnym czasie w takim mieście? Tylko jedno. Wypada uprawiać ten piękny sport. Z takiego założenia wyszedł właśnie młody Ardiles, który godzinami przebywał na ulicach z piłką u nogi. Był bardzo niski, ale nie lubił pozbywać się futbolówki, dlatego dryblował, dryblował i dryblował. Jego sposób poruszania się przypominał wijącego się węża, więc brat nadał mu przydomek Pyton (Pitón). Jego pierwszym klubem był Instituto de Córdoba, znajdujący się w mieście oddalonym o dwieście kilometrów od Bell Ville. W seniorskim zespole zadebiutował w 1973 roku, a kilkanaście miesięcy później porzucił studia prawnicze, żeby w całości oddać się profesjonalnemu futbolowi. Pozostaje się tylko cieszyć, że podjął wówczas taką decyzję. W Argentynie najwięcej spotkań zanotował dla Huracánu, gdzie rozegrał ponad sto meczów w ciągu trzech sezonów. Jego klubowa kariera w ojczyźnie zakończyła się zaraz po zdobyciu złota w 1978 roku.

Mistrz świata

W reprezentacji Albiceleste pierwszy występ zaliczył trzy lata przed punktem kulminacyjnym kariery. Powołanie otrzymał od Cesare Menottiego, który był selekcjonerem argentyńskiej kadry od 1974 do 1982 roku. Ardiles miał zatem zadebiutować na mistrzostwach świata nie byle gdzie, bo we własnym kraju. Argentyna na organizatora została wybrana przez władzę FIFA stosunkowo wcześnie, czyli już w 1966 roku, chwilę przed startem mundialu w Anglii. Przez te kilka lat sytuacja w państwie diametralnie się zmieniła, ponieważ od roku 1976 rządy sprawowała tam wojskowa junta. Kilkanaście miesięcy przed startem turnieju zanotowano tajemnicze zniknięcia ponad pięciu tysięcy ludzi, a do innych krajów zaczęły napływać informacje o różnych obozach dla więźniów politycznych. Niektóre reprezentacje, z Holandią na czele, były gotowe na rezygnację z wyjazdu do Ameryki Południowej i bojkot mundialu. Ostatecznie jednak do niczego takiego nie doszło, a argentyńska propaganda zadbała o to, aby niebiesko-biały Puchar Świata pięknie „opakować” i sprzedać mediom.

Powszechne opinie o faworyzowaniu kadry Albiceleste trudno podważyć, skoro gospodarze każdy swój mecz grupowy grali wieczorem, gdy znali już wyniki rywali. W drużynie Menottiego, obok Ardilesa, występowali m.in. wcześniej wspomniany Kempes, a także Leopoldo Luque czy Daniel Passarella, kapitan reprezentacji. Argentyńczycy, nie bez kontrowersji, doszli do finału, gdzie po dogrywce pokonali Holendrów 3:1. Bohaterem gospodarzy został Kempes, zdobywca sześciu goli na całym turnieju, w tym dwóch w ostatnim spotkaniu.

Słynny numer jeden na spodenkach Osvaldo Ardilesa. Obok Diego Maradona oraz Jorge Olguin. (źródło: tottenhamjournal.co.uk)

Osvaldo Ardiles był pewnym punktem środka pomocy swojego zespołu, ale na mistrzostwach nie udało mu się strzelić żadnej bramki. Grał na tyle dobrze, że zapracował sobie na transfer do Wielkiej Brytanii. Mimo że już na pierwszym wielkim turnieju zdobył ze swoją kadrą złoty medal, to bardziej został zapamiętany z kolejnego mundialu, w 1982 roku rozgrywanym w Hiszpanii. Argentyńczycy, już z Diego Maradoną w składzie, co prawda nie zmieścili się nawet na podium, ale wyróżnili się nietypowym przydziałem numerów.

Było bardzo dużo kłótni o to, kto ma występować z jakim numerem, więc Cesare Menotti zarządził, że koszulki zostaną przyznane według alfabetu. Jednak zupełnie poza tym porządkiem Maradona otrzymał „dziesiątkę. To musiała być już samodzielna decyzja Menottiego. Co ciekawe, jak za sprawą magii, Kempes również dostał ten numer, tylko że cztery lata wcześniej – Ardiles wyjaśnia powód jego niecodziennej cyfry na stroju reprezentacji.

Ardiles, jak łatwo się domyślić, otrzymał „jedynkę”. Bramkarz Hector Baley występował  z „dwójką”, natomiast inny golkiper, Ubaldo Fillol z… numerem siedem. Kibice musieli być naprawdę mocno zdziwieni. Co ciekawe, przygoda Osvaldo z argentyńską reprezentacją zakończyła na mistrzostwach świata w Hiszpanii. Dla Albiceleste grał zaledwie przez siedem lat, ale wystąpił w 52 spotkaniach i strzelił osiem bramek – wynik nie najgorszy, jak na środkowego pomocnika.

Pionier i jego muzyczny hit

Po zwycięskim finale w 1978 roku europejskie kluby zaczęły interesować się piłkarzami z Argentyny. Wciąż jednak sprowadzenie graczy z Ameryki Południowej wiązało się z niemałym ryzykiem. Mimo to, na taki ruch zdecydowały się władze Tottenhamu i chwilę po mundialu klub ten zakupił Ardilesa oraz jego kolegę z kadry, Ricardo Villę.

Taka kwota za dwóch mistrzów świata? Dziś wydaje się to niewiarygodne. (źródło: tottenhamhotspur.com

Pamiętajmy, że był to schyłek lat 70., a transferowy boom w Anglii na zagranicznych zawodników miał rozpocząć się dopiero ponad dekadę później. Obaj panowie byli zatem prawdziwymi pionierami, jeśli chodzi o argentyńskich piłkarzy na Wyspach Brytyjskich. Żadna ze stron nie mogła jednak narzekać na ten ruch.

Pojawiliśmy się razem z Rickym i zaczęliśmy prezentować zupełnie odmienny sposób gry. Szybko podawaliśmy piłkę w środku pola i nie przywykliśmy za bardzo do siłowych starć. Natomiast w Anglii gra toczyła się głównie w powietrzu, było dużo agresji i jeszcze więcej dośrodkowań. Dwa całkowicie inne style. To musiało się w końcu zmienić, ponieważ my graliśmy w jeden sposób, a reszta drużyny – w drugi – Ardiles o początkach w Anglii.

Mimo niezbyt dobrych początków, Ardiles do dziś jest w Tottenhamie symbolem wspaniałych czasów. Argentyńczyk, mierzący zaledwie 168 centymetrów, ale niezwykle utalentowany technicznie, stał się ulubieńcem kibiców Kogutów. W swoim trzecim sezonie na White Hart Lane poprowadził zespół do zwycięstwa w FA Cup (1981 rok). Był czołową postacią drużyny razem ze swoim kolegą Villą oraz klubową legendą, Glennem Hoddlem. W następnym sezonie Tottenhamowi udało się powtórzyć ten wyczyn w Pucharze Anglii, ale Ardiles nie wystąpił w finale, ponieważ na długo przed tym spotkaniem uzgodnił z zarządem, że wyjedzie wcześniej na zgrupowanie kadry Argentyny, która przygotowywała się do mundialu w Hiszpanii.

Dwie argentyńskie gwiazdy: Ricky Villa oraz Ardiles. Finał FA Cup, Wembley 1981. (źródło: dailymail.co.uk)

Wymienione wyżej trio prowadziło Koguty do walki również na innych frontach. W 1981 roku bardzo długo liczyli się w wyścigu o krajowe mistrzostwo, ale ostatecznie ukończyli ligę na czwartym miejscu. W tym samym sezonie wystąpili także w finale Pucharu Ligi, gdzie dopiero po dogrywce przegrali z Liverpoolem, późniejszym mistrzem Anglii.

Zanim tu przybyłem, uczyłem się angielskiego od siedmiu lat, a Ricky – nie. Mogłem zatem poczytać sobie gazety i rozmawiać z innymi zawodnikami, a Ricky miał z tym problem, bo nie znał języka. Robiliśmy to co Anglicy, czyli chodziliśmy do kina i jedliśmy ryby z frytkami. Ale jedną z najdziwniejszych rzeczy do zrozumienia było to, że sklepy były zamknięte w niedziele. Nikt nas o tym nie poinformował! W soboty graliśmy mecze, wychodziliśmy wieczorami… a w niedziele nie było co robić – Ardiles o kulturowych różnicach między Anglią a Argentyną.

Wiosną 1982 roku wybuchła wojna o Falklandy, w której po przeciwległych stronach stanęły Wielka Brytania oraz Argentyna. Więcej o tym konflikcie zbrojnym, przeniesionym później na poziom sportowy, można przeczytać tutaj. Ardiles, po zwycięskim półfinale z Leicester, udał się na wyżej wspomniane zgrupowanie drużyny narodowej, zanim wojna tak naprawdę się rozpoczęła. Spór zaczął rozwijać się właśnie w czasie przerwy reprezentacyjnej, a zakończył w czerwcu, kiedy trwały już mistrzostwa w Hiszpanii. Jak sam Osvaldo wspomina, to był najgorszy moment jego życia – oglądanie walk między dwoma ukochanymi krajami.

Napięcia na linii brytyjsko-argentyńskiej sprawiły, że kariera Ardilesa w Tottenhamie została zawieszona. Uznał, że nie może na daną chwilę grać na angielskich boiskach, dlatego zdecydował się na roczne wypożyczenie do Paris Saint-Germain, gdzie jednak spędził fatalne miesiące. Powrócił na White Hart Lane po jednym sezonie i to w wielkim stylu. Pomógł Kogutom w wygraniu Pucharu UEFA, wchodząc na boisko z ławki w rewanżowym starciu finałowym, przeciwko Anderlechtowi.

Jego karierę w Londynie zatrzymało złamanie nogi. Szeregi Tottenhamu opuścił w 1988 roku, a trzydzieści lat później, razem z Villą, został uwzględniony w Galerii Sław tego zespołu. W białej koszulce wystąpił w ponad dwustu spotkaniach ligowych. W przypadku Osvaldo i Kogutów, warto wspomnieć jeszcze dwie historie. W 1981 roku z okazji finału Pucharu Anglii, Ardiles… nagrał singiel, wraz z duetem Chas & Dave. Kawałek zatytułowany jest „Ossie’s Dream”. Ossie to ksywka, którą nadali mu brytyjscy kibice. Piosenka ma prosty tekst, ale przy tym jest całkiem przyjemna i wpada w ucho. Musiała spodobać się nie tylko fanów londyńczyków, ponieważ po wygranej nad Manchesterem City w finale, utwór ten… zajął piąte miejsce na liście przebojów w Wielkiej Brytanii. Co za debiut Ardilesa!

PIOSENKA:

Nigdy nie ustawiłem tej piosenki na dzwonek w telefonie. Wiem, że niektórzy ludzie tak myślą, ale to nieprawda. Mój syn to zrobił, niektórzy moi znajomi też, ale ja nie! – Ardiles z uśmiechem na twarzy odpierał zarzuty dotyczące „Ossie’s Dream”.

Osvaldo został zapamiętany także z zabawnej wpadki. Po wygraniu wspomnianego finału FA Cup, zespół Tottenhamu został zaproszony na spotkanie z księżną Anną. Wszyscy zawodnicy założyli uroczyste smokingi. To znaczy, prawie wszyscy. Ardiles wraz z Villą przyszli ubrani w zwykłe koszule i dżinsy.

Nikt nam nie powiedział, że księżna Anna tam będzie! Na szczęście nie było tak źle, bo mieliśmy na sobie jeszcze marynarki, a ktoś podrzucił nam później krawaty, ale żony kolegów miały na sobie piękne, długie suknie, a nasze wyglądały, jakby wyszły na zakupy. Były wściekłe. Wiecie jakie są kobiety.

Londyński Tottenham zamienił na Blackburn. Chociaż dla tamtejszych Rovers występował przez niecały rok, to tam także zdążył zapisać się na kartach historii. Otóż Ardiles, Dino Baggio i Youri Djorkaeff to jedyni zawodnicy w dziejach niebiesko-białych, którzy zaliczyli występy w finale mistrzostw świata. Karierę piłkarską zakończył ostatecznie w 1991 rokuw Swindon Town, gdzie, niemal z miejsca, z piłkarza przemienił się w trenera.

Trener i aktor

Fanów Swindon zaskoczył bardzo szybko, ponieważ grę długimi podaniami zastąpił kombinacyjnymi akcjami. Ta transformacja okazała się na tyle skuteczna, że ten efektowny  i atakujący sposób obwołano „Samba style”. Ardiles poprowadził Swindon do czwartego miejsca w Second Division, co sprawiło, że dostali się do play-offów. W półfinałach jego drużyna pokonała Blackburn, a następnie w finale na Wembley – Sunderland. Euforia w klubie po historycznym awansie jeszcze nie ustała, gdy po dziesięciu dniach okazało się, że zespół… zostanie odesłany do trzeciej ligi! Powodem były zaległości w płaceniu pensji piłkarzom.

To było straszne. Byłem na wakacjach w Argentynie, kiedy prezes zadzwonił do mnie i powiedział, że zostaliśmy właśnie zdegradowani do Third Division. Wróciłem natychmiast do Anglii, żeby pomóc klubowi w sądowej walce. W tamtym czasie w angielskiej piłce działo się wiele złych rzeczy, ale Swindon posłużyło po prostu za przykład. Oczywiście gra musiała pozostać czysta, ale to nie było fair, że takie coś spotkało tylko nas.

Ardiles wkrótce opuścił rozbitą drużynę na rzecz Newcastle United, gdzie jednak został zwolniony po dwunastu miesiącach. Roczny epizod zaliczył także w West Bromwich Albion, aż w końcu zaproponowano mu pracę w jego ukochanym Tottenhamie. Na White Hart Lane szybko okazało się, że był zdecydowanie lepszym piłkarzem niż trenerem. Zajął z Kogutami dopiero piętnaste miejsce w lidze, przez co ponownie został wyrzucony… po roku. Mimo fatalnych wyników jako szkoleniowiec, legenda Ardilesa-zawodnika w północnym Londynie jest niepodważalna.

Ossie Ardiles jako trener Newcastle. Ta przygoda nie potrwała jednak zbyt długo… (chroniclelive.co.uk)

Po Tottenhamie czekała go już tylko droga w dół. Do 2012 roku pracował aż w jedenastu klubach, których nazwy w większości przypominają bardziej egzotyczne napoje niż drużyny piłkarskie. Pisząc o Osvaldo Ardilesie, nie można nie wspomnieć o jego debiucie na kinowym ekranie. W 1981 wystąpił w filmie „Ucieczka do zwycięstwa”, który opowiada o meczu piłkarskim w nazistowskim obozie między jeńcami wojennymi a Niemcami. Największymi aktorskimi gwiazdami byli tam Michael Caine oraz Sylvester Stallone, ale obok bohatera tekstu pojawili się tam także inni znani piłkarze, m.in. Pele, Kazimierz Deyna oraz Bobby Moore.

Osvaldo Ardiles – piłkarz, piosenkarz, aktor. Trochę słabszy trener, ale w końcu pamiętajmy, że nie można mieć wszystkiego.

KUBA GODLEWSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Kuba Godlewski
O Kuba Godlewski 19 artykułów
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.