Ostatni Remanent – zapowiedź

Czas czytania: 5 m.
0
(0)

„Gra bez piłki” zamyka siedmiotomową serię „Remanent” Jerzego Chromika. Jest to książka wyjątkowa, ponieważ została wydana w dniu 7️⃣0️⃣ urodzin autora 🎂🎉

Finałowa część „Remanentu” łączy teksty napisane przez niego w tygodniku „Sportowiec” z późniejszymi wywiadami przeprowadzonymi na łamach TVP Sport m.in. z Wojciechem Łazarkiem, Maciejem Skorżą, Sebastianem Milą, Dariuszem Mioduskim, Karolem Bieleckim, Sławomirem Szmalem czy Andrzejem Janiszem.

Książka „Remanent 7. Gra bez piłki” ukazała się w serii SQN Originals i jest dostępna na ⏩ https://bit.ly/retro-remanent7

Fragment książki 📖

Na trawie Stadionu Śląskiego miał leżeć milion dolarów.

W „meczu czterolecia” trenera-selekcjonera wystarczał remis z Belgami, bo otwierał drzwi do meksykańskiej kasy. Podział punktów stał się faktem. Na pomeczowej konferencji ktoś z obecnych nie docenił sukcesu, narzekał na poziom gry i styl, w jakim awans został osiągnięty. Antoni Piechniczek zareagował gwałtownie i omal nie doszło do zerwania spotkania z prasą. Trener, który po raz drugi miał poprowadzić drużynę w mistrzostwach świata, czuł swą siłę. Stał się człowiekiem sukcesu. Nieważny był styl. Liczyły się fakty.

Życzliwi przestrzegali – „Antek, więcej obiektywności, bo wcale nie jest aż tak dobrze”. Trzeźwe głosy ginęły w hałasie robionym przez adoratorów. Ci, którzy nie myśleli tak jak on, nie zasługiwali na miano znawców futbolu. Na łamach „Sportowca” sporo było wątpliwości. Zawodnicy kadry odsłaniali zakamarki i ściągali na siebie czarne chmury. Ryzykowali nawet odebraniem paszportów z meksykańską wizą. W tamtych dniach zasługiwali na potępienie i mało kto doceniał ich cywilną odwagę. Historia ostatniego miesiąca przyznała im rację. Po latach wytrawny archiwista, który dokopie się do dokumentów PZPN, zapewne przetrze oczy ze zdumienia. W gorących dniach przed odlotem do kraju Azteków byli i tacy, którzy… wnioskowali, aby rozważyć wywrotową dla polskiej piłki działalność naszego magazynu ilustrowanego. Ten zapis w protokole z posiedzenia sterników PZPN chyba nie jest skazany na wymazanie. Zespół redakcyjny przyjął tę próbę ataku w milczeniu. Do startu w finałach pozostawały już tylko godziny. Drużyna narodowa powinna odlecieć bez szczęku oręża. Zrodził się więc pomysł, aby spisać swe wątpliwości i zastrzeżenia, włożyć do koperty, potem zalakować i powierzyć zaufanemu notariuszowi, informując o tym zabiegu Szanownych Czytelników. Pomysł upadł, ale niepewność co do losów reprezentacji pozostała. Przeczuwając rychły powrót Piechniczka z zespołem do kraju, życzyliśmy ekipie szczęścia. Jak wszyscy Polacy, bo taka już w nas rogata dusza. Dręczyła nas tylko jedna przykra myśl, że przyjdzie nam wystąpić w chórze z tymi, którzy do tej pory wychwalali sposób prowadzenia reprezentacji przez trenera. Mądrych po szkodzie jest bowiem zawsze wielu…

Powracamy do znaków zapytania prawie nazajutrz po przylocie z Meksyku, bogatsi o kolejne ustalenia. Niestety, zawodnicy z podstawowego składu, którzy zdecydowali się na szczere rozmowy, zastrzegli sobie anonimowość. Kulisy, które odsłonili, kryją bowiem fakty niewygodne, a nawet wstydliwe. Uważamy, że kibice, którzy z ufnością czekali na wieści z Meksyku i przygryzali paznokcie przy telewizorach, powinni dowiedzieć się o kilku tajemnicach polskiego wydania mundialu.

Przez kilka miesięcy, które poprzedzały sakramentalną formułę „Mistrzostwa uważam za otwarte”, do Meksyku pomykały zastępy światłych obywateli naszego kraju. Reprezentowali PZPN. Załatwiali, przyklepywali, ustalali i zapewniali, że pracują bezbłędnie. Wszystko miało być, po raz pierwszy w historii naszych startów w finałach mistrzostw świata, bez zarzutu. Mocna ekipa filmowców zapakowała na Okęciu zestaw magnetowidów. Postanowiono utrwalić na wideokasetach dla przyszłych pokoleń wszystkie mecze mundialu. Szkopuł w tym, że telewizja meksykańska pracuje w innym systemie i przytaszczone z Polski magnetowidy można było odstawić do depozytu pod dozór uroczej, według rzecznika prasowego, señority. Do zapisu obrazu nie były już potrzebne. Radzono sobie w stylu górala spod Nowego Targu, który zawiązywał buty dżdżownicą. Filmowano ekran telewizora za pomocą ręcznej kamery. Ostatecznie pożyczono prywatny egzemplarz od meksykańskiego lekkoatlety…

Wielce pomocny w rozbijaniu kasy organizatorów mundialu miał być nasz skromny „bank informacji” strzeżony przez Bernarda Blauta. Jeszcze podczas chorzowskiego meczu z Belgią kręcił się w pobliżu banku Roman Hurkowski – człowiek z odpowiednim zasobem wiedzy. Zrezygnowano z niego bez żadnych tłumaczeń i podziękowań. W roli bankiera obsadzony został asystent selekcjonera. Podczas odprawy przed meczem z Marokiem serwował najświeższe ustalenia na temat afrykańskiego futbolu. Po pytaniu, kto grał przeciwko Egiptowi w finale Pucharu Afryki, bez zastanowienia odparł, że Wybrzeże Kości Słoniowej. Informacja wzbudziła sporą wesołość wśród piłkarzy…

Przed meczem z Brazylią dyskutowano w podgrupie na temat schematów gry rywala. Ustalono ponad wszelką wątpliwość, że jak do tej pory Canarinhos nie sunęli do bramki przeciwników lewą stroną boiska. Wniosek był oczywisty. Prawy obrońca polski w tym meczu ma wychodne i nie ma sensu, aby tracił czas nawet na ławce rezerwowych. Okulary na nos i kąpiel słoneczna. Godny pochwały eksperyment. Pech polegał na tym, że w meczu z Polską Brazylijczycy postanowili wydeptać ścieżkę właśnie nogami lewoskrzydłowego. Gole posypały się jak z meksykańskiego rożka obfitości. 0:4. Nie ufaliśmy miejscowym kucharzom. Etat kuchcika przy reprezentacji wymyślili już inni znacznie wcześniej, ale my postanowiliśmy ten pomysł twórczo rozwinąć. Odpowiednia dieta w „piekle” to połowa sukcesu. Jadłospis układano starannie, ale pierwszy trener wciąż kręcił niezadowolony głową. Za dużo mięsa, za mało potraw lekkostrawnych. Lista potraw w kuchni była długo ustalana, dlatego nikogo nie dziwiła częsta obecność adwersarzy na zapleczu, przy pełnych talerzach. Degustacja miała dać odpowiedź, co włożyć do garnków, aby waga chłopców nie budziła trwogi.

Przed odlotem przeprowadzono odpowiednie badania w Instytucie Medycyny Lotniczej, uspokojono dziennikarzy i opinię publiczną, że z medycyną będziemy w Meksyku na ty. Oprócz doktora Moszkowicza nad zdrowiem i stanem organizmów zawodników miał czuwać dr Choina. Wtajemniczeni twierdzą, że mag od apteki w polskiej ekipie żalił się, iż zamiast żądanej na lekarstwa sumy otrzymał dziesięciokrotnie mniejszą. Cóż miał potem odpowiedzieć Bońkowi, gdy ten zapytał doktora o dawkowanie karnityny – specyfiku, który Włosi przyjmowali podczas hiszpańskiego mundialu cztery lata temu. Powinno się to brać cztery razy dziennie, a Polacy dostawali po jednej porcji, bo zapasy były skromne. Co bardziej zmęczeni mogli liczyć na tradycyjną kroplówkę po zakończonym meczu i to był szczyt marzeń o szybkim powrocie do stanu równowagi organizmu. Podzielone są zdania co do tajemniczej aparatury dostarczonej ekipie za sporą sumę dolarów. Miała umożliwić dokładne badanie w warunkach zwiększonego wysiłku, ale o jej istnieniu nikt nie słyszał. Niewykluczone, że instrukcja obsługi sporządzona była w obcym języku. Podsumowaniem kilku tygodni starań fachowca od regeneracji sił było mądre zdanie prezesa Brzostowskiego wypowiedziane tuż przed odlotem:

– Miał pan być rewolucjonistą w polskiej ekipie, a wyróżniał się pan tylko żuciem gumy…

O książce:

Rewolucja cyfrowa z ostatnich kilkunastu lat spowodowała niewyobrażalne zmiany w dziennikarstwie. Coraz większą rolę zaczęły odgrywać media społecznościowe bazujące na szybkości przesyłania informacji i kontrowersyjnych treściach generujących gigantyczne zasięgi, które przekładają się na zyski twórców. Wielu przedstawicieli tego zawodu dostosowało się do nowej rzeczywistości i obniżyło standardy pracy, ale nie Jerzy Chromik, który udowodnił, że można pójść z duchem czasu, jednocześnie nie rezygnując z tego, co jest esencją dobrego dziennikarstwa, czyli rzetelności, wszechstronności, kwiecistego języka i zmuszania czytelnika do myślenia.

Książka Gra bez piłki jest zwieńczeniem jego pracy nad serią Remanent. Najnowszy tom, którego wydanie zbiega się z siedemdziesiątymi urodzinami dziennikarza, łączy teksty opublikowane w tygodniku „Sportowiec” w latach 80. XX wieku z wywiadami przygotowanymi przez niego dla strony internetowej TVP Sport w nowym tysiącleciu. Ich bohaterami byli m.in. Wojciech Nowiński, Dariusz Juzyszyn, Maciej Skorża, Sebastian Mila, Karol Bielecki, Sławomir Szmal, Barbara Włodarczyk i Andrzej Janisz. Nie zabrakło więc znakomitych rozmówców i dociekliwych pytań.

Kto lepiej nadawał się do roli szefa banku informacji reprezentacji Polski niż Bernard Blaut? Dlaczego Dariusz Mioduski postanowił opuścić Stany Zjednoczone i wrócić do ojczyzny? Jak nazywa się łowca talentów, który odkrył Jacka Kazimierskiego, Wiesława Wragę i Marka Leśniaka? Z jakiego powodu Wojciech Łazarek odszedł z Lecha Poznań? I na czym polega fenomen popularności Władimira Putina?

Siódmy Remanent znowu pokazuje, że najbardziej frapujące historie rozgrywają się poza arenami. Wszystkie tomy serii ukazują inspirujący dla następnych pokoleń dorobek autora. Wolny od schematów, podobnie jak występy wysublimowanego George’a Besta, który grał w koszulce Manchesteru United z numerem… 7.

Książkę znajdziecie na: https://bit.ly/retro-remanent7

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

Futbol na dachu szkoły. SMS Resovia realizuje wyjątkową inicjatywę

Niezwykłą inicjatywę podjęła Szkoła Mistrzostwa Sportowego Resovia. Na dachu budynku już wkrótce powstanie boisko piłkarskie. Perspektywa gry w piłkę w takim miejscu z pewnością...

Złote lata koszykówki w Pruszkowie: Kiedy miasto żyło basketem (lata 90. i 2000.)

Kto w latach dziewięćdziesiątych i na początku dwutysięcznych choć raz przyjechał w weekend do Pruszkowa, ten wie, że to miasto pachniało wtedy czymś zupełnie...

Niebiescy znów wygrywają nad Wisłokiem – reminiscencje po meczu Stali Rzeszów z Ruchem Chorzów

Stal Rzeszów ostatni raz wygrała z Ruchem Chorzów 25 maja 1967 roku. Zwyciężyła wówczas 2:0 po golach Zygmunta Marciniaka i Jana Domarskiego. Od tego...