Alojzy Jarguz – pierwszy Polak z gwizdkiem na mundialu

Źródło: pzpn.pl

Sędzia to najbardziej niewdzięczna funkcja w świecie piłkarskim. Wprawdzie zawodnicy nieustannie znajdują się pod ogromną presją i muszą radzić sobie z krytyką nasilającą się w przypadku porażek, ale gdy wygrywają, stają się bohaterami wielbionymi przez tłumy, a chłopcy na podwórkach biegają w koszulkach z ich nazwiskami. Praca trenera jest szalenie stresująca, ale kiedy jej owocem są puchary i mistrzostwa, szkoleniowcy noszeni są na rękach i błyszczą przed telewizyjnymi kamerami. Arbiter zaś popełniając błąd, najczęściej odpoczywa od prowadzenia meczów, wysłuchuje pretensji piłkarzy, a na trybunach jego nazwisko wykrzykiwane jest wraz ze stekiem wulgaryzmów. A jeśli spisze się dobrze? Cóż, po prostu wywiązał się ze zdania.

Jednak bez względu na to, z jak dużymi wypiekami na twarzy przypominamy sobie archiwalne bramki Zbigniewa Bońka i Grzegorza Laty, jaką radość dają obecnym pokoleniom gole Roberta Lewandowskiego i parady Wojciecha Szczęsnego oraz jakie dyskusje wzbudzają wypowiedzi Michała Probierza, warto docenić też panów z gwizdkiem.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Oni również reprezentują Polskę na arenie międzynarodowej. Obecnie najlepszym graczom globu gwiżdże Szymon Marciniak. Kiedyś za linią boczną w finale mundialu stał Michał Listkiewicz. Pierwszym naszym rodakiem sędziującym na mundialu był Alojzy Jarguz.

Piłkarskie początki

Jarguz pochodzi z małego miasteczka, Rogoźna. Zanim chwycił za gwizdek, występował jako zawodnik w miejscowym klubie Wełna. Sędzią postanowił zostać po przeprowadzce do Bartoszyc. Jego debiutem był mecz Cresovii Górowo Iławeckie z Polonią Lidzbark. Miało to miejsce w roku 1958. Chyba sam zainteresowany nie przypuszczał, że już osiem lat później dostąpi zaszczytu prowadzenia spotkań w Ekstraklasie.

– Co trzeba zrobić, by zostać Alojzym Jarguzem?

– Zapisać się na kurs dla kandydatów na sędziów…

– A potem już tylko krok, by zostać najlepszym sędzią w historii polskiego futbolu? Czy tak?

– No, może dwa kroki. A w moim przypadku chyba trzy, bo nigdy nie zdobyłem – i już nie zdobędę – „Kryształowego Gwizdka”…

Tak wspominał początki swojej sędziowskiej przygody w poświęconym mu tekście Pawła Smacznego ze zbiorowej publikacji „Strzał w dziesiątkę”, opowiadającej o wielkich postaciach polskiego piłkarstwa. Kariera arbitra mieszkającego od 1969 roku w Mikołajkach nabierała rozpędu.

Ligowe przygody

Jak wiadomo, bohater tekstu trafił na przesiąknięte korupcją, a jednocześnie niezwykle barwne, bo związane z wieloma anegdotami czasy. Warto przypomnieć ostatnią kolejkę ligową z roku 1982. O tytuł mistrza Polski rywalizowały Śląsk Wrocław i Widzew Łódź.

Drużyna z Dolnego Śląska walczyła z Wisłą Kraków i była w tym starciu zdecydowanym faworytem. Wygrana dawała jej mistrzostwo. Rozjemcą tego widowiska był Jarguz. Opowiadał o tym w tygodniku „Piłka Nożna” Przemysławowi Pawlakowi.

Stadion nabity ludźmi, a oni grają: ty do mnie, ja do ciebie. Wychodzimy na drugą połowę, stoi wysoko postawiony generał związany z wojskowym Śląskiem i kręci głową: – „My tego meczu nie wygramy, walizka pieniędzy krąży po stadionie”. Nie przywiązywałem do tego wagi, ale wydawało mi się nieprawdopodobne, żeby poświęcić mistrzostwo Polski. Druga połowa jednak to samo: ty do mnie, ja do ciebie. – To ja was k…, urządzę – pomyślałem. Kilka minut przed końcem Śląsk miał rzut rożny, zakotłowało się, gwizdnąłem karnego. Na dobrą sprawę, nikt by mi tego nie udowodnił, bo naskok rzeczywiście był. I kto do mnie leci z pretensjami? Śląsk! – Za co, za co ten karny? – Kątem oka zauważyłem, że się naradzają  i znowu myśl: nie strzelą. Mistrzem Polski został wtedy Widzew.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz