Piet Romeijn: „Dziękuję bardzo, psikutasie”

Czas czytania: 4 m.
5
(1)

Jak zostać legendą? Najlepiej rozegrać w jednym zespole wiele spotkań, zdobywać trofea, a nie będzie źle, jeśli odrzucisz ofertę silniejszego klubu i pochwalisz się tym w mediach. Można też zabłysnąć w inny sposób. Wyzywając sędziego, tak jak Piet Romeijn, który mimo bardzo udanej kariery piłkarskiej (ponad 200 spotkań w Feyenoordzie, trzy mistrzostwa, cztery mecze w kadrze) został zapamiętany dzięki jednemu słowu, które wypowiedział w nieodpowiednim miejscu i czasie.

Piet Romeijn – biogram

  • Pełne imię i nazwisko: Pieter Dirk Romeijn
  • Data i miejsce urodzenia: 10.09.1939 Schiedam
  • Wzrost: 178 cm
  • Pozycja: Prawy Obrońca

Historia i statystyki kariery

Kariera juniorska

  • SVV Schiedam

Kariera klubowa

  • SVV Schiedam (1955-1962, 1971-1972)
  • Feyenoord Rotterdam (1962-1971) 201 występów, 3 bramki

Kariera reprezentacyjna

  • Holandia U-21 (1962) 1 występ
  • Holandia (1967-1968) 4 występy, 1 bramka

Statystyki i osiągnięcia:

Osiągnięcia zespołowe:

Feyenoord Rotterdam

  • 1x Puchar Europy (1970)
  • 3x mistrzostwo Holandii (1965, 1969, 1971)
  • 2x Puchar Holandii (1965, 1969)
  • 1x Superpuchar Holandii (1970)

Fachowiec na pół etatu

Piet Romeijn przyszedł na świat 10 września 1939 roku w Schiedam pod Rotterdamem i już od dziecka wsiąknął w świat piłki nożnej. Swoje pierwsze kroki stawiał w lokalnym SVV (Schiedamse Voetbal Vereniging). W drużynie juniorów był jedynym bramkarzem, ale kiedy tylko znalazł się chłopak wyższy od niego, to trafił do ataku. Na tej pozycji też nie grał długo, bo szybko został cofnięty na pozycję prawego obrońcy, na której spisywał się na tyle dobrze, że w drużynie seniorów zadebiutował w wieku zaledwie 16 lat.

W 1949 roku, jeszcze przed założeniem w Holandii ligi zawodowej Eredivisie, SVV zdobyło mistrzostwo kraju. W tym samym roku cieszyli się też z Superpucharu, pierwszego zresztą rozgrywanego w kraju tulipanów i przez wiele lat ostatniego, bo na następną edycję trzeba było czekać aż do roku 1991. Na tym jednak skończyły się sukcesy klubu z Schiedam. SVV kilka lat później dwukrotnie spadło z ligi, a Romeijn postanowił uciekać z tonącego okrętu. Pomimo zainteresowania ze strony takich drużyn jak choćby PSV, Sparta czy Groningen, w 1962 roku przeszedł do ówczesnego mistrza Eredivisie – Feyenoordu Rotterdam. W tamtym czasie był on półprofesjonalnym piłkarzem. Na początku pracował jako dekarz, a następnie trener Willy Kment załatwił mu pracę w porcie.

W Feyenoordzie grał przez prawie 10 lat. W koszulce Portowców wystąpił w 253 meczach, w których strzelił cztery bramki. Zdobył z tą drużyną trzy mistrzostwa Eredivisie i dwa Puchary Holandii. Najważniejszym trofeum był jednak Puchar Europy. 29 listopada 1967 zadebiutował też w barwach Oranje. Romeijn był świetnym obrońcą, z doskonałą techniką i strzałem z dystansu. Jak wspominają jego koledzy z drużyny, Piet nie popełniał głupich błędów.

Piet nigdy nie dawał się ośmieszyć przeciwnikowi, zawsze grał dobrze. Był radosnym chłopakiem, zawsze optymistycznym, tylko czasami potrafił wybuchnąć.

Jeden taki wybuch, a właściwie jedno słowo, przyćmiło jego pełną sukcesów karierę w Feyenoordzie.

Między słowami

7 grudnia 1969 roku. 22 tysiące kibiców przyszło na Diekman Stadion obejrzeć mecz pomiędzy FC Twente a Feyenoordem Rotterdam. Warunki nie były sprzyjające – mróz i padający śnieg skutecznie przeszkadzały zawodnikom gości trafić do bramki. Wreszcie sztuka ta udała się reprezentantowi Szwecji, Ove Kindvallowi. Wszystko układało się po myśli Feyenoordu, aż do 90 minuty, kiedy to po dyskusyjnym rzucie rożnym wyrównał Theo Pahlplat. Chwilę później arbiter odgwizdał koniec spotkania. Piet Romeijn nie wytrzymał. Podszedł do sędziego Arie van Gemerta i powiedział słowa, które De Telegraaf określi później jako „nie nadające się do publikacji”. Brzmiały one: “Je wordt bedankt, hondenlul.” (inna wersja brzmi „Bedankt voor de leiding, hondenlul”), czyli w wolnym tłumaczeniu „Dziękuję bardzo, psikutasie”.

Zdenerwowałem się, kiedy odgwizdał koniec meczu. Podszedłem do niego i cóż, sam nie wiem co się stało. Po prostu w jakiś sposób to wydobyło się z moich ust – spowiadał się lata później obrońca Feyenoordu.

Dla Van Gemerta było to tym dotkliwsze, że wcześniej zmarł jego pies. Arbiter postanowił jednak dać obrońcy Feyenoordu drugą szansę i po meczu poszedł do szatni. Romeijn ani myślał go przepraszać, tłumacząc się, że naprawdę powiedział „onbenul”. Sędzia nie miał innego wyjścia, jak zgłosić niewłaściwe zachowanie Pieta, zgodnie z punktem dwunastym regulaminu KNVB. Zawodnik Feyenoordu został ukarany grzywną w wysokości 350 guldenów, ale szczęśliwie uniknął zawieszenia. Podobną karę otrzymał też od klubu, który otwarcie potępił jego zachowanie. Otrzymał też wiele listów od wściekłych… właścicieli psów.

Oczywiście, to było głupie z mojej strony, nie powinienem tego mówić. To była chwila bezmyślności.

W domu zawsze potrafi się kontrolować – żona Pieta Romeijn

Przebój na stadionach

Niedługo później hondenlul (lub hondelul) zaczął żyć własnym życiem. Hi Ha Hondelul! albo Hij is een hondelul! idealnie wyrażały niezadowolenie kibiców z decyzji sędziów. Wkrótce takie przyśpiewki na stale zagościły na holenderskich stadionach i stały się chlebem powszednim. Przekleństwo pojawiło się też w innych dziedzinach życia, stając się prawdziwym fenomenem. Oprócz zwykłych stadionowych przyśpiewek powstawały też prawdziwe piosenki, takie jak „Hi Ha Hondelul” zespołu Pistache BV. W Holandii cały czas funkcjonuje popularne, piłkarskie show De Grote Hi-Ha-Hondelul Voetbal Show, a w 1999 roku ukazała się książka „Hi-Ha-Hondelul en andere sportpoezie” („Hi Ha Hondenlul i inna poezja sportowa”). Na jej premierę zaproszono nawet Arie van Gemerta, ale on, poirytowany, odmówił: Żartujecie sobie? Czy ciągle będziecie mi przypominać ten mecz z 1969?

Kibice przepełnili słowo Romeijna uczuciem. Najpierw dodano „Hi-Ha”, potem ktoś wpadł na pomysł że można to śpiewać. Myślę, że to piękne. Może nie każdy się ze mną zgodzi, ale można postrzegać „Hi-Ha Hondelul” jako poezję – autor książki Ko van Geemert

Piet Romeijn po tym incydencie nie zmądrzał i jego wybuchowy temperament dawał o sobie znać jeszcze nie raz. Zaledwie kilka dni później, w spotkaniu z AZ’67 rzucił się na fotografa Eda Lohmana, który wszedł na boisko żeby zrobić kilka zdjęć z bliska jego koledze z drużyny, który został ukarany czerwoną kartką. Kilka miesięcy później, w 68. minucie meczu ćwierćfinałowego Pucharu Europy z Vorwärts Berlin, Piet został wyrzucony z boiska z dodatkowym trzytygodniowym zawieszeniem i grzywną. W 1971 roku Piet wrócił do SVV.

Feyenoord sprowadził na moją pozycję Dicka Schneidera. Zagrałem nawet kilka spotkań w drugiej drużynie, nie podobało mi się to. Dlatego zdecydowałem wrócić do SVV. Miałem wtedy w Schiedam sklep sportowy, gdzie często wpadał też trener Rinus Gosens. Potem trenerem został Ger Bakkens, a ja uciekłem do DHS. Wtedy grałem też w futsal.

Piet Romeijn pogodził się z popularnością słowa, które nieopatrznie wypowiedział podczas pewnego ligowego meczu. Słowa, które przerosło swoją legendą nawet samego piłkarza. Został zapamiętany jako wynalazca sloganu, hasła, nawet jeśli wcale tego podczas meczu z Twente nie wypowiedział. A nawet gdyby, to czy był pierwszą osobą, która użyła podobnego określenia? Trudno uwierzyć. W każdym razie, dzięki tej sytuacji „powiedzonko” znacząco zyskało na popularności. Czasami po prostu lepiej ugryźć się w język, bo konsekwencje mogą być trudne do przewidzenia. Dziś Piet Romeijn jest kojarzony z „psikutasem”, zamiast np. z trzema mistrzostwami Holandii.

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 1

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

Piłkarze, o których było głośno podczas Mundialu 1994

Mundial 1994 przeszedł do historii z kilku względów. Przede wszystkim był to pierwszy turniej, który odbył się w Ameryce Północnej. W naszym tekście poruszamy...

Mecze prawdy, za mała hala, historia Mieczysława Raby – luty koszykarskiej Resovii

Pora na kolejne podsumowanie miesiąca koszykarskiej OPTeam Resovii. Tym razem na tapet bierzemy występy rzeszowskiej drużyny w lutym. Dla zespołu Kamila Piechuckiego miał to...

„Czarny orzeł, biały orzeł. Piłkarze w trybach polityki” – recenzja

Co dzieli Polaków? Polityka, opinia o Robercie Lewandowskim, sprawy społeczne i tak dalej. Można wymieniać długo. Na pewno temat relacji polsko-niemieckich to poletko zainteresować...