Ostatni triumf Newcastle United

Czas czytania: 2 m.
0
(0)

11 czerwca 1969 roku. Dawny Megyeri uti Stadion w Budapeszcie. Szwajcarski arbiter Joseph Heymann odgwizduje koniec rewanżowego finałowego meczu o europejski Puchar Miast Targowych 1968-69. Newcastle United po raz drugi wygrywa z węgierskim Ujpestem Dozsa i zdobywa cenne trofeum. Kibice „The Magpies” opanowują stolicę Węgier. Wtedy nikt nie mógł przypuszczać, że będzie to ostatnie, jak dotąd, trofeum w gablotach klubu z St James’ Park…


Tamten europejski sukces Newcastle United poprzedziła długoletnia, ciężka, katorżnicza praca. Zespół „The Magpies”, który wygrał z Ujpestem, budowany był przez lata. Menedżer Joe Harvey prowadził tę drużynę od 1962 roku. To był już jego siódmy sezon na St James’ Park.

To właśnie Harvey odkrył dla Newcastle talent Bobby’ego Moncura, szkockiego cofniętego pomocnika lub stopera. Przywódcę i lidera. Faceta, który zawsze brał na siebie odpowiedzialność za zespół. Moncur był najważniejszym, obok szkoleniowca, człowiekiem w szatni „The Magpies”. To wokół niego Harvey zbudował znakomity blok obronny drużyny, zwany „stalwart of Newcastle”, w skład którego wchodzili jeszcze m.in. David Craig, Frank Clark, Tommy Gibb oraz Ollie Burton.

To był właśnie klucz do sukcesu. Newcastle 1968-69 swój triumf w Europie wybiegało, wywalczyło i wyszarpało. To nie była drużyna wirtuozów. „The Magpies” grali typowo brytyjską piłkę, opartą o szybkość i dobre przygotowanie fizyczne. Mur jaki przed bramką Williego McFaula zbudował Harvey tylko pomógł w osiągnięciu celu.

Właśnie wspomniany McFaul, świetnie broniący m.in. w półfinałowych bataliach z Glasgow Rangers, a także pomocnik James Scott oraz środkowy napastnik Wyn Davies byli kolejnymi niezwykle ważnymi elementami w układance Harveya. Davies dorobił się na Wyspach przydomku „Mighty Wyn”, czyli mocarny Wyn, ze względu na swoją siłę fizyczną i fantastyczną grę w powietrzu. Walka o pozycję z tym facetem była jak mocowanie się z niedźwiedziem…

Droga do triumfu Newcastle United w Pucharze Miast Targowych 1968-69 była ciężka i wyboista. O ostatecznym sukcesie zadecydowała głównie doskonała postawa Anglików na własnym obiekcie. Newcastle wygrało na St James’ Park wszystkie sześć spotkań. Oddani kibice z portowego miasta dawali swojej drużynie potężne wsparcie.

I tak, Newcastle ogrywało kolejno: holenderski Feyenoord, portugalski Sporting CP, hiszpański Real Saragossa, portugalską Vitorię Setubal, szkockie Glasgow Rangers oraz – w finale – wspomnianych Węgrów z Ujpestu. Szczególnie mecze z Hiszpanami i Szkotami były jednak pełne emocji i dramaturgii. Rangersów pogrążyli grający dla „The Magpies” Szkoci – James Scott i Jack Sinclair.

Finałowy dwumecz z Ujpestem okazał się nadspodziewanie łatwy. Jedynie w pierwszych 45 minutach pierwszego spotkania Newcastle miało z węgierską ekipą problemy. Ostatecznie podopieczni Harveya wygrali dwukrotnie. 3-0 na Wyspach oraz 3-2 w Budapeszcie. Trzy spośród wszystkich sześciu bramek dla „The Magpies” w tamtych finałach zdobył Bobby Moncur, człowiek który na co dzień niezwykle rzadko trafiał do siatki rywala. Uśmiech losu i ukoronowanie świetnej postawy szkockiego kapitana w tamtym niezapomnianym dla Newcastle sezonie.

Od tamtego triumfu minęło już długie 46 lat, a Newcastle wciąż nie może dołożyć do swojej kolekcji następnego trofeum. To ciężki czas dla „The Magpies”, ale pocieszeniem może być fakt, że kibice tego klubu nigdy się od niego nie odwrócą. To jedna z najwierniejszych i najlepszych ekip w całej Anglii. Kiedy ich zespół, całkiem niedawno, grał w Championship, oni dawali z siebie jeszcze więcej. W sezonie 2009-10 średnia widzów na drugoligowym wówczas St James’ Park wynosiła 43 tysiące. Dla takich ludzi naprawdę warto grać…

ŁUKASZ RODACKI

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

„Johan Cruyff. Biografia totalna” – recenzja

Książek o Johanie Cruyffie powstało wiele i nawet w naszym kraju nie jest to pierwsza pozycja o najwybitniejszym holenderskim piłkarzu. Jednak biografia napisana przez wybitnego dziennikarza z Kraju Tulipanów Auke Koka i znakomicie przetłumaczona przez Pawła Wilkowicza, to dzieło wybitne. Autor, prowadząc opowieść o Boskim Johanie, ukazuje nam również obraz Holandii i Hiszpanii z czasów życia tego holenderskiego wizjonera.

Alfred Hajos – sportowy człowiek renesansu

Zbliżają się Letnie Igrzyska Olimpijskie. Już wkrótce w Paryżu o medale rywalizować będą zawodnicy z całego świata. Z tej okazji warto poznać sylwetkę wyjątkowego...

Japońscy sportowcy w Białogardzie – historia olimpijskiego zgrupowania

Mało kto wie, że w mieście Białogard w województwie zachodniopomorskim, znanym do tej pory przede wszystkim jako miejsce urodzenia prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, przebywała ekipa...