Od zakończenia zimowych igrzysk olimpijskich Mediolan – Cortina 2026 minęło już trochę czasu. Wrażenia wciąż pozostają w kibicowskich sercach. Można już jednak spojrzeć na wspomnianą imprezę z dystansu. To dobry moment, by wybrać dziesięć wydarzeń, które zapamiętamy ze sportowych zmagań zorganizowanych na włoskich obiektach.
W sierpniu 2024 roku na naszych łamach podsumowywaliśmy letnie igrzyska w Paryżu. Zrobiliśmy to w szerokim wymiarze. Tym razem przyjmiemy inną formę olimpijskich wspomnień. Będą one miały charakter w pełni subiektywny i zostaną wyselekcjonowane przez wyżej podpisanego autora.
Krótko mówiąc – przedstawię dziesięć wydarzeń, które najmocniej zapamiętałem z igrzysk odbywających się od 4 do 22 lutego w Italii. Kryterium kolejności? Jako pierwsze przedstawiam to, co najszybciej przychodzi mi na myśl, gdy wspominam niedawno zakończone zawody.
Polskie medale
Największych wzruszeń dostarczyły oczywiście polskie medale. Przed rozpoczęciem igrzysk kibice w naszym kraju poważnie obawiali się o to, że żaden z naszych rodaków nie stanie na podium. W XXI wieku z każdych zimowych igrzysk Biało-czerwoni wracali z przynajmniej jednym medalem.
We Włoszech passa została podtrzymana. Polska wywalczyła cztery krążki, co należy uznać za bardzo dobry wynik. Aż trzy z nich padły łupem Kacpra Tomasiaka. Młody skoczek w tym sezonie zadebiutował w Pucharze Świata i prezentował się w nim najlepiej z Polaków. Nikt jednak nie spodziewał się, że na skoczniach w Predazzo spisze się tak fenomenalnie.
Zawodnik urodzony w Bielsku-Białej zdobył srebro w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej, później sięgnął po brąz na skoczni dużej. Drugie miejsce zajął też wespół z Pawłem Wąskiem w emocjonującym konkursie duetów.
Duże nadzieje polscy fani wiązali z łyżwiarstwem szybkim. Na mediolańskim torze ostatecznie cieszyliśmy się z jednego krążka. Srebro w biegu na 10 000 metrów wywalczył Vladimir Semirunnii.
Dwukrotnie tuż poza podium meldował się Damian Żurek – jeden z naszych faworytów. Wypada mu współczuć, gdyż 26-latek tym razem nie spełnił największego sportowego marzenia, ale należy go również docenić, gdyż znalazł się w ścisłej światowej czołówce.
Słowa uznania należą się zresztą także kilkorgu innym reprezentantom Polski plasującym się na wysokich lokatach. Jeszcze raz trzeba podkreślić, że z polskiego punktu widzenia były to bardzo udane igrzyska.
Sześć złotych medali norweskiego mistrza
Podczas włoskich igrzysk sportowy świat żył przede wszystkim wielkimi osiągnięciami Johannesa Hosflota Klaebo. Norweski biegacz narciarski zdobył aż sześć złotych medali. Cztery wywalczył w występach indywidualnych, wspólnie z kolegami triumfował zaś w sztafecie i sprincie drużynowym.
Łącznie ma aż jedenaście olimpijskich krążków z najcenniejszego kruszcu, gdyż zakładano mu je na szyję również osiem lat temu w Pjongczangu i przed czterema laty w Pekinie. Klaebo w młodości uprawiał piłkę nożną. W wieku szesnastu lat postanowił jednak zmienić dyscyplinę. Biegając na nartach, wygrał wszystko, co było do wygrania, w dodatku dokonał tego wiele razy. Bez wątpienia jest jednym z najwybitniejszych sportowców w historii.
Upadek Lindsey Vonn
Podczas ostatnich igrzysk dużo mówiło się o Lindsey Vonn. Amerykańska alpejka jest bardzo utytułowana. Na koncie ma między innymi trzy medale olimpijskie, w tym złoty w zjeździe zdobyty szesnaście lat temu w Vancouver. Jej popularność wykracza zdecydowanie poza sport. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych znana jest również w świecie show-biznesu i popkultury.
Krótko przed włoskimi igrzyskami doznała zerwania więzadła krzyżowego przedniego w lewym kolanie. Mimo poważnej kontuzji zdecydowała się na występ w Italii, co wśród kibiców z całego świata wzbudziło mieszane uczucia.
Jedni podziwiali Amerykankę za ambicję i twardy charakter. Drudzy twierdzili, że start w takich okolicznościach jest lekkomyślny i ogromnie szkodliwy dla zdrowia. Vonn przystąpiła do udziału w zjeździe, co już samo w sobie było niezwykłą, wręcz filmową historią.
Życie napisało jednak scenariusz daleki od cukierkowej opowiastki. Wybitna alpejka już na początku swego występu uległa groźnie wyglądającemu wypadkowi i została przetransportowana do szpitala. Różnie można myśleć o jej decyzji, ale trzeba docenić jej szaloną ambicję.
Fajerwerki na hokejowych taflach
Tak jak podczas letnich igrzysk sportowy świat żyje przede wszystkim lekkoatletyką i pływaniem, tak solą zimowych zmagań olimpijskich jest hokej na lodzie. We Włoszech mecze tej dyscypliny stały na bardzo wysokim poziomie. Nie mogło być inaczej, gdyż w Italii pojawili się zawodnicy z NHL.
Najlepsza liga świata na czas igrzysk zawiesiła rozgrywki, gdyż jej władze tym razem dogadały się z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim. Hokeiści występujący na co dzień w amerykańsko-kanadyjskiej elicie klubowej pojechali na olimpijskie zawody pierwszy raz od dwunastu lat.
Ich obecność miała duży wpływ na poziom turnieju. Do historii przejdzie między innymi szalony ćwierćfinał, w którym Kanada pokonała Czechy. Świetnym zwieńczeniem rywalizacji był finał, w którym Amerykanie po dogrywce zwyciężyli w hokejowym klasyku Kanadyjczyków.
Reprezentacje USA i Kanady, co jest niemal tradycją, spotkały się także w finale turnieju kobiet. To również było piękne widowisko i podobnie, jak w przypadku męskiej potyczki skończyło się wygraną drużyny amerykańskiej po dogrywce. Emocje, poziom i niezwykły klimat – taki hokej chciało się chłonąć.
Łyżwiarska uczta dla oka i ucha
Inną dyscypliną, która podczas zimowych igrzysk wzbudza największe zainteresowanie w skali globalnej, jest łyżwiarstwo figurowe. Zawody w Mediolanie oglądało się wyśmienicie. Najbardziej zostały zapamiętane zmagania solistów, których faworytem był Ilia Malinin. Amerykanin prowadził po programie krótkim, ale w programie dowolnym spisał się dużo gorzej i wylądował daleko za podium.
Żadna dyscyplina w tak wykwintny sposób nie łączy sportu z kulturą. Oglądając zmagania na lodowisku w stolicy Lombardii, miało się wrażenie uczestnictwa nie tylko w spektaklu sportowym, ale także kulturalnym.
Nie zabrakło również polskich akcentów. O tych oczywistych, którymi były występy naszych, napisano już wiele. Warto jednak odnotować inne ślady związane z naszym krajem. Otóż fińska para taneczna, Juulia Turkkila i Matthias Versluis, zaprezentowała swój program do fragmentów „Obcego astronoma” zespołu Republika.
Na igrzyskach można było usłyszeć też muzykę Fryderyka Chopina, ale sięganie po jego twórczość przez łyżwiarzy nie jest niczym zaskakującym. Kompozycja Grzegorza Ciechowskiego i Zbigniewa Krzywańskiego rozbrzmiewająca podczas występu zagranicznego duetu, stanowiła pewne zaskoczenie – swoją drogą bardzo miłe dla fanów polskiego rocka i słynnej grupy pochodzącej z Torunia.
Widzowie łyżwiarstwa figurowego mogli cieszyć uszy nie tylko dobrą muzyką, ale również fenomenalnym komentarzem. Zawody w tej dyscyplinie na antenach TVP relacjonowali Przemysław Babiarz i Halina Gordon-Półtorak. On kreślił świetną narrację i budował klimat. Ona w prosty i ciekawy sposób tłumaczyła łyżwiarskie zawiłości, wykorzystując zawodnicze i sędziowskie doświadczenie. Wiedza i genialny styl jej przekazywania, a także znajomość tematu i kontekstu kulturowego sprawiały, że komentarz tego duetu był prawdziwą telewizyjną ucztą.
Debiut nowej dyscypliny
W ostatnich latach na igrzyskach letnich debiutowało sporo nowych dyscyplin, jak choćby wspinaczka sportowa, deskorolka, czy breaking. Wkrótce rodzina olimpijskich sportów poszerzy się jeszcze bardziej. Podczas zimowych zmagań wachlarz dyscyplin nie jest tak obszerny, w końcu ograniczają się one do rywalizacji toczonej na śniegu i lodzie.
We Włoszech miał jednak miejsce olimpijski debiut skialpinizmu, czyli narciarstwa wysokogórskiego. Zaglądamy do dziewiątego tomu Encyklopedii Sportów Świata autorstwa Wojciecha Lipońskiego i Krzysztofa Sawali:
Narciarstwo wysokogórskie – ew. narciarstwo urwiskowe, daw. alpinizm narc., ang. steep skiing, sport polegający na pokonywaniu na nartach trudnego terenu górs., nieposiadającego przygotowanych tras. Obejmuje m.in. wejścia na szczyty, trawersowanie zboczy górs. oraz zjazdy i zeskoki z trudnych zboczy górs., w tym lodowcowych.
Cytowane powyżej dzieło, w którym można przeczytać więcej o tej dyscyplinie i jej historii, zostało wydane w 2008 roku. Prawie dwie dekady później skialpinizm po raz pierwszy zagościł na igrzyskach. Organizatorzy postawili na jego prostszą odmianę, łatwiejszą w odbiorze i skrojoną pod masowych odbiorców, a nie tylko pod wyrobionych widzów.
Rozegrano trzy konkurencje – sprint kobiet i mężczyzn oraz sztafetę mieszaną. Startowali także reprezentanci Polski. W zawodach indywidualnych Iwona Januszyk była siedemnasta, a Jan Elantkowski zajął piętnaste miejsce. W sztafecie wystąpili wspólnie i uplasowali się na dziewiątej pozycji.
Trzy medale w narciarstwie wysokogórskim, w tym indywidualne złoto Oriola Cardony, zdobyła Hiszpania, powszechnie niekojarząca się ze sportami zimowymi. Jakie były odczucia widzów śledzących zmagania skialpinistów? Raczej pozytywne, choć nie brakowało też mniej entuzjastycznych opinii na temat nowej dyscypliny olimpijskiej.
Nie wiadomo jeszcze, czy skialpinizm zobaczymy na kolejnych igrzyskach. Wiele wskazuje na to, że tak, gdyż za cztery lata gospodarzem imprezy będą Alpy Francuskie, a narciarstwo wysokogórskie jest popularne w kraju leżącym nad Sekwaną i Loarą. Być może ujrzymy tam nawet klasyczną odmianę tej dyscypliny, zupełnie inną niż ta, którą śledzić można było we Włoszech.
Pierwszy zimowy medal dla Brazylii
Urodził się ćwierć wieku temu w Oslo i przez wiele lat reprezentował Norwegię. Gdy pokłócił się z federacją tego kraju, zdecydował się na zakończenie kariery. Później wrócił jednak na stoki, lecz już pod flagą Brazylii, ojczyzny jego matki.
Lucas Pinheiro Braathen dokonał rzeczy, o której rozprawiało się niemal do końca igrzysk. Wygrywając slalom gigant, zdobył pierwszy medal zimowych igrzysk nie tylko dla Brazylii, ale w ogóle dla Ameryki Południowej.
Sportowo Brazylia zawsze kojarzyła się z piłką nożną, w dalszej kolejności z siatkówką, MMA czy Formułą 1. Nigdy nie była łączona z narciarstwem, ale dzięki 25-letniemu alpejczykowi zaistniała na kartach zimowych igrzysk olimpijskich. Tak przechodzi się do historii.
Nawiązanie do Herminatora
Często ze sportowych zmagań zapamiętujemy nie tylko zwycięstwa, ale również sposób ich celebracji. Tak było w przypadku radości Benjamina Karla, który okazał się najlepszy w snowboardowym slalomie gigancie równoległym. Austriak wygrał, mając 40 lat i 115 dni. Dzięki temu został najstarszym zimowym mistrzem olimpijskim w historii.
Po triumfie zdjął kombinezon i mimo zimowej aury paradował pod trybunami z nagim torsem. Nawiązał w ten sposób do postaci innego austriackiego sportowca, słynnego Hermanna Maiera, zwanego Herminatorem, dwukrotnego mistrza olimpijskiego w narciarstwie alpejskim, swego wielkiego idola.
Igrzyska w wielu miejscach
Zazwyczaj stolicą igrzysk olimpijskich jest jedno miasto, choć często zmagania odbywają się także poza jego granicami. W przypadku ostatnich igrzysk zimowych były aż dwie stolice – Mediolan i Cortina d’Ampezzo. Rywalizacja była rozsiana po kilku włoskich miejscowościach, a między niektórymi z nich były spore odległości.
Oprócz wspomnianych miast sportowcy walczyli też w Bormio, Livigno, Predazzo i Tesero. Jeszcze nigdy igrzyska nie były organizowane na tak rozległym obszarze. Z jednej strony trudniej było o stworzenie wyjątkowego klimatu, panującego w konkretnym miejscu, w którym spotykają się olimpijczycy. Kibice i dziennikarze, którzy chcieli zobaczyć jak najwięcej zawodów, musieli pokonywać większe dystanse.
Z drugiej strony igrzyskami cieszono się w większej części Italii, olimpijską atmosferę mogło chłonąć więcej mieszkańców, różne terytoria Włoch stały się częścią igrzysk. Obecnie organizacja takiej imprezy jest potężnym przedsięwzięciem, więc podobne rozrzucenie zawodów może stać się standardem. Podobnie będzie już za cztery lata w Alpach Francuskich. Już teraz mówi się, że rywalizacja w łyżwiarstwie szybkim może odbyć się we Włoszech lub w Holandii.
Otwarcie na San Siro, zamknięcie w Weronie
Ważną częścią każdych igrzysk olimpijskich są ceremonie otwarcia i zamknięcia. Uroczystości zorganizowane przy okazji włoskich zawodów były wyjątkowe. Miały na to wpływ miejsca, w których odbyły się zarówno inauguracja, jak i zwieńczenie igrzysk.
Areną ceremonii otwarcia był legendarny stadion San Siro w Mediolanie – jeden z najsłynniejszych piłkarskich obiektów na świecie. Na co dzień grają tam AC Milan i Inter Mediolan, lecz 6 lutego 2026 roku futbol ustąpił miejsca olimpizmowi.
Pierwszy raz w dziejach ceremonia olimpijska została przeprowadzona w aż czterech lokalizacjach. Oprócz stolicy Lombardii uroczystość współorganizowały Livigno, Predazzo i Cortina. Niecałe dwa lata temu podczas otwarcia igrzysk letnich w Paryżu Francuzi wymyślili defiladę reprezentacji na wodach Sekwany, co było nowością i przełomem.
Włosi również wdrożyli innowację i wyszli poza schemat. Zrobili to zresztą również przy okazji zapalenia olimpijskiego znicza. Ogień zapłonął bowiem w dwóch miastach. W Mediolanie wzniecili go Alberto Tomba i Deborah Compagnon, a w Cortinie d’Ampezzo Sofia Goggia.
W odróżnieniu od francuskiej ceremonii, podczas której w niesmaczny sposób, z udziałem drag queens, odtworzono obraz „Ostatnia wieczerza” Leonarda da Vinci, w Italii obyło się bez tego typu kontrowersji. Widzowie mogli cieszyć się ciekawym spektaklem.
Ostatnim aktem włoskich igrzysk była ceremonia zamknięcia, która odbyła się w Arena di Verona. Słynny starożytny amfiteatr jest miejscem absolutnie wyjątkowym. Wzniesiony został w I wieku n.e. Odbywały się w nim między innymi walki gladiatorów. Teraz goszczą tam wielkie wydarzenia kulturalne.
Amfiteatr znajdujący się mieście Romea i Julii zapisał się również w historii olimpizmu. Gdy 22 lutego 2026 roku zgasł olimpijski ogień, sportowych kibiców na całym świecie ogarnął mały smutek. Piękne wspomnienia jednak pozostaną w ich sercach, gdyż zimowe zmagania we Włoszech dostarczyły wyjątkowych emocji.
