Węgry 1:0 Polska. Pierwszy międzypaństwowy mecz reprezentacji

Reprezentacja Polski w pierwszym meczu międzypaństwowym. Zdjęcie jest skanem z Przeglądu Sportowego.

18 grudnia 1921 roku to bardzo ważna data w historii reprezentacji Polski. To wówczas przyszło nam się zmierzyć w pierwszym meczu międzypaństwowym z silną reprezentacją Węgier. Polacy niespodziewanie przegrali tylko 0:1, co Przegląd Sportowy obwieścił „sukcesem polskiego sportu piłki nożnej w Budapeszcie”.

Narodziny futbolu w Polsce

Już w 1903 roku, czyli w okresie zaborów, powstały pierwsze kluby piłkarskie, które narodziły się na ziemiach Galicji. Wynikało to z względnie liberalnego podejścia Austriaków, względem możliwości zrzeszania się. Tym sposobem powołano do życia Lechię Lwów, Czarnych Lwów, Cracovię i Wisłę Kraków, a także Polonię Warszawa, Łódzki Klub Sportowy, Posnanię, czy Unię Sosnowiec.

Przedstawiciele PZPN. Ten w środku w okularach to Edward Cetnarowski. 

Wielu traktuje rok 1919 jako symboliczny początek polskiej piłki nożnej. Rok po odzyskaniu niepodległości powołano do życia Polski Związek Piłki Nożnej i choć organizacja o podobnym charakterze funkcjonowała już 10 lat wcześniej na ziemiach Galicji, to PZPN przejął oficjalną pieczę nad rozgrywkami Piłki Nożnej w Polsce. Jedną z pierwszych decyzji władz związku, na których czele stanął Edward Cetnarowski, było utworzenie pięciu okręgów: krakowskiego, poznańskiego, warszawskiego, łódzkiego i lwowskiego, do których w niedługim czasie dołączyły okręgi: górnośląski, toruński i wileński. Jeśli wierzyć przekazom, w powołaniu PZPN uczestniczyło aż 31 polskich klubów sportowych.

Niedoszła reprezentacja olimpijska

Powołanie PZPN pozwoliło na zawiązanie rozgrywek ligowych. Historycznym zwycięzcą w pierwszym sezonie okazała się Cracovia. Dążono do uformowania kadry narodowej. Polska odradzała się po 123 latach zaborów i wciąż była wewnętrznie niestabilna. Zgodnie z postanowieniami Traktatu Wersalskiego na terenach Warmii, Mazur i Powiśla odbywały się plebiscyty terytorialne. W 1921 roku analogiczny plebiscyt odbył się na Górnym Śląsku. Zanim jednak do tego doszło, poprzedziły go dwa powstania lokalnej ludności. Powołanie reprezentacji narodowej z pewnością mogło przyczynić się do zjednoczenia i podniesienia morale narodu.

Już na początku swojego istnienia związek postawił sobie ambitny cel zorganizowania kadry, która będzie mogła wziąć udział w Igrzyskach Olimpijskich. Pomimo, że piłka nożna Europie dopiero się rozwijała, tradycje rywalizacji międzynarodowych na olimpiadach sięgały igrzysk w Paryżu z 1900 roku. O tym, że PZPN poważnie traktował powołanie i przygotowanie drużyny narodowej na zbliżające się igrzyska, niech świadczy powierzenie tego zadania amerykańskiemu wojskowemu – kapitanowi Chrisowi Burfordowi. Wszystko zostało brutalnie przerwane przez wojnę polsko-bolszewicką. Wielu sportowców zginęło przelewając krew za ojczyznę. Odsyłamy was do tekstu, który dokładniej opisuje przygotowania Polaków do IO w 1920 roku.

Przygotowania do meczu

Trochę trzeba było się namęczyć, żeby doszło do pierwszego reprezentacyjnego pojedynku. Austriacy świecili oczami, ale ostatecznie zbyli Polaków, natomiast pomocną dłoń wyciągnęła reprezentacja Węgier, co „Przegląd Sportowy” docenił publikując pozdrowienia sportowi węgierskiemu… w ich języku na pierwszej stronie, podkreślając wielką przyjaźń obu narodów.

Traktat pokojowy o zawieszeniu broni, zawarty w 1921 roku w Rydze, pozwolił na uspokojenie sytuacji na wschodniej granicy Polski. Tym samym PZPN mógł powrócić do planów zwołania reprezentacji i rozegrania pierwszego oficjalnego meczu międzynarodowego. Jako selekcjonera naszej kadry wytypowano majora Józefa Szkolnikowskiego. Wybór nie był przypadkowy. Oprócz służby wojskowej, major był również aktywistą sportowym, a konkretnie prezesem Krakowskiego Związku Piłki Nożnej, a także wiceprezesem PZPN. Należał do grona założycieli „Przeglądu Sportowego”. Pełnił też funkcję prezesa Towarzystwa Sportowego Wisła.

Podobnie jak w przypadku reprezentacji olimpijskiej, tak i w obliczu wyjazdu do Budapesztu, kadrę stanowili głównie piłkarze z Krakowa. 13-osobową grupę złożoną z siedmiu piłkarzy Cracovii uzupełniało trzech piłkarzy z Polonii, dwóch z Pogoni Lwów i jeden z Warty Poznań. Nie jest to jednak zaskoczeniem, gdyż drużyna z Krakowa była właśnie świeżo upieczonym, pierwszym w historii Mistrzem Polski. Mimo to zanim wytypowano ostateczny skład, który wyruszy do stolicy Węgier, przeprowadzono selekcję z kilkudziesięciu zawodników, którzy rywalizowali w ramach gier wewnętrznych i sparingów z przedstawicielami miast: 4 grudnia sparing z Bielsko Białą – wygrany 3:1, 8 grudnia sparing z Krakowem – wygrany 7:1, 11 grudnia sparing z Lwowem – wygrany 9:1.

Ekipa Cracovii, 1921 rok

Mecz z Węgrami był zaplanowany na godzinę 14:00 i miał zostać rozegrany 18 grudnia. Podróż pociągiem rozpoczęła się 16 grudnia o 10:40. Z uwagi na ograniczony budżet związku, piłkarze wraz z działaczami i dziennikarzami korzystali z wagonów trzeciej klasy, co odbijało się na komforcie podróży. Mimo to droga przebiegała w radosnej atmosferze, o czym może świadczyć relacja „Przeglądu Sportowego”:

Przybyliśmy do Żyliny, gdzie nastąpił czterogodzinny postój. Wieczerzę składającą się ze sznycla posmarowanego musztardą, bałąbuchy i jabłka, zapito herbatą, piwem i wodą sodową. Rozbawione towarzystwo ruszyło na miasto, napełniając puste ulice śmiechem. Bieganie koło dzwonnicy, ślizganie się, bieg w celu rozruszania kości, konkursowe bicie głową o parkan itp. To urozmaicało przechadzkę. 

Aura w połączeniu z losem nie rozpieszczała reprezentantów. Następstwem mrozu była awaria kół, która spowodowała opóźnienie pociągu. W efekcie polska delegacja nie zdążyła na przesiadkę do kolejnego pociągu, który miał ich zabrać z Leopoldowa do Budapesztu. Czekając pięć godzin na kolejny pociąg kadrowicze… zdrzemnęli się na dworcowych ławeczkach. Dalej zasłyszano, że jest nowy kurs, który skróci podróż o blisko dwie i pół godziny. Widocznie były to tylko plotki, gdyż w rzeczywistości „szybszy kurs” przedłużył Polakom przejażdżkę dodatkowo o półtorej godziny. Tym samym kadra i towarzyszący jej dziennikarze z działaczami dotarli do celu o północy, po 36 godzinach podróży, kompletnie wyczerpani. Polaków odebrały specjalnie czekające tam węgierskie karety, tak więc gościnność na najwyższym poziomie. Niestety za to wcześnie podane śniadanie w hotelu Astoria nie pozwoliło Polakom na zregenerowanie sił po męczącej podróży. To oraz zatrucie pokarmowe dwóch zawodników nie przeszkodziło jednak zagrać upragnionego meczu.

Wreszcie ten historyczny mecz!

O 13:45 przy dopingu 9000 kibiców zgromadzonych na stadionie Hungaria, obie drużyny wybiegły na stadion. Ekipa z Węgier była dużo bardziej doświadczona od Polaków. Pomimo zmęczenia, problemów kadrowych i nieprzyjaznej pogody (padał śnieg z deszczem i wiał wiatr), piłkarze z orłem na piersi planowali sprawić niespodziankę. Mecz rozpoczął się jednak zgodnie z oczekiwaniami gospodarzy, którzy w 18. minucie objęli prowadzenie po golu Szabo.

Okładka „Przeglądu Sportowego” po meczu z Węgrami. Zwróćcie też uwagę na reklamę. Była już wtedy! 

Zaledwie cztery minuty później powinno dojść do sensacyjnego wyrównania, ale Wacław Kuchar przedłożył ducha Fair Play ponad chęć zdobycia bramki. Gdy w sytuacji sam na sam jego strzał wylądował na głowie węgierskiego bramkarza, napastnik zamiast szykować się do dobitki, postanowił pomóc znokautowanemu rywalowi. W tym czasie obrońcy zdołali wybić piłkę. Przed końcem pierwszej połowy gospodarze mieli szansę na podwyższenie prowadzenia, ale nie wykorzystali rzutu karnego. Druga połowa obfitowała w sytuacje z obu stron. Jedna z nich zakończyła się nawet strzałem w poprzeczkę, gdy napastnik Węgier uderzał na bramkę Jana Lotha. W innej piłkę z linii bramkowej wybił Artur Marczewski. Był to jedyny występ reprezentacyjny obrońcy pochodzącego z Łodzi.

Mecz zakończył się wynikiem 1:0 dla ekipy Węgier, jednak Polacy zostali dobrze ocenieni przez kibiców i dziennikarzy. Można było się pokusić o strzelenie bramki, ale najlepszy polski zawodnik, czyli Józef Kałuża, występował na boisku z gorączką. Za najlepszego zawodnika został uznany Jan Loth, który wielokrotnie ratował Polaków przed utratą kolejnej bramki. O tym, że porażka 0:1 była traktowana jako sukces najlepiej świadczy podsumowanie meczu przez „Przegląd Sportowy”:

Wprawdzie drużyna węgierska była osłabiona, ale nie zmienia to faktu, że Węgrzy nie mieli w tym dniu lepszych graczy do dyspozycji. Przez ten wynik doprowadziliśmy do sytuacji, że od razu staliśmy się państwem, z którym zagranica w sporcie piłki nożnej liczyć się musi. Dlatego radość, jaka ogarnęła polski świat sportowy, jest zupełnie zrozumiała, zrozumiale są też gratulacje, jakich nie szczędzili Węgrzy. W Europie interesowano się wielce tymi zawodami. Faktem jest np., że Wieża Eiffla w Paryżu dwukrotnie interpelowała w niedzielę wieczorem radiostację budapesztańską o wynik!

Składy z tamtego spotkania

Po zakończeniu spotkania przyszła pora na bankiet w hotelu Royal. W trakcie jego spotkania doszło do wymiany proporczyków oraz wielu uprzejmości pomiędzy reprezentantami obu krajów. Zarówno Niemcy Południowi (0:3), Niemcy Środkowi (2:3), jak i Szwedzi (2:4) dali sobie strzelić więcej bramek. Nie ma się co dziwić, że wynik 0:1 przyjęto z tak olbrzymim entuzjazmem.  „Przegląd Sportowy” podsumował to w ten sposób:

Ponieśliśmy porażkę najmniejszą jaką zna ten sport. 

W trakcie uroczystości bankietowej wielokrotnie podkreślano polsko-węgierską przyjaźń i zaplanowano mecz rewanżowy – tym razem na ziemiach polskich. O tym poczytacie jednak w kolejnej części naszego cyklu, w których będziemy wam przedstawiać spojrzenie na kadrę w danym roku kalendarzowym.

BARTŁOMIEJ MATULEWICZ

Bartłomiej Matulewicz
O Bartłomiej Matulewicz 43 artykuły
Od lat związany z publicystyką - kiedyś o Manchesterze United, dziś o historii futbolu. Anonimowy Korespondent. Strzelałem w Manchesterze, Mediolanie, Monako, Monachium, Marsylii, Liverpoolu, Londynie i wielu innych... fotki. Czasami złapiesz mnie na trybunach prasowych. Poza studiami i pracą pochłaniam Premier League oraz Ekstraklasę