Kazimierz Górski – historia nieznana

Papież polskiego futbolu

Jeśli chodzi o reprezentację, jestem w zasadzie wychowankiem pana Kazimierza, ponieważ byłem także graczem prowadzonej przez niego kadry młodzieżowej. Gdy został trenerem pierwszej drużyny, z tamtego zespołu zabrał ze sobą mnie, Tomaszewskiego, Gorgonia, Musiała, Szymanowskiego, Ćmikiewicza, Kmiecika, Szarmacha. Właściwie wszyscy oni grali w juniorskiej reprezentacji Kazimierza Górskiego – mówi Grzegorz Lato, zapytany przez nas o swoje pierwsze doświadczenia z selekcjonerem. Bardzo barwne wspomnienia ma inny z „Orłów”, Jan Tomaszewski. „Nie przyjechałem na zgrupowanie pierwszej reprezentacji, tylko prowadzonej przez Andrzeja Strejalua kadry młodzieżowej. Tak się zdarzyło, że kontuzji doznał Gomola, wspaniały bramkarz, wówczas numer jeden w drużynie narodowej. Obie drużyny przebywały w Warszawie i pan Kazimierz zadecydował, że mam przejść z jednego hotelu na Bielanach do drugiego – z młodzieżówki do pierwszej reprezentacji– wspomina nam bohater z Wembley.

Choć ci dwaj bohaterowie drużyny Kazimierza Górskiego nie szczędzili sobie ostrych słów w czasach, gdy Lato był prezesem PZPN, w ocenie swojego mentora są fascynująco zgodni.

To nie był trener z teczki, jakiś farbowany lis. On przeszedł wszystkie szczeble futbolu. Każda jego decyzja, nie wiem, czy była dobra, czy zła, była świadoma, bo on znał wszystkich młodych piłkarzy w Polsce”– ocenia Tomaszewski i dodaje – „Dla mnie to jest papież polskiej piłki. Pewne rzeczy robił i przewidywał tak, jak gdyby miał dogmat.

Grzegorz Lato zwraca także uwagę na wyjątkową osobowość selekcjonera – „Trener Kazimierz Górski był również bardzo dobrym psychologiem, trenerem-wychowawcą, miał ojcowskie podejście do zawodników. Wiedział, czego chce, zawsze słuchał wszystkich, ale robił swoje i to mu wychodziło na dobre.

Za istotę futbolu Kazimierz Górski uważał grę ofensywną, pod którą przygotowywał koncepcje taktyczne. Niezwykle ważna była dla niego również dyscyplina w realizacji przedmeczowych założeń, o czym na własnej skórze przekonał się nawet sam Zbigniew Boniek.

Obecny prezes PZPN wypadł z kadry na igrzyska w Montrealu, ponieważ nie wykonywał powierzonych mu zadań w towarzyskim meczu z Irlandią w Poznaniu. Jak mówią jego podopieczni, pan Kazimierz nie zawsze wybierał piłkarzy najlepszych, ale tych, którzy najlepiej pasowali do jego koncepcji.

Pamiętam, że na igrzyska do Monachium jechaliśmy z mieszanymi uczuciami, a przywieźliśmy złote medale. Później trafiliśmy do grupy eliminacyjnej z Anglikami i chyba nikt nie wierzył, że jesteśmy w stanie ich wyeliminować. Kazimierz Górski chyba jako jedyny wierzył, że jesteśmy w stanie nie przegrać na Wembley, bo jeśli chodzi o dziennikarzy, to było różnie, patrzyli, żebyśmy nie przegrali za wysoko”– opowiada nam dalej Lato. „Pan Kazimierz nigdy nie mówił o żadnych celach. Ciągle za to powtarzał jedną sprawę: rozegracie 100-200 spotkań ligowych, 20-30 w reprezentacji, ale są takie mecze, które przechodzą do historii. Kto wie, czy to nie będzie taki mecz – mówił przed każdym spotkaniem” – relacjonuje Tomaszewski – „Nie było presji. Pan Kazimierz mówił: nas jest 11, ich też jest 11, mamy podjąć walkę”.

31 lipca 1976 roku, Montreal, finał igrzysk olimpijskich. Dopiero co zdobyte złote medale przez Jacka Wszołę i Jerzego Rybickiego podsyciły nastroje wśród polskich kibiców na kolejny tego dnia krążek z najcenniejszego kruszcu. Problemy pojawiły się jednak już przed wyjściem na boisko – niedyspozycję zgłaszał Jerzy Gorgoń.

Górski zbagatelizował sprawę, uznając to za zwykłą tremę, i nakazał kontynuować rozgrzewkę. Tuż przed rozpoczęciu meczu z NRD obrońca kolejny raz zasygnalizował jednak, że z bólu nie da rady rozegrać tego spotkania. Na boisko zatem w ostatniej chwili wprowadzony został Wieczorek.

Defensywa nie była już monolitem, co szybko poskutkowało dwoma straconymi bramkami, po których Górski stracił wiarę w sukces. Ostatecznie Polacy przegrali 1:3. Jak się okazało, był to ostatni mecz Kazimierza Górskiego na ławce reprezentacji Polski. Grzegorz Lato nie ma wątpliwości, że współpraca została zakończona przedwcześnie.

„Moim zdaniem to było niesprawiedliwe. Była wielka obraza, że nie zdobyliśmy złotego medalu, tylko srebrny. Z nim za sterami zdobyliśmy złoto i srebro na igrzyskach oraz trzecie miejsce na mundialu. Byliśmy tym zaskoczeni, ale to nie piłkarze decydują o tym, kto ma być trenerem, tylko działacze, którzy wtedy się nie popisali. Takiego szkoleniowca się nie zmienia” – ocenia były napastnik.

Pozostają nam do omówienia dwie kwestie. Po pierwsze, jak to naprawdę było z nie najlepszymi relacjami na linii Gmoch-Górski? Grzegorz Lato nie pozostawia nam najmniejszych wątpliwości:

Jacek Gmoch był strasznie zazdrosny o sukcesy, uważał się za ojca sukcesu. Bzdury. Jacek Gmoch odpowiadał za bank informacji, a oprócz tego drugim trenerem przy Górskim był Andrzej Strejlau. Całym strategiem i prowadzącym treningi był natomiast trener Górski. Jacek chciał być większym trenerem niż Kazimierz Górski, ale nic z tego nie wyszło, choć też ma sukces, bo trzeba powiedzieć, że 5-6 miejsce na mundialu witalibyśmy dzisiaj z otwartymi ramionami. Jacek jest trochę zakompleksionym człowiekiem. Najgorsze jest to, że wypowiedział się niesympatycznie o panu Kazimierzu, kiedy ten już nie żył.

I jeszcze druga kwestia, rozważanie czystko akademickie – czy ta sama grupa wspaniałych piłkarzy osiągnęłaby podobny sukces, gdyby na ławce trenerskiej zasiadał wówczas kto inny? Nasi rozmówcy nie mają złudzeń – to niemożliwe.

„Pan Kazimierz zastał polską piłkę drewnianą, a zostawił murowaną. Pracowali przed nim wspaniali fachowcy, ale oni nigdy nie doprowadzili reprezentacji na wyżyny. Żaden trener by tego nie zrobił, a zrobił to pan Górski. Do czasu Nawałki wszyscy prowadzili kadrę na zasadzie »mamy takich futbolistów, jakich mamy«. Pan Kazimierz nigdy nie narzekał na piłkarzy, tylko robił swoje i doprowadził do tego, że każdy piłkarz z wyjściowej jedenastki był w gronie 5 albo 10 najlepszych piłkarzy świata na danej pozycji. To jest nieosiągalne do tej pory. Trenerzy przed nim mieli lepszych piłkarzy od nas, którzy jednak nie osiągnęli sukcesu, bo szkoleniowcy nie potrafili stworzyć zespołu, który by zaistniał w świecie. Po nas również byli wspaniali gracze, młodzi piłkarze wygrywali mistrzostwa Europy… I co ci piłkarze osiągnęli? Jakie były wyniki? Efektem tego było 80. miejsce na świecie”– komentuje Tomaszewski.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*