Józef Lustgarten – ojciec chrzestny Cracovii

Cracovia w 1910 r. i siedzący już jako bramkarz Józef Lustgarten
Cracovia w 1910 r. i siedzący już jako bramkarz Józef Lustgarten

Dzisiaj mówimy, że piłkarz jest uniwersalny, jeśli potrafi grać na kilku pozycjach. Najczęściej jednak ogranicza się to do gry na obu skrzydłach, rzadziej spotyka się takich, którzy równie dobrze radzą sobie w obronie i w pomocy. Ponad sto lat temu w Krakowie był jednak zawodnik, który z powodzeniem występował na pozycji pomocnika, łącznika czy nawet bramkarza. I to nie w jakiejś tam okręgówce, tylko w poważnym klubie. Był nie tylko wszechstronnym piłkarzem. Ukończył prawo, sędziował także mecze. Dał się poznać jako operatywny i przedsiębiorczy działacz. To w dużej mierze dzięki niemu Cracovia przetrwała zawieruchę I wojny światowej. Józef Lustgarten był jednym z twórców krakowskiego klubu. Śmiało można go nazwać ojcem chrzestnym.

Kiedy w 1922 r. polska reprezentacja szykowała się do pierwszego międzypaństwowego meczu w roli gospodarza z Węgrami, rolę trenerów powierzono trójce zasłużonych działaczy. Ich kolektywne działanie miało zapewnić sprawiedliwą i obiektywną selekcję kandydatów do gry w kadrze, a dzięki swoim doświadczeniom mieli też odpowiednio zadbać o właściwe przygotowanie zespołu. Uznanie delegatów PZPN zyskali niemal jednogłośnie: Adam Obrubański, Stanisław Ziemiański i właśnie Józef Lustgarten. To samo trio decydowało również o kształcie reprezentacyjnej jedenastki w wyjazdowych starciach ze Szwedami i Rumunami. Również w w tamtym roku, w spotkaniu z Jugosławią, Lustgarten znalazł się wśród selekcjonerów. Tym razem jednak partnerowali mu Władysław Jentys i Edward Cetnarowski, bo Obrubański i Ziemiański przestali być aktywni na forum PZPN.

W komisji trzech

Bez względu na to, kogo miał obok siebie, to właśnie Lustgarten był nieformalnym liderem selekcyjnego tercetu. Niektórzy zarzucali mu zbytnie faworyzowanie ukochanej Cracovii, ale ta była mistrzem Polski, więc trudno się dziwić, że skład kadry opierano na najlepszym klubowym zespole. Poza tym stosunkowo dobre wyniki, jakie odnosiła polska reprezentacja, odbierały argumenty przeciwnikom. Mecz z Jugosławią był ostatnim dla Lustgartena w tej roli. Walne zebranie, które odbyło się w lutym 1923 r., wybrało nową trójkę selekcyjną, której przewodniczącym był Obrubański. Dziwić może fakt, że dla zasłużonego działacza Cracovii, który dał się poznać z dobrej strony jako selekcjoner, zabrakło miejsca. Wiele jednak o ówczesnej sytuacji w PZPN mówi notka z „Przeglądu Sportowego”:

…spory w lokalu Towarzystwa Lekarskiego nie przyniosły antidotum na narodowościowe anse. W tej sytuacji wycofali się gremialnie z kandydowania do nowych władz delegaci wyznania mojżeszowego: dr Lustgarten, inż. Rosenstock, dr Gleiser, dyr. Sonne i red. Choczner – pisano.

Lustgarten był szarą eminencją w związkowej centrali. Miał za sobą spore sukcesy na polu szkoleniowym, a strata fachowca tej klasy, co on na pewno była dotkliwa… Może kadra nie kroczyłaby od sukcesu, do sukcesu, ale ludzi z odpowiednim spojrzeniem na futbol i doświadczeniem zdobytym nie tylko na ławce, ale i na boisku nigdy za mało. Takie jednak były trudne początki zorganizowanej polskiej piłki.

Młode lata

Józef Lustgarten przyszedł na świat 1 listopada 1889 r. w Krakowie. Dorastał w bezpośrednim sąsiedztwie krakowskich Błoń.  Jak sam przyznawał we wspomnieniach, wywarło to bardzo duży wpływ na jego życie. W tym samym czasie powstawał i rozwijał się park stworzony przez dra Henryka Jordana. Wszystko to sprawiło, że od najmłodszych lat spędzał czas na świeżym powietrzu i chętnie uczestniczył w rozmaitych ćwiczeniach fizycznych. Wychowywał się w rodzinie żydowskiej. Jego ojciec Wilhelm był kupcem. Sam Lustgarten we wczesnych latach swojej młodości określał się jako osoba narodowości żydowskiej wyznania mojżeszowego. Dopiero kiedy powrót Polski na mapę Europy stawał się coraz bardziej realny, zmienił spojrzenie na tę kwestię. Po powrocie na studia w I semestrze roku akademickiego 1912/13 w wypełnionej ankiecie personalnej zadeklarował narodowość polską.

Przez wielu określany jest jako współzałożyciel Cracovii, ale to nieprawda. Próżno szukać jego nazwiska w pierwszych meczach krakowskich drużyn. Pierwsze kontakty krakowskich i lwowskich klubów miały miejsce wiosną 1906 r. Wizyty gości ze Lwowa stały się impulsem do powstania wielu nowych drużyn. W każdej niemal szkole tworzyły się nowe „kluby”. Rozwój piłki nożnej w Krakowie zaczynał nabierać rumieńców. Kiedy w wakacje w mieście przebywał amerykański cyrk Bufflo Bill, zatrudnieni w nim Anglicy w wolnym czasie kopali piłkę. Otrzymali propozycję rozegrania meczu piłkarskiego. Stworzono drużynę złożoną z najlepszych przedstawicieli spośród różnych szkolnych zespołów. Z ekipy szkolnej Lustgartena wybrano Mariana Marszałka i Tadeusza Tyralskiego. Kiedy nasz bohater wrócił z wakacji, to jego zespół był w rozsypce. Wymienieni wyżej liderzy ani myśleli o powrocie do gimnazjalnego zespołu, a kilku innych przekonało się, że piłka nożna nie jest taką prostą grą i pożegnali się ze sportem.

Na błoniach ćwiczyła garstka studentów szkół wyższych – lub jak wtedy pospolicie mówiono – „akademików”. Znajomi zwrócili się do mnie, aby grać u nich. Zgodziłem się i wyznaczono mi pozycję prawego łącznika, a wkrótce potem, ze względu na szybkość i wytrzymałość, przesunięto do pomocy. Na „akademików” patrzono na Błoniach niechętnie, trzymali się bowiem nieco z dala od innych. Toteż niechętnie odnosił się ogół i do mnie i codziennie dogryzano mi, mianując ucznia gimnazjalnego „akademikiem” – wspominał Lustgarten na łamach Księgi Pamiątkowej III Gimnazjum.

Gołe kolana

Ćwiczącym zawodnikom towarzyszyło coraz większe zainteresowanie. Zawody były obserwowane przez coraz większą liczbę osób i to nie tylko uczniów. Mimo że było lato, to piłkarze trenowali w długich spodniach. Kiedy widzowie po raz pierwszy zobaczyli gołe kolana, część krakowskiego społeczeństwa uznała to za grube naruszenie zasad wstydliwości i moralności.

Pewnego dania postanowiliśmy ze Staszkiem Szeligowskim przeprowadzić trening w krótkich spodniach. Szeligowski obciął w tym celu spodnie gimnastyczne, ja zaś poświęciłem w tym celu chyba najlepsze spodnie wyjściowe. O tym, co się działo w domu, lepiej nie wspominać. Nazajutrz podchodzi do mnie Staszek i zapytuje „no, jak tam”. W odpowiedzi ściągnąłem długie spodnie, co widząc, Szeligowski czyni to samo. Na Błoniach sensacja, ale przykład podziałał tak zaraźliwie, że po kilku dniach nie widziało się piłkarza w długich spodniach – opowiadał w swoich wspomnieniach.

Tak wyglądały pierwsze treningi na Błoniach. W bramce, która nie miała jeszcze poprzeczki stoi Lustgarten; źródło: wikipasy.pl
Tak wyglądały pierwsze treningi na Błoniach. W bramce, która nie miała jeszcze poprzeczki stoi Lustgarten;
źródło: wikipasy.pl

Jesienny turniej i mecz w Tarnowie

We wrześniu pojawił się w Krakowie znany literat dr Tadeusz Kończynski. Przez jakiś czas przebywał on w Anglii. Znał zasady i czuł ducha tego sportu, a Lustgarten pisze o nim, jako o mężu opatrznościowym żywiołowego ruchu. Jednym z pierwszych przedsięwzięć Kończyskiego była organizacja turnieju z prawdziwego zdarzenia. Zgłosiło się 16 klubów, a wśród nich oczywiście „akademicy”. Towarzysze Lustgartena uznali, że wypadałoby, żeby klub miał jakąś nazwę.

Do dnia dzisiejszego z emocją wspominam fakt, że gdy przy sposobności dyskusji na ten temat ja, najmłodszy między obecnymi, nieśmiało wystąpiłem z wnioskiem nadania klubowi nazwy Cracovia, dyskusja zakończyła się natychmiast. W ten sam dzień „pieczętowaliśmy się” już pełnym brzmieniem: „Akademicki Klub Footballowy Cracovia”. „Akademicki”, mimo że poważną część zawodników stanowili uczniowie szkół średnich, a i sam ojciec chrzestny był uczniem ósmej klasy gimnazjum Sobieskiego – wspominał okoliczności nadania nazwy swojej drużynie Lustgarten.

Niestety nie zachowały się składy meczowe z tamtego okresu i trudno dociec, kiedy Lustgarten po raz pierwszy zagrał w brawach Cracovii. Wiemy natomiast, że zagrał w pokazowym spotkaniu, które zorganizowano 21 października 1906 r. w Tarnowie. Wówczas to dwie najlepsze krakowskie drużyny – Biało-czerwoni i Cracovia rozegrały spotkanie, które miało spopularyzować piłkę nożną w tym mieście.

Trudno było oczekiwać, że mecz spełnił zadanie. Wokół olbrzymiego boiska (120 x 150 m) zobaczyliśmy zaledwie kilkunastu uczniów i kilku oficerów austriackich konno – opisywał Lustgarten.

Skarbnik, sekretarz i piłkarz

Wiosną 1907 r. Cracovia i Biało-czerwoni połączyli się w jeden klub. Przyjęto nazwę Klub Sportowy Cracovia, a wspólną decyzją zawodników jako oficjalne zachowano barwy biało-czerwone. Od tego właśnie momentu krakowski klub rozgrywa swoje mecze w koszulkach w pionowe biało-czerwone pasy, które zachowały się do diziaj. Wśród zgromadzonych wtedy działaczy był też Lustgarten. Nastoletni chłopak uczęszczał wtedy do klasy maturalnej, ale nie przeszkadzało to nikomu i powierzono mu funkcje sekretarza i skarbnika. W dużej mierze dzięki niemu wiemy, jak wyglądały początki krakowskiego futbolu. Powierzone mu funkcje łączył z treningami i grą w barwach klubu. Nie zapominajmy, że przygotowywał się też do egzaminu dojrzałości. Maturę zdał 14 czerwca 1907 r., a już kilkanaście dni później wystąpił w prestiżowym, wyjazdowym meczu z Czarnymi Lwów. Krakowianie jednak nie potrafili się przeciwstawić przeciwnikom i 1 lipca przegrali aż 1:4.

Program zawodów sportowych, w których jednym z głównych punktów był mecz piłkarski. Takie rozpisanie pozycji zawodników było wtedy nowością; źródło: wikipasy.pl
Program zawodów sportowych, w których jednym z głównych punktów był mecz piłkarski. Takie rozpisanie pozycji zawodników było wtedy nowością;
źródło: wikipasy.pl

Wejście do bramki i trening z Calderem

Przygodę z piłką zaczynał najpierw w ataku, potem błyszczał w pomocy. Najpierw na prawej stronie, a później w środku pola. To właśnie tam mógł wykorzystać swoją szybkość i wytrzymałość. Wszystko jednak się zmieniło na początku 1908 r.

Wczesną wiosną, gdy rozpoczęto kopać, okazało się, że Cracovia nie ma bramkarza. Próbowano na tej pozycji różnych własnych i obcych zawodników, ale żaden z kandydatów jakoś nie mógł zadowolić. W pewien dzień stanąłem na kilka chwil – tak mi się przynajmniej zdawało – w bramce i… wsiąkłem. Te kilka minut rozciągnęło się na kilka lat. Z bramki już się na czas mej kariery piłkarskiej nie wyzwoliłem – wspominał swoje początki na tej pozycji.

Niedługo później w Krakowie pojawił się William Benjamin Calder. Był Anglikiem i przyjechał do szkoły języków obcych Berlitza jako nauczyciel angielskiego. Lustgarten wspominał, że kiedy dowiedział się o przyjeździe gościa i jego chęciach do gry w futbol, był sceptyczny. Już w poprzednich latach zgłaszali się do klubu obcokrajowcy, którzy opowiadali cuda o swoich umiejętnościach, a boisko brutalnie ich weryfikowało. Z Calderem było jednak inaczej. Od razu dał się poznać jako utalentowany zawodnik. Początkowo grał w ataku, ale szybko przesunięto go do obrony. Miał niemałą wiedzę o piłce nożnej, a takich specjalistów jak on zwyczajnie nad Wisłą brakowało. Przekonał Lustgartena do tego, żeby starał się łapać piłkę, kiedy tylko może. Początkowo bramkarz Cracovii, jak sam wspominał, bronił na wyczucie, podobnie jak inni bramkarze z Błoń. Dopiero Calder odpowiednio go ukierunkował i zawzięcie z nim trenował, dzięki czemu golkiper osiągnął formę, którą zachwycał kibiców.

Ale takiego treningu, zdaje się, już żaden polski bramkarz po mnie nie przechodził. Przed pawilonem w Parku Jordana stawał nasz kochany Anglik na odległość 3-4 m naprzeciw mnie, kładł przed sobą z pięć piłek – och te „Mc Gregory” ważące po dwa kilogramy i rzucał we mnie ile miał sił. Kto pamięta wysokiego, atletycznie zbudowanego Caldera, ten wie, co to znaczyło. Ta zabawa trwała co najmniej pół godziny a biada, gdy jakiejś piłki na piersi nie przytrzymałem. Jeszcze dziś ciepnę na to wspomnienie, bo obity byłem tak, iż chwyt na piersi dość silnie rzuconej lekkoatletycznej kuli żelaznej, nie robią na mnie żadnego wrażenia – mówił po latach.

Boje z zagranicą

Dzięki znajomościom Caldera udało się zorganizować spotkanie z Deutscher Sportverein Troppau. Do Opawy gdzie rozgrywano mecz, krakowianie dotarli ledwie dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem. Na dodatek cały pojedynek grali potem w dziesiątkę. Mimo że pierwsi objęli prowadzenie, to ostatecznie starcie zakończyło się porażką 2:4. Było to pierwsze spotkanie polskiego zespołu z drużyną zagraniczną. Zagraniczną – w tym przypadku znaczy niepolską, bo pamiętajmy, że tak Kraków, jak i Opawa czy Lwów znajdowały się wtedy w granicach Austro-Węgier. Rewanż, rozegrany u siebie kilkanaście dni później, Cracovia wygrała 5:2. Dla Lustgartena był to dopiero czwarty występ w roli bramkarza. Wcześniej dwa razy grał przeciwko Pogoni Lwów. Spisywał się poprawnie, ale ciągle wiele jeszcze musiał się nauczyć. Wkrótce jednak wyrobił sobie taką markę, że uznawano go za jednego z najlepszych polskich bramkarzy. Kto wie, czy w okresie pionierskim nie był najlepszym z nich.

Pierwszym w galerii najsławniejszych naszych bramkarzy był dr Józef Lustgarten. Nie miał on dobrych warunków do gry w bramce, gdyż był niski, często załamywał się nerwowo, lecz był zwinny i szybki i w swej karierze od 1907 r. grając w Cracovii 60 meczów miał bardzo wiele dobrych spotkań. Trenując z Calderem posiadł technikę bramkarza według zagranicznych wzorów. Był pierwszym albo jednym z pierwszych bramkarzy polskich stosującym robinsonady – wspominał boiskowego kolegę inny wielki piłkarz czasów pionierskich Stanisław Mielech.

Mimo niezbyt imponujących warunków fizycznych, Lustgarten w bramce spisywał się znakomicie; źródło: wikipasy.pl
Mimo niezbyt imponujących warunków fizycznych, Lustgarten w bramce spisywał się znakomicie;
źródło: wikipasy.pl

Lustgarten stał się podstawowym zawodnikiem drużyny. Grał w większości meczów. Zbierał dobre oceny i zawsze dawał z siebie wszystko. Nierzadko ofiarnie interweniował, narażając się na kontuzje. We wrześniu 1910 r. gościł w Krakowie Sport-Club Rudolfshügel z Wiednia. Austriacy przyjechali po pewne zwycięstwo, ale nieoczekiwanie pierwszy mecz zakończył się nikłą tylko wygraną gości 3:2. Nazajutrz zaplanowano rewanż. Cracovia tym razem przegrała aż 0:6, ale do przerwy było tylko 0:1. Duża w tym zasługa Lustgartena.

„Rudolfshügel” grał drugiego dnia znacznie lepiej, dlatego też bramkarz „Cracovii” miał wiele sposobności do okazania rzutkości, wprawy i niezmiernej przytomności umysłu. Jemu przypisać należy, że przegrana „Cracovii” ograniczyła się w pierwszej połowie do jednego tylko punktu – pisano w dzienniku „Czas”.

Po przerwie gra się zaostrzyła, a wiedeńczycy nie przebierali w środkach, żeby udowodnić swoją wyższość.

Walka stała się tak brutalną, że sam sędzia nie mógł, czy też nie umiał (?) poskromić temperamentów graczy wiedeńskich. Skutki tej rozwydrzonej gry odczuł na sobie najdotkliwiej p. Lustgarten, który otrzymał tak silne kopnięcie w brzuch, że musiał na pewien czas opuścić swój posterunek. Tak ostrej i bezwzględnej gry w Krakowie dotychczas nie widziano – pisano w „Gazecie Poniedziałkowej”.

Publiczność była tak wzburzona ostrą grą gości, że po końcowym gwizdku omal nie doszło do rękoczynów, kiedy najbardziej krewcy z kibiców chcieli wziąć rewanż na Austriakach. Swoją dezaprobatę wyrażali też w trakcie gry, głośno bucząc, tupiąc i gwiżdżąc. Takie zachowanie spotkało się z jednoznaczną krytyką w prasie. Pasja Lustgartena nie podobała się jego matce. Marzyła, by syn został kimś więcej niż piłkarzem i trudno się jej dziwić, zwłaszcza w kontekście pojedynku z drużyną wiedeńską. Próbował ją udobruchać sam prezes Cracovii Stanisław Kopernicki, któremu się skarżyła:

Marzyłam o różnej karierze dla mojego syna, ale że będzie stróżem na jakiejś bramie, o tym nigdy nie myślałam. A pan mi jeszcze z tego powodu gratuluje…

Mecze z wiedeńczykami Lustgarten z pewnością zapamiętał na długo; źródło: wikipasy.pl
Mecze z wiedeńczykami Lustgarten z pewnością zapamiętał na długo;
źródło: wikipasy.pl

Krótki pobyt w Wiedniu i trudny powrót

Po maturze rozpoczął studia prawnicze na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. W połowie 1911 r. wyjechał do Wiednia, gdzie kontynuował naukę. Z Cracovią pożegnał się po wyjazdowym meczu z Czarnymi Lwów. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Krakowianie niezadowoleni z zachowania publiczności i złego ich zdaniem sędziowania, 20 minut przed końcem meczu opuścili boisko. Wyjazd do obcego miasta był dla młodego chłopaka niełatwym doświadczeniem i sam przyznawał, że w dużej mierze zakończył jego karierę zawodnika.

Sezon wiosenny 1911 roku zamyka właściwie moją karierę sportową jako zawodnika. Wysłany przez rodziców do Wiednia na przeciąg jednego roku, nie mogłem się przyzwyczaić do atmosfery panującej w drużynach wiedeńskich. Mimo udanego debiutu i nęcących propozycji z różnych klubów, pomny na współżycie zawodników w moim klubie i poza boiskiem, a także na poziom umysłowy, nie mogłem się oswoić z obcym, dalekim od dotychczasowego środowiskiem – wspominał swój pobyt w Wiedniu.

Po roku spędzonym nad Dunajem wrócił nad Wisłę. W bramce Cracovii ponownie stanął 1 września 1912 r. w meczu z SuSV 09 Bytom. Wkrótce jednak przekonał się, że trudno będzie mu odzyskać dawną pozycję.

Po dwu meczach w jesieni 1912 roku, w których mój udział był przez zawodników i przez publiczność (której niedawno byłem pupilem) wręcz wrogo przyjęty, odrzekłem się myśli, że odzyskam dawne stanowisko. Jak się następnie dowiedziałem, „konkurencja” poczuła się zagrożona moim przybyciem i rozpoczęła na szeroką skalę działanie przeciw mnie. Pozostała mi wobec tego tylko rola kibica. Nie na długo jednak – opisywał w swoich wspomnieniach.

Zespół Cracovii przed pierszym starciem z zagranicznym rywalem. Lustgarten na dole w swetrze; źródło: wikipasy.pl
Zespół Cracovii przed starciem z DSV Opawa. Stoją od lewej: Traub I, Dąbrowski I, Kałuża, Synowiec, Luska, Singer, Owsionka, Prochowski, w dolnym rzędzie od lewej: Traub II, Lustgarten, Obert;
źródło: wikipasy.pl

W nowej roli

Nieco wcześniej, bo w czerwcu 1912 r. klub wobec coraz trudniejszej sytuacji finansowej zmuszony został do rozwiązania umowy z Františekiem Koželuhem. Czech był zatrudniony w zespole jako trener, a po jego odejściu zawodnicy zostali bez opieki. Lustgarten po swoim powrocie i ocenie pozycji w klubie, stwierdził, że w miarę możliwości i umiejętności przejmie obowiązki szkoleniowca. Miał w tym już doświadczenie, bo wcześniej, w czasach kiedy Cracovia nie mogła sobie pozwolić na zatrudnienie zagranicznego trenera, niejednokrotnie to właśnie on prowadził treningi.

Trening rozpocząłem indywidualnie, tj. z tymi, o których widziałem, że chętnie będą ze mną pracowali. Było więc najpierw trzech, potem pięciu, a w krótkim czasie nawet najoporniejsi przyszli z prośbą, aby ich także objąć treningami. W ten sposób zdobyłem zaufanie całej pierwszej drużyny, jak i drużyn młodszych – mówił o swoich początkach w roli trenera.

Lustgarten sprawdził się w nowej roli. Nie dopuścił do tego, żeby to, co udało się zbudować Czechowi, zostało zaprzepaszczone. Dokładał też starań, żeby zawodnicy robili stałe postępy. Zarząd przychylnie patrzył na jego pracę, zwłaszcza że broniły go wyniki. W 1913 r. Cracovia okazała się najlepsza w pierwszych mistrzostwach Galicji, nie przegrywając żadnego meczu.

Cracovia w 1914 r. W górnym rzędzie o lewej: Styczeń, Ziemiański, Synowiec, Popiel, Fryc, Traub I, w dolnym rzędzie od lewej: Mielech, Poznański, Kałuża, Dąbrowski, Prochowski i Lustgarten źródło: wikipasy.pl
Cracovia w 1914 r. W górnym rzędzie o lewej: Styczeń, Ziemiański, Synowiec, Popiel, Fryc, Traub I, w dolnym rzędzie od lewej: Mielech, Poznański, Kałuża, Dąbrowski, Prochowski i Lustgarten;
źródło: wikipasy.pl

Pan sędzia Lustgarten

W tym okresie rozpoczął też inny, nie mniej ważny rozdział w swojej przygodzie z piłką. W Wiedniu, oprócz zdobycia adwokackiego wykształcenia, zdał również egzamin na sędziego piłkarskiego. Ciągle jako czynny zawodnik i jednocześnie trener, zyskał możliwość prowadzenia spotkań. Prawdziwy miłośnik piłki. Jako sędzia dał się poznać z bardzo dobrej strony. W relacjach prasowych dominowały dobre i bardzo dobre oceny jego pracy.

Lustgarten był jednym z najlepszych naszych sędziów piłkarskich. Już gdy wychodził na boisko publiczność biła brawa – wspominał Stanisław Mielech.

Prowadził wiele meczów nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Sędziował najlepszym zespołom Austrii, Węgier, Czechosłowacji i Jugosławii, czyli samej europejskiej czołówce. Gwizdał w takich spotkaniach międzypaństwowych, jak Czechosłowacja – Węgry, Węgry – Austria czy dwukrotnie Łotwa – Estonia. Jako arbiter zyskał uznanie na całym kontynencie. Krótko po odzyskaniu niepodległości i powstaniu PZPN, zaangażował się w organizację pracy sędziów. 14 grudnia 1919 r. założył pierwsze w kraju Kolegium Sędziów w Krakowie. Przez całą swoją karierę poprowadził ponad 800 spotkań.

W trudnym czasie wojny

Rok 1914 zapowiadał się dla Cracovii bardzo dobrze. Powstawały nowe obiekty, wokół boiska zbudowano bieżnię. W rozgrywkach o mistrzostwo Galicji krakowianie prowadzili w tabeli. Rozwój klubu został jednak zahamowany z powodu wybuchu I wojny światowej. Członkowie zarządu i zawodnicy zostali zmobilizowani do armii Austrii albo wstępowali do organizujących się legionów. Kraków stał się zapleczem dla armii austriackiej i niemieckiej. Przez miasto bez przerwy przechodziły oddziały wojskowe, które obozowały m.in. na Błoniach.

Również Lustgarten trafił do wojska. W szeregach Legionów Polskich walczył w Karpatach. W 1915 r. udało mu się jednak wrócić do Krakowa. Miasto świeciło wówczas pustkami, bo większość mieszkańców została ewakuowana jeszcze w 1914 r., gdy zbliżała się armia rosyjska. Po powrocie pierwsze kroki skierował na Błonia.

Płakać się chciało, gdy zobaczyłem, w jakim stanie znajduje się nasz z takim trudem osiągnięty dorobek. Z parkanu, który otaczał przeszło 10-hektarowy teren – ani śladu. Z trybuny sterczały smutne resztki. Z bogatego inwentarza mizerne szczątki. Korty tenisowe zniszczone, boiska piłkarskie zapuszczone. Trzeba było zakasać rękawy i zabrać się do roboty, niepodobna było bowiem biernie przypatrywać się ruinie – opowiadał.

W pierwszej kolejności zajęto się odbudową i uruchomieniem kortów tenisowych. Dzięki temu klub zyskał niewielki, ale stały dochód. Kiedy widmo frontu oddaliło się na wschód i Kraków znowu stał się bezpieczny, można było pomyśleć o wznowieniu gry w piłkę. Lustgarten zebrał drużynę. Składała się z uczniów gimnazjalnych i żołnierzy, którzy przebywali w Krakowie na zwolnieniach albo urlopach. Dzięki przychylności austriackiego oficera Erwina Engela udało się zorganizować zawody lekkoatletyczne, a potem mecz piłkarski pomiędzy Cracovią a drużyną wojskową garnizonu austriackiego. Cracovia zaczynała się odradzać, ale nie można tego powiedzieć o Wiśle. Jej obiekty również były zrujnowane, a zawodnicy nie mieli gdzie się podziać. Wtedy z pomocą przyszedł Lustgarten.

W czasie I wojny światowej dr Lustgarten, reorganizując Cracovię, przygarnął do niej również bezdomnych Wiślaków z H. Reymanem i Śliwą na czele umożliwiając im treningi. Śliwa grał nawet kilka spotkań w I drużynie Cracovii. Gdy stosunki unormowały się, dr Lustgarten zajął takie stanowisko wobec Wiślaków: „Nie będę ich zatrzymywał, ani nie myślę przeciągać do Cracovii innych zawodników Wisły. W sporcie konieczna jest rywalizacja, bez rywalizacji nie ma postępów. Dla Cracovii potrzebna jest silna Wisła” – relacjonował Mielech.

Kiedy w 1916 r. udało się zorganizować spotkanie z Pogonią Lwów, miało być ono pożegnaniem dwóch wybitnych zawodników – Lustgartena i Szeligoweskiego. Nasz bohater, który przecież słynął z gry w bramce, tym razem wystąpił jako napastnik. Nie zapomniał jednak początków swojej kariery i udowodnił, że ciągle pamięta, jak strzela się gole To on właśnie ustalił wynik meczu na 2:0. Nie był to jednak jego ostatni mecz w barwach ukochanego klubu.  14 lipca 1918 r. z konieczności na jedno spotkanie wrócił między słupki. Cracovia wygrała wtedy 4:0 na mokrym, grząskim boisku BBSV Bielsko. Po raz ostatni koszulkę klubu założył rok później. 10 sierpnia we Lwowie Cracovia wygrała z Czarnymi 6:2. Lustgarten znowu z konieczności musiał wyjść na boisko. Grał w ataku i strzelił nawet jedną z bramek.

Wzór działacza

Kiedy popatrzymy na to, co wyprawiają dzisiaj niektórzy z piłkarskich działaczy, dr Lustgarten wydaje się postacią idealną. Istotnie dla wielu mógłby być wzorem. Jeszcze w 1908 r. razem z Anglikiem Calderem i z Wacławem Wojakowskim zaprojektowali klubowy herb. Flaga w biało-czerwone pasy do dzisiaj jest kojarzona z Cracovią i na przestrzeni lat uległa tylko niewielkim modyfikacjom. Niedługo później był współautorem pierwszych wydanych po polsku przepisów gry w piłkę nożną. Jeszcze przed odzyskaniem niepodległości zdał sobie sprawę, że kiedy powstanie w końcu samodzielny PZPN będzie potrzebny statut. Zupełnie samodzielnie, bez jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz, wspólnie z Janem Weyssenhoffem przystąpili do jego opracowywania. Długie godziny dyskusji nad kształtem każdego z paragrafów przyniosły oczekiwany skutek. Na pierwszym walnym zgromadzeniu ich projekt po krótkiej dyskusji został przyjęty niemal bez zmian.

Zaprojektowany przy jego udziale klubowy herb przetrwał do dzisiaj niemal w niezmienionym kształcie; źródło: wikipasy.pl
Zaprojektowany przy jego udziale klubowy herb przetrwał do dzisiaj niemal w niezmienionym kształcie;
źródło: wikipasy.pl

Działalność w klubie i w związkach nie przeszkadzała mu w kontynuowaniu kariery naukowej. W kwietniu 1917 r. uzyskał absolutorium i zdał egzamin sądowy. Rok później powodzeniem zakończył się dla niego też egzamin z nauk politycznych. Wreszcie 3 lutego 1919 r. został doktorem prawa. Wkrótce potem rozpoczął starania o aplikację sędziowską. Kiedy jednak w 1923 r. Cracovia dostała zaproszenie na tournée po Hiszpanii, Lustgarten nie zastanawiał się ani chwili i przerwał aplikację, żeby móc towarzyszyć swojej drużynie.

Krakowianie przed spotkaniem z Barceloną. W górnym rzędzie od lewej: Popiel, Chruściński, Cikowski, Kałuża, Gintel, Styczeń i opiekun drużyny Lustgarten, w dolnym rzędzie od lewej: Fryc, Synowiec, Zimowski, Reyman, Ciszewski. źródło: wikipasy.pl
Krakowianie przed spotkaniem z Barceloną. W górnym rzędzie od lewej: Popiel, Chruściński, Cikowski, Kałuża, Gintel, Styczeń i opiekun drużyny Lustgarten, w dolnym rzędzie od lewej: Fryc, Synowiec, Zimowski, Reyman, Ciszewski.
źródło: wikipasy.pl

Krótko przed wyjazdem na Półwysep Iberyjski rozchorował się ówczesny prezes – Edward Cetnarowski. Niestety nikt w jego miejsce nie mógł pojechać, bo nie było już czasu na załatwienie paszportu. Lustgarten był więc jedynym przedstawicielem klubowego zarządu. Starał się, żeby drużynie niczego nie brakowało i dbał o nią jak mógł. Zwrócił uwagę nawet na to, żeby piłkarze raczej wystrzegali się kuchni hiszpańskiej. Chciał w ten sposób uniknąć ewentualnych problemów żołądkowych. Sam wyjazd zasługuje na osobną opowieść i mimo że Cracovia większość meczów przegrała, to na pewno nie była tłem dla Hiszpanów, a zdobyte doświadczenie z pewnością okazało się bezcenne na krajowym podwórku.

Zesłanie

Kiedy wybuchła II wojna światowa Lustgarten zdołał wyjechać z Krakowa i dotrzeć do Lwowa. Tam pod koniec 1939 r. wpadł jednak w ręce NKWD i został aresztowany. Kiedy w 1941 r. podpisano układ Sikorski – Majski, odzyskał wolność. Znalazł się w Nowosybirsku. Jako popularny piłkarz i budzący powszechne uznanie działacz, został mianowany delegatem rządu. Wyposażono go w paszport dyplomatyczny, a do jego obowiązków miała należeć opieka nad Polakami na Syberii. Kiedy jednak w 1943 r. Niemcy odkryli masowe groby w Katyniu, a Polacy wystąpili do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z prośbą o zbadanie sprawy, niedługo później ZSRR zerwał stosunki z polskim rządem na uchodźstwie. Wielu z przebywających w ZSRR Polaków, którzy nie zdążyli opuścić kraju z Armią Andersa, zostało aresztowanych. Wśród nich znalazł się też Lustgarten. Oficjalnie oskarżono go o antysowiecką propagandę i skazano na 10 lat łagru. Zesłano go do Workucko-Peczorskiego Poprawczego Obozu Pracy.

Jego żona Zofia zdołała wrócić do Polski w latach 40. w ramach repatriacji. Podjęła starania o uwolnienie męża, interweniowała nawet u premiera Cyrankiewicza, który prywatnie był zagorzałym kibicem Cracovii. Nic niestety nie udało się wskórać. Lustgarten odbył zasądzoną karę, na dalekiej północy został jeszcze dwa lata w ramach tzw. osiedlenia. Wreszcie jednak udało mu się dotrzeć do Moskwy i skontaktować z rodziną. Kiedy żona zapytała go, jak żyje, nasz bohater odparł:

Byłem właśnie na meczu Dynama. Grali doskonale.

Do Krakowa wrócił w 1956 r. O swoim pobycie w ZSRR z wiadomych względów nie mógł mówić. Ponownie zaczął aktywnie działać w swoim ukochanym klubie. Nie zapomniano mu jego dawnych zasług. W 1959 r. został honorowym członkiem PZPN, a rok później stał się drugim w historii po Cetnarowskim honorowym prezesem Cracovii. Zmarł 21 września 1973 r. w swoim ukochanym Krakowie.

Dr Józef Lustgarten po powrocie do kraju z zesłania; źródło: wikipasy.pl
Dr Józef Lustgarten już po powrocie do kraju z zesłania;
źródło: wikipasy.pl

Niewielu było w historii tak zasłużonych dla polskiego futbolu ludzi jak on. Znakomity wszechstronny piłkarz, uznany sędzia, zdolny trener i wybitny działacz. Całe swoje życie poświęcił pracy na rzecz polskiej i krakowskiej piłki. Stanisław Mielech wspominał, że kiedyś Lustgarten powiedział mu o Cracovii jako o jednym z jego życiowych celów. Stworzył podwaliny klubu, który jako pierwszy zdobył mistrzostwo Polski. Cracovia była wtedy klasą samą dla siebie. Często w odniesieniu do zasłużonych działaczy, trenerów czy piłkarzy używa się określenia legenda i jest ono nadużywane. W przypadku takiego człowiek jak Lustgarten nie ma jednak mowy o nadużyciu. Jest i na zawsze już pozostanie symbolem i legendą Cracovii. I chyba zgodzą się ze mną nie tylko kibice tego klubu…

BARTOSZ DWERNICKI

Przy pisaniu tekstu posiłkowałem się następującymi publikacjami:

  • Tomasz Gawędzki – Cracovia znaczy Kraków
  • Andrzej Konieczny, Janusz Kukulski – Najlepsi piłkarze świata A-Z
  • Maciej Kozłowski – Naród Wybrany – Cracovia Pany. Z wielokulturowej historii polskiego sportu
  • Józef Lustgarten – Narodziny krakowskiego sportu; w: Kopiec wspomnień
  • Stanisław Mielech – Gole, faule i ofsajdy
  • Kolekcja klubów. Tom 10. Cracovia
  • Encyklopedia Piłkarska FUJI. Tom 2. Biało-czerwoni
  • Encyklopedia Piłkarska FUJI. Tom 51. Mistrzostwa Polski. Ludzie. 1918-1939
  • Czas nr 425 z 19 września 1910
  • Gazeta Poniedziałkowa nr 22 z 19 września 1910
  • www.wikipasy.pl

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Bartosz Dwernicki
O Bartosz Dwernicki 55 artykułów
Pasjonat podróży i gór. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego. Lubi zagłębiać się w piłkarskie historie zza żelaznej kurtyny. Od 20 lat kibic Borussi Dortmund i Realu Madryt