„Kamil Glik. Liczy się charakter” – recenzja

Czas czytania: 3 m.

Wostatnich tygodniach Kamil Glik znów był na ustach wszystkich. W meczu ze Szwecją, dającym nam awans na Mundial w Katarze, piłkarz pokazał wszystko, co w nim najlepsze: walkę do końca, nieustępliwość i ogromną determinację. Wszystkie te cechy pokazuje dziennikarz Michał Zichlarz w wydanej w 2016 roku nakładem SQN biografii piłkarza „Liczy się charakter”. To historia everymana, który dzięki pracowitości stał się idolem piłkarskich trybun i to nie tylko w Polsce.

Michał Zichlarz od początku gra w otwarte karty.  Nie ukrywa, że zna Kamila Glika od czasów trampkarskich, a pomysł książki wcale nie wyszedł od któregoś z nich. Sprawcą wydawniczego zamieszania był Damian Seweryn, kolega Glika z czasów gry w Piaście Gliwice,, który zauważył, że życie piłkarza to materiał na dobrą książkę. A że za pasem było Euro 2016, to czas wydawał się idealny na publikację o chłopaku z Jastrzębia-Zdroju, mającego się okazać podporą Polaków na turnieju we Francji.

Całość podzielona jest na trzy części – dzieciństwo Kamila Glika, jego walkę o pozycję we włoskiej piłce i reprezentacyjne dzieje. Autor stara się zachowywać chronologię, ale nie da się ukryć, że największy nacisk jest położony na dzieje, kiedy piłkarz nie był znanym obrońcą. W toku lektury wydaje się to naturalne. To wtedy przyszły gwiazdor Torino musiał wykuwać charakter, wchodzić na kolejne szczeble piłkarskiej drabiny.

Trudna sytuacja w domu, sepsa, zapalenie opon mózgowych nie podłamały młodego piłkarza. Zichlarz pokazuje te momenty jako zwrotne, które krok po kroku miały dalej towarzyszyć karierze Kamila Glika. Są wzloty przeplatane upadkami. Jest pokazana otoczka, która jak to zwykle bywa w przypadku młodych utalentowanych piłkarzy w Polsce, nigdy nie bywa jasna i przejrzysta. W tle są pieniądze, decyzje sędziowskie, roczna dyskwalifikacja i wyjazd do Realu, pokazujący potencjał, ale i sprowadzający młodego Glika na ziemię, a być może otwierający go na dużą europejską piłkę.

Także w części włoskiej widać pieczołowite przygotowanie autora do publikacji i nieukrywaną fascynację obrońcą z Jastrzębia-Zdroju. To nie tylko opowieść o pobycie na Półwyspie Apenińskim, ale także rozmowy z osobami z piłki włoskiej czy kibicami Torino. Wszystko po to, by  jak najpełniej pokazać jego pozycję, którą latami budował we włoskiej piłce.

Czyta się momentami jako coś, co nie mogło się wydarzyć. Z nieukrywanym podziwem dla piłkarza, który nie miał teoretycznie szans, by zostać w końcu kapitanem i najważniejszą postacią klubu Torino. A jednak się udało. Tę część zdecydowanie można polecić ku pokrzepieniu serc czytelnikom narzekającym, że naszym piłkarzom nie wiedzie się za granicą.

W części reprezentacyjnej perełką są wypowiedzi Franciszka Smudy. Kontrowersyjny trener w pewnym momencie zmienia zdanie co do umiejętności piłkarza i tego, czy przydałby mu się na Euro. To świetny moment, pokazujący również warsztat autora, bowiem ten cytat nie wybrzmiewa jakoś mocno. Jednocześnie jest kolejnym potwierdzeniem opowieści o tym, że Kamil Glik pasuje do profilu gracza, którego trudno zastąpić.

Ogromną zaletą książki jest szczerość rozmówców, których Zichlarz cytuje w solidnej dawce. Nie wiem, na ile jest ona prawdziwa, bo biografia nosi miano „autoryzowanej”, ale czyta się je tak, jakby nikt nie gryzł się w język, a i sam bohater publikacji nie zmieniał zbyt wiele. Autor oddaje głos m.in. żonie piłkarza – Marcie, menedżerowi Jarosławowi Kołakowskiemu czy trenerem i kolegom.

Nie zawsze jest lukier, ale zawsze soczystość i spora doza zdroworozsądkowej oceny. Duży plus za tzw. dopiski z wypowiedziami Kamila Glika u dołu strony na chłodno oceniającego niektóre, co bardziej ciekawe wydarzenia opisane w książce.

Do tego dochodzą szczegóły ubarwiające opowieść. To właśnie te detale, jakby powiedział Tomasz Hajto, zdecydowały o tym, że książkę czyta się zwłaszcza w pierwszej części, myśląc sobie: solidny film dokumentalny o Kamilu Gliku byłby hitem ramówki lub internetowego streamingu.

Historia po wydaniu książki dopisała ciąg dalszy. Mundial w 2018 roku, kiedy Kamil Glik doznaje kontuzji na zgrupowaniu przed mistrzostwami w Rosji i opuszcza pierwszy mecz z Senegalem decydujący dla losów naszej kadry. Ostatni rok to wędrówka z ławki w pierwszym meczu  z Węgrami za Paulo Sousy do heroicznej postawy i gry z kontuzją w meczu ze Szwedami, dającym awans do  mundialu w Katarze.

I chciałbym, żeby część druga powstała. Wydaje się, że materiału nie brakuje. Może trzeba będzie poczekać do końca kariery, może zabierze się za to ktoś inny niż Michał Zichlarz. Na pewno przy podobnym poziomie, książka ma szansę stać się hitem. Oprócz charakteru, liczy się też wytrwałość i tak bym zatytułował kolejną część. Drodzy autorzy, jest jeszcze wiele do opowiedzenia. Nie dajcie się wyprzedzić filmowcom.

NASZA OCENA: 8/10

PATRYK SZCZERBA

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Kamil Glik. Liczy się charakter oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...