Kazimierz Górski – historia nieznana

Kazimierz Górski. foto. wikipedia commons

Któż nie zna słynnej piosenki zachwalającej uroki życia we Lwowie? Zaczynała się tak: “Niech inni se jadą gdzie mogą, gdzie chcą, do Wiednia, Paryża, Londynu. A ja się ze Lwowa nie ruszę za próg! za skarby, ta skarz mnie Bóg!” A potem było o tym, że gdyby człowiek mógł się urodzić raz jeszcze, to tylko we Lwowie. My skupimy się na człowieku, który co prawda na świat przyszedł tylko raz, ale bogactwem swojego życiorysu mógłby obdarzyć niejednego lwowianina. Choć o sukcesach jego drużyny powiedziano i napisano już chyba wszystko, on sam ciągle skrywa wiele fascynujących sekretów. Panie i panowie, przed Wami Kazimierz Górski.

Zaczęliśmy od muzycznego nawiązania, ale by lepiej wczuć się w klimat domu państwa Górskich powinniśmy posłuchać raczej czegoś innego – np. fragmentu z Księżniczki Czardasza, najważniejszego dzieła Imre Kalmanna:

Ten, jak i inne utwory składające się na wspomnianą Księżniczkę czardasza czy Wesołą wdówkę Lehara, często bowiem rozbrzmiewały w mieszkaniu przy ulicy Gródeckiej, a wszystko za sprawą głowy rodziny – pana Maksymiliana Górskiego, kolejarza, melomana, czynnego ciężarowca, a przy tym działacza sportowego i politycznego.

Był wierny ideom Józefa Piłsudskiego, a w czasie obrony Lwowa u zarania II Rzeczpospolitej kierował słynnym lwowskim pociągiem pancernym, którym do miasta przyjechał także sam Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych. W 1920 roku Maksymilian Górski ożenił się z Zofią Petrysko, a już w marcu następnego roku na świat przyszło ich pierwsze dziecko – syn Kazimierz.

Być jak Wacław Kuchar

Mały Kaziu był wzorem dla pięciorga rodzeństwa, które wpatrzone w niego jak w obrazek próbowało naśladować starszego brata, ucząc się m.in. kamuflowania przed mamą pokiereszowanej garderoby po powrocie z zabawy na dworze.

Od małego uwielbiał grać w piłkę, ale nie tylko – w tamtych czasach w modzie była wszechstronna sprawność, a jednym z idoli młodego Kazimierza Górskiego był Wacław Kuchar, najwszechstronniejszy sportowiec w historii Polski, którego osiągnięć nie sposób będzie przebić w dzisiejszych czasach. Oprócz piłki Kaziu grał zatem także w siatkówkę, koszykówkę, ping-ponga, a także szachy. W tej ostatniej grze potrafił raz ograć nawet mistrza Lwowa, choć ten sport traktował raczej jako rozrywkę i sposób na zabicie czasu.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Karierę piłkarską Kazimierz Górski rozpoczął w lwowskim RKS-ie, klubie kolejarzy, którego skład oparty był na piłkarzach jeszcze nieopierzonych. Gdy późniejszy Trener Tysiąclecia dołączał do zespołu, ten występował w lidze okręgowej, czyli drugim szczeblu rozgrywkowym w przedwojennej Polsce. Już w meczu juniorów przeciwko Pogoni Lwów zwrócił na siebie uwagę trenera słynnych rywali. „To drugi Wilimowski!”– miał krzyczeć z zachwytu po kapitalnej akcji Górskiego.

Dzięki swojej postawie na boisku 18-letni Kaziu wkrótce otrzymał powołanie do drugiej reprezentacji Lwowa od samego Wacława Kuchara. Jak sam wspominał, stał się tym samym piłkarzem pełną gębą. Momentalnie wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie RKS-u i systematycznie zdobywał coraz to większe zaufanie trenera i kolegów.

W ostatnim meczu sezonu 1938-1939 strzelił dwa gole Koronie Sambor, które zapewniły jego drużynie utrzymanie na zapleczu pierwszej ligi, kosztem drużyny znad Dniestru. Obiecująco zapowiadającą się karierę Kazimierza Górskiego przerwała, podobnie jak Wilimowskiemu i wielu innym piłkarzom, druga wojna światowa.

W czasie wojny Lwów znalazł się pod dwiema okupacjami – najpierw radziecką, a po rozpoczęciu Operacji Barbarossa, także niemiecką. Choć trudno mówić o sielance, pierwsze dwa lata wojny nie były dla lwowskich piłkarzy najgorsze. Nowe władze zorganizowały najpierw turniej czterech drużyn, a później zaczęły reorganizację sportu na model radziecki. Rozwiązano polskie kluby, wprowadzając w ich miejsce zrzeszenia i drużyny resortowe.

Kazimierz Górski był jednym z twórców potęgi Spartaka, do którego selekcjonował piłkarzy. Nie interesowała go wówczas polityka, ciężko było mu nagle zrezygnować z uprawiania sportu, dlatego przystał na propozycję Bolesława Drobuta. Ich zespół był zdecydowanie najlepszy, a gracze mogli liczyć na przyzwoite, jak na tamte realia, warunki życiowe – wiedli całkiem spokojne życie, zarabiali nie najgorzej i nie musieli martwić się kolejkami do pustych sklepów spożywczych.

Sytuacja pogorszyła się wraz z wkroczeniem do miasta oddziałów niemieckich. Nowy okupant z miejsca zakazał organizacji jakichkolwiek zawodów sportowych, a stadiony zamienił w magazyn sprzętu wojskowego. Dopiero w 1944 roku umożliwiono garstce piłkarzy, pod wodzą Kuchara, na rozgrywanie meczów – z reguły jednak przy pustych trybunach. Ludzie bali się przyjść na stadion z obawy przed łapankami.

Wśród najważniejszych postanowień konferencji w Teheranie z udziałem Franklina Delano Roosevelta, Winstona Churchilla i Józefa Stalina należy wymienić walkę aż do bezwarunkowej kapitulacji Niemiec. Rosjanie rozpoczęli zatem marsz na zachód, zajmując ponownie Lwów w lipcu 1944 roku.

NKWD wiedziała wszystko o Kazimierzu Górskim, a zatem także o jego talencie piłkarskim. Zaproponowano mu więc grę w odrestaurowanym Dynamie, która zapewniłaby Górskiemu sielskie życie – zwolnienie z wojska czy słynne sklepy za „żółtymi firankami” dla prominentów. Kazimierz nie chciał jednak być obywatelem lepszej kategorii, wręcz przeciwnie – chciał uciec ze Lwowa, dlatego wraz z grupą przyjaciół zgłosił się na ochotnika do wojska. Najpierw znalazł się w 8. Zapasowym Pułku Piechoty w Majdanku, a po jego likwidacji – w 1. Pułku Zapasowym we wsi Serniki pod Lublinem.

Choć oddział Kazimierza Górskiego wyjechał zdobywać Berlin, on sam znalazł się w Warszawie, gdzie przystąpił do tworzenia I Wojskowego Klubu Sportowego, czyli późniejszej Legii.

Nie po raz pierwszy i jak dobrze wiemy – nie po raz ostatni, Kazimierz Górski został selekcjonerem. Nowych piłkarzy warszawskiego klubu wyszukiwał wśród chętnych żołnierzy, z których tworzył kolejne drużyny pułkowe i batalionowe. W końcu wojna się skończyła, żołdacy zostali zwolnieni do domów, a Górski… został w stolicy, choć namawiano go do gry na Śląsku.

Urodzony we Lwowie zawodnik wyróżniał się na tle swoich boiskowych kompanów, którzy ze względu na zamiłowanie do libacji alkoholowych nie potrafili utrzymać stabilnej formy. Potrafił nieźle postraszyć obrońców i bramkarzy drużyn przeciwnych, a do tego przejawiał cechy znakomitego rozgrywającego.

Nic dziwnego, że szybko znalazł się w kręgu zainteresowań Henryka Reymana, który odpowiadał za selekcję piłkarzy do drużyny narodowej. W 1946 roku, gdy reprezentacja odradzała się z powojennych zgliszczy, Górski nie mógł dołączyć do zgrupowania z powodu kontuzji, co kosztowało go utratą na jakiś czas dobrej pozycji na rynku. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze.

Powołanie do drużyny narodowej Kazimierz Górski dostał od Zygmunta Alfusa w 1948 roku przed meczem z Danią w Kopenhadze. Przed każdym spotkaniem piłkarze przez dwa tygodnie trenowali w Warszawie, wylewając siódme poty podczas ćwiczeń kondycyjnych i sprawnościowych. Jak się okazało, zostali, jak to się dzisiaj mówi, zajechani, przez prowadzącego zajęcia Wacława Kuchara.

Jak wspominał Kazimierz Górski, do stolicy Danii przyjechał cały obolały i zdegustowany. Silni Duńczycy zagrali twardo w obronie, od której Górski odbijał się jak piłka od ściany. Ostatecznie nie wytrzymał tego meczu fizycznie i został zmieniony w przerwie przez Józefa Kohuta. 26 czerwca 1948 roku Polacy ponieśli swoją najwyższą jak do tej pory, porażkę: 0:8. Dla Kazimierza Górskiego debiut był zarazem ostatnim meczem w reprezentacji Polski.

Gdy kilka lat później Kazimierz Górski zaczął tracić na znaczeniu w Legii, od razu zaczął przygotowywać się do nowej profesji – jeszcze jako piłkarz uczestniczył w kursach trenerskich. Z rolą czynnego gracza pożegnał się w 1953 roku, w wieku 32 lat.

Wacław Kuchar – postać, której entuzjastom historii polskiego sportu przedstawiać nie trzeba. W przedwojennym Lwowie mali chłopcy, w tym Kaziu Górski, czekali pod stadionem na niego i innych piłkarzy Pogoni, żeby nosić ich tobołki i móc tym samym wejść na stadion.

Ten sam Kuchar powołał Kazimierza do drugiej reprezentacji Lwowa i prowadził treningi na jedynym zgrupowaniu drużyny narodowej, na które zaproszony został Górski. Dwie wybitne postaci polskiego sportu były ze sobą powiązane jakąś niewidzialną nicią, a to jeszcze nie koniec ich współpracy. Swoją karierę trenerską Kazimierz Górski rozpoczął bowiem jako asystent trenera Legii Warszawa. Tak, tak, tym trenerem był Wacław Kuchar.

Obowiązującym wzorcem piłkarskiego rzemiosła była wówczas reprezentacja Węgier. Polskie władze postanowiły – gonimy bratanków, i już! Nastała moda na węgierskich szkoleniowców, młodzi adepci szkół trenerskich mieli oglądać mecze tamtejszej reprezentacji i przyswajać stosowaną przez Madziarów taktykę gry.

Kilka lat później, gdy Kazimierz Górski był już selekcjonerem reprezentacji juniorskiej, na żywo oglądał mistrzostwa świata rozgrywane w Szwecji, by potem zreferować swoje spostrzeżenia pozostałym polskim trenerom i działaczom. Jakie to były wnioski?

Należy grać ofensywnie, stosować nowoczesną taktykę i dbać o kreatywność i wyszkolenie techniczne naszych piłkarzy. Trzeba naśladować mistrzów świata – Brazylię. Nie minęło kilka kolejnych lat, a Kazimierz Górski ograł zarówno Węgrów, jak i Brazylijczyków, na zawsze przechodząc do historii polskiej piłki nożnej.

5 grudnia 1970 roku rozemocjonowana sekretarka PZPN-u zaprosiła Kazimierza Górskiego na ważne spotkanie z prezesem Związku, Wiesławem Ociepką. „Nie mam wątpliwości, że podjęliście już decyzję” – odparł Ociepka, gdy Górski poprosił o czas do namysłu nad propozycją objęcia reprezentacji. Rzeczywiście, decyzja zapadła w ułamku sekundy i odcisnęła niebywałe piętno na historii polskiego futbolu.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

1 Trackback / Pingback

  1. 100 zapomnianych piłkarzy na stulecie niepodległości #7 - Retro Futbol

Dodaj komentarz