Legendarny Richard Kohn – wywiad

Richard Kohn
Richard Kohn

Można powiedzieć, że taką oto krótką rozmową z Polską pożegnał się legendarny Richard Kohn znany też jako Richard Dombi lub Little Dombi. Konkretnie, surowo, ale mimo wszystko grzecznie. Jakieś podobieństwo do któregoś przedstawiciela naszej współczesnej karuzeli trenerskiej?

Urodzony w Sarajewie w 1888 roku, jako piłkarz, Richard Kohn nie zasłynął szczególnie na arenie międzynarodowej. O jego karierze piłkarskiej wiadomo tyle, co nic. Dziesięć lat rozegranych w Austro-Węgrach, do tego występy dla reprezentacji. Statystyk obrazujących jego występy – brak.

Dużo bardziej znany był już z kariery trenerskiej. Lista klubów, w których pracował przez dwudziestolecie międzywojenne wygląda imponująco. Hertha Berlin, Gradanski Zagrzeb, FC Barcelona, TSV 1860 Monachium, Bayern Monachium, FC Basel, Feyenoord. I pośród nich dwa miesiące w Warszawiance.

Największe sukcesy na ławce osiągał w latach 30. Najpierw zdobył mistrzostwo Niemiec z drużyną Bayernu Monachium, lecz w Bawarii popracował tylko dwa lata. Bynajmniej nie z powodów sportowych. Po dojściu Hitlera do władzy, Kohn mający żydowskie korzenie, świadomy niebezpieczeństwa postanowił uciekać do Szwajcarii, gdzie zaczął pracować w ekipie Grasshopper. Nie zagrzał tam jednak długo miejsca, przenosząc się raz Barcelony.

Nie było to jednak jego pierwsze podejście, ponieważ w stolicy Katalonii pracował w połowie poprzedniej dekady. Za pierwszym razem, przed przyjazdem do Polski, w latach 1926-1927 jego zadanie polegało głównie na wprowadzaniu młodych, obiecujących gwiazd. Jego drugie podejście zaś należy już rozpatrywać w ramach prawdziwej klęski. Świadczyć może o tym sam fakt, że „Dombi”…poprosił wówczas o obcięcie pensji.

Na kolejny sukces przyszło mu czekać do drugiej połowy lat 30., kiedy to związał się z zespołem Feyenoordu. I śmiało można powiedzieć, że to właśnie w Holandii na dobre znalazł swój dom. Jeszcze przed wybuchem wojny doprowadził klub do dwukrotnego mistrzostwa kraju. Wprawdzie, jak się później okazało, były to ostatnie sukcesy trenera na ławce szkoleniowej, niemniej jeszcze kilka razy próbował swych sił w roli sternika drużyny z miasta nad Mozą.

Kohn poza szlifem trenerskim dysponował jeszcze jednym ukrytym talentem. Konkretnie, w dziedzinie fizjoterapii. Do legendy przeszły jego sekretne maści, po których wielu zawodników dochodziło do zdrowia. W latach 30. dziennikarze z Rotterdamu próbowali zresztą przeprowadzić śledztwo w sprawie tajemniczych receptur. Wymownie świadczy to zatem o skali fenomenu.

Chociaż nieznane są jego losy w trakcie wojny, w latach 50. jeszcze dwukrotnie podejmował się roli szkoleniowca Feyenoordu. To właśnie w Rotterdamie Kohn prawdopodobnie znalazł swoje miejsce, a także schronienie przed hitleryzmem. I w tym oto mieście również pozostał aż do śmierci w 1963 roku.

WOJCIECH KOWALSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

 

Ten artykuł ma więcej niż jedną stronę. Wybierz poniżej kolejną, by czytać dalej.

Strona: 1 2

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz