Kieron Dyer – połamany ludzik

33 występy w barwach narodowych i miliony na koncie, z drugiej jednak strony sporo pozaboiskowych (boiskowych zresztą również) przygód i ekscesów oraz długa lista kontuzji. Trudno jednoznaczne stwierdzić, czy Kieronowi Dyerowi można przyczepić łatkę zmarnowanego talentu. Na przełomie wieków był jednym z najbardziej ekscytujących angielskich piłkarzy młodego pokolenia. Jego nazwisko obecnie bardziej kojarzy się z bratem, czyli grającym w Swansea Nathanem. W lutym jednak pojawiła się biografia byłego piłkarza Newcastle, która odbiła się szerokim echem w Wielkiej Brytanii. Tym sposobem o Dyerze ponownie było głośno nie z powodu jego boiskowych dokonań.

Po krótkiej przerwie oto ósmy tekst z cyklu „Zmarnowane talenty”, którego autorem jest Mateusz Opioła. Wszystko zaczęło się od niespełnionego Amerykanina – Adu, później na naszych łamach ukazały się też historie Gaia Assulina, który miał być następcą Messiego a także upadek kariery Roystona Drenthe zmierzającego w stronę bycia raperem. Jako czwarty pojawił się niesforny dzieciak angielskiego futbolu, czyli Jermaine Pennant i nieco mniej znany, zapomniany już dziś Francis Jeffers. Było też o pewnym, szybkim Niemcu, który dał nam popalić w 2006 roku (szczególnie Dariuszowi Dudce). Chodzi oczywiście o Davida Odonkora. Ostatni tekst, to meksykańska szybka noga Giovaniego dos Santosa. Dziś przeczytacie o Kieronie Dyerze, który mimo wszystko mógł osiągnąć więcej. 

Wykorzystywany seksualnie

Zacznijmy od końca, gdyż w jego przypadku koniec stanowi początek. Tuż przed wydaniem swojej biografii Dyer przyznał w wywiadzie dla Daily Mail, że w dzieciństwie był wykorzystywany seksualnie przez swojego wujka. Jak sam mówi, decyzja o zwierzeniu się z tego traumatycznego przeżycia nie przyszła mu łatwo, ale wie, że dzięki temu wiele osób pójdzie jego śladem i w ten sposób pomogą sobie samym. Tak Kieron opisuje zdarzenie w domu jego babci, do którego doszło, gdy miał 11 lub 12 lat.

Wujek Kenny przyszedł w nocy, myśląc, że śpię. Usiadł na łóżku, wsunął rękę pod moje spodnie i zaczął mnie dotykać. Zmroziło mnie. Oniemiałem. Kenny wyczuł, że nie śpię, więc zaczął mnie ściskać i uspokajać. Zachowywał się, jakby był w jakimś transie. Prosił, żeby pozwolić mu dokończyć to, co zaczął. Powiedział, że jutro kupi mi tabliczkę czekolady. Wiedziałem, że robi coś złego, ale nie potrafiłem zareagować. Potem schylił głowę, ale mimo, iż byłem naprawdę przerażony, udało mi się jakoś go odepchnąć i podciągnąć spodnie. Powiedział, żebym nikomu o tym nie mówił, żeby to był nasz sekret.

Dyer zorganizował też konferencję wraz ze swoimi byłymi kolegami z Newcastle, Craigiem Bellamym i Jermainem Jenasem, z której dochód, wraz z częścią uzyskaną ze sprzedaży książki, zasilił konto fundacji Fresh Start – New Beginning, która od powołania do życia w 2012 pomaga dzieciom molestowanym seksualnie.

To nie była jedyna przykra sytuacja z dzieciństwa dla naszego bohatera. Gdy miał siedem lat, stracił młodszego brata. W 2015 roku, kiedy wziął udział w telewizyjnym show pt. I am Celeb…, postanowił całe swoje wynagrodzenie z tytułu udziału w programie przekazać na cele charytatywne. Dzieciństwo Dyera, chłopaka wywodzącego się z „szeregowców” Ipswich, z pewnością nie było usłane różami…

Wychowany przy stadionie

Kariera piłkarska była pisana Kieronowi od małego. Nie mogło być inaczej – w końcu urodził się i mieszkał o przysłowiowy „rzut beretem” od Portman Road, stadionu Ipswich Town. Tam też stawiał swoje pierwsze kroki w świecie futbolu. W klubie od razu dostrzeżono, z jak bardzo utalentowanym graczem mają do czynienia. Dyer błyskawicznie przechodził przez kolejne szczeble pionu młodzieżowego, by w 1996, w wieku niespełna 18 lat, zagrać po raz pierwszy w barwach Town. Debiut przypadł na domowy mecz z Crystal Palace, który gospodarze wygrali 3:1. Wszechstronny i dynamiczny pomocnik tak bardzo przypadł do gustu ówczesnemu szkoleniowcowi The Blues, George’owi Burnleyowi, że ten postanowił wystawić go do gry od początku w arcyważnym spotkaniu z Sheffield United w play-offach o awans do Premiership. Celu nie udało się jednak osiągnąć.

Kieron Dyer wychował się przy stadionie Ipswich, jednak musiał w 1999 roku wykonać krok do przodu i dołączył do Newcastle.

W kolejnych sezonach pod wodzą Burnleya Dyer nie tylko ugruntował swoją pozycję w zespole, ale zyskał również miano jednego z największych talentów w angielskiej piłce, niegrającego w najwyższej klasie rozgrywkowej. Po trzech sezonach w barwach swojego macierzystego klubu, zdecydował, że czas zrobić krok do przodu. Trzy kolejne próby awansu do Premiership spaliły na panewce. Za każdym razem The Blues odpadali w półfinale fazy play-off. Pogromcami okazywały się kolejno zespoły: Sheffield United (wspomniany wcześniej), Charltonu oraz Boltonu. W rewanżowym spotkaniu z tym ostatnim rywalem – będącym równocześnie ostatnim oficjalnym występem Dyera w barwach Town, aż do jego powrotu w 2011 roku – dwukrotnie trafił do siatki, ale nawet to nie wystarczyło, by wprowadzić Ipswich do elity. Zniechęcony 20-latek postawił wszystko na jedną kartę i poprosił o zgodę na transfer. W lipcu 1999 roku wychowanek Ipswich podpisał kontrakt z Newcastle. Niebiescy otrzymali za niego 6,5 miliona funtów. Kwota ta długo stanowiła rekord transferowy klubu z Suffolk (mowa oczywiście o kwocie uzyskanej ze sprzedaży).

Kiedy wejdziesz między Sroki…

Co prawda Ruud Gullit, który sprowadził pomocnika do Srok, już w sierpniu podał się do dymisji, ale na szczęście – jak to często w takich sytuacjach bywa – pod wodzą kolejnego szkoleniowca rola Dyera nie uległa marginalizacji. To właśnie za kadencji Bobby’ego Robsona wychowanek Ipswich grał swój najlepszy futbol. Jeszcze w tym samym roku udało mu się zadebiutować w reprezentacji Anglii w spotkaniu z Luksemburgiem. Do asysty dołożył wywalczenie rzutu karnego. Jak sam wspomina, był to najpiękniejszy moment w jego karierze, zaraz obok debiutu w barwach Town, a atmosfera i cała otoczka wokół starego Wembley nie mogła się równać z niczym innym. O szkoleniowcu również wyraża się w samych superlatywach, choć media widziały w nim głównego winowajcę zwolnienia Sir Bobby’ego, gdyż przed ważnym meczem z Middlesbrough Dyer stanowczo odmówił gry w roli prawego pomocnika. Oddajmy głos samemu bohaterowi:

Byłem niesamowicie podekscytowany, kiedy tylko dowiedziałem się, że Bobby Robson przejmie Newcastle. Bobby był legendą mojego Ipswich, prowadził klub w latach 1969-1982, stąd mój ogromny szacunek wobec niego. Kiedy byłem dzieciakiem, zawsze stanowił dla mnie przykład i wzór. Wiem, że tamtego dnia, kiedy graliśmy z Boro, zawiodłem go. Gdybym mógł cofnąć czas, na pewno bym tak nie postąpił. Kiedy dowiedziałem się o jego zwolnieniu, czułem się temu współwinny. Tak naprawdę jednak przyczyniło się do tego wiele osób. Stałem się kozłem ofiarnym, bo media utożsamiały jego zwolnienie z moją odmową gry na prawej stronie. Taki przekaz zakodował się w głowach odbiorców. (…) Kilka lat później, kiedy byłem z West Hamem na zgrupowaniu w Azji, dowiedziałem się w trakcie treningu, że Sir Bobby nie żyje. Podczas minuty ciszy nie mogłem powstrzymać łez, które płynęły mi z oczu strumieniami. Nie mam wątpliwości, że Robson był najlepszym menadżerem, z jakim przyszło mi pracować.

Kieron dostaje wskazówki od swojego mentora, Bobby’ego Robsona.

Podczas swoich pięcioletnich rządów między 1999 a 2004 rokiem Robson zmontował zespół, będący mieszanką młodych rodzimych piłkarzy, takich jak Dyer, Titus Bramble (kolega Dyera z czasów Ipswich), Shola Ameobi, Jermaine Jenas czy Jonathan Woodgate i utalentowanych „stranieri”, wśród których byli m.in. Craig Bellamy, Laurent Robert, Aaron Hughes czy Hugo Viana. Z tymi graczami były szkoleniowiec m.in. PSV i Barcelony wdrapał się do czołówki ligi, kończąc sezony 2001/2002, 2002/2003 i 2003/2004 kolejno na czwartym, trzecim i piątym miejscu. Dyer był dla Sir Bobby’ego jednym z najważniejszych zawodników, lecz często szkoleniowiec Srok musiał radzić sobie bez niego. Pomocnika zaczęły prześladować kontuzje, które nie ustępowały aż do końca kariery. Problemy ze ścięgnami udowymi, bóle piszczeli, kontuzje pleców czy naderwania mięśni łydki torpedowały karierę piłkarza. Dość powiedzieć, że w czasie swojego ośmioletniego pobytu w Newcastle, Dyer tylko w jednym sezonie przekroczył liczbę 30 występów ligowych.

Wszystkie urazy Dyera

Szpital i nocne życie na przemian

Liczne urazy pozwoliły Kieronowi na poznawanie uroków miasta, w tym również nocnego życia, od czego zresztą nie stronił. Był stałym bywalcem nocnych klubów w Newcastle, do których na ogół udawał się swoimi sportowymi samochodami. Pewnego razu, w grudniu 2012 roku, na prośbę swojego kolegi, zabrał go w nocy swoim Ferrari spod jednego z klubów na przejażdżkę po mieście. Próba zaimponowania możliwościami samochodu kumplowi skończyła się… na barierkach. Sama naprawa zdezelowanego auta pochłonęła, jak przyznał sam gracz, 45 tysięcy funtów, po czym zdecydował się i tak je sprzedać. Szczęście w nieszczęściu, iż Dyer był trzeźwy i wraz ze znajomym wyszli z tej kraksy bez szwanku. Kilka miesięcy wcześniej został ukarany mandatem w wysokości 1000 funtów za przekroczenie prędkości w drodze powrotnej z rodzinnego Ipswich, zaś wcześniej w grudniu zapłacił 500 funtów za podobne przewinienie, prowadząc BMW M3.

Zniszczone Ferrari Kierona Dyera

Drogie zachcianki nie stanowiły dla wychowanka Ipswich kłopotu. W grudniu ubiegłego roku przyznał, że w 2002 roku zarabiał więcej, niż niektórzy czołowi reprezentanci Anglii, grający w Tottenhamu obecnie. Ogromny zastrzyk gotówki prowadził do wielu błędów młodości. Dziś ich żałuje. Wtedy nie czuł żadnych ograniczeń. Natychmiast po przeprowadzce do Newcastle kupił mieszkanie w Quayside, centralnym punkcie miasta. Każdy, kto zna Newcastle, wie, że to centrum nocnego życia.

Wyobrażacie to sobie? Ja, fura gotówki, w samym środku miasta? To nie jest żadna wymówka, ale wielu młodych piłkarzy dorasta w ubogim środowisku. Aż tu nagle, w wieku 20 lat, zostają milionerami. Wówczas robiłem wszystko, na co miałem ochotę. Kupowałem sobie i kumplom zegarki za tysiąc funtów, zabierałem grupę przyjaciół na Barbados czy do Dubaju, kiedy tylko miałem czas i ochotę. Nie zaznałem w dzieciństwie dobrobytu, więc cieszyłem się chwilą, czerpałem z życia garściami. (…) Dzisiaj nic takiego by się nie wydarzyło – mówi nasz bohater.

Ze wstydem wspomina także to, co wydarzyło się wcześniej. W 2000 roku selekcjoner Synów Albionu, Sven Goran Eriksson, rozsyłał powołania na zbliżające się Euro. Szwed pominął kilku młodych graczy, którzy w przyszłości mieli stanowić o sile reprezentacji. Do Belgii i Holandii nie pojechali m.in. Rio Ferdinand, Frank Lampard oraz sam Dyer. Cała trójka postanowiła umilić sobie wakacje, organizując wspólny wyjazd do cypryjskiego kurortu Aiya Napa. Tam nagrali sekstaśmę ze swoich łóżkowych wyczynów. Ta wyciekła do Internetu, a piłkarze, delikatnie mówiąc, najedli się wstydu.

Walka z kolegą z boiska

Mimo wszystkich licznych ekscesów, nasz bohater najbardziej wsławił się tym dokonanym na… murawie boiska. W sezonie 2004/05, kiedy na ławce nie było już Bobby’ego Robsona, który potrafił zapanować nad trudnymi charakterami piłkarzy, doszło do nietypowej sytuacji podczas meczu z Aston Villą. Oto, jak tamto wydarzenie wspomina Dyer.

W pewnym momencie Lee Bowyer zaczął wrzeszczeć, żebym zagrał mu piłkę. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, ale on dalej krzyczał, że nigdy mu nie podaję. Kilka minut później znów chciał dostać podanie wszerz boiska, ale miałem lepsze opcje do wyboru. Wtedy Lee zwariował. Ruszył nabuzowany w moim kierunku, powtarzając, że znów nie zagrałem mu futbolówki. Odparłem, że nie podaję, bo jest gównianym piłkarzem. Kiedy podszedł, złapałem go za ramię, aby utrzymać go z dala od siebie, ale on zaczął wyprowadzać ciosy. Jeden po drugim. Nie wiedziałem, co się dzieje. Same uderzenia nie bolały, ale po czwartym powiedziałem sobie <Pieprzyć to!> i zacząłem odpowiadać tym samym.

Obaj zawodnicy zostali wyrzuceni z boiska, osłabiając zespół. Dyera zawieszono na trzy mecze, Bowyera na cztery. Na drugiego z nich nałożono dodatkowo grzywnę w wysokości 200 tysięcy funtów.

Bójka z kolegą z boiska, a odciąga ich… majacy najwięcej żółtych kartek w historii Premier League – Gareth Barry.

Co poszło nie tak?

Kontuzje, notoryczne zmiany szkoleniowców (po Robsonie aż do czasu odejścia Dyera klub prowadzili: John Carver, Greame Souness, Glenn Roeder, Nigel Pearson i Sam Allardyce), a co za tym idzie, wymiana kadry – wszystko to doprowadziło do tego, że pomocnik musiał myśleć o zmianie klubu. Chęć pozyskania zawodnika wyraził West Ham i tak, za 6 mln funtów latem 2007 roku, Dyer trafił do Londynu. Miał nadzieję postawić swoją karierę z powrotem na nogi, tymczasem to właśnie ta część ciała praktycznie zakończyła jego karierę w wieku niespełna 29 lat. Złamanie wyłączyło go z gry na cały sezon. Kolejny rozpoczął się od operacji stopy, przez co pauzował aż do grudnia 2008. W drugiej połowie sezonu nie był brany pod uwagę przy ustalaniu kadry meczowej. Sezon 2009/10 nie przyniósł przełomu. Liczne kontuzje mięśniowe trzymały Kierona z dala od boiska. Liczba urazów, z którą piłkarz musiał się zmierzyć, doprowadziła do tego, że wolał zatajać swoje kłopoty zdrowotne.

Dochodziło do takich sytuacji, kiedy po prostu wstydziłem się kontuzji. Kiedyś dograłem do końca mecz z West Bromwich mimo, iż czułem, że z moim ścięgnem nie jest dobrze. Wolałem znieść ten ból i zacisnąć zęby niż po raz kolejny zejść z murawy i wstydzić się mojego zdrowia – opowiada.

Kieron Dyer i złamana noga…

Cała reszta jest historią. Wysiłki Dyera, by odbudować swoją karierę kolejno w „swoim” Ipswich, Queens Park oraz Middlesbrough, spełzły na niczym. Na każdym kroku przypominały o sobie kontuzje. Od marca 2011 do czerwca 2013 pozwoliły mu na rozegranie zaledwie 21 spotkań. Wcześniej, przez cztery sezony spędzone w West Hamie, wystąpił łącznie w 34 meczach. W żadnym z nich nie zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. Współwłaściciel Młotów, David Gold, wyliczył, iż transfer Dyera kosztował klub 16 milionów funtów. Do 6 milionów przelanych za gracza na konto Newcastle, doliczyć należy 10 milionów pensji, co gwarantowało mu roczne zarobki w wysokości 2,5 miliona funtów. Jeden ligowy występ (a uzbierało się ich 30) kosztował więc West Ham ponad 500 tysięcy funtów. Mimo ofert z Ameryki i Bliskiego Wschodu, Dyer zdecydował się powiedzieć: koniec.

Obecnie pracuje jako trener młodzieży w Ipswich. Śmieje się, że w niedalekiej przyszłości zamierza pójść w ślady Mourinho czy Guardioli. Dziś, pomny swoich błędów z młodości, stara się szkolić dzieci nie tylko z zakresu futbolu. Liczy, że dzięki przekazaniu im swoich doświadczeń i wiedzy, jego podopiecznym uda się uniknąć pokus, czyhających na nich w świecie poważnego futbolu. Pytanie, czy puszcza im osławioną sekstaśmę…

MATEUSZ OPIOŁA

Źródła z których korzystałem. Artykuły ze stron:

  • Daily Mail
  • Guardian
  • BBC

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl