Viv Anderson – reprezentant ponad podziałami

Zdjęcie główne: gettyimages.com

Był bohaterem pierwszego transferu sir Aleksa Fergusona w roli menedżera Manchesteru United, a także członkiem wielkiej ekipy Nottingham Forrest. Został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego i wreszcie: przeszedł do historii jako pierwszy czarnoskóry piłkarz, który założył koszulkę reprezentacji Anglii. Czy trzeba dodawać coś więcej, aby zachęcić do przeczytania tekstu? Przed Wami Viv Anderson!

Rasiści zasiadający na trybunach stadionów piłkarskich początkowo upodobali sobie banany. Kiedy tylko mieli okazję, obrzucali nimi czarnoskórych zawodników.
W połowie lat 70., w czasie spotkania Carlisle z Nottingham Forest, dziewiętnastoletni Anderson rozgrzewał się przy linii bocznej, gdy nagle w jego kierunku zaczęły lecieć, oprócz wspomnianych wyżej owoców, także jabłka i gruszki. Młody gracz gości zrozumiał, że w takim momencie najlepiej będzie wrócić na ławkę i zająć miejsce obok swojego menedżera. A był nim nie kto inny jak Brian Clough, słynny trener znany ze swojego ciętego języka. Między mężczyznami zawiązał się niecodzienny dialog:
Wydawało mi się, że kazałem ci się rozgrzewać
– To właśnie robiłem! Ale zaczęli rzucać we mnie bananami, gruszkami i jabłkami.
– Zabieraj swój tyłek tam z powrotem i przynieś mi dwie gruszki oraz banana!

Viv Anderson z rozbawieniem wspomina po latach tamto wydarzenie. Oczywiście nie widział niż śmiesznego w przejawach okropnego rasizmu na trybunach, ale dzięki reakcji Clougha zrozumiał, że nie może dać się zastraszać:

Brian uważał, że nie ma najmniejszego sensu, abym siedział obok niego schowany. Po meczu powiedział mi jeszcze: Jeżeli pozwolisz, żeby tacy ludzie dyktowali ci, co masz robić, to na twoje miejsce wybiorę kogoś innego, ponieważ ty za bardzo będziesz się przejmował opinią kibiców. Miałem wtedy dziewiętnaście lat. Po tamtym incydencie robiłem wszystko, aby już nigdy na moją grę nie wpłynęło nic, co krzyczano do mnie z trybun.

Nie był to ani pierwszy, ani ostatni akt rasizmu, którego na własnej skórze doświadczył.

Odrzucony

Vivian Alexander, znany po prostu jako Viv, urodził się w 1956 roku w wiosce Clifton, położonej pod Nottingham. Jego rodzice przybyli do Anglii z Indii Zachodnich (dzisiejsze Karaiby) po zakończeniu II wojny światowej, razem z całą falą imigrantów z tamtych obszarów. Rdzenni Brytyjczycy oczywiście nie byli zachwyceni takim obrotem spraw, co sprawiło, że młody Anderson dorastał w nasilającym się napięciu na tle rasowym. Dyskryminacja w miejscach pracy, sklepach i całej sferze publicznej. Futbol pod tym względem niczym się nie różnił – zarówno na boisku, jak i na trybunach przeważali biali mężczyźni.

Społeczne bariery nie zniechęciły jednak Viva do piłki nożnej. Uwielbiał sport i z powodzeniem reprezentował szkolne drużyny. Od urodzenia był wielkim fanem Manchesteru United. Wydawało się, że w młodym wieku spełnią się jego marzenia – Czerwone Diabły dostrzegły jego talent i zaprosiły go do siebie na testy, kiedy miał zaledwie piętnaście lat. Ostatecznie jednak jego ukochany klub nie podpisał z nim kontraktu, a Viv postanowił wrócić do Nottingham, gdzie został zatrudniony w drukarni. Tam jego głównymi zadaniami było parzenie herbaty i przynoszenie kanapek w czasie lunchu. W taki sposób pracował przez pięć tygodni, aż zgłosił się po niego Forest. Po kilku miesiącach próbnych, dostał w końcu kontrakt. W dorosłej drużynie zadebiutował w wieku siedemnastu lat.

Regularne występy w pierwszej drużynie Nottingham zapewniło mu dopiero przybycie Briana Clougha, który został trenerem Forest w styczniu 1975 roku. Klub znajdował się wówczas w drugiej lidze (Second Division). Historia niesamowitego związku Clougha i Forrest jest powszechnie znana – pod jego wodzą ta drużyna zdobyła krajowe mistrzostwo (jako beniaminek!) oraz dwukrotnie wygrała Puchar Mistrzów, do dziś pozostając prawdopodobnie najbardziej zaskakującym triumfatorem i obrońcą tego trofeum. Jedną z głównych ról w tamtym zespole odgrywał bohater tekstu.

Drużyna Forest świętuje wygranie Pucharu Mistrzów w 1980 roku. Źródło: dailymail.co.uk

W latach 70. i 80. na angielskich boiskach nie widzieliśmy wielu czarnoskórych piłkarzy. Mimo że większość z nich urodziła się w Wielkiej Brytanii (jak np. Chris Kamara czy Garth Crooks), to i tak byli oni bezustannie obrażani przez zasiadających na stadionach kibiców. Ci zawodnicy byli niemal pojedynczymi przypadkami, dlatego dla rasistów stanowili łatwy cel. Po raz pierwszy z agresją ze strony trybun spotkał się dwanaście miesięcy przed wspomnianym na początku tekstu incydencie z Carlisle – podczas pucharowej potyczki Forest z Newcastle. Anderson zaczął być obrażany na długo przed rozpoczęciem meczu:

Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem. Podszedłem wtedy do naszego trenera, Dave’a Mackaya i oznajmiłem mu, że nie chcę grać. Powiedział, żebym wziął się w garść i to była dobra rada. Pamiętam, jak John Tudor, napastnik Newcastle, powalił mnie na ziemię i wszyscy zaczęli wiwatować. To było naprawdę ciężkie. Miałem osiemnaście lat, a na stadionie pięćdziesiąt tysięcy ludzi było przeciwko mnie. Musiałem sobie z tym jakoś poradzić.

Wyzwiska, gwizdy i rasistowskie przyśpiewki stały się niemal cosobotnią rutyną. Już na początku swojej kariery Anderson spotkał się z ogromnymi przeszkodami, które skłaniały go do porzucenia swojej piłkarskiej przygody. Podobnie jak po nieudanych testach w Manchesterze, zastanawiał się nad zawieszeniem butów na kołku. Miał jednak ogromne wsparcie w osobie Clougha, który cały czas motywował go do stawiania czoła wszystkim przeciwnikom:

Były chwile, że zastanawiałem się, czy na pewno chcę w tym wszystkim uczestniczyć, ale czasami po prostu musisz przez coś takiego przejść. Obecnie jest wiele czarnoskórych twarzy w większości klubów i cieszę się, że w jakiś sposób przyczyniłem się do ułatwienia im grania.

Viv rozegrał dla Nottingham ponad trzysta spotkań ligowych, a swoimi umiejętnościami podbił serca fanów. Kiedy Forest przeprowadziło wśród kibiców w 1997 roku głosowanie na klubową „jedenastkę” wszechczasów, Viv Anderson został wybrany najlepszym prawym obrońcą w historii. Dostał aż 97% głosów!

Tworzenie historii

Bardzo dobre występy spowodowały, że o Andersonie zaczęto mówić w kontekście powołań do reprezentacji narodowej. Przed nim żaden inny czarnoskóry zawodnik nie zagrał w angielskich barwach w seniorskiej reprezentacji. Szlaki w zespole U-21 przecierał Laurie Cunningham, ale mimo wszystko wciąż była to tylko młodzieżówka. Ówczesny trener Synów Albionu, Ron Greenwood, nie mógł ignorować świetnej postawy Viva, który wyrósł na czołowego defensora w kraju. Powołał go na spotkanie z Czechosłowacją, które miało zostać rozegrane na Wembley. Decyzja selekcjonera wywołała w Anglii wiele kontrowersji, a spora część społeczeństwa ostro krytykowała jego decyzję. Jak sam Greenwood zaznaczał, w jego wyborze nie było żadnych politycznych podtekstów:

Fioletowi, żółci, czarni – jeżeli będą wystarczająco dobrzy, to ich powołam

29 października 1978, wychodząc na boisko w koszulce reprezentacji Anglii, Viv Anderson tworzył historię. Debiut był dla niego niezwykle udany – zaprezentował się z solidnej strony w defensywnie i brał udział przy bramkowej akcji gospodarzy. Kiedy schodził z boiska, kibice zebrani na Wembley zgotowali mu owację na stojąco. Do dziś trzyma telegram od Królowej, który tamtego wieczoru czekał na niego w szatni. Po latach tak wspomina swój pierwszy mecz w angielskich barwach:

Byłem piłkarzem, który reprezentował swój kraj i jedyne o czym myślałem, to żeby nie popełnić błędu przed stu tysiącami ludźmi na stadionie. Po prostu chciałem być pewny, że dokładnie podam, dobrze odbiorę piłkę i będę miał pozytywny wkład w mecz. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jakie to było wówczas wspaniałe osiągnięcie. W tamtym czasie miałem dwadzieścia dwa lata, byłem zwykłym piłkarzem starającym się zrobić karierę i pragnąłem tylko zrobić wszystko, żeby znaleźć się w składzie na następne spotkanie. 

Dla reprezentacji Anglii Viv rozegrał w sumie trzydzieści spotkań, w których zdobył dwie bramki. Wkrótce po jego debiucie w kadrze pojawili się także inni czarnoskórzy zawodnicy: Cunningham, Cyril Regis czy John Barnes.

Historyczny moment – Anderson debiutuje w dorosłej reprezentacji Anglii. Mecz z Czechosłowacją na Wembley, 1978

Anderson swoją postawą na boisku pomógł złamać stereotypy. Jego talent, skromność i etyka pracy sprawiły, że ludzie zaczęli inaczej patrzeć na czarnoskórych zawodników, których do tej pory uważano za leniwych i zbyt wrażliwych na warunki pogodowe:

Rozbiłem pewien model czarnoskórego piłkarza, ponieważ grałem na obronie, a wcześniej tacy występowali przede wszystkim w ataku. Zawsze nosiłem koszulkę z krótkim rękawem, ponieważ wciąż ludzie patrzyli na czarnych zawodników, którzy zakładali rękawiczki oraz kalesony i myśleli, że boimy się zimna.

Pierwszy transfer Fergusona

W 1984 roku, po dziesięciu latach, Viv opuścił Nottingham. Drużyna po sensacyjnych zwycięstwach w Europie i wywalczonym mistrzostwie, nigdy w kolejnych sezonach nie była w stanie nawiązać do tych wyczynów, mimo że Clough prowadził ich aż do 1993 roku.

Anderson przeniósł się do londyńskiego Arsenalu, w którym spędził trzy kolejne lata. Na Highbury dalej potwierdzał swoje atuty: był szybki, zwinny, a przy tym potrafił odnaleźć się w polu karnym przeciwnika, dzięki czemu zdobył w swojej karierze kilka ważnych goli. Dla Kanonierów strzelił w sumie piętnaście bramek w stu pięćdziesięciu meczach, co na obrońcę jest solidnym wynikiem. Długie nogi, pomagające mu zabierać piłkę rywali nawet w beznadziejnych sytuacjach, sprawiły, że dostał przydomek Spider, czyli „Pająk”. Pomógł Arsenalowi w 1987 roku zdobyć Puchar Ligi, a w czasie swojego pobytu, był mentorem dla młodego Tony’ego Adamsa.

Viv Anderson jako Kanonier. Źródło: telegraph.co.uk

Kibice byli zszokowani, kiedy po trzech sezonach postanowił przejść do ich wielkiego rywala, Manchesteru United. Tym transferem ponownie zapisał się w historii – stał się pierwszym zawodnikiem, którego na Old Trafford sprowadził Alex Ferguson (wówczas jeszcze bez tytułu szlacheckiego). Szkocki trener wydał na niego 250 tysięcy funtów. 31-letni Viv spełnił wreszcie swoje dziecięce marzenia.

Viv Anderson stał się ważnym elementem w układance Fergusona, który miał w planach przebudowę drużyny. W 1988 roku ze swoim nowym klubem został wicemistrzem kraju, ale w tamtym sezonie Manchester nie miał zbyt dużych szans na detronizację Liverpoolu. Reprezentant Anglii spisywał się dobrze, jednak nie należał do najmłodszych zawodników w drużynie. Ferguson z czasem zaczął stawiać na prawej obronie na Paula Ince’a. Szanse na granie w większej liczbie meczów Viv stracił całkowicie po transferze Denisa Irwina, który szybko stał się pierwszym wyborem szkockiego menedżera na prawej stronie defensywy (Ince wrócił do środka pomocy). Anderson opuścił Old Trafford po czterech latach, w 1991 roku. Z Czerwonymi Diabłami wygrał FA Cup oraz Puchar Zdobywców Pucharu.

Viv w barwach Manchester United. Źródło: thefa.com

Zmierzch

Viv odszedł z Manchesteru w styczniu i jako wolny zawodnik przeniósł się do Sheffield Wednesday. Pomógł tej drużynie w wywalczeniu awansu do First Division. Co ciekawe, Sowy wygrały Puchar Ligi, a w finale pokonały… United. Anderson nie mógł jednak wystąpić w tym spotkaniu, ponieważ we wcześniejszych rundach reprezentował barwy Czerwonych Diabłów. Anglik miał być krótkoterminowym wzmocnieniem, a osiadł w klubie na kolejne dwa sezony, dzięki czemu udało mu się zagrać jeszcze w nowo powstałej Premier League w 1993 roku. W tym samym czasie Sheffield dotarło do finałów: FA Cup i Pucharu Ligi, ale w obu lepsi okazali się piłkarze Arsenalu, czyli też byłego klubu czarnoskórego gracza.

Przywitanie kapitanów Arsenalu i Sheffield Wedensday – Tony’ego Adamsa oraz Andersona

Jego następną drużyną było Barnsley, gdzie został grającym trenerem. Tego epizodu jednak Anderson nie może wspominać miło, ponieważ zespół pod jego przywództwem ledwo uniknął spadku do Divison Two. W kolejnym sezonie przeniósł się do Middlesbrough, aby sprawować funkcję asystenta Bryana Robsona, dawnego kolegi z Manchesteru. Mimo że zakończył piłkarską karierę, to wciąż był zarejestrowanym zawodnikiem, dzięki czemu w sezonie 1994/95 udało mu się jeszcze zaliczyć dwa występy w barwach Boro. Później jednak zawiesił buty na kołku już ostatecznie.

Był asystentem w Middlesbrough aż do 2001 roku, kiedy Robsona na stanowisku zastąpił Terry Venables. Od tamtej pory nie pracował na żadnym piłkarskim stanowisku.

W 2000 roku został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego za swoje zasługi dla krajowego futbolu. Obecnie udziela się często w telewizji i bardzo angażuje się w akcję Kick It Out, która ma na celu usunięcie rasizmu z piłkarskich stadionów. Na zawsze zostanie zapamiętany nie tylko jako świetny obrońca, lecz także jako zawodnik, który zmienił oblicze gry, także poza Wielką Brytanią:

Ktoś mi kiedyś oznajmił: Jesteś chodzącym kawałkiem historii, ale nigdy sobie tego nie uświadomiłem, dopóki inni mi tego nie powiedzieli.

KUBA GODLEWSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Kuba Godlewski
O Kuba Godlewski 18 artykułów
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.
  • Mateusz Orłowski

    ,,Tego epizodu jednak Anderson może wspominać miło”

    Brakło ,,nie” . Ciekawy tekst.

    Pozdrawiam

  • Już poprawione. Dzięki!

  • Kapitalny tekst 🙂