„Amp futbol. Jedną nogą w finale” – recenzja

To najprawdopodobniej pierwsza książka po polsku o tej dyscyplinie sportu. Krótkie dzieje amp futbolu nad Wisłą możemy poznać dzięki jednej z najnowszych publikacji wydawnictwa Sine Qua Non.

Książka „Amp futbol. Jedną nogą w finale. Piłkarscy herosi po amputacji. Reportaże i wywiady” to swego rodzaju cegiełka, która ma na celu wspomóc działalność Stowarzyszenia Amp Futbolu. Nieprzypadkowy był również termin jej ukazania się – w czasie mistrzostw Europy w tej dyscyplinie, rozgrywanych w Krakowie. Można się pokusić o stwierdzenie, że książka ta miała spełniać pewien cel promocyjny. Jednak przy okazji otrzymaliśmy całkiem porządną lekturę.

Jest to praca zbiorowa, autorzy stanowią grupą znanych – może w niektórych przypadkach mniej znanych – dziennikarzy sportowych. Całość stanowi luźny zbiór reportaży i wywiadów z najważniejszymi ludźmi amp futbolu w Polsce. Przede wszystkim bohaterami są czołowi zawodnicy amp futbolu, z ich niezwykle poruszającymi historiami życiowymi:

Chłopiec siedzi na parapecie. Jest przywiązany do rynny. Patrzy przez okno, jak żywcem pali się jego ojciec.

Jeszcze chwilę temu bawił się z ojcem na kanapie. Gdy wraz z nim ucina sobie drzemkę, nic nie wskazuje na tragedię. Chłopiec budzi się i widzi ogarnięte ogniem mieszkanie. Jeszcze nie wie, co to oznacza. Ale wie, że trzeba interweniować: szturchać ojca, przerwać jego sen. Ojciec zrywa się. Widzi płonącą futrynę. Płomienie wypełniają całą drogę do drzwi. W głowie dokonuje błyskawicznej kalkulacji.

Tak, to sytuacja bez wyjścia. Dosłownie i w przenośni. Dwudziestoośmioletni Jacek godzi się z tym, że to ostatnie chwile jego życia.

Rozgląda się po tej części mieszkania, do której ogień jeszcze nie dotarł. Szuka ratunku. Próby gaszenia płomieni spełzają na niczym. Widzi drut. Albo sznurek, albo kabel, po latach nikt nie pamięta. Zawiązuje go na nodze czteroletniego syna. Sadza malca na parapecie. Drugi koniec druta albo sznurka, albo kabla przywiązuje do rynny. Spogląda ostatni raz na swojego syna. Wie, że nie ma już czasu na pożegnania. Zamyka okno.

Być może próbuje walczyć. Być może próbuje uciekać. Albo nic nie robi, oczekując na cud. Ale cud nie nadchodzi. Jacek ginie w płomieniach.

Czteroletni chłopiec cudu nie potrzebuje. Dzięki bohaterstwu ojca. Wystarczy strażak, który stojąc na dźwigu, ściąga małego z parapetu po tym, gdy ten przez godzinę patrzył zza szyby na płonące mieszkanie. Godzinę, która w życiu Jakuba Kożucha zmieniła wszystko. (s. 43-44)

Nie trudno się domyślić, że jeśli ktoś gra w amp futbol, to kryje się za tym jakaś traumatyczna historia. Dużo zawodników ma za sobą ciężkie wypadki. Ale nawet jeśli ktoś nie ma nogi od urodzenia, to musiał przez lata mierzyć się z docinkami dzieci w szkole czy syndromem „bycia innym”. Każda historia to materiał na osobną książkę, jak choćby ta przytoczona Jakuba Kożucha z Warszawy.

Bardzo porusza również ta o 8-letnim Maćku Wielebińskim, pisana z perspektywy jego mamy:

Był 26 lipca 2018 roku. Od rana zajmowałam się Antkiem, miał niecałe dwa miesiące. Tego dnia jechaliśmy do Konar. Na jedenastą byliśmy umówieni w restauracji w sprawie cateringu na chrzciny. Pozwoliłam jeszcze dzieciom wyskoczyć do biblioteki, choć początkowo nie chciałam ich puścić, żeby nie jechać na spotkanie na ostatnią chwilę. W końcu ruszyliśmy do Konar. Tam na miejscu nie mogłam znaleźć lokalu, krążyłam po okolicy. W końcu dotarliśmy kwadrans po jedenastej. Zaparkowałam w miejscu wyznaczonym dla aut, jakieś pół metra od drogi. Wypuściłam trójkę dzieci i poszłam na tył auta, po Maćka. Mamy opla zafirę, więc w bagażniku też są siedzenia. Gdy otworzyłam klapę, Maciek wyskoczył mi z auta. Uderzył w ciężarówkę, odbił się od niej. Próbowałam chwycić go za koszulkę, ale ta wymsknęła mi się z palców. Maciek przewrócił się, jego nogi były na jezdni, ciężarówka, hamując, urwała jedną z nich. (s. 169)

Takich historii w tej książce jest dużo więcej. Są to niezwykle smutne opisy wypadków, ale również znajdziemy tam część radośniejszą i swego rodzaju motywację dla osób niepełnosprawnych: aby nie zamykać się w czterech ścianach, lecz starać się żyć aktywnie.

Właśnie te dwie cechy książki sprawiają, że może być ona ciekawa nie tylko dla fanów futbolu: historie wypadków i późniejszego „stawania na nogi”, choć de facto jest to już tylko jedna noga.

Poza tym książka ma oczywiście dużą wartość merytoryczną jako pierwsza publikacja o stosunkowo nowym zjawisku (przynajmniej w Polsce), jakim jest amp futbol. Dlatego też oprócz tekstów o amp futbolistach znajdziemy również rozmowy z działaczami i trenerami, czyli osobami, dzięki którym w ogóle powstała piłka nożna w tej odmianie w naszym kraju.

Mimo wielu autorów, cała książka jest spójna i czyta się ją niezwykle przyjemnie. Można spokojnie „połknąć” ją w jeden wieczór, do tego trzeba zwrócić uwagę na piękne wydanie i umiejętnie wplecione w narrację zdjęcia.

Z mojej strony wielkie słowa uznania dla wydawnictwa SQN, że zdecydowało się na taką publikację. Futbol to zjawisko niezwykle masowe i popularne na całym świecie, więc warto zgłębiać różne jego odmiany. W tym roku recenzowałem już dwie książki o piłce nożnej kobiet (Piłkarki. Urodzone, by grać oraz Megan Rapinoe. Jedno życie), wrzesień przyniósł nam publikację o amp futbolu – liczę, że pojawią się kolejne tego typu wydawnictwa (może o beach soccerze czy blind footballu?).

NASZA OCENA: 7/10

Książka „Amp Futbol. Jedną nogą w finale” to ciekawa i potrzebna publikacja. Poruszające historie i wielka motywacja dla osób niepełnosprawnych; przekaz, że niepełnosprawność nie oznacza końca ze sportem. A poza tym przyjemna lektura dla każdego, kto o piłce nożnej chce wiedzieć jak najwięcej.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Amp futbol. Jedną nogą w finale oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.