Francisco Pavon – “złote” dziecko madryckiej szkoły

1

H istoria Francisco Pavona nie jest materiałem na bajkę ze szczęśliwym zakończeniem. Jako jeden z wielu wychowanków Realu Madryt przepadł w brutalnym, pozbawionym sentymentów świecie piłki nożnej. Można mówić, że łatwo było zginąć w takim klubie, który w czasie gry Francisco miał w swoim składzie ikony futbolu, na czele z Raulem, Roberto Carlosem, czy Zidanem. Niestety w przypadku Pavona było trochę jego winy. Oto historia piłkarza, który poprzez swój język zaprzepaścił szansę na niezłą karierę.

Urodzony w 1980 roku Pavon od początku swojego piłkarskiego życia był związany z „Los Blancos”. Krok po kroku od 1998 roku przechodził coraz to wyżej z młodzieżowych zespołów, by w końcu trafić do upragnionego raju, jakim jest dla wychowanka każdego klubu drużyna seniorska. Pavonowi udało się tego dokonać stosunkowo szybko. Dojście do seniorskiej ekipy Realu zajęło mu cztery lata, dzięki czemu załapał się jeszcze na koniec kadencji Vicente Del Bosque. Nie miał wówczas pojęcia, że będzie kojarzony w Madrycie nie dzięki swojej grze, lecz dzięki polityce transferowej, jaką prowadził Florentino Perez.

Zanim stał się symbolem porażki ery pierwszych „Galacticos”, Francisco miał również lepsze chwile w Madrycie. Udało mu się nawet wygrać kilka trofeów, w tym dwa najważniejsze – Ligę Mistrzów i mistrzostwo Hiszpanii. Co prawda nie wystąpił w finale w Glasgow, ale miał dość znaczący wkład w ogólną postawę Realu w tamtym sezonie Champions League. W ogóle można stwierdzić, że najlepszy czas w zespole ze stolicy Hiszpanii miał wówczas, gdy jej trenerem był Del Bosque. On najczęściej stawiał na Pavona, a obrońca odpłacał mu się grą na swoim optymalnym, czyli wówczas niezłym poziomie. Nikt nie spodziewał się, że zanotuje nagle tak duży regres.

Zidanes y Pavones

Nie można w historii Francisco Pavona nie wspomnieć o tym tytule. Zidanes y Pavones to główne i w zasadzie jedyne hasło, które kibic Realu znający jego historię może przytoczyć w kontekście Pavona. Co ten termin w ogóle oznacza? O co w nim chodzi? To bardzo proste! Tak została nazwana polityka transferowa Pereza, która została już w tym tekście przytoczona. Zamysł był równie prosty, jak nazwa. Słynny Florentino chciał połączyć największe gwiazdy futbolu, sprowadzane do klubu w zasadzie co rok z młodymi adeptami szkółki „La Fabrica”, która znajdowała się w ośrodku Valdebebas.

Jednym z takich adeptów miał być właśnie bohater naszej opowieści, czyli Pavon. Miał być dokooptowany do takich gwiazd, jak Figo, Raul, czy Zidane. Po prostu nie mogło się to nie udać. Było więcej, niż pewne, że taka machina będzie niszczyć każdego, kogo spotka na swojej drodze. No ale musi być zawsze jakieś ale. Były nawet dwa! Po pierwsze – Perez wzmacniał wyłącznie ofensywę, kompletnie zostawiając na pastwę losu linię defensywy. Po drugie, w pewnym momencie piłkarzom z generacji Pavones zaczęła odbijać sodówka. Doskonale o tym pisze w swojej książce Real Madryt. Królewska era Galacticos” Leszek Orłowski:

Świadomość, że są w pewien sposób nietykalni, że nie podlegają tym samym regułom weryfikacji, co reszta zawodników […] po prostu ich demoralizowała. […] Zaczęli się odważnie wypowiadać […], a nawet dzielić Zidanes na lepszych, czyli bardziej im przychylnych i gorszych

Ta sytuacja oraz coraz większe mniemanie o sobie Pavones musiało w końcu spowodować wybuch w szatni, oraz koniec tej filozofii, w której jednym z „bohaterów” był Pavon. Ta sytuacja wpłynęła również na niego, ponieważ trzymał się z wychowankami, na których czele stali Miguel Palencia, czy Alvaro Mejia. Nawet jeśli szanował „Zizou”, to i tak był w tej grupie dzielących szatnię. Oto co sam Pavon powiedział o Zidanie, gdy ten został trenerem Realu:

Zizou był wspaniałym graczem i wzorowym partnerem. Zawsze był świetnym gościem.

Być może była to jedynie kurtuazja, ale te słowa pokazują jednak, że Pavon szanował większych od siebie piłkarzy. W końcu jednak Hiszpan nie wytrzymał i w 2007 roku opuścił bez żalu Real.

Z Realu do Realu i koniec…

Po odejściu z Madrytu nastąpił gwałtowny zjazd kariery Pavona. W 2007 roku trafił on do innego Realu – tego z Saragossy. Tam jednak był już cieniem jakiegokolwiek piłkarza, zwłaszcza tego z czasów „Los Blancos” Del Bosque, dla którego jeszcze był ważny. Spędził w Saragossie co prawda trzy lata, ale były one bardziej zmarnowane, niż skonsumowane w jakiś dobry sposób. Po rozegraniu zaledwie 43 meczów w tym czasie Francisco odszedł odciąć ostatnie kupony swojej kariery do Francji.

W Arles – Avignon, do którego przybył w 2010 roku, Francisco nie rozegrał nawet pełnego sezonu. Zaledwie 23 występy w tym zespole przekonały Pavona, że to niechybny koniec jego kariery. Ostatnim tchnieniem jego piłkarskiej drogi było jeszcze pójście na testy do West Hamu, których nie przeszedł. Wreszcie po dwóch latach koczowania po piłkarskim niebycie bez klubu oraz odmowie przyjęcia piłkarskiego zasiłku dla bezrobotnych Francisco Pavon w wieku 33 lat zakończył swoją futbolową drogę.

Kariera Pavona jest przestrogą dla wielu młodych piłkarzy. Pokazuje ona, że w swoim notesie każdy z nich powinien wielką czcionką zapisać sobie słowo pokora. Jest ona podstawową wartością pozwalającą na przeżycie w takiej dżungli, jaką dla Pavona był Real Madryt.

WOJCIECH ANYSZEK

PRZECZYTAJ TAKŻE:

#wspieramretro
O Wojciech Anyszek 20 artykułów
Entuzjasta piłki nożnej, który pamięta bardziej wydarzenia z lat 90 niż te, które wydarzyły się dwa lata temu. Miłośnik Serie A, ślepo zakochany w reprezentacji Polski