Wacław Kuchar – człowiek orkiestra

Zdjęcie główne: Przegląd Sportowy

Dawno, dawno temu żył sobie prawdziwy „człowiek orkiestra”. Zapewne wielu z was tytuł ten kojarzy się filmem, w którym rolę dyrektora zespołu baletowego odgrywa Louis de Funès. Bohater mojego artykułu nie grał jednak równocześnie na bębnach, harmonijce i akordeonie. Kim więc był Wacław Kuchar? Oczywiście piłkarzem, ale nie tylko. Uprawiał wiele sportów naraz: lekkoatletykę, pływactwo, łyżwiarstwo czy hokej. Odnosił w tych dyscyplinach wiele sukcesów, nie omijając również łucznictwa, saneczkarstwa, tenisa, fechtunku, a nawet kolarstwa. Chociaż sam przyznał, że na rowerze jeździł tylko do swojej przyszłej żony.

Wacław wychował się w rodzinie pochodzenia węgierskiego! W zasadzie to długo sam o tym nie wiedział. Pewnego razu przeszukał wszystkie zakamarki rodzinnego domu i po przejrzeniu sterty rodzinnych pamiątek dowiedział się, że jego pradziadek, Bela Keler był węgierskim kompozytorem. Z kolei jego babcia, pół-Węgierka, pół-Morawianka, wyszła za rodowitego Węgra – Carolusa Kuchara, który zajmował się stawianiem mostów dla kolei żelaznych. Później urodził się jego ojciec Ludwik (nazwany później „najbardziej usportowionym ojcem w historii polskiego sportu”), który wyruszył do Krakowa, gdzie ukończył szkołę handlową. Tam zakochał się i ożenił z Ludwiką Drzewiecką, a owocem ich miłości było ośmioro dzieci. A jednym z nich był właśnie Wacław.

Nasz bohater urodził się 16 września 1897 roku. Jedenaście lat później państwo Kucharowie postanowili przeprowadzić się do Lwowa, gdzie ojciec Ludwik zapisał swoje dzieci do „Sokoła”, czyli Towarzystwa Gimnastycznego. Trójka starszych braci zaczęła interesować się gimnastyką. Nic dziwnego, że młody Wacek próbując pójść w ich ślady, wkradał się na halę sportową, aby móc podpatrzeć działania swojego rodzeństwa. Marzył o tym, aby także kiedyś spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Postępował sprytnie. Przez cały tydzień zachowywał się bardzo cicho, aby bracia zabrali go ze sobą na trening i w końcu się udało. W taki to sposób zaczęła się jego przygoda z gimnastyką, którą uprawiał dosłownie wszędzie. Próbował nawet w domowym ogrodzie z drzew zrobić „drążek” jednak ojciec szybko sprowadził go na ziemię, ciesząc się jednocześnie z entuzjazmu, jaki bił od syna.

Wacław Kuchar
Źródło: wikipedia.pl

W 1904 roku Wacek poszedł do szkoły. Przeważnie drogę, którą musiał przebyć, pokonywał truchtem. A były to dla niego tylko lub aż trzy kilometry. Przez te lata doskonalił swoją kondycję, a także kształtował swoje umiejętności, próbując sił w nowych dyscyplinach. Sam opowiadał, że prawdopodobnie talent przekazali mu w genach rodzice. Dzięki temu wystarczyło, żeby raz zobaczył jak ktoś skacze wzwyż stylem nożycowym, a on po prostu go powtarzał.

Początki miłości do piłki

W 1907 roku stała się rzecz historyczna. Rodzice Wacka zaczęli zarządzać klubem sportowym, który powstał z połączenia KGS IV Gimnazjum z „Lechią”. Tak swój żywot rozpoczął Lwowski Klub Sportowy Pogoń. Po czasie zainteresowania Wacka zwróciły się ku piłce nożnej. Jak nie trudno się domyślić, bracia już całkiem dobrze opanowali sztukę posługiwania się futbolówką , więc i młody chciał spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Początkowo kopał podwórkową szmacianę, potem skórzaną skorupę, zszytą bardzo grubo z cholew starych butów. W końcu ojciec postanowił zakupić Wackowi piłkę, taką prawdziwą. Dał za nią 21 koron, czyli równowartość wówczas ośmiuset jaj! Początkowo młody Kuchar ostro trenował na przerwach szkolnych w klubie „Olimpia”, który założył wraz z kolegami ze szkoły. Zapisał się później do klubu sportowego „Sparta” jednak był za młody, aby tam grać. Postanowił więc stworzyć kolejną własną drużynę o nazwie „Gloria” kopiąc z kolegami po lekcjach.

Skąd Wacek umiał tak wiele? Zwinny, gibki, lubuje się w efektownych zwodach, szybkich przebojowych rajdach i zaskakujących, celnych strzałach. Nikt nie miał do niego pretensji, bo nigdy nie faulował, co zostało mu jako zasada na zawsze… Właśnie: dżentelmeństwo oraz ambicja objawiająca się jako ofiarność.. – Jacek Bryl „Wacław Kuchar”

Od urodzenia miał talent. Pomagało mu również to, że miał starszych braci. Na ich meczach czy treningach stawał za bramką, słuchał, analizował, a potem sam wprowadzał poprawki do swojej gry. Po czasie włączono drużyny Wacka „Olimpie” i „Glorie” do rozgrywek juniorów Pogoni. Jego potencjał dostrzegł „Jaśko” Kammerer, który powiedział komu trzeba, aby awansować go do trzeciej drużyny, a po tygodniu Wacek grał już w pierwszej. W 1912 roku jeden z napastników Pogoni się rozchorował. Znów Kamerer poprosił o skorzystanie z usług młodzieńca. Kuchar debiutował więc w wieku 15 lat w pierwszej drużynie i to w meczu, w którym Pogoń rozniosła swojego przeciwnika 7:1 a on sam strzelił trzy bramki w tym spotkaniu i stał się ważną postacią Pogoni na lata. Kolejnym meczem, w którym potwierdził swoją wysoką klasę, było starcie z Cracovią podczas otwarcia stadionu Pogoni. Wówczas 16-letni Kuchar strzelił dwie bramki. Potem szło już z górki i ostatecznie podczas swojej całej kariery, strzelił ponad 1000 bramek.

Wacław Kuchar
Źródło: Przegląd Sportowy

Wacław był jednym z pierwszych piłkarzy, który zderzył się ze zawodowstwem. No, może prawie pierwszym, bo w rzeczywistości nie do końca tak było. Matka Wacława powiedziała, że za każdą strzeloną bramkę dostanie 5 koron. Po jednym z meczów przyszedł i powiedział, iż strzelił aż 5 bramek. Do wypłaty 25 koron jednak nie doszło. Ojciec Ludwik w zamian za pieniądze dał synowi srebrny zegarek z dewizką, tym samym utrzymując „amatorstwo” na swoim poziomie. Jak wiemy, dawniej dostawano deputaty, więc zegarek można było uznać za formę podarunku od fana, prawdziwego kibica, którym był ojciec.

 

To nie koniec tekstu. Wybierz poniżej kolejną stronę, aby czytać dalej

Strona: 1 2

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 60 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.