“Mój własny charakter pisma” – recenzja

Bez nazwy-1

Zwolennicy mówią, że swoimi felietonami skłania do refleksji i dostrzeżenia porażki w sukcesie lub zwycięstwa w klęsce. Krytycy sądzą, że w tekstach opiera się głównie na szoku i chęci rozdrażnieniu czytelnika. Jedni go kochają, inni nienawidzą. Kontrowersyjny. Szokujący. Szkoda tylko, że Paweł Zarzeczny w swojej najnowszej książce pod tytułem ,,Mój własny charakter pisma” zszokować mógł tylko tych, którzy nie czytali jego felietonów na Weszło…

Jedną z cech ludzi przekonanych o swojej wyższości nad innymi jest przeświadczenie, że nawet jeśli robią coś źle lub to samo, to i tak są w tym lepsi niż ci przeciętni w swoim najlepszym okresie. ,,Zawsze byłem najlepszy” – tak nosi tytuł pierwszego zbioru felietonów Zarzecznego. Tak brzmi też jedna z jego wielu mądrości życiowych. Pojawia się ona w najnowszej książce dziennikarza, tak jak i inne mądrości, którymi raczy nas przy okazji wielu tekstów czy też wystąpień publicznych. Ten, kto czyta Weszło ,,od deski do deski”: począwszy od okrutnie nudnych tekstów Andrzeja Kałwy, skończywszy na znakomitych wywiadach Tomasza Ćwikały ten poczuje, że Paweł Zarzeczny niespecjalnie się wysilił. 88 z 277 stron książki to wybrane felietony z Weszło. Powtórka z Zarzecznego jest jednak o sto razy bardziej śmieszna i pouczająca niż premiera z wieloma innymi. Nikt bowiem tak jak felietonista ,,Polska: The Times” nie potrafi wplatać polityki czy historii w rozważania o piłce nożnej. Zarzeczny to chyba jeden z niewielu dziennikarzy, którego pisanie ,,nie na temat” może zaintrygować bardziej niż przejście do sedna sprawy.

Kolejne sto stron to dzienniki, sięgające jeszcze czasów z Leo Beenhakkerem w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Choć krótkie komentarze Zarzecznego dotyczące poszczególnych wydarzeń z tamtego okresu są dowcipne, ostre i błyskotliwe, należy mieć doskonałą pamięć, aby móc jakkolwiek odnieść się do niektórych wydarzeń. Znajdziemy bowiem komentarz dotyczący zarówno przejścia Cristiano Ronaldo do Realu Madryt, jak i jednej z wielu rozpraw w procesie ,,Fryzjera”.

Paweł Zarzeczny kilkakrotnie tłumaczył, że krytyka względem wielu postaci świata sportu to tak naprawdę specyficzna forma okazania sympatii. Jak w takim razie wytłumaczyć rozdział ,,Górski, Jego Orły i… Boniek”, w którym to autor pod niebiosa wychwala trenera między innymi Górskiego, Włodzimierza Lubańskiego i Zbigniewa Bońka? Taki właśnie jest Zarzeczny: prowokujący, nieodgadniony i manipulujący. Bardzo możliwe, że to, co przeczytacie w jego najnowszej książce, nie jest zgodne z przekonaniami dziennikarza. Wszystko jednak po to, aby skłonić do refleksji i zauważyć, że każdy kij ma dwa końce.

W tej starannie ułożonej z tych samych materiałów budowli jest tylko jeden element, który psuje efekt końcowy. Nawet podpis jest jakby fałszywy, inny… Chodzi o teksty pisane przez Zarzecznego na Wyszło jako Paolo River. Autor i w nich jest zabawny, dosadny, bezkompromisowy i intrygujący, jednak wywody na temat wzwodu czy też seksu oralnego średnio mają się do historycznych wydarzeń jak zwycięstwo Polski nad Niemcami 2-0. Co gorsza do tego rozdziału przystępujemy na końcu, pełni ogromnej ilości ciekawych anegdot, bezkompromisowych sądów i niebanalnych opinii na temat futbolu. Chcemy kolejnej porcji, a tymczasem dostajemy teksty Paolo Rivera, które sprawdziłyby się jako osobna pozycja. Marnie zaś wypadają jako puenta wyrazistej, ciekawej i niebanalnej książce o futbolu.

Jeśli ktoś chce skończyć lub zacząć rok z dobrą książką, śmiało powinien sięgnąć po ,,Mój własny charakter pisma”, bo choć to pismo czasem razi i oburza to jednak bywa też pouczające, oryginalne, zabawne, lekkie i przede wszystkim własne… To przemyślenia powstałe na bazie wspólnych przeżyć z najwybitniejszymi postaciami polskiej piłki nożnej. Wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach, gdzie dba się o PR sportowca niekiedy bardziej niż o ich formę, dziennikarza spisującego rozmowy Lewandowskiego i Krychowiaka ,,przy kielichu”, abstrahując od niechęci obu panów do alkoholu? No i najważniejszy powód – kto z was nie chciałby dowiedzieć się, co przeżył i co myśli na przeróżne tematy człowiek, który zawsze był najlepszy?

SEBASTIAN CHROSTOWSKI

Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. kontakt: 661-212-782, e-mail: redakcja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz