Dwie najlepiej punktujące drużyny rundy wiosennej w Betclic 1 Lidze miały stoczyć pasjonujący pojedynek. Oczekiwania były ogromne, jednak rzeczywistość boiskowa rozczarowała. Spotkanie Polonii Warszawa z ŁKS-em Łódź zakończyło się skromną wygraną gości 1:0. W części historycznej wspominamy bodaj najmniej szczęśliwy występ Marcina Adamskiego oraz złote medale mistrzostw Polski braci Saganowskich.
Przed spotkaniem
Polonia przystępowała do tej serii gier jako wicelider tabeli. Niedawna wyjazdowa wygrana jedynie zaostrzyła apetyty kibiców oraz właściciela warszawskiej ekipy.

ŁKS pod wodzą Grzegorza Szoki wyraźnie odżył. W siedmiu dotychczasowych spotkaniach prowadzonych przez byłego szkoleniowca Znicza Pruszków, Łodzianie przegrali tylko raz (bilans: trzy wygrane, trzy remisy i porażka). Ewentualna strata punktów sprawiłaby, że szansa na bezpośredni awans do Ekstraklasy troszkę by się zmniejszyła.
Mecz
W pierwszych minutach obie drużyny zanotowały po jednym niezłym uderzeniu. W siódmej minucie Dani Vega z Polonii znalazł się w dogodnej sytuacji. Jednak skrzydłowy dość wyraźnie chybił z kilkunastu metrów. Minutę później szybki atak ŁKS-u zakończył się interwencją Mateusza Kuchty, który zatrzymał strzał Bastiena Tomy oddany z bliskiej odległości.

Później gra wyraźnie zwolniła. Obie drużyny nie pokazywały pełni swoich możliwości. Napastnicy obu drużyn Łukasz Zjawiński i Arasa nie byli zbyt widoczni. Nieźle wyglądały defensywy w obu drużynach. Niemal wszystkim wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się bezbramkowym rezultatem. Każdy, kto wyszedł z trybuny na dziedziniec Polonii w 45. minucie, nie zobaczył jedynego gola w starciu.
Defensor Artur Crăciun zagrał długą piłkę do Jaspera Löffelsenda. Ten strącił futbolówkę do Arasy. Hiszpan przebiegł kilka metrów i z okolic 10 m zdobył bramkę. Kuchta nie miał szansy przy mocnym uderzeniem w górną część bramki.
W II połowie bliżej było, aby goście prowadzili dwoma bramkami, niż gospodarze mieli wyrównać. Gracze ŁKS-u grali z większą swadą. Idealny przykład podopieczni Grzegorza Szoki pokazali w 58. minucie. Kōki Hinokio idealnie wypatrzył niekrytego Arasę, który wychodził na czystą pozycję. Do Hiszpana doskoczył Jakub Budnicki, dzięki czemu snajper łódzkiego klubu miał mniej czasu w polu karnym i ostatecznie chybił. Minutę później swoich szans próbował Vega, lecz Crăciun zablokował jego strzał.
W 67. minucie ŁKS wyszedł z szybkim atakiem. Składna akcja zakończyła się jednak zbyt mocnym uderzeniem Hinokio. Gospodarze najbliżej wyrównania zdecydowanie byli w 75. minucie. Dośrodkowanie Antoniego Klukowskiego z prawej strony trafiło precyzyjnie na głowę Vegi. Refleksem popisał się Aleksander Bobek, który wyciągnął nogę, dzięki czemu uratował drużynę przed stratą bramki. Dobitka Simona Skrabba była bardzo niecelna.
Warta odnotowania akcja miała miejsce w 81. minucie. Wówczas Fabian Piasecki dobrze zastawił się i przejął piłkę ok. 25 metra od bramki Polonii. Następnie pobiegł do pola karnego i podał do Serhija Krykuna. Strzał byłego piłkarza Górnika Łęczna został zablokowany.

ŁKS wygrał absolutnie zasłużenie. Inicjatywa była po ich stronie. Natomiast gospodarze wyraźnie męczyli się, nie mając sposobu na dobrze spisującą się obronę rywali. Nie bez powodu łodzian nazywa się „Rycerzami Wiosny”.
Na trybunach doszło do niesnasek pomiędzy kibicami obu drużyn. Wulgarne okrzyki były słyszalne na trybunach zwłaszcza w początkowych minutach gry. Kibice obu drużyn mają ze sobą kosę, więc tego typu okrzyki „miłości” nie powinny dziwić. Na sympatię sympatyków ŁKS-u na pewno nie wpłynął fakt, że w Polonii grają: jeden zawodnik wypożyczony z Widzewa Łódź, czyli Antoni Klukowski, a także byli zawodnicy występujący w „Sercu Łodzi”, czyli Łukasz Zjawiński i Ernest Terpiłowski.
Ostatni taki mecz
Marzeniem zarówno Polonii, jak i ŁKS-u jest zagrać w sezonie 2026/2027 w PKO BP Ekstraklasie. Obie drużyny mają ambitne cele, a same składy należą do najlepszych w Betclic 1 Lidze.
Ostatni mecz wspomnianych ekip w Ekstraklasie miał miejsce w 2012 roku. Niedługo potem oba kluby upadły. Dlatego cztery lata później obie drużyny grały ze sobą w… III lidze. Niegodne miejsce dla zasłużonych zespołów polskiej piłki.
Ostatni raz Polonia i ŁKS zagrały ze sobą w Ekstraklasie na stadionie przy ulicy Konwiktorskiej w sierpniu 2011 roku. Łódzka ekipa przystępowała do spotkania z bilansem: 0-9 i tymczasowym trenerem Dariuszem Bratkowskim, który zastąpił Andrzeja Pyrdoła po… pierwszej kolejce. Ostatecznie władze ŁKS-u dokonały… pięciu zmian trenerskich, a w 2012 roku Ekstraklasę miał ratować duet Pyrdoł (trener) i Piotr Świerczewski (menadżer). Polonia w dwóch pierwszych kolejkach zdobyła tylko cztery punkty (bilans bramkowy: 2-1).
Podczas spotkania z ŁKS-em Polonistów prowadził Jacek Zieliński. Była to jego druga kadencja w „Dumie Stolicy”. Poprzedni pobyt Zielińskiego w Warszawie zakończył się po spotkaniu z… ŁKS-em. Wówczas Polonia przegrała u siebie z łódzką drużyną 1:3.
Wspomniane spotkanie Polonii z ŁKS-em z sierpnia 2011 roku padło łupem gospodarzy. Przy pierwszym golu piłkarze ze stolicy Polski mieli dość dużo szczęścia. Strzał Bruno Coutinho z daleka trącił głową Marcin Adamski. Piłka po obcierce doświadczonego defensora trafiła do siatki Bodzia W., czyli Bogusława Wyparły. W składzie ŁKS-u na tamto spotkanie było dwóch graczy, którzy pamiętali drugi tytuł mistrzowski wywalczony w 1998 roku. Byli to wspomniany Wyparło oraz napastnik Marek Saganowski, najskuteczniejszy zawodnik tamtej ekipy. Smak złota w mistrzostwach kraju znał również Bogusław Saganowski, czyli brat Marka. W 2011 roku Boguś występował w barwach beachsoccerowej ekipy Grembach Łódź, z którą zdobył łącznie pięć mistrzostw kraju.
Adamski miał w meczu sporo pecha. O ile pierwszą bramkę zapisano na konto Coutinho, to drugi gol zaliczono jako jego samobój. Słowak Robert Jež z Polonii dośrodkował piłkę w pole karne. Dograł idealnie na głowę Adamskiego, który zamiast uprzedzić Łukasza Trałkę, zaliczył nieszczęsne trafienie. Ostatecznie sezon 2011/2012 Polonia zakończyła na rozczarowującym szóstym miejscu, a ŁKS spadł z ligi.
