Legia Warszawa w Lidze Europy 2011/2012

PSV Eindhoven – Philips Stadion

Pierwszy mecz Legia zagrała na wyjeździe w Holandii. Wielkie PSV miało zmierzyć się z Wojskowymi, którzy w czwartkowy wieczór 15 września mieli zadebiutować w fazie grupowej Ligi Europy. Trener Maciej Skorża zaskoczył składem, w pierwszej jedenastce nie zobaczyliśmy Miroslava Radovicia. W myśl „zwycięskiego składu się nie zmienia” Serb usiadł na ławce (nie zagrał w meczu na Łużnikach). Miejsca w bramce Legionistów nie oddał Dusan Kuciak, który od początku meczu starał się uchronić piłkarzy z Warszawy przed utratą bramki. Od początku widoczna była zdecydowana przewaga piłkarzy PSV. W 21 minucie Holendrzy udokumentowali swoją wyższość nad drużyną z Polski, po prostopadłym podaniu Szweda Toivonena, piłkę przeciął Komorowski, dopadł do niej Dries Mertens, który szybkim strzałem pokonał Kuciaka. Pierwsza połowa to słaba gra Legionistów, druga nie była aż tak tragiczna, po wejściu Radovicia, który wniósł trochę ożywienia, jednak bramkarz PSV Przemysław Tytoń nie miał zbyt wiele pracy. Końcówka to bombardowanie bramki Legii, która poległa po nie najlepszej grze, miałem wrażenie, że mogli zrobić więcej, jednak być może podeszli zbyt wielkim szacunkiem do rywala i obawą straty bramki.

Legia
Zdjęcie z meczu Legia – PSV w Warszawie.

Hapoel Tel Awiw – Stadion Wojska Polskiego

Przed meczem z Hapoelem, piłkarze Legii chcieli odkuć się po porażce z PSV. Pierwsza połowa należała do gości, którzy nie bali się zaatakować na stadionie Legii Warszawa. Szczególnie podobać mogli się dwaj przedstawiciele izraelskiej drużyny Tamuz i Igiebor. Ten pierwszy wpisał się do protokołu meczowego w 34 minucie, pokonując Kuciaka celnym strzałem głową. Rozczarowanie wśród kibiców, po pierwszej połowie ich ulubieńcy przegrywają. W drugiej części piłkarze się zmobilizowali, ujrzeliśmy zdecydowanie lepszą drużynę niż tą, którą zobaczyliśmy przed przerwą. Można powiedzieć, że Wojskowi grali z „rozmachem” w ataku, konstruując ciekawe i składne akcje. Wyrównującego gola po strzale głową strzelił Daniel Ljuboja w 67 minucie, na kolejną bramkę kibice nie musieli długo czekać. Po faulu w polu karnym na Miroslavie Radoviciu sędzia wskazał na wapno! Do piłki podszedł Marcin Komorowski, który huknął w prawy górny róg bramki. Wynik 2:1 nie utrzymywał się zbyt długo, już 6 minut później po strzale jednego z piłkarzy Hapoelu, Kuciak sparował piłke przed siebie, a piłkę dobił Maaran Al Lala. W 89 minucie stadion oszalał, po podaniu głową Ljuboji, z piłką z niemałym trudem zabrał się Radović, który zrobił w biegu dwa razy zamach, a za trzecim strzelił! Mecz zakończony 3:2 i trzy punkty zostały w Warszawie.

Rapid Bukareszt – Stadionul National

Po dwóch rozegranych kolejkach nadszedł czas na wyjazd do Rumunii. Około trzech tysięcy kibiców z Polski zasiadło na trybunach w Bukareszcie, dwa razy tyle, co w Eindhoven. Skorża ustawił zespół defensywnie, z Januszem Golem biegającym na dziesiątce. Fani Rapidu od początku wygwizdywali Legię, a kibice z Polski mieli ogromne problemy z wejściem na stadion (próbowano odebrać im flagi, zabierano monety czy klucze do mieszkań). Pierwsza połowa to kilka akcji Wojskowych oraz próby zaatakowania przez Rapid, który próbował od początku być skoncentrowanym w swych działaniach. Po przerwie na stadionie zaczęli pojawiać się kibice Legii, mogliśmy w końcu usłyszeć okrzyki „Legia, Legia Warszawa!”. Od początku Rumuni próbowali przeważać, a Legioniści skupili się na kontratakach. Dopiero w 72 minucie świetnym dośrodkowaniem popisał się Maciej Rybus, a akcję wykończył kto? Radović! Prawdziwe serce i mózg tego zespołu. Dobrze dysponowany Kuciak, nie pozwolił się pokonać i warszawiacy wygrali jednobramkową przewagą. Dobra forma Słowaka w tych meczach była nieoceniona. Chyba nikt nie spodziewał się, że zostanie bramkarzem Legii na lata.

Nie zasłużyliśmy na zwycięstwo, ponieważ na boisku zachowywaliśmy się, jakbyśmy po raz pierwszy grali w międzynarodowych rozgrywkach. Moi piłkarze wyszli na to spotkanie przestraszeni i było to widać w pierwszej połowie, kiedy to zagraliśmy bardzo źle. Po przerwie to się zmieniło, ponieważ mój zespół grał tak, jak powinien od początku. Jednak to rywale zdobyli bramkę po stałym fragmencie gry, choć trzeba przyznać, że goście powinni prowadzić już w pierwszej połowie. Wykazali większe zaufanie do własnych umiejętności – Razvan Lucescu, trener Rapidu

Rapid Bukareszt – Stadion Wojska Polskiego

Pierwsze minuty meczu rewanżowego z Rumunami w Warszawie były wyrównane. Pierwsza połowa to ataki piłkarzy Rapidu oraz próby wyprowadzenia kontry przez Legię. Jednak od 25 minuty piłkarze ze stolicy grali w przewadze. Czerwoną kartkę po faulu na Michale Żyro otrzymał Dan Alexa. Powoli widoczna była przewaga polskiego klubu, ale dopiero w drugiej połowie mogliśmy zobaczyć prawdziwy koncert w ich wykonaniu. W 54 minucie uskrzydleni dopingiem 31 tysięcy gardeł Legioniści strzelili pierwsza bramkę. Po słupku Artura Jędrzejczyka, piłkę do bramki mimo asysty dwóch rywali wepchnął Radović, dla którego nie było straconych piłek. Niestety po 10 minutach zespół z Bukaresztu wyrównał. Herea podał do niepilnowanego Teixeiry, a ten umieścił piłkę w siatce. Cztery minuty później po dobrej akcji Macieja Rybusa do pustej bramki piłkę wepchnął … Radović! Rumunii nie potrafili stworzyć żadnej stuprocentowej okazji. Szczęście nie dopisało Januszowi Golowi, który po niespełna 20 minutach musiał zejść po otrzymaniu czerwonej kartki. Wynik meczu ustalili dwaj młodzi i perspektywiczni zawodnicy (jak to dzisiaj brzmi) Rafał Wolski podał do Michała Kucharczyka, który zdobył bramkę. I stało się – Legia uzyskała historyczny awans z grupy, już po 4 meczach mając 9 punktów! W tym samym czasie rozegrany został ciekawy mecz PSV z Hapoelem, w którym padł remis 3:3.

PSV Eindhoven – Stadion Wojska Polskiego

Drugi mecz z rzędu na stadionie u siebie. Po trzech wygranych i przegranej tylko 1:0 w Holandii, wszyscy byli optymistycznie nastawieni. Bo dlaczego nie wygrać z PSV u siebie? Skoro jesteśmy w gazie? Jednak fakt, że przed tym meczem obie drużyny miały zapewniony awans, był dodatkową motywacją dla Legionistów, przecież nie mieli nic do stracenia. Mecz zaczął się dobrze. Niezłe sytuacje na początku meczu, co prawda z obu stron, ale z większym impetem usiłowała Legia. Niestety 34 minuta była pechowa dla warszawiaków. Michał Żewłakow tak niefortunnie przeciął piłkę po dośrodkowaniu Manolewa, że ta wpadła do bramki. Po „swojaku” Legia do przerwy przegrywała 0:1. Druga odsłona meczu zaczęła się tak samo, jak końcówka pierwszej – od dominacji PSV. Po faulu Kuciaka na Strootmanie sędzia podyktował karnego dla Holendrów, co więcej Dusan dostał czerwoną kartkę, przez co musiał opuścić boisko. Jego miejsce zajął Wojciech Skaba. Nie zdołał jednak ochronić drużyny przed utratą bramki. Strzelec gola z pierwszego meczu, Dries Mertens podwyższył prowadzenie na 2:0. W 68 minucie po zabójczej kontrze piłkę w siatce umieścił Labyad. Legioniści nie dawali rady na tle PSV, po prostu wyglądali słabiej. Największe zagrożenie w drużynie Wojskowych stwarzał rezerwowy Wolski, jednak nie odmienił losów spotkania, przegrana 0:3.

Hapoel Tel Awiw – Bloomfield Stadium

Szkoleniowcy obu klubów postawili na rezerwowych w tym meczu. Wojskowi zaczęli mecz nie najgorzej, jednak brakowało szczęścia przy sytuacjach Dicksona Choto oraz Miroslava Radovicia. Jednak w 33 minucie to Legioniści stracili bramkę. Salim Toama po uderzeniu piłki z rzutu wolnego umieścił ją w siatce, po wyraźnym błędzie Wojciecha Skaby. Po zmianie stron podopieczni Skorży mieli szansę odwrócić losy spotkania po tym, jak czerwoną kartkę ujrzał piłkarz Hapoelu, Gal Shish. Zamiast zdobyć bramkę wyrównującą, goście stracili drugą. Tym razem Skaba nie miał szans przy uderzeniu Avihaya Yadina. W dalszej odsłonie meczu nie potrafili udokumentować przewagi liczebnej na boisku, chociażby golem honorowym. Tym samym Legia okazała się drużyną, która nie remisuje. Po trzech zwycięstwach oraz trzech porażkach Warszawa zawitała w fazie pucharowej Ligi Europy.

 

L.p.

Drużyna Punkty Mecze W R P Bramki
1

PSV Eindhoven

16 6 5 1 0 13:5
2 Legia Warszawa 9 6 3 0 3 7:9
3 Hapoel Tel Awiw 7 6 2 1 3 10:9
4 Rapid Bukareszt 3 6 1 0 5

5:12

Dwumecz ze Sportingiem

Pierwszy mecz Legioniści zagrali na swoim boisku, jednak sędzia mógł już na początku przerwać spotkanie. Z trybuny zwanej „Żyletą” poleciały kulki śnieżne w kierunku bramkarza Sportingu. Sytuacja się powtarzała, więc słoweński arbiter Matej Jug zagroził przerwaniem meczu. Kibice Legii wzięli sobie do serca ostrzeżenia przekazywane przez spikera na stadionie.

Legia
Zimowa aura podczas meczu ze Sportingiem.

Warszawiacy nie byli w komfortowej sytuacji, zespół opuścił Ariel Borysiuk, a lada dzień odejść do Tereka miał także Maciej Rybus. Widoczny był brak Miroslava Radovicia, który tak świetnie radził sobie jesienią. Także Daniel Ljuboja nie radził sobie najlepiej po miesięcznej przerwie. Mimo nie najlepszej formy Jakub Wawrzyniak w 37 minucie po stałym fragmencie strzelił bramkę. Wynik 1:0 utrzymał się do końca pierwszej połowy. Kwadrans po rozpoczęciu drugiej części spotkania, również po stałym fragmencie piłkę w siatce umieścił Carrico – piłkarz drużyny gości. 11 minut przed końcem gry, idealną piłkę zagrał Rafał Wolski, a okazji nie zmarnował Janusz Gol. Bliżej końcówki meczu, wszyscy ucieszeni świetnym rezultatem popadli w niesmak, Andre Santos świetnym technicznym strzałem pokonał Kuciaka, który był bez szans. Wynik 2:2 utrzymał się do końca.

To będzie bardzo ważne spotkanie. Jesteśmy na nie gotowi. Spodziewam się silnej, grającej z dużym zaangażowaniem Legii. Już w pierwszym meczu piłkarze tego zespołu chcieli prowadzić grę. W rewanżu będą walczyć do końca, bo chcą pokazać, że są w stanie z nami rywalizować – Sá Pinto, trener Sportingu.

Aby trafić w kolejnej rundzie na Manchester City, trzeba było wygrać z drużyną Sportingu w Lizbonie. Pierwsza połowa nie jest warta dłuższego opisu, drużyny spisywały się dosyć pasywnie, a największe zagrożenie wśród warszawskiej obrony siał Matias Fernandez. Po przerwie przez dłuższy okres czasu można było zobaczyć piłkarskie „szachy”. Dopiero po wejściu Kucharczyka oraz Wolskiego coś na boisku zaczęło się dziać. W 70 minucie Marcin Komorowski zagroził bramce Sportingu po strzale głową. W 85 minucie gola strzelił Fernadez, po ładnym uderzeniu z rzutu wolnego. Na tablicy świetlnej w Lizbonie, wynik do samego końca nie uległ zmianie. Po tym dwumeczu można było odczuć niedosyt. W pierwszym starciu po lepszej grze tylko remis, w drugim po wyrównanym boju przegrana. Jednak nie zawsze gra ładna dla oka się liczy, a bramki, których Sporting miał więcej.

Podsumowanie:

Faza grupowa w wykonaniu ekipy Macieja Skorży była sinusoidalna, przy lepszych przeciwnikach, Legia mogła spokojnie znaleźć się poza fazą pucharową Ligi Europy. Dwie wygrane z Rapidem oraz szczęśliwe zwycięstwo z Hapoelem dały awans. W meczach z PSV nie było już tak różowo, mimo widocznych chęci, zabrakło umiejętności.

Wielkimi plusami tej drużyny była tytułowa „Serbska ofensywa”. Z przyjemnością oglądało się Miroslava Radovicia, który idealnie trafił z formą w tym sezonie. Egzekutor, mózg, serce, płuca. Był kimś więcej niż tylko uzupełnieniem składu. Wiodąca postać, ikona – tak można dzisiaj określać „Rado”. Z przyjemnością oglądałem technikę użytkową Daniela Ljuboji. Jego sposób zastawiania się, zmysł do gry kombinacyjnej to coś niesamowitego. Ciesze się, że przez pewien okres mogliśmy oglądać tak świetnego zawodnika na polskich boiskach.

Dusan Kuciak to jedno z odkryć Macieja Skorży. Nikt nie myślał, że bramkarz wchodzący za dobrze dysponowanego Wojciecha Skabe, który był niekwestionowanym numerem jeden, w pewnym momencie wygryzie go z bramki. Dusan ma swoją klasę, którą przez lata udowadnia na boiskach. Człowiek, który potrafi przebiec pół boiska, aby zrugać swoich partnerów z defensywy, to prawdziwa skała w bramce Legionistów.

Dobrze spisujący się w ofensywie młodzi zawodnicy, także robili bardzo dobre wrażenie. Rafał Wolski, który czarował swoją techniką, Kucharczyk szalejący na skrzydle. Nawet Janusz Gol, który przyszedł z GKSu Bełchatów potrafił zagrać dobre mecze, dzisiaj dobrze radzi sobie w rosyjskim Amkarze Perm. Niezłe zawody w środku pola rozgrywał również Ariel Borysiuk, który dzięki dobrej grze przeniósł się na boiska Bundesligi. Dośrodkowania z rzutów różnych oraz wolnych Macieja Rybusa, także były nieocenione.

MARIUSZ ZIĘBA

 

Strona: 1 2

#wspieramretro
O Mariusz Zięba 75 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz