Jak Puchar Polski stał się na sezon Ligą Mistrzów

Czas czytania: 3 m.
0
(0)

Na początku XXI wieku byliśmy świadkami kilku ciekawych i zaskakujących reform rozgrywek. Działacze PZPN-u właściwie co sezon gmerali przy liczbie drużyn w Ekstraklasie lub zasadach rozgrywania ligi. Ostatnim akordem tamtego okresu było dobranie się do Pucharu Polski w sezonie 2004/2005 i stworzenie z niego tworu na wzór Ligi Mistrzów. 

Owa reforma Pucharu Polski miała być odpowiedzią na zarzuty, że nasi ligowcy grają za mało meczów. Skądinąd były one słuszne, bo w latach 2003-2005 w Ekstraklasie rozgrywano zaledwie 26 kolejki. Mądre głowy z PZPN-u wpadły więc na pomysł godny postaci z czeskiej bajki „Sąsiedzi”. Stworzono Puchar Polski z eliminacjami i 32-zespołową fazą grupową. W końcu liczba meczów rozgrywanych przez kluby zwiększała się o sześć, zamierzony cel został osiągnięty, a że większość tych spotkań odbywała się z rywalami słabymi i o żadną stawkę? To szczegół. Jak wyglądały tamte przedziwne rozgrywki?

Fazy eliminacyjne

Na początku zaczynaliśmy od rundy wstępnej. 16 zwycięzców wojewódzkich eliminacji grało ze sobą w ośmiu meczach. To coś na wzór I rundy eliminacji Ligi Mistrzów, gdzie drużyny z Andory czy San Marino mierzą się ze sobą, by i tak odpaść w następnym dwumeczu. Co ciekawe, w tamtym sorcie znalazła się odbudowująca się Lechia Gdańsk, które występowała w ówczesnej III lidze. Biało-Zieloni pokonali wtedy rezerwy Jagiellonii Białystok, a potem w rzutach karnych przegrali ze Szczakowianką Jaworzno walkę o fazę grupową PP.

Kolejna runda to ogromne 42-zespołowe baraże, które, mówiąc kolokwialnie, miały oddzielić ziarno od plew. Ekstraklasowi średniacy pokroju Zagłębia Lubin mogli trafić na amatorów z IV ligi. Wielu niespodzianek jednak nie było. Największymi były zwycięstwa IV-ligowego Skalnika Gracze i Olimpii Sztum, odpowiednio nad Cracovią i Jagiellonią Białystok. Dla tych pierwszych zwycięstwo 2-1 nad Pasami, to najważniejszy moment w historii. Jeśli więc mielibyśmy szukać pozytywów tej reformy, to sukces Skalnika byłby jednym z największych. Innymi drużynami z tak niskiej klasy rozgrywkowej, które doszły do fazy grupowej były: Stal Mielec czy Koszarawa Żywiec (3-0 w barażach z Polarem Wrocław).

Faza grupowa

W fazie grupowej czekało 11 rozstawionych drużyn z Ekstraklasy. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że działacze PZPN-u zlitowali się nad najmniejszymi i grupy wylosowali w ten sposób, by odległości pomiędzy miastami nie przekraczały więcej niż 150-200 km. Dlatego więc mieliśmy niepowtarzalną okazję na obejrzenie derbów Mazowsza pomiędzy Mazowszem Grójec, a Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, czy zawsze kultowe i zacięte starcia pomiędzy górniczymi klubami – Skalnika Gracze z GKS-em Katowice i Górnikiem Zabrze.

Szczęście w losowaniu miała Wisła Kraków, która trafiła na drużyny z niższych lig i bez problemów wyszła z 18 punktami na koncie i bilansem bramkowym 17-1. Czy podopieczni Wernera Liczki byli zachwyceni z tych sześciu dodatkowych sesji treningowych? Najbardziej gorącym hitem był derbowy dwumecz Górnika Zabrze z GKS-em Katowice. Brak jakiegokolwiek zainteresowania ze strony kibiców widać po frekwencji na meczach fazy grupowej. Na 48 spotkań jedynie cztery (!) oglądało więcej niż 5000 osób (dwa razy mecze Wisły Kraków i dwumecz Legia-Pogoń), a zdarzył się mecz Górnika Polkowice z Kotwicą Kołobrzeg, gdzie na trybunach zasiadło 70 osób (!!).

Zresztą nic w tym dziwnego. Przy takim formacie rozgrywek, pewni awansu ekstraklasowicze wystawiali rezerwy. Najsłabsze drużyny z kolei szybko przestawały się liczyć w walce o awans i robiły za kaczki, do których można było strzelać bez oporu. Dlatego też byliśmy świadkami takich wyników jak 9-2 w meczu Wisły ze Szczakowianką, czy 9-1 GKS-u Bełchatów z Olimpią Sztum. Wyniki pokroju 3-0 lub 4-0 były normalnością.

Negatywnym rekordzistą całej fazy grupowej okazał się Skalnik Gracze. Ich piękny sen zamienił się w koszmar. Klub z Opolszczyzny skończył z zerowym dorobkiem i bilansem bramkowym 4-22. W prawie w każdej grupie znalazła się drużyna z mniej niż trzema punktami na koncie. Taki format rozgrywek sprawił, że niemożliwe było sprawienie jakiejkolwiek niespodzianki.

Z fazy grupowej wyszło 11 klubów występujących w Ekstraklasie, cztery II-ligowe (trzy z nich walczyły o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej) i rodzynek w postaci Koszarawy Żywiec. IV-ligowiec trafił do słabej grupy, gdzie pierwsze miejsce było z urzędu zapisane Wiśle Kraków. Koszarawa ograła rywali z niższych lig, awansowała do 1/8 finału, sprawiając tym samym, że ta przedziwna edycja PP została jakkolwiek zapamiętana.

Faza play-off

Cała faza play-off odbywała się w systemie mecz-rewanż, co doszczętnie zabiło jedyny pozytyw PP, czyli nieprzewidywalność. W sezonie 2004/2005 zabrakło tak pięknych historii o maluczkich na salonach. Koszarawa odpadła w 1/8 przegrywając 4-3 z Koroną Kielce, co i tak trzeba uznać za ogromny sukces.

Nie będziemy opisywać tego, co działo się w kolejnych rundach. Od ćwierćfinałów oglądaliśmy oklepane starcia ekstraklasowiczów. W finałowym dwumeczu (kolejna głupota tamtej edycji PP kultywowana jednak przez kilka lat) Dyskobolia Grodzisk Wlkp. wygrała 2-1 z Zagłębiem Lubin. Ponad rok temu pojawiła się informacja jakoby finał ten miał zostać kupiony.

***

Podstawowe zadanie reformy zostało spełnione. Finaliści rozegrali odpowiednio 14 i 15 meczów, przechodząc iście piekielną drogę by tam trafić. Nie przeszkodziło to jednak Dyskobolii w szybkim odpadnięciu z europejskich pucharów. Rok później powrócono do normalnych zasad rozgrywania pucharu. Jednoroczna reforma do dziś pozostaje groteskowym dowodem na to, jak bardzo działacze zapętlili się w próbach naprawy polskiego futbolu.

JAKUB MIEŻEJEWSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

„Johan Cruyff. Biografia totalna” – recenzja

Książek o Johanie Cruyffie powstało wiele i nawet w naszym kraju nie jest to pierwsza pozycja o najwybitniejszym holenderskim piłkarzu. Jednak biografia napisana przez wybitnego dziennikarza z Kraju Tulipanów Auke Koka i znakomicie przetłumaczona przez Pawła Wilkowicza, to dzieło wybitne. Autor, prowadząc opowieść o Boskim Johanie, ukazuje nam również obraz Holandii i Hiszpanii z czasów życia tego holenderskiego wizjonera.

Alfred Hajos – sportowy człowiek renesansu

Zbliżają się Letnie Igrzyska Olimpijskie. Już wkrótce w Paryżu o medale rywalizować będą zawodnicy z całego świata. Z tej okazji warto poznać sylwetkę wyjątkowego...

Japońscy sportowcy w Białogardzie – historia olimpijskiego zgrupowania

Mało kto wie, że w mieście Białogard w województwie zachodniopomorskim, znanym do tej pory przede wszystkim jako miejsce urodzenia prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, przebywała ekipa...