Robert Pires – najlepszy skrzydłowy na świecie

  Zdjęcie główne: buzz.ie

R ewelacyjny skrzydłowy, odznaczający się świetną wizją gry, której nie powstydziliby się najlepsi rozgrywający świata. Oprócz znakomitych inklinacji do gry kombinacyjnej, wyróżniał się instynktem strzeleckim najwyższej klasy snajpera. Jego bramki zawsze były piękne oraz starannie dopieszczone. „Przed kontuzjami był najlepszym piłkarzem na świecie na swojej pozycji. Wystarczyło oddać mu piłkę, a on robił resztę.” – zwykł mawiać na temat Roberta Piresa zasłużony menedżer Arsenalu, Arsene Wenger. Aby rozjaśnić nieco więcej faktów z piłkarskiego życia francuskiego skrzydłowego, zanurzmy się w jego historii. Zapraszam do lektury!

Niemal każdy młody chłopak kopiąc futbolówkę na podwórku żyje marzeniami o grze w piłkę na profesjonalnym poziomie, reprezentując swój kraj i zdobywając trofea. Nie inaczej było w przypadku młodego Roberta. Jednak nie był on taki sam jak inni chłopcy. Miał trudniej. Mimo tego, że urodził się we Francji, słabo radził sobie z językiem, jego mama bowiem była Hiszpanką, a ojciec – Portugalczykiem. A tego powodu w domu nie posługiwano się francuskim. Jednak pasja do piłki nożnej, którą zaszczepił w Robercie jego ojciec, oraz talent do gry pokonały przeciwności losu, gdyż w wieku 15 lat opuścił szkołę i zaczął  realizować własne marzenia, rozpoczynając karierę w Stade Reims, a później przenosząc się do akademii FC Metz.

Od Francji, do Wengera

Kariera Piresa rozwijała się w naturalny sposób. Powoli, krok za krokiem, dawał znaki, że jest gotowy do gry w pierwszej drużynie z  północno–wschodniej Francji. Przełomowym momentem w karierze Roberta był rok 1996. Mając wówczas 23 lata ugruntował swoją pozycję w klubie, strzelając, jak na lewoskrzydłowego, imponującą liczbę bramek, bo aż 22 w samej lidze, na przestrzeni dwóch sezonów. Forma młodego Francuza zaowocowała debiutem w reprezentacji i coraz większym zainteresowaniem ze strony silniejszych i bogatszych klubów, co w końcu przekuło się w transfer do Olympique Marsylia. Tam nie czuł się jednak dobrze. Nie mógł się zaaklimatyzować, mimo tego, że został w kraju. Grał sporo, ale już nie aż tak efektywnie, jak miało to w FC Metz. Koniec końców, po dwóch latach gry w klubie znad Lazurowego Wybrzeża, poleciał na Wyspy Brytyjskie by tam stać się legendą Arsenalu.

Sześć milionów funtów wystarczyło, aby skusić właścicieli Marsylii do sprzedania Francuza. Przyszły numer 7 Arsenalu stanął w obliczu dużego wyzwania, ponieważ zmiana ligi zawsze niesie ze sobą ryzyko, a dodatkowo przybył na Highbury, aby zastąpić Marc Overmarsa, który odszedł do hiszpańskiej Barcelony za ogromną kwotę trzydziestu dziewięciu milionów euro.

Jednak wszystko zdawało być się łatwiejsze, ze względu na to, że nowym trenerem Roberta został jego rodak – Arsene Wenger.

Mimo wszystko kibice z dużym dystansem patrzyli na nowy nabytek, który nie omieszkał skrytykować stylu gry, jaki jest prezentowany w Anglii. Francuz zamknął jednak usta fanom cudownym golem zdobytym przeciwko Lazio w Lidze Mistrzów. Potem mogło być już tylko lepiej!

Złota kariera w Trójkolorowych

Pires jest jednym z niewielu piłkarzy, którzy mogą być dumni zarówno ze swoich osiągnięć w klubie, jak i w reprezentacji. Grając w barwach narodowych zaliczył 79 meczów i 14 bramek. Jednak najważniejszymi osiągnięciami w karierze Roberta są dwa złote medale wywalczone w MŚ we Francji w 1998 roku oraz ME w Belgii i Holandii w 2000. Były to dwie świetne imprezy dla Trójkolorowych, gdzie pierwsze skrzypce dla grali wówczas tacy piłkarze jak Zinedine Zidane, Thierry Henry, Emmanuel Petit czy Laurent Blanc. Jednak niemałą zasługę w obu tych sukcesach odegrał główny bohater dzisiejszego tekstu – Robert Pires, aczkolwiek z pewnych, sympatycznych dla niego przyczyn, to turniej z 2000 roku zapamięta bardziej. Asystował przy złotym golu Davida Trezegueta w finale z Włochami, który dał tytuł Trójkolorowym.

W 2005 roku został odsunięty od kadry Francji. Wówczas trenerem Les Bleus był Raymond Domenech, który… darł koty z większą częścią reprezentacji. W tym kręgu znajdowali się tacy piłkarze jak: Franck Ribery, Henry czy Nicolas Anelka.

Filar w „The Invincibles”

Pires czuł się w Arsenalu jak ryba w wodzie. Szalał po skrzydle rozumiejąc się bez słów z Patrickiem Vieirą, Thierrym Henrym czy Denisem Bergkampem. Czysta siła ognia z przodu londyńczyków zagwarantowała Kanonierom mistrzostwo w sezonie 2001/2002 oraz 2003/2004, który chyba najbardziej zapadł w pamięć każdemu kibicowi piłki nożnej. Wówczas drużyna prowadzona przez Wengera nie przegrała żadnego meczu w sezonie i została ochrzczona przydomkiem „The Invincibles” – Niepokonani. Niemałą zasługę w tym pozytywnym zamieszaniu miał Pires, który strzelał dużo, bardzo dużo – dokładnie 19 bramek w sezonie.

Trójka wspaniałych:  Thierry Henry, Robert Pires oraz Sol Campbell.
Trójka wspaniałych: Thierry Henry, Robert Pires oraz Sol Campbell.

„Wenger zniszczył moją karierę”

Po sześciu latach gry w koszulce Arsenalu Robert zmienił otoczenia. Po pewnym czasie zdecydował się udzielić wywiadu  dla News of the World, w którym przyznał co naprawdę stało u podstaw przenosin do Villarreal CF. Ostatnim meczem Roberta w barwach Kanonierów był ten w finale Ligi Mistrzów z Barceloną, w którym musiał opuścić boisko po kilkunastu minutach gry, ponieważ ówczesny bramkarz londyńczyków, Jens Lehmann, ujrzał czerwoną kartkę.

„W finale Ligi Mistrzów zagrałem wówczas tylko 18 minut. Wenger zabił wtedy moją chęć do dalszego reprezentowania Arsenalu. Dlatego przeniosłem się do Villarrealu” – powiedział – „Graliśmy wtedy w Paryżu, na meczu była cała moja rodzina i przyjaciele. Decyzja trenera naprawdę zabolała”

Piłkarska emerytura i zakończenie kariery

Po przygodzie w Villareal i rocznym powrocie na Wyspy i występowania w koszulce Aston Villi, nadeszła oczekiwana przerwa. Jednak mimo wszystko 38-letni wówczas Francuz nie powiedział ostatniego słowa. Po trzech latach okazało się, że wciąż drzemie w nim chęć do gry w piłkę i zarobienia niemałych pieniędzy. Ostatnim klubem w jego bogatej karierze okazał się być… indyjski FC Goa. Po zakończeniu sezonu 2014/2015 odczekał jeszcze kilka miesięcy i 25 lutego 2016 roku za pośrednictwem Twittera ogłosił zakończenie kariery, dodając przy tym wymowne zdjęcia z podpisem „Thank you” – Dziękuję.

DARIUSZ GOŚCIŃSKI

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl