Arsenio Erico – legenda Paragwaju

Niemal każdy kraj ma swoją piłkarską legendę. Jedni zyskują sławę na zawsze i są wymieniani z nostalgią przez kolejne pokolenia. Drudzy odchodzą w zapomnienie, chociaż ich dokonania były równie wielkie. Wpływ ma na to wiele czynników. Zawodnicy tworzą swoją legendę poprzez dorobek strzelecki, ogromne sukcesy lub, co też się zdarza, jeden udany turniej międzynarodowy. Brazylia miała Pelego, Argentyna Maradonę, Holandia Cruijffa. Całą trójkę łączy jedno słowo – legenda. Każdy z nich na stałe zapisał się w historii światowego futbolu. Paragwaj też ma swoją legendę. Jest to ktoś wyjątkowy tym bardziej, że nigdy nie wystąpił w barwach tego kraju. Mimo to, wielu uważa go za najlepszego piłkarza w dziejach paragwajskiego futbolu. Sam Alfredo Di Stefano widział w nim swojego pierwszego idola. Ponadto, niemal cała jego kariera jest związana nie z Paragwajem, a Argentyną. Jak to możliwe? Poznajcie Arsenio Erico.

Nasz bohater urodził się 30 marca 1915 roku w stolicy Paragwaju, Asuncion. Od najmłodszych lat zdradzał wielki zapał do gry w piłkę, dlatego też jako jedenastoletni chłopiec zaczął treningi w Nacionalu. Klub ten powstał nieco ponad 10 lat przed narodzinami młodego zawodnika, z inicjatywy absolwentów miejscowej uczelni. W kolejnych dziesięcioleciach zapracował na swoją renomę dzięki świetnie zorganizowanej Akademii, szkolącej młodych adeptów futbolu. Wśród najsłynniejszych wychowanków klubu wymienia się właśnie Arsenio Erico.

Przeczytaj także: „Giacinto Facchetti – facet wyprzedzający swoje czasy”

Futbol, wojna i Argentyna

Zaledwie cztery lata wystarczyły, aby obiecujący nastolatek zadebiutował w pierwszym zespole paragwajskiej drużyny. Piętnastoletni napastnik przebojem wdarł się do drużyny złożonej z dużo starszych zawodników. Jego kariera została zahamowana przez czynniki pozasportowe. W czerwcu 1932 roku rozpoczął się zbrojny konflikt pomiędzy Paragwajem a Boliwią, który do historii przeszedł jako wojna o Chaco. Potyczki o sporny region trwały już od lat 20-tych, lecz prawdziwa kulminacja tego nieporozumienia, jak się okazało, miała dopiero nastąpić. Gran Chaco stanowiło łakomy kąsek z dwóch powodów. Po pierwsze, przejęcie tego obszaru przez Boliwię umożliwiłoby temu krajowi połączenie z Oceanem Atlantyckim. Po drugie, panowało powszechne przekonanie, że tereny te są bogate w ropę naftową (co okazało się później nieprawdą). Tak czy owak, polityka odcisnęła swoje piętno także na futbolu. Działania wojenne uniemożliwiły kontynuację zmagań ligowych. Czerwony Krzyż zorganizował szereg zagranicznych wyjazdów dla czołowych piłkarzy z Paragwaju. Fundusze z rozgrywanych spotkań miały być przekazywane później na rzecz osób, które ucierpiały w wyniku wojny. Wśród szczęśliwców, którzy mogli kontynuować piłkarską przygodę i wyjechać z dala od konfliktu, był Erico. Podczas jednego tournee w Argentynie przykuł uwagę włodarzy River Plate i Independiente. Oba kluby mocno starały się przekonać do siebie młodego piłkarza. Skuteczniejsze okazały się „Czerwone Diabły”, a Millonarios musieli obejść się smakiem.

Zanim pojawił się Higuita – Arsenio Erico

W lidze argentyńskiej zadebiutował 6 czerwca 1934 roku w wyjazdowym spotkaniu przeciwko Boca Juniors. Mecz zakończył się remisem 2:2. Paragwajczykowi nie udało się zdobyć bramki, ale pokazał się z bardzo dobrej strony. Wielokrotnie stwarzał zagrożenie pod bramką rywali, przede wszystkim po strzałach głową. Potrafił wygrywać pojedynki główkowe ze znacznie wyższymi i lepiej zbudowanymi obrońcami. Z czasem, uderzenia tą częścią ciała stały się jego znakiem firmowym, a sam zawodnik zyskał przydomek „czerwony skoczek”. W swoim arsenale miał także kilka innych atutów. Był świetnie wyszkolony technicznie i sprawiał, że uderzona przez niego futbolówka nabierała nieprawdopodobnej rotacji, co znacznie utrudniało interwencję bramkarzom. Jest uznawany również za pierwszego piłkarza, który spopularyzował słynny „strzał skorpiona”. Uderzenie piłki w ten sposób budzi skojarzenia przede wszystkim z meczem Kolumbia – Anglia i Rene Higuitą, ale to Erico był pierwszy.

Arsenio Erico

Paragwaj w sercu, sukcesy w Argentynie

Arsenio Erico bardzo szybko wypracował renomę czołowego strzelca w Primera Division, choć przez pierwszy okres pobytu w nowym kraju musiał walczyć z licznymi przeciwnościami losu. Obiecujący początek został zastopowany przez tajemniczą infekcję. Kiedy wydawało się, że po dłuższej absencji uda mu się wrócić do formy, pech chciał że w 1935 roku złamał rękę (inne źródła mówią, że chodziło o nogę). Później los kazał się dla niego bardziej łaskawy, a piłkarz udowodnił swoją wartość. W latach 1937-1938 dwa razy z rzędu przekroczył barierę czterdziestu goli w sezonie, walnie przyczyniając się do zdobycia, odpowiednio – wicemistrzostwa i mistrzostwa Argentyny. Rok później zdobył czterdzieści bramek, a zespół Independiente ponownie triumfował w krajowych rozgrywkach. Jego dokonania nie uszły również uwadze tamtejszej federacji, która namawiała go do reprezentowania Albicelestes podczas mistrzostw świata we Francji. Zawodnik grzecznie odmówił, tłumacząc że mógłby zagrać jedynie dla Paragwaju. Decyzja ta, choć dla wielu rozczarowująca, wzbudziła ogólny szacunek zarówno wśród rodaków i Argentyńczyków. Należy pamiętać, że Erico nie odmówił byle komu. Argentyna osiem lat wcześniej została wicemistrzem świata i była drużyną, która strzeliła najwięcej bramek podczas pierwszego turnieju o mistrzostwo świata, a rok przed mistrzostwami we Francji zwyciężyli w rozgrywkach Copa America. Ostatecznie jednak drużyna Albicelestes nie wzięła udziału w kwalifikacjach do światowego czempionatu.

Ironia losu – legenda, która nigdy nie grała w reprezentacji

Jawną niesprawiedliwością jest fakt, że Arsenio Erico nigdy nie zagrał w barwach ukochanego Paragwaju. Zdarzyło się tak z kilku powodów. W trakcie wojny o Chaco, trwającej aż do 1935 roku, „Guarani” nie rozgrywali żadnych spotkań. Paragwaj wziął udział w Copa America w 1937 roku, ale Independiente nie zezwoliło zawodnikowi na opuszczenie klubu. Była to decyzja krzywdząca tym bardziej, że Erico znajdował się wówczas w szczytowej formie i z 47 bramkami został królem strzelców Primera Division. Być może już wtedy łudzono się, że bramkostrzelny napastnik przywdzieje barwy argentyńskie. Prawdy się jednak nie dowiemy. Co ciekawe, w reprezentacji Paragwaju zagrał za to brat Arsenio, dużo mniej znany Adolfo Alfredo Erico.

Papierosy wyszły na zdrowie

Jedna z najdziwniejszych historii w jego karierze zdarzyła się w 1938 roku. Producent papierosów „Cigarillos 43” oferował nagrodę pieniężną każdemu, kto zdobędzie 43 bramki w sezonie. Rok wcześniej Erico zdobył aż 47 bramek i był głównym faworytem tego konkursu. Jak później się okazało, zawodnik strzelił nie więcej, nie mniej, a….43 gole. Podobno napastnik miał jeszcze kilka szans, aby poprawić swój doskonały dorobek, ale nie chciał stracić obiecanych pieniędzy. Arsenio Erico upiekł w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu, gdyż jak się później okazało, i tak został królem strzelców.

Arsenio Erico

Kłopoty w raju

W 1941 roku gwiazdor argentyńskich boisk popadł w konflikt ze swoim klubem. Piłkarz domagał się podwyżki, a przedstawiciele Independiente pozostawali głusi na jego prośby. Nie uzyskawszy porozumienia, zawodnik postanowił opuścić Argentynę. Powrócił do rodzinnego kraju, gdzie chciał urzeczywistnić największe niespełnione marzenie. Miał wziąć udział z reprezentacją Paragwaju w turnieju towarzyskim. W ostatniej chwili do akcji wkroczyła jednak argentyńska federacja, która nakłoniła piłkarza do powrotu. Napastnik ostatecznie dopiął swego i otrzymał podwyżkę, ale sytuacja w dalszym ciągu pozostawała napięta. W kolejnym sezonie konflikt narastał. Nie mogąc odnaleźć wspólnego języka z przedstawicielami klubu, Erico znów udał się do Paragwaju. Zagrał nawet w kilku spotkaniach w barwach swojego pierwszego klubu i pomógł mu zdobyć mistrzostwo. Nie jest trudno zgadnąć, że samowola paragwajskiej gwiazdy doprowadzała włodarzy Independiente do szału. Zęby ostrzyły sobie na niego takie drużyny jak San Lorenzo i River Plate. Wiedziano jednak, że jest to zbyt cenne ogniwo, by oddawać je któremuś z największych rywali. Ostatecznie napastnik grał w argentyńskim klubie przez następne cztery sezony, aż do 1946 roku. W barwach Independiente wystąpił łącznie w 325 spotkaniach, strzelając 295 bramek (choć przez wiele lat utrzymywano, że 293). Wynik ten do dziś nie został pobity, a Arsenio Erico pozostaje najlepszym strzelcem w historii argentyńskiej Primera Division.

Dwa kraje, jedna legenda

Po zakończeniu swojej długiej przygody z Independiente, piłkarz na krótko związał się z Huracanem. Dla nowego klubu zagrał zaledwie w siedmiu spotkaniach, nie zdobywając choćby jednej bramki. Następnie wrócił do Paragwaju, gdzie najpierw sprawował funkcję grającego trenera w „swoim” Nacionalu, a następnie przez krótki okres objął stery w drużynie Sol de America. Po zawieszeniu butów na kołku, kursował między jednym a drugim domem – Paragwajem i Argentyną.

Kariera piłkarska negatywnie odbiła się na jego zdrowiu. Ulubieniec piłkarskich kibiców z Ameryki Południowej miał poważne problemy z krążeniem i niezbędna była operacja. Paragwajczyk narzekał na ból w klatce piersiowej i kłopoty z sercem. Jego stan zdrowia znacznie się pogarszał i lekarze musieli podjąć decyzję o amputacji lewej nogi byłego piłkarza. Niestety i tak nie udało się go uratować. Arsenio Erico zmarł 23 lipca 1977 w Buenos Aires w wieku 62 lat. Dzień po jego śmierci Independiente grało z River Plate. Na stadionie od pierwszego do ostatniego gwizdka można było usłyszeć doping kibiców jednej i drugiej drużyny, skandujących imię i nazwisko zmarłego idola.

Przez wiele lat starano się, aby szczątki Arsenio Erico spoczęły w jego rodzinnym Paragwaju. Udało się to zrealizować dopiero w 2010 roku, ponad 32 lata po jego śmierci. Dopiero wtedy trumna spowita flagami Paragwaju i Argentyny została przetransportowana do Asuncion. Stadion paragwajskiego Nacionalu został nazwany jego imieniem.

KAMIL KIJANKA

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE! POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Kamil Kijanka
O Kamil Kijanka 15 artykułów
Radioholik i futbolomaniak. Student Finansów i Rachunkowości