Jak Wójcik z Brzęczkiem na murawie w Kijowie tańcowali, czyli o zapomnianym debiucie Reprezentacji Polski

Czas czytania: 8 m.
1
(1)

W niniejszym tekście zostanie opisane jedno z mniej znanych spotkań piłkarskiej reprezentacji Polski, jakim był rozegrany ćwierć wieku temu w Kijowie mecz towarzyski ze Zbirną Ukrainy. Było to pierwsze starcie w historii reprezentacji tych dwóch krajów, które jednak zostało rozegrane w nietypowym terminie (środek lipca, 3 dni po zakończeniu Mundialu we Francji), a do tego nie było ono transmitowane w żadnej stacji telewizyjnej — polskiej ani ukraińskiej).

Obawy Janusza Wójcika

Ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski Janusz Wójcik nie był chętny do rozegrania tego meczu. Był on bowiem przekonany, że spotkanie rozegrane w tym terminie zakończy się blamażem kadry i może doprowadzić do utraty przez niego posady selekcjonera. Dlatego też proponował, by w związku z tym rozgrywki I Ligi w Polsce rozpoczęły się wcześniej, bądź by do Kijowa została wysłana druga reprezentacja.

Co ciekawe, mieli go w tym poprzeć ówczesny wiceprezes PZPN Ryszard Kulesza oraz Edmund Zientara. Jednak pozostali działacze pozostali nieugięci i mecz doszedł do skutku. Według powtarzającego informację z prasy ukraińskiej Adama Godlewskiego, termin meczu miał jednak zostać ustalony pomiędzy ówczesnym prezydentem Polski Aleksandrem Kwaśniewskim a premierem Ukrainy Wałerijem Pustowojtenko w czasie wizyty głowy polskiego państwa na Ukrainie w 1997 roku.

Co jednak godne uwagi, ówczesny selekcjoner Ukrainy Jożef Sabo w już pomeczowym wywiadzie dla tygodnika „Piłka Nożna”. Twierdził, że termin meczu został uzgodniony ze stroną polską już rok wcześniej. Zarazem miał pretensje do strony polskiej, że ta wciąż nie podała konkretnego terminu meczu rewanżowego, który miałby odbyć się w Polsce w 1999 roku. Na zgrupowanie przedmeczowe w Warszawie selekcjoner Wójcik przybył z Francji (gdzie oglądał trwające tam wówczas finały Mistrzostw Świata). W jego trakcie obejrzał w telewizji finał Mundialu pomiędzy Francją a Brazylią. Następnego dnia wraz z zawodnikami odleciał dwoma rządowymi samolotami do Kijowa.

Kontrast polityczno-społeczny

Ów wyjazd ukazał istniejące wówczas różnice cywilizacyjne oraz polityczne pomiędzy dwoma sąsiedzkimi krajami. W wydanej rok później książce „Jego Biało-Czerwoni” ówczesny selekcjoner Janusz Wójcik narzekał na ciasnotę w rządowych samolotach Jak. Bardzo krytycznie wypowiadał się o warunkach panujących wówczas w stolicy Ukrainy:

„Atmosfera w Kijowie nie nastraja zbyt optymistycznie- ma się wrażenie, że tam czas zatrzymał się jeszcze przed 1989 rokiem. Restauracje- jako tako, sklepy puste! Hotel w Kijowie wyglądał jak żywcem przeniesiony z epoki radzieckiej- stary, ciężki, farba olejna na ścianie i na każdym piętrze etażnaja, która opiekowała się jedyną- zamkniętą na kłódkę lodówką!”.

Z kolei autor opublikowanego w „Piłce Nożnej” reportażu na temat tamtego zgrupowania kadry Waldemar Skorupka zwracał uwagę na skrajne upolitycznienie futbolu na Ukrainie, które objawiało się  m.in. w tym, że ówczesnym szefem tamtejszej federacji piłkarskiej był premier tego kraju Wałerij Pustowojtenko, prezes Dynama Kijów Hryhorij Surkis zasiadał zaś w Radzie Najwyższej Ukrainy i miał w niej sporo do powiedzenia. Zarazem jednak podkreślał, jak znakomitym i nowoczesnym obiektem jest Stadion Olimpijski w Kijowie, na którym został rozegrany mecz oraz zachwycał się urodą mieszkanek Kijowa

„Takiej liczby pięknych dziewcząt spacerujących po ulicach […] nie widzieliśmy doprawdy nigdzie. Ani w Paryżu, ani w Londynie, ani w Madrycie, ani w Warszawie”.

Z kolei korespondent „Przeglądu Sportowego” Adam Godlewski przytaczał wypowiedzi ukraińskich dziennikarzy, którzy podkreślali, że:

„Pierwszym partnerem  [Ukrainy], także w sporcie, jest Rosja!”.

Zaraz potem mieli jednak dodawać, że pragną utrzymywać przyjazne relacje także z Polską.  Korespondent z Polski zwracał przy tym uwagę, że Ukraińcy

„Bardzo nam [Polakom] zazdroszczą otwarcia na Zachód, chcieliby pójść tą drogą”.

Dzień przed meczem został rozegrany mecz drużyn młodzieżowych do lat 21, który zakończył się miażdżącym zwycięstwem gospodarzy 6-1 (honorowe trafienie dla Biało-Czerwonych zdobył Piotr Włodarczyk). Owa klęska spotkała się z żartobliwą reakcją administracji kijowskiego metra, która po zakończeniu meczu do wygłaszanego do pasażerów tradycyjnie komunikatu:

„Prosimy ustępować miejsca siedzące inwalidom, kobietom w ciąży i matkom z małymi dziećmi na rękach” dodała „oraz polskim piłkarzom”.

Problemy i przewagi Ukraińców

Co godne uwagi, dla reprezentacji Ukrainy był to pierwszy mecz rozegrany w tamtym roku kalendarzowym. Wcześniej strona ukraińska miała w planach mecz towarzyski z Argentyną; którego terminy były jednak wciąż przekładane (początkowo był on zaplanowany na jesień 1997 roku, następnie na wiosnę 1998 roku, a w końcu tuż  przed Mundialem, ostatecznie jednak żadnego z tych planów nie udało się zrealizować.

Należy przy tym jednak pamiętać, że w odróżnieniu od Polski, w ich kraju rozgrywki pierwszej ligi trwały już od 3 tygodni. Ukraińcy w tym czasie również przygotowywali się do eliminacji do Euro 2000 w Belgii i w Holandii, przy czym swój udział w nich miała rozpocząć od spotkania z reprezentacją Rosji na własnym stadionie.

W składzie gospodarzy znaleźli się zawodnicy najsilniejszego wówczas ukraińskiego klubu, jakim było prowadzone przez legendarnego trenera Wałerija Łobanowśkiego Dynamo Kijów i zarazem szefa trenerów związku Ukraińskiej Federacji Piłkarskiej (a więc kogoś w rodzaju nadselekcjonera). Największymi wówczas gwiazdami Dynama i zarazem Zbirnej byli warci wówczas łącznie 50 milionów dolarów Andrij Szewczenko i Serhij Rebrowa.

Jednakże selekcjoner Sabo nie zdołał zebrać w pełni optymalnego składu. Na zgrupowanie nie stawili się bowiem grający wówczas w Werderze Brema Wiktor Skrypnyk i Jurij Maksymow oraz grający wówczas w Rosji Jurij Maksymiuk (Zienit Sankt Petersburg) i Dmytro Parfionow (Dynamo Moskwa). Kluby dwóch ostatnich zawodników grały tego dnia mecz ligowy i w związku z tym selekcjoner Sabo zaakceptował odmowę przysłania wspomnianych zawodników przez ich pracodawców, gdyż „zależało mu na dobrych stosunkach z działaczami futbolowymi Rosji”.

Problemy kadrowe biało-czerwonych

Należy jednak pamiętać, że z tych samych powodów osłabiona kadrowo była również reprezentacja Polski, w szeregach której zabrakło niektórych jej podstawowych zawodników występujących w Bundeslidze m.in. Sławomira Majaka, Tomasza Hajty czy też Andrzeja Juskowiaka. Udało się natomiast powołać zawodników występujących we Francji (Tomasz Kłos i Marcin Kuźba z AJ Auxerre, Jacek Bąk z Olympique Lyon, Piotr Świerczewski z SC Bastia) oraz Austrii (Kazimierz Sidorczuk ze Sturmu Graz i Jerzy Brzęczek z LASK Linz).

Z powodu kontuzji nie mogli przyjechać również Radosław Majdan, Radosław Kałużny, Mirosław Szymkowiak i Krzysztof Ratajczyk. Zabrakło również występującego wówczas wraz z Ruchem Chorzów w Pucharze Intertoto Mariusza Śrutwy. Na miejsce wspomnianych wcześniej kontuzjowanych zawodników selekcjoner dowołał Marcina Zająca i Rafała Siadaczkę z Widzewa Łódź oraz Jacka Dąbrowskiego i Grzegorza Wędzyńskiego z Polonii Warszawa.

Po raz pierwszy do reprezentacji został powołany również grający wówczas w II-ligowym Aluminium Konin Andrzej Jaskot (bohater rozegranego miesiąc wcześniej kontrowersyjnego finału Pucharu Polski z Amicą Wronki). Na zgrupowanie przedmeczowe w Warszawie selekcjoner Wójcik przybył z Francji (gdzie oglądał trwające tam wówczas finały Mistrzostw Świata). W jego trakcie obejrzał w telewizji finał Mundialu pomiędzy Francją a Brazylią. Następnego dnia wraz z zawodnikami odleciał dwoma rządowymi samolotami do Kijowa.

Przebieg meczu

Najtańsze wejściówki na mecz wyniosły 5, najdroższe zaś 25 hrywien. Spotkanie to nie wzbudziło zbyt wielkiego zainteresowania ze strony publiczności. Na trybunach zasiadło zaledwie ok. 8500 widzów, mimo że na trybunach stadionu w Kijowie mogło pomieścić się ponad 100 tysięcy osób.

Mecz jednak przybrał dość nieoczekiwany przebieg. Już w 11 minucie gry po faulu Starostiaka przed polem karnym rzut wolny dla Polski egzekwował Jerzy Brzęczek. Bramkarz ukraiński popełnił błąd, wychodząc z bramki, dzięki czemu Jacek Bąk był w stanie wykonać strzał  głową jej stronę. Sparowana przez Szowkowśkiego piłka trafiła prosto pod nogi Mirosława Trzeciaka, który trafił do pustej bramki.

Napastnik biało czerwonych miał jeszcze w pierwszej części meczu dogodną okazję po podaniu od Brzęczka, jednak w starciu sam na sam z bramkarzem spudłował. Z kolei gospodarze mieli wówczas dwie dogodne sytuacje. Najpierw Sidorczuk zdołał wybić na rzut rożny piłkę po strzale głową Skaczenki (dobijającego wcześniejszy strzał Zubowa). Później zaś wspomniany Skaczenko nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Bogusławem Wyparłą (jeden z trzech obok G. Wędzyńskiego i A. Jaskota debiutujących tego dnia w reprezentacji Polski, zmienił on Sidorczuka w 37 minucie po tym, jak ten ostatni doznał urazu kostki prawej nogi w innej sytuacji ze wspomnianym Skaczenką).

W drugiej części meczu Sabo dokonał aż 8 zmian, wprowadzając na boisko zawodników Dynama Kijów (łącznie w tym meczu w Zbirnej miało miejsce aż 10 zmian przy tylko 6 po stronie polskiej). Nie przyniosło to jednak zamierzonego efektu, gdyż na skutek błędu defensywy Sino-Żowtych w 54 minucie Sylwester Czereszewski zdobył drugą bramkę dla Biało-Czerwonych wykorzystując sytuację sam na sam. Tymczasem w 64 minucie meczu sędzia podjął kontrowersyjną decyzję, jako było pokazanie Tomaszowi Kłosowi drugiej żółtej (pierwszą otrzymał w 39 minucie za wątpliwy faul na Skaczence) a w konsekwencji czerwoną  kartki za rzekome opóźnianie gry przy wyrzucie piłki z autu (wzbudziło to protesty ze strony Polaków i ponoć było zaskoczeniem nawet dla gospodarzy).

Mimo gry w przewadze Ukraińcy nie byli w stanie odwrócić losów spotkania. Maksimum ich możliwości było zdobycie w 87 minucie honorowej bramki przez wprowadzonego tuż po przerwie Andrija Szewczenki. Poza nim dogodną okazję miał debiutujący tego dnia w Zbirnej kolejny zawodnik Dynama Ołeh Wenhlinśkyj (dzień wcześniej wystąpił również we wspomnianym meczu kadr U-21), po którego strzale piłkę z linii bramkowej wybił jeden z polskich obrońców. Spośród zawodników Zbirnej pozytywnie został oceniony przez polskich dziennikarzy mający polskie korzenie Witalij Kosowśkyj. Według relacjonującego mecz dla „Przezglądu Sportowego” A. Godlewskiego, po końcowym gwizdku sędziego selekcjoner Wójcik wraz z kapitanem Brzęczkiem mieli wpaść sobie w ramiona na murawie i „wspólnie wykonać taniec zwycięstwa”.

Pomeczowe uszczypliwości

Po zakończeniu meczu ukarany czerwoną kartką Tomasz Kłos w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” skarżył się na niesłuszną jego zdaniem decyzję sędziego. Zaś na pytanie o największe gwiazdy rywali, czyli Rebrowa i Szewczenkę, odpowiedział:

„Po takim meczu i naszym pewnym zwycięstwie wolę mówić o sobie i kolegach […]. Zepchnęliśmy Ukraińców w cień”

Znacznie mniej rozmowni byli zawodnicy Dynama Kijów. Dlatego też w imieniu Zbirnej przed dziennikarzami tłumaczył się zawodnik Szachtara Donieck Wałerij Krywencow. Chwalił on zdyscyplinowanie w grze Biało-Czerwonych oraz umiejętne krycie ukraińskich napastników. Stwierdził, że jego drużyna nie spodziewała się „że Polacy podyktują takie warunki”. Zarazem zapewniał, że on i jego koledzy nie zlekceważyli meczu, gdyż chcieli pokazać trenerowi, że zasługują na miejsce w podstawowym składzie. Jednocześnie narzekał na zbyt słabe ogranie zespołu, zbyt wiele błędów taktycznych oraz nierozważną grę w defensywie w drugiej połowie, która poskutkowała stratą drugiej bramki. Z kolei relacjonujący ten mecz rosyjskie dziennikarz Alieksiej Siemienienko do nadspodziewanie słabego występu piłkarzy Dynama mógł przyczynić się udział w trwającym dwa tygodnie obozie treningowym ich klubu na Krymie, prosto z którego przyjechali na wspomniany mecz. 

Już przy okazji lotu powrotnego do Polski ukraińscy dziennikarze nadali Biało-Czerwonym kurtuazyjnie tytuł „Mistrzów Układu Warszawskiego”, przypominając przy okazji ich niedawne zwycięstwo 3-1 z Rosją w meczu towarzyskim w Chorzowie. Jak już wspomniano, według strony ukraińskiej obydwie reprezentacje miały rozegrać pomiędzy sobą mecz rewanżowy w następnym roku już na terenie Polski, jednak nigdy do niego nie doszło.

Po raz drugi Biało-Czerwoni i Sino-Żowci stanęli naprzeciw siebie na tym samym stadionie ponad dwa lata później, już w meczu inaugurującym eliminacje do Mistrzostw Świata w Korei i Japonii, aczkolwiek już wówczas selekcjonerami obydwu ekip byli inni szkoleniowcy (odpowiednio Jerzy Engel i Wałerij Łobanowśkyj, który w międzyczasie przejął bezpośrednie kierowanie pierwszą kadrą Ukrainy). Ponownie zakończyło się ono zwycięstwem Polaków i ponownie znaczącą rolę odegrał w nim Tomasz Kłos, aczkolwiek to już zupełnie inna historia…

Adam Radosław Suławka

  • Według Janusza Wójcika stało się tak, gdyż wówczas na Ukrainie to kluby piłkarskie i reprezentacja płaciły telewizji za prawa do transmisji meczu, a nie na odwrót. Jednak nie ma żadnych możliwości zweryfikowania tej informacji. Zob. J. Wójcik, Jego Biało-Czerwoni, Warszawa 1999, s. 225.
  • J. Wójcik, op. cit., s. 221.
  • A. Godlewski, Zamiast Argentyny, „Tempo” 1998, nr 135(5307), s. 1.
  • W. Skorupka, Drużyna a nie zlepek gwiazd, „Piłka Nożna” 1998, nr 33(1313)/1998, s. 35.
  • J. Wójcik, op. cit., s. 222-223.
  • J. Wójcik, op. cit., s. 223.
  • W. Skorupka, Futbol i polityka, „Piłka Nożna” 1998, nr 30(1310), s. 2.
  • A. Godlewski, Mistrzowie Układu Warszawskiego, „Przegląd Sportowy” 1998, nr 138(12178), s. 1.
  • [W.] Skorupka, Łaźnia, Piłka Nożna 1998, nr 29(1309), s. 23.
  • W. Skorupka, Futbol i polityka…, s. 3.
  • A. Godlewski, Kłopoty zmobilizują wybrańców Wójcika?, „Przegląd Sportowy” nr 135(12175)/1998, s. 2; A. Godlewski, Zamiast Argentyny…, s. 1; A[dam] G[odlewski], Nadzorca Łobanowski, „Tempo” 1998, nr 136(5308), s. 10; Andrzej Jaskot: warto wierzyć w siebie [w:] „Przegląd Sportowy” nr 135(12175)/1998, s. 2; A. Siemienienko, I Ukraina tierpit porażienije od Poliakow,  https://www.sport-express.ru/newspaper/1998-07-17/4_3/ (ostatni dostęp: 15.07.2023); W. Skorupka, Coraz lepiej!, „Piłka Nożna” 1998, nr 29(1309), s. 17, 22; J. Wójcik, op. cit., s. 221-223.
  • A. Godlewski, Tuż za finalistami!, „Tempo” 1998, nr 137(5309), s. 1-2; A. Siemienienko, op. cit.; W. Skorupka, Coraz lepiej!…, s. 22-23.
  • A. Godlewski, A niech się boją!, „Przegląd Sportowy” nr 137(12177)/1998, s. 8; A. Siemienienko, op. cit.; W. Skorupka, Coraz lepiej!… s. 22-23; Co ciekawe Janusz Wójcik w swojej książce „Jego Biało-Czerwoni” podał błędną informację jakoby Kłos miał otrzymać czerwoną kartkę już w 38 minucie meczu za grę na czas. Zob. J. Wójcik, op. cit., s. 225.
  • A. Godlewski, Wójcik tańczył z Brzęczkiem, „Przegląd Sportowy” 1998, nr 138(12178), s. 14.
  • Tomasz Kłos: „Rebrow i Szewczenko? Zepchnięci w… cień!„, „Przegląd Sportowy” 1998, nr 138 (12178), s. 14.
  • Walerij Kriwoncow: Polacy znali sposób, „Przegląd Sportowy” 1998, nr 138 (12178), s. 14.
  • A. Siemienienko, op. cit.
  • A. Godlewski, Mistrzowie Układu Warszawskiego…, s. 1.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 1 / 5. Licznik głosów 1

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

„Czarny orzeł, biały orzeł. Piłkarze w trybach polityki” – recenzja

Co dzieli Polaków? Polityka, opinia o Robercie Lewandowskim, sprawy społeczne i tak dalej. Można wymieniać długo. Na pewno temat relacji polsko-niemieckich to poletko zainteresować...

Al-Saadi Kaddafi – zapomniane dziecko Dżamahriji

Al-Saadi Kaddafi miał marzenie, żeby zostać piłkarzem. Wykorzystując swoją pozycję zrobił wszystko, żeby zaistnieć w świecie futbolu.

Thierry Henry – kula w armacie

Przypominamy karierę jednego z najlepszych i najbardziej rozpoznawalnych napastników początku XXI w.