„Che Pep. Związek Guardioli z futbolem argentyńskim” – recenzja

Ludzie, którzy zmieniają piłkę nożną. Jednym z nich był niewątpliwie Rinus Michels, później Johan Cruyff, a kilka lat temu nastąpiła era Pepa Guardioli. Trenera, który wprowadził spokojne utrzymywanie się przy piłce, mozolne rozgrywanie od linii obrony, które później nazwano „tiki-taką”. Hiszpan w Polsce doczekał się kilku biografii. Można pomyśleć, że niczego nowego już się nie dowiemy, ale…

[wp-review id=”16037″]

Niedawno wydawnictwo Mandioca postanowiło, że pójdzie o krok dalej i wyda pozycję „CHE PEP – związek Guardioli z futbolem argentyńskim”. Pierwsze wrażenie było intrygujące, ponieważ mało kto zastanawiał się od kogo mógł czerpać Pep. Jak dowiadujemy się w książce, argentyński futbol miał ogromny wpływ na wybitnego trenera Barcelony. Okładka prezentuje się wyśmienicie. Książka została wydana w miękkiej oprawie, ale kolorystyka i „komiksowe” odwzorowanie Pepa ma swój urok. W środku nie znajdziemy zbyt wielu zdjęć. Świetnym pomysłem jest wprowadzenie kodów QR. Po zainstalowaniu czytnika kodów QR na naszym urządzeniu mobilnym, możemy przenieść się automatycznie na kanał youtube autora publikacji – Vicente Mugli, który udostępnia nam filmiki z konkretnie opisywanych akcji.

Treść skupia się na warsztacie trenerskim Guardioli. Wielu argentyńskich zawodników, których miał okazję poznać oraz z nimi grać, podkreśla, że już jako zawodnik przejawiał zamiłowanie do taktyki. Stąd książka opiera się na dyskusjach i opiniach piłkarzy z Ameryki Południowej. Znajdziemy tutaj wątki z Marcelo Bielsą, Jorge Valdano czy Mauricio Pellegrino. Nie zabraknie także wypowiedzi głównego bohatera, dla którego ojczyzna wielu słynnych piłkarzy, była otwartą księgą.

Jeśli chcesz zdobyć wiedzę o futbolu, musisz pojechać do Argentyny. Daliście piłce wiele: trzech z pięciu czy sześciu najlepszych piłkarzy w historii. Widać pasję, jaką darzycie tę grę – Pep Guardiola

Sebastián Abreu, urugwajski piłkarz, który sporą część kariery spędził w Argentynie, także zaprzyjaźnił się z Pepem. Obydwaj poznali się w lidze meksykańskiej. Ciekawe, że w tym wszystkim, znalazło się miejsce na polski wątek.

Po epizodzie meksykańskim pozostała między nami przyjaźń. Ja wkrótce przeniosłem się do drużyny z Izraela, Beitaru Jerozolima. Pamiętam, że w II rundzie kwalifikacyjnej mieliśmy grać z Wisłą Kraków. Zwycięzca miał zmierzyć się z Barceloną, świeżo przejętą przez Pepa. Ostatecznie to Polacy przeszli dalej. Kilka dni przed pierwszym meczem Barcelony z Wisłą dostaje telefon. To Pep! Dzwonił, by zapytać mnie, jak Ci Polacy właściwie grają. Czy są wolni, czy napastnicy się łamią, czy grają wysokim pressingiem… Po tej rozmowie zrozumiałem, że Pep będzie wielkim trenerem. Choć ma mega drużynę – Barcelonę, przejmuje się Polakami.

W taki oto sposób, wygląda cała książka. Można ją nazwać laurką dla Pepa Guardioli, świetnego zawodnika i trenera. Ale czy warto po nią sięgnąć? Na pewno nie będzie to lektura łatwa, lekka i przyjemna dla osób, które nie pasjonują się argentyńskim futbolem ani osobą Hiszpana. Znajdziemy w niej kilka ciekawych wątków, ale większość stanowią banały. Dowiemy się, że Pep od zawsze miał powołanie do bycia trenerem, skąd wzięły się jego pomysły na styl, który zrewolucjonizował futbol Barcelony, a przede wszystkim to, że był dociekliwym, wszędobylskim i dążącym do wyznaczonych sobie celów człowiekiem. Byłem zawiedziony, ponieważ to kolejna książka, która jest przykładem „przepompowanego” marketingu. Miało być zabójczo ciekawie, a wyszło dość niemrawo. Czytając, nie chłonąłem każdego fragmentu, chciałem raczej przez nią przebrnąć i dotrzeć do ostatniej strony.

MARIUSZ ZIĘBA

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 75 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.