Alojzy Jarguz – pierwszy Polak z gwizdkiem na mundialu

Oczekiwanie na wyjazd

W drugiej lidze Jarguz sędziował zaledwie przez rok. Na kolejny zawodowy awans musiał jednak czekać długo. Za granicę wyjechał dopiero w 1975 roku. O tym, że pomogły mu wówczas szczęście i znajomości opowiedział przed laty w wywiadzie przeprowadzonym przez Janusza Atlasa dla „Piłki Nożnej Plus”.

Wiosną 1975 roku zjechał na wędkowanie sekretarz KC PZPR Zdzisław Żandarowski z małżonką i zamieszkał w kierowanym przeze mnie ośrodku „Stomil”. Przy bogato zastawionej kolacji rybnej zainteresowała go moja kariera sędziowska. Zapytał, jak to się dzieje, że sędziuję ważne mecze ligowe, a nie jestem sędzią FIFA. Ja na to, że pytanie należy skierować do prezydium PZPN. Interweniował chyba w resorcie sportu, w każdym razie w lipcu tego samego roku Eksztajn [Stanisław, ówczesny szef polskich sędziów – przyp. G.Z.] przywiózł mi do Mikołajek upragnioną nominację.

Zadebiutował prowadząc mecz drugich reprezentacji Francji i Rumunii. Trzy lata później był jednym z sędziów wyznaczonych na odbywający się w Polsce juniorski turniej UEFA. Jednak to, co najlepsze było dopiero przed nim…

Argentyńskie mistrzostwa

11 czerwca 1978 roku był bardzo ważnym dniem w życiu Alojzego Jarguza. Jako główny arbiter poprowadził wówczas mecz Peru z Iranem rozgrywany w ramach Mistrzostw Świata w Argentynie. To jednak nie był jego debiut na tej imprezie, bowiem wcześniej pracował w roli liniowego przy spotkaniach Szwecji z Brazylią.

Stał się pierwszym Polakiem sprawującym tę funkcję podczas światowego czempionatu. W przeszłości inni nasi rodacy sędziowali na wielkich imprezach. Byli to Marian Środecki i Marian Kustoń, ale oni pojechali na Igrzyska Olimpijskie do Monachium i Montrealu. Na mundialu, aż do debiutu Jarguza, nie reprezentował naszych arbitrów nikt. O atmosferze panującej podczas odbywającej się w Ameryce Południowej imprezy opowiadał w przywołanej wcześniej książce.

Niesamowite – wielka, niepowtarzalna impreza. – Argentyna ’78 pod tym względem chyba przewyższyła wszystkie poprzednie turnieje. To, co pokazywała telewizja, niewiele mówi. Być  tam, w środku, dopiero wtedy ma się właściwy obraz pozwalający inaczej ocenić miłość kibiców do futbolu. A jeśli jeszcze wygrywają gospodarze…

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz