Pielęgnowanie tradycji przedwojennej Pogoni Lwów w Żarowie

Czas czytania: 15 m.
0
(0)

W polskiej świadomości historycznej Lwów uchodzi za miasto mityczne. Wszystko, co jest bądź było z nim związane, wzbudza u Polaków wielkie zainteresowanie. Nic dziwnego, zważywszy na fakt, że niniejsze miasto należało do Polski przez kilkaset lat. Nawet wtedy, gdy Polska znajdowała się pod zaborami, we Lwowie wyjątkowo pieczołowicie pielęgnowano polską kulturę. Lwów stanowił w końcu stolicę Galicji, która w II połowie XIX w. uzyskała od Austriaków autonomię, pozwalającą miejscowym mieszkańcom prowadzić życie w duchu polskiego patriotyzmu.

Alfred Wysocki opisywał ówczesną rzeczywistość w następujący sposób:

„Czytywało się dzienniki polskie, a cenzura ich była dość łagodna, leczył lekarz polski, sędzia polski sądził, teatr polski nas bawił. Obchodziliśmy wszystkie święta narodowe, cóż więc dziwnego, że zacierała się w nas młodych, wśród których się obracałem, świadomość, że się jest poddanym obcego państwa, i że nie Polsce, tylko jemu służyć się musi”.

Wobec tego stanu rzeczy Lwów stanowił niezwykle istotny ośrodek kulturalny, naukowy i polityczny w skali ogólnopolskiej. Ponadto w 1894 r. w stolicy Galicji zorganizowano Powszechną Wystawę Krajową, która zachwyciła samego cesarza Franciszka Józefa I. Co ciekawe, powstała tam również jedna z pierwszych linii tramwajowych w Europie. Można powiedzieć, że Lwów był synonimem europejskości. W takich okolicznościach powstawał jeden z najbardziej legendarnych polskich klubów, Pogoń Lwów.

Początki Pogoni Lwów

Początki piłki nożnej w samym Lwowie można by datować na ostatnie dziesięciolecie XIX w. Niezwykle istotną rolę w promocji tego sportu odegrał Edmund Cenar, profesor seminarium nauczycielskiego, który w 1892 r. przywiózł tutaj z Anglii pierwszą piłkę przeznaczoną do kopania.

Młodzi adepci futbolu nie mieli jednak zielonego pojęcia o futbolu. Zasady gry trzeba było stopniowo przyswajać. O tym, że to nie było takie proste, świadczy pierwszy prawdziwy mecz piłkarski we Lwowie, który odbył się 14 lipca 1894 r. pomiędzy drużynami ze Lwowa i Krakowa. Obie ekipy grały w białych koszulkach. Odróżniał je tylko kolor spodni gimnastycznych. Krakowianie nosili granatowe, a Lwowianie popielate. Wówczas zawodnicy nie znali jeszcze zasad tej gry, wobec czego wzbudzali wiele śmiechu wśród publiczności. Mecz zakończył się po 6 minutach, kiedy zwycięską bramkę dla zespołu ze Lwowa zdobył Włodzimierz Chomicki.

Zasady gry w piłkę nożną wyjaśnili bardziej szczegółowo dopiero Kazimierz Hemerling i Eugeniusz Piasecki w 1899 r. Rok później swoje mecze zaczęli rozgrywać gimnazjaliści z IV Gimnazjum, których można by uznać za pierwszą nieformalną drużynę, prezentującą na boisku angielski futbol. W 1904 r. ówcześni oraz byli uczniowie IV Gimnazjum założyli KGS – Klub Gimnastyczno-Sportowy. Dyrektor gimnazjum Karol Petelenz zapewnił klubowi dostęp do sali gimnastycznej. Początkowo zawodnicy przywdziewali niebieskie koszulki i czerwone spodenki. Stan rzeczy zmienił się w 1907 r., kiedy nastąpiła fuzja KGS IV Gimnazjum z Lechią Lwów. Wtedy narodził się nowy twór, zwany Lwowskim Klubem Sportowym „Pogoń”. Fuzja wymusiła zmiany kolorystyczne, gdyż zawodnicy Lechii przywdziewali biało-czerwone trykoty. W związku z tym do barw nowego klubu prócz niebieskiego i czerwonego została włączona biel.

Przynależność do monarchii austro-węgierskiej umożliwiała pogoniarzom grę z atrakcyjnymi zespołami spoza ziem polskich, a także dopływ do klubu ciekawych zawodników. Należał do nich, m.in. wachmistrz dragonów pułku stacjonującego w Gródku Jagiellońskim, Johann Kammerer. Piłkarz ten miał za sobą grę w austriackim Florisdorfer AC.

Pogoń Lwów na przestrzeni lat tworzyła wiele innych sekcji sportowych. Jedną z najbardziej znanych była sekcja lekkoatletyczna. Należał do niej, m.in. Władysław Ponurski, który uczestniczył na igrzyskach olimpijskich w Sztokholmie w 1912 r. Wziął tam udział w biegach na 200 oraz 400 metrów. Nie reprezentował jednak Polski, której na mapie świata wówczas nie było, a Austrię. Jesienią 1912 r. Pogoń wyróżniła się również organizacją pierwszych międzynarodowych zawodów lekkoatletycznych na ziemiach polskich. Wtedy zawodnik Pogoni, Zbigniew Latawiec, zwyciężył bieg na 800 metrów i został rekordzistą.

Wracając do piłki nożnej, w tym samym roku Rada Miejska Lwowa przydzieliła Pogoni miejsce pod budowę stadionu za południową rogatką przy drodze do Stryja. Uroczyste otwarcie stadionu miało miejsce 1 maja 1913 r. W ten sposób Pogoń stała się drugim polskim klubem, który posiadał własne boisko. Mecz otwarcia z Cracovią zakończył się zwycięstwem Pogoni 3:1.

Pogoń Lwów w XX-leciu międzywojennym

Pod koniec I wojny światowej Lwów stał się miejscem starć między Polakami i Ukraińcami. Wykorzystując sytuację międzynarodową, Ukraińcy opanowali zbrojnie stolicę Galicji na początku listopada 1918 r. Następnie ogłosili oni utworzenie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Polacy chwycili za broń, aby odebrać miasto z rąk Ukraińców. Wobec braku polskiej regularnej armii, do walki zaciągnęła się nawet młodzież szkolna, która przeszła do legendy jako „Orlęta Lwowskie”. Lwów udało się ostatecznie odzyskać stronie polskiej 22 listopada 1918 r. Odtąd Lwów znalazł się w niepodległej Polsce, a Pogoń zaczęła funkcjonować jako polski klub.

Pogoń Lwów w latach 20. XX w. stała się potęgą w skali ogólnopolskiej, co zdają się poświadczać cztery tytuły mistrza Polski (1922, 1923, 1925, 1926). Drużyna ta cechowała się w grze dużą dynamiką. Ponadto zawodników Pogoni charakteryzowała nadmierna żywiołowość, zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Odnoszę wręcz wrażenie, że styl gry lwowskiego teamu mógł być nawet odwzorowaniem sposobu życia przeciętnego batiara. Wspomniany już przeze mnie Alfred Wysocki pisał, że we Lwowie ludzie byli weseli i żwawi.

Przełomową decyzją w dziejach klubu było zatrudnienie Karla Fischera, który w 1922 r. objął funkcję trenera Pogoni. „Sport-Tagblatt” pisał o rzeczonym trenerze, że „wyszedł ze znakomitej szkoły, która wydała szereg footballowych Wiednia”. Ponadto dodano, iż „‹‹Pogoń›› zyskuje w jego osobie pierwszorzędną powagę sportową Wiednia”. Nie ulega wątpliwości, iż był to bardzo szanowany trener w Austrii. Fischer preferował ćwiczenia ogólnorozwojowe, które wyrabiały kondycję. Piłkarze bardzo się do nich przykładali. To sprawiało, że piłkarze byli bardzo wytrzymali. Pogoń wzorowała się na piłce węgierskiej preferującej szybkość oraz żywiołowość, która idealnie pasowała do zespołu.

Atak klubu uważano wówczas za najlepszy w Polsce. Szczególnie wyróżniała się trójka: Mieczysław Batsch, Wacław Kuchar i Józef Garbień. Dyspozycja innych zawodników również mogła się podobać. Dwóch zawodników Pogoni: Emil Görlitz i Józef Słonecki przeniosło się w 1924 r. do silnego klubu z Włoch, Eterny Triest. Obiektem zainteresowania Włochów był także Wacław Kuchar, któremu proponowali sowitą pensję (mówiło się o 300 tys. zł).

pogon lwow vs cracovia
Drużyna Pogoni Lwów przed meczem z Cracovią we Lwowie w 1926 r.

Jedyni w swoim rodzaju byli kibice Pogoni. Wystarczy podać przykład, kiedy drużyna wracała pociągiem do Polski z Czechosłowacji po dwumeczu z Polabanem Nymburk (remis 3:3, 2:1 dla Pogoni). Towarzyszyli im wtedy kibice, którzy chętnie przysiadali się do swoich ulubieńców. Nawet tych bogatszych kibiców nie przerażała perspektywa siedzenia w III klasie, wszakże chodziło o to, by być z ukochaną drużyną.

Pogoń rozgrywała swoje mecze na stadionie za rogatką Stryjską. Za nim znajdowała się najbardziej popularna w ów czasach trybuna kibicowska, „Zielona Trybuna”. Wzięła ona swą nazwę od pobliskich kasztanów, których gałęzie były wykorzystywane przez batiarów do obserwacji boiskowych wydarzeń. Wymagało to jednak szczególnej uwagi, by nie spaść z konarów drzew. Niejednokrotnie zdarzały się nieprzyjemne w skutkach upadki, np. jeden z kibiców w 1937 r. połamał sobie nogi.

Największym rywalem Pogoni byli Czarni Lwów. Spotkania tych drużyn określano mianem „Wielkich Derbów Lwowa”. Według Witolda Szolginii awersja do kibiców wrogiej drużyny była tak duża, że „poganiacz” z „czarnym” nie mógł nawet siedzieć w jednej ławce szkolnej. Na szczęście w derbowych meczach z Czarnymi w I lidze dosyć rzadko dochodziło do rękoczynów. Mało tego, kiedy spaliła się trybuna na stadionie Czarnych, Pogoń wsparła swego rywala finansowo oraz zaoferowała zawodnikom Czarnych możliwość trenowania na swoim stadionie.

Po 1926 r. Pogoń nigdy więcej nie zdobyła mistrzostwa Polski. Najbliżej powtórzenia tego wyczynu gracze Pogoni byli w 1935 r., kiedy do szczęścia zabrakło wykorzystania rzutu karnego przez Michała Matyasa w jednym z meczów. Niemniej jednak Matyas zapisał się wówczas na wieki w annałach polskiego futbolu, zdobywając koronę króla strzelców I ligi. Funkcję trenera Pogoni pełnił w tym czasie György Molnár, którego miesięczna gaża wynosiła 750 dolarów amerykańskich.

michal Matyas
Pielęgnowanie tradycji przedwojennej Pogoni Lwów w Żarowie 7

Pewnym utrudnieniem dla miejscowych był srogi mróz w Galicji. Z tego względu zawodnicy Pogoni rozpoczynali piłkarskie treningi kilka tygodni później niż na zachodzie kraju. To również mogło mieć pewien wpływ na dyspozycję piłkarzy w kluczowych momentach sezonu.

Z Pogonią Lwów sympatyzowali najważniejsi politycy związani z miastem, prezydent Lwowa Stanisław Ostrowski i wojewoda lwowski Alfred Biłyk. Klub ten upodobał sobie także marszałek Edward Rydz-Śmigły, którego imię nosił stadion. W kontekście marszałka należałoby w tym miejscu przytoczyć sytuację z 12 lipca 1938 r., kiedy to delegacja Pogoni przyjechała do Warszawy, aby spotkać się z marszałkiem. Co ciekawe, on sam w czerwcu 1906 r. oglądał w Krakowie mecz pomiędzy KGS IV Gimnazjum i krakowskimi „akademikami”.

Pod koniec lat 30. nastąpiło jeszcze jedno ciekawe wydarzenie. Do Lwowa zawitał wówczas zespół z Algierii. Pogoń zareklamowała mecz w następujący sposób: „Murzyni grają we Lwowie! Po raz pierwszy w dziejach Pogoni!”. Rzeczywiście w algierskim teamie grali czarnoskórzy zawodnicy, więc reklama odpowiadała prawdzie.

Wygnańcy ze Lwowa

II wojna światowa całkowicie zmieniła status Lwowa. Podczas wojennej zawieruchy przechodził w ręce ZSRR i III Rzeszy. Sytuacja wyjaśniła się, kiedy miasto nad Pełtwią ponownie trafiło do ZSRR w 1944 r. Już we wrześniu tego samego roku przewodniczący Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, Edward Osóbka-Morawski podpisał z przewodniczącym Rady Komisarzy Ludowych Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, Nikitą Chruszczowem układ o ewakuacji Polaków z ZSRR do Polski. To działanie świadczyło już o wyrabianiu gruntu pod wysiedlenie Kresowiaków.

Ich los został ostatecznie przypieczętowany w trackie konferencji jałtańskiej, gdzie Józef Stalin zażądał ustanowienia granic państwa polskiego na Wschodzie zgodnie z linią Curzona. Prezydent Stanów Zjednoczonych, Franklin Delano Roosevelt, sugerował wprawdzie, aby Lwów zostawić przy Polsce, ale Stalin pozostał nieugięty.

Na Kresach Wschodnich coraz częściej dokonywano aresztowań, rewizji czy konfiskaty majątków, aby wymusić na Polakach „powrót do macierzy”. Nie oszczędzono nawet polskich profesorów z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, którzy musieli szukać nowego miejsca zatrudnienia. Ze Lwowa został wysiedlony również arcybiskup Eugeniusz Baziak. Wielu polskich „repatriantów” znalazło się na Dolnym Śląsku, który przez kilkaset poprzednich lat należał do Niemiec. Tamtejszych mieszkańców spotkał jednak podobny los do Kresowiaków, ponieważ zostali w większości wysiedleni. Ich miejsce zajęli, m.in. mieszkańcy Lwowa.

Wystarczy napomknąć, że po II wojnie światowej Karol Kuchar pracował jako dyrektor Zakładów Produkcyjnych Bieli Cynkowej i Minii Ołowianej w Oławie, a później jako dyrektor administracyjno-handlowy Fabryki Maszyn i Urządzeń Celulozowych w Jeleniej Górze. Ponadto córka Wacława Kuchara, Elwira, uczęszczała do gimnazjum handlowego we Wrocławiu.

Nic dziwnego, że to właśnie na Dolnym Śląsku piłkarscy rekonstruktorzy historyczni znaleźli podatny grunt. W ciągu kilku ostatnich lat zostały tutaj odtworzone 3 przedwojenne kluby ze Lwowa: Lechja, Czarni oraz Pogoń. Pierwszy z wymienionych klubów ma swoją siedzibę w Dzierżoniowie, drugi w Wałbrzychu, a trzeci w Żarowie i Strzegomiu. W dalszej części artykułu chciałbym przybliżyć Państwu otoczkę meczów Pogoni, które rozgrywano w bieżącym roku w Żarowie. Myślę, że najpierw wypadałoby jednak przybliżyć historię tego miasteczka.

Historia Żarowa

Jeszcze w 1843 r. Żarów (Saarau) zamieszkiwało zaledwie 170 osób. Liczna mieszkańców w ciągu następnych lat zwiększyła się na tyle, że w 1939 r. wynosiła ona już 3573 osoby. Tak szybki rozwój wioski umożliwiła industrializacja. W 1847 r. w Żarowie rozpoczęto eksploatację węgla brunatnego. Kilka lat później otwarto kopalnię „Marie”. Wieś skorzystała również z budowy linii kolejowej Wrocław-Świebodzice. 1 listopada 1853 r. na wsi zaczęły zatrzymywać się pociągi parowe.

15 lipca 1869 r. nastąpiło otwarcie apteki. 2 lata później Hermann Nicholaus von Burghauss sfinansował budowę szpitala w Żarowie. W okolicy znajdował się również piękny zamek z parkiem. To obiekt, którego budowę sfinansował Carl Friedricha von Kulmiz. W latach 70. i 80. XIX w. wielokrotnie wizytował zamek słynny pruski feldmarszałek, Helmuth von Moltke. Odwiedzał tam swoją ulubioną bratanicę, Marię, która była żoną Eugena von Kulmiza. Nazwisko nieprzypadkowe, mowa bowiem o najmłodszym synu Carla Friedricha.

Co ciekawe, dzisiejsza ulica Juliusza Słowackiego nosiła niegdyś nazwę Moltkestraße.
W tym czasie rozwijały się również inne fabryki. Oprócz fabryki cegieł szamotowych warto wymienić tutaj zakład produkcji cygar, który w 1880 r. został przeniesiony przez Amanda Radlera do Żarowa z Jaworzyny Śląskiej. Ponadto właściciel podjął decyzhę o budowie domu, w którym miały się znajdować pomieszczenia na produkcję, sprzedaż (sklep z cygarami), a nawet mieszkania dla pracowników. Ogólnie rzecz biorąc, niedaleko fabryk powstawało wiele kamienic, które ludzie do dziś zamieszkują. Mieszkańcy żyli w coraz bardziej komfortowych warunkach. W latach 80. otworzono księgarnię, a miasto uzyskało oświetlenie dzięki latarniom ulicznym na gaz olejowy.

Po I wojnie światowej nastąpił dalszy rozwój wioski, w której funkcjonowało wiele hotelów oraz restauracji. W latach 20. XX w. przy dwóch hotelach zainstalowano dystrybutory paliwa. Ponadto na ulicach zaczęły się pojawiać coraz liczniej samochody. Latem 1926 r. utworzono kąpielisko, w pobliżu którego co jakiś czas pojawiało się też „wesołe miasteczko” z karuzelami i strzelnicami.

1 lipca 1920 r. powstał w Żarowie miejscowy klub sportowy, SV Saarau. Miejscowa drużyna piłkarska bardzo uatrakcyjniła życie lokalnych mieszkańców. Mecze miejscowych drużyn odbywały się właściwie w każdą niedzielę i święta: w Boże Narodzenie, Nowy Rok, Wielki Piątek i Niedzielę Wielkanocną. W latach 20. funkcjonowały w Żarowie trzy drużyny seniorów i dwie młodzików. Później powstawały inne sekcje sportowe, m.in. pływacka i narciarska. Pod koniec lat 20. klub organizował wyjazdy autobusowe, także dla kibiców, np. wyjazd na mecz do Bielawy (Lindenbielau). Przez jeden sezon w latach 30. SV Saarau grał nawet w lidze środkowo-śląskiej. Regularnie odbywały się również uroczyste pochody na stadion sportowy, gdzie odsłuchiwano przemówienia Adolfa Hitlera transmitowanego przez Radio Berlin.

Gdyby nie wybuch II wojny światowej, Żarów najprawdopodobniej uzyskałby prawa miejskie. Żarów jednak nie tylko nie uzyskał praw miejskich, ale także zmienił przynależność państwową. Kluczowy dzień dla historii wioski nastąpił w nocy z 7 na 8 maja 1945 r., kiedy wojska radzieckie bez walki zajęły Żarów. Następnie przekazały miasto Polakom, którzy nadali miejscowości dzisiejsze brzmienie. Ciekawe jest to, że chociaż już w sierpniu 1945 r. stosowano obecną nomenklaturę, polska administracja na kolei posługiwała się nazwą Żary jeszcze przez 1,5 roku po zajęciu Dolnego Śląska.

Jak już wcześniej wspomniałem, wielu Kresowiaków (w tym samych Lwowiaków) zostało przesiedlonych na Dolny Śląsk. Niektórzy z nich trafili właśnie do Żarowa. Wśród niniejszych osób znalazły się Eleonora i Michalina Gołębiowskie, które były rodowitymi lwowiankami. Pierwsza z wymienionych pań była nauczycielką, natomiast druga pracowała niegdyś w Ossolineum.

W czerwcu 1947 r. z wizytą do nich wpadła bratanica wraz ze swoim mężem. Mężczyzna podczas pobytu w Żarowie dostał ataku serca i zmarł na miejscu. Został pogrzebany w Żarowie, stając się tym samym pierwszym Polakiem pochowanym na miejscowym cmentarzu komunalnym. On również pochodził ze Lwowa. Nazywał się Kazimierz Żurowski. Walczył niegdyś w Legionach, a także zasłużył się w trakcie bohaterskiej obrony Lwowa. Świadczą o tym napisy umieszczone na jego nagrobku „Legionista, Obrońca Lwowa 1918”. Poza tym Żurowski otrzymał wiele odznak, takich jak: Krzyż za Obronę Lwowa, odznakę „Orlęta”, Krzyż Legionowy, Krzyż Walecznych i Krzyż Niepodległości. Jego grób stał się miejscem symbolicznym, które odwiedzali inni Kresowiacy tęskniący za swoim matecznikiem.

„Na Dolnym Śląsku mieszka wielu Lwowiaków. To jest przecież kolebka całej Polski. Tu znajdziesz każdego: Lwowiaka, Wołyniaka, gościa z Warszawy. Znajdziesz kogoś, kto poszedł z Armią Andersa południowym szlakiem i wylądował tutaj. Znajdziesz takich, co szli z Armią Ludową… Na upartego można by powiedzieć, że w każdym domu i w każdym bloku w naszym mieście mieszkał Lwowiak. O Lwowie uczymy się od dziecka. Dla nas gra w Pogoni Lwów jest tak normalna, jak gra w Zjednoczonych Żarów” – wyjaśniał mi kierownik, a zarazem zawodnik LKS Pogoni Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom, Arkadiusz Zdunik.
Wymieniona przed chwilą drużyna jest kontynuatorem tradycji przedwojennej Pogoni Lwów. Wiele informacji o funkcjonowaniu tej drużyny można znaleźć w wywiadzie z prezesem klubu, Adamem Ciupińskim, . W tym miejscu chciałbym poświęcić więcej uwagi nie tyle ekipie LKS Pogoni Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom, ile inicjatywom, które ona podejmuje.

Otoczka meczów LKS Pogoni Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom w Żarowie

Pierwszym wydarzeniem, które wypadałoby omówić, jest „Rodzinny Piknik z Marszałkiem” zorganizowany 27 maja 2023 r. Miał on być luźnym nawiązaniem do wizyty marszałka Józefa Piłsudskiego w Krakowie, która nastąpiła 16 listopada 1924 r. Wówczas to odbył się mecz pomiędzy Wisłą Kraków i Pogonią Lwów. Podczas pikniku zainscenizowano scenę przyjazdu Józefa Piłsudskiego z żoną Aleksandrą i… psem. W rolę marszałka wcielił się Krzysztof Dworenko-Dworkin, a w rolę pani Piłsudskiej Edyta Dworenko-Dworkin (żona rekonstruktora). Oboje są członkami Świdnickiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznych „SRH Świdnica”.

rekonstrukcja marszalek pilsudski
Marszałek Józef Piłsudski wraz z żoną Aleksandrą (oboje siedzą w tylnej części samochodu) prezentują się rewelacyjnie Źródło: Archiwum LKS Pogoń Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom

Innym nawiązaniem do historii Pogoni Lwów była organizacja gier sportowych dla dzieci, które wykonywały ćwiczenia zgodnie z zaleceniami Edmunda Cenara, który zapisał swoje przemyślenia w 1906 r. w książce „Gry i zabawy ruchowe różnych narodów”.

Tego dnia w Żarowie zorganizowano również wiele wystaw o różnorodnej tematyce. Szczególnie interesujące dla miłośników futbolu były wystawy dotyczące strojów sportowych klubów Retro Ligi i reprezentacji Polski, stulecia polskiej piłki oraz sportowego świata dawnego Lwowa. Naturalną ciekawość wzbudzała także niestandardowa wystawa o modzie i kosmetykach lat 20. XX w.

Rywalem LKS Pogoni Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom nie była jednak Wisła Kraków, która nie gra w Retro Lidze, a Strzelec Białystok. Spotkanie to zakończyło się porażką Pogoni 0:2. Marszałek Piłsudski, podobnie jak niegdyś na meczu z Wisłą Kraków, wyszedł ze stadionu w trakcie przerwy.

Chciałbym napisać o tym pikniku znacznie więcej, jednak nie było dane uczestniczyć mi w niniejszym wydarzeniu. Awaria samochodu spowodowała, że musiałem zaniechać swój plan. Czy to mnie jednak zraziło? Absolutnie nie! Popatrzyłem na grafik, aby sprawdzić, kiedy odbędzie się następny mecz Pogoni w Żarowie. Tym dniem był 26 sierpnia 2023 r.

Tym razem szczęście mi dopisało i bez problemu dotarłem na miejsce. Przed meczem postanowiłem rozejrzeć się po okolicy. Otóż zauważyłem, że w pobliżu stadionu Zjednoczonych Żarów, na którym swoje mecze rozgrywa LKS Pogoń Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom, znajduje się zamek Kulmizów. Obecnie jest zamieszkiwany przez lokalnych mieszkańców. Pod względem estetycznym wprawdzie nie przypomina czasów swojej świetności, jednak w dalszym ciągu stanowi ważny punkt na mapie miasta (Żarów uzyskał prawa miejskie w 1954 r.).

Kiedy zbliżała się 16:00, udałem się na stadion w szaliku Piasta Gliwice. Stwierdziłem, że nie mając szalika Pogoni Lwów, warto pojawić się przynajmniej w barwach klubu, który zaczerpnął swoją kolorystykę z Pogoni. Później mogłem jednak zdjąć szalik Piasta, gdyż od Janusza Kluby otrzymałem pasiak Pogoni. Co ciekawe, szył go osobiście. Szalik prezentuje się naprawdę wybornie, a materiał, z którego jest zrobiony, wygląda na bardzo porządny. Warto nadmienić, że pan Janusz wykonuje również proporczyki klubowe oraz plakaty przedmeczowe. Funkcja klubowego grafika w końcu zobowiązuje. Ponadto czyta on dużo książek o tematyce samego Lwowa. Jedną z niniejszych pozycji była książka Sławomira Jędrzejewskiego pt. „Jeszcze jedna bombka eksportowego, Piwo we Lwowie 1840-1939”.

Plakat przedmeczowy LKS Pogon Lwow kontra TS Victoria Sosnowiec
Plakat przedmeczowy: LKS Pogoń Lwów kontra TS Victoria Sosnowiec. Źródło: Archiwum LKS Pogoń Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom

Rywalem LKS Pogoni Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom była TS Victoria Sosnowiec. Kontakty piłkarskie Lwowa z Sosnowcem sięgają czasów przedwojennych. W 1920 r. łączona drużyna Lwowa rozegrała w Sosnowcu mecz z reprezentacją Sosnowca, który wygrała 10:0. Tym razem ciężko było spodziewać się takiego wyniku, gdyż Victoria wyprzedzała Pogoń w tabeli Retro Ligi.

Przed meczem z głośników wybrzmiała przedwojenna polska muzyka, głównie repertuar Eugeniusza Bodo. Można było usłyszeć takie utwory, jak: „Sex Appeal”, „O’Key” czy „Umówiłem się z nią na dziewiątą”. Nie zabrakło jednak i piosenki powstałej kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej, której symbolika szczególnie dobrze wybrzmiewała w tym miejscu. „Pocztówka z Wrocławia” Romana Kołakowskiego opowiada przecież nie tylko o Wrocławiu, ale także o Lwowie. Całość muzycznego repertuaru uzupełnił „Marsz Pogoni”, a więc hymn Pogoni Lwów.

Pogoda dopisała, słońce świeciło, aż miło. Obeszło się więc bez deszczu, chociaż przed spotkaniem tego się spodziewano. Na trybunach można było dostrzec głównie starszych ludzi. Było jednak również kilkoro dzieciaków, które wznosiły okrzyki: „Była, będzie, jest Pogoń LKS”. Ich doping nie było może jakiś donośny, ale jednak silnie zaakcentowany. Piłka do gry przypominała trochę piłkę lekarską. Ogólnie futbolówka dosyć często odskakiwała. Zagrywano dużo długich piłek, a próby mijania rywali zazwyczaj kończyły się niepowodzeniem.

Pierwsze trafienie w meczu zanotowała Victoria. Piłka po zamieszaniu podbramkowym wtoczyła się do bramki Lwowian. Jeden z kibiców zaśmiał się, że prawidłowość zdobytej bramki sprawdzi VAR. Z wiadomych przyczyn było to jednak niemożliwe. Następnie Pogoń dążyła do odrobienia strat. Jeden z zawodników gospodarzy najpierw strzelił w boczną siatkę, a później zanotował ciekawą próbę uderzenia z woleja.

„Zielona Trybuna
Drzewa okalające boisko przypominają nieco lwowską „Zieloną Trybunę”

Drugi gol padł jednak łupem zespołu z Sosnowca. Strzał został poprzedzony mierzonym dośrodkowaniem na głowę z prawej strony. Ciekawie wyglądała także kolejna akcja bramkowa Sosnowiczanina, który oddał płaski strzał lewą nogą w długi róg. Piłka wolno się toczyła, po czym odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Później Victoria stanęła przed szansą na czwartego gola, ale jeden z zawodników nie trafił do pustej bramki.

Później swoją obecność na boisku postanowiła zaakcentować Pogoń. Potężne uderzenie z dystansu nie zmieniło jednak wyniku, gdyż piłka przeleciała tuż obok bramki. Piłkarskie porzekadło, iż niewykorzystane sytuacje się mszczą, sprawdziło się również w tym przypadku. Tym razem to zawodnik ekipy z Sosnowca uderzył piłkę z dystansu. Piłka po tym strzale odbiła się jeszcze od poprzeczki i minimalnie przekroczyła linię bramkową.
Piłkarzom doskwierał upał, dlatego też w trakcie meczu organizowano niejedną przerwę na nawodnienie. Ogólnie rzecz biorąc, zawodnicy obu drużyn próbowali robić dużo zwodów, ale przeszkadzało im mniejsze czucie piłki. Nie brakowało jednak efektownych zagrań, choćby piętą.

Drugą połowę rozpoczęli z impetem Sosnowiczanie. Już na początku drugiej połowy kapitan Pogoni, Adam Ciupiński musiał rzucać się ofiarnie w polu karnym pod nogi zawodnika drużyny przeciwnej. Później jeden z „poganiaczy” próbując ratować sytuację, wybił piłkę wprost pod nogi przeciwnika, który idealnie przymierzył na bramkę i podwyższył wynik na 5:0.

Utrata piątej bramki zdecydowanie rozjuszyła ekipę gospodarzy. Po 60. minucie Pogoń ewidentnie złapała wiatr w żagle. Najpierw padł strzał w boczną siatkę, a nieco później Zbigniew Wasik uderzył piłkę zza pola karnego w środek bramki. Wydawałoby się, że piłka po tym strzale nie miała szans znaleźć się w bramce, ale niefortunna interwencja bramkarza sprawiła, że musiał wyciągać piłkę z siatki. Ktoś z trybun krzyknął: „Zbysiu, brawo za podanie!”. Gratulowano mu więc nie tyle udanego strzału, ile… podania. Wasik cieszył się wyjątkową estymą, a w Football Managerze przylgnęłaby do niego zapewne łatka ulubieńca publiczności. Później mógł pójść zresztą za ciosem. Znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale strzelił nad bramką. Następnie po akcji „poganiaczy” z prawej strony piłka odbiła się od słupka.

Widać, że z reguły bramkarze mają bardzo duży problem, aby przestawić się na futbol przedwojenny. Piłka jest zupełnie inna, co sprawia, że golkiper ma problem się właściwie zachować. Poza tym nie nosi rękawic i w pewnych sytuacjach nie potrafi złapać piłki. Nawet wykopy bramkarzy są znacznie krótsze.

Victoria kilka minut po straconej bramce zdołała się jednak otrząsnąć i zdobyła bramkę na 6:1. Bramkarz gospodarzy nie trafił w piłkę, co skrzętnie wykorzystał zawodnik drużyny przeciwnej, mijając golkipera i strzelając do pustej bramki.

Ogólnie w grze widać było zaskakująco dużo gry głową. Zapewne wynikało to z tego, iż piłka nie nasiąknęła wodą. Jednym z zawodników, którzy chętnie wchodzili w pojedynki główkowe, był obrońca gospodarzy, wspomniany wcześniej Janusz Kluba. Trzeba uczciwie przyznać, że zawodnik ten notował bardzo dobre interwencje i nieźle wyprowadzał piłkę.


„Janek to jest gość. Janek jest sportowcem, jest tutaj takim naszym pitbulem, który w obronie potrafi wszystko wyciąć. Poza tym jest naszym przedstawicielem w Wojskach Obrony Terytorialnej”

– dopowiedział Arkadiusz Zdunik.

Zmniejszyć wymiar porażki próbował jeszcze, m.in. Adam Ciupiński, który w 75. minucie przywalił z dystansu, ale piłka poszybowała nad bramką rywali. Potem było już tylko gorzej. Zawodnik Victorii, Radosław Kubat zdecydował się na strzał po ziemi z rzutu wolnego, a bramkarzowi gospodarzy piłka wyślizgnęła się z rąk. Wobec dobitki golkiper był już bez szans. Nie popisał się on również przy następnych strzałach Sosnowiczan. Najpierw przepuścił piłkę nastrzeloną prosto w niego z woleja, a później został przelobowany. Wynik na tablicy świetlnej brzmiał 9:1 dla gości. Najlepszym strzelcem drużyny przyjezdnej był Bartosz Matlachowski, który zanotował aż 4 trafienia.

Po meczu nastąpiła „trzecia połowa”. Można było przysiąść się do zawodników i porozmawiać z nimi w miłej atmosferze. Nie zabrakło oczywiście kiełbaski z grilla. Poza tym sympatyczne panie raczyły częstować ciastami i herbatą.

„Mecz jest meczem, ale ważna jest »trzecia połowa«. Trzeba gości przyjąć, coś zjeść, napić się i pogadać”

– tłumaczył Arkadiusz Zdunik, który również zagrał w meczu z TS Victorią Sosnowiec mimo zerwanego mięśnia.

Zawodnicy LKS Pogoni Lwow – Retro Liga ZarowStrzegom od lewej Janusz Kluba i Arkadiusz Zdunik
Zawodnicy LKS Pogoni Lwów – Retro Liga Żarów/Strzegom, od lewej: Janusz Kluba i Arkadiusz Zdunik

Jak sam przyznał, wynik meczu był dla niego pewnym zaskoczeniem.

„W tym meczu… ja nie wiem, co się stało. Niestety byliśmy słabsi. Dzisiejszy mecz jest do przegadania”.

Potem dodał, że to nie wynik jest jednak najważniejszy.

„Najważniejsza jest gra fairplay. Jeśli gramy w duchu fair play, wtedy mamy lepsze samopoczucie. Nawet, jak ktoś kogoś kopnął, to ma go przeprosić i tyle”.

Nie bez przyczyny więc Retro Liga jest nazywana „Ligą Niezwykłych Dżentelmenów”.

Jak widać, rekonstrukcja historyczna przedwojennego futbolu stoi na naprawdę wysokim poziomie. Nie tylko nas uczy, ale także i bawi. Doprawdy piękne jest to, że zarówno zawodnicy, jak i widzowie wczuwają się w rolę, nadając w ten sposób rzeczonym rekonstrukcjom wyjątkową wartość. To wszystko sprawia, że przedwojenne kluby zostają ożywione, a pamięć o nich jest należycie kultywowana. Młodzi kibice w Żarowie mieli istotnie rację: „Była, będzie, jest Pogoń LKS!”.

Bibliografia:

  • Bryl Jacek, Wacław Kuchar, Warszawa 1982.
  • Czajkowska Zoriana, Literackie topografie Lwowa, Katowice 2021.
  • Derdziak Lubow, Cele oraz skutki „repatriacji” i wywózek z Galicji Wschodniej, „Studia Paradyskie”, t. 28, 2018.
  • Malicki Zbigniew, Spacer po dawnym Żarowie, Żarów 2022.
  • Piotrowski Remigiusz, Niezwykły świat przedwojennego futbolu, Warszawa 2019.
  • Wysocki Alfred, Sprzed pół wieku, Kraków 1956.
  • Zachodny Michał, Polska myśl szkoleniowa, Kraków 2022.
  • https://www.facebook.com/profile.php?id=100083199884047
  • https://www.facebook.com/profile.php?id=100064592923355
  • http://www.izba.centrum.zarow.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=392:wszystkich-witych

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img

Więcej tego autora

Najnowsze

Kuba – recenzja

Życiorys Jakuba Błaszczykowskiego to gotowy scenariusz na film. Wiele osób tak myśli, a w czyn te słowa poczynił Jan Dybus. Nakręcił on dokumentalną produkcję...

Rzeszów vs. Krosno – wizyta na żużlowych derbach Podkarpacia

28 kwietnia Retro Futbol było obecne na wyjątkowym wydarzeniu. Na Stadionie Miejskim w Rzeszowie odbyły się tego dnia żużlowe derby Podkarpacia, w których Texom...

Zmazanie plamy, kwietniowe wyróżnienia, wspomnienie Janusza Krawczyka – reminiscencje po meczu Stali Rzeszów z Termaliką Nieciecza

11 maja 2024 roku Retro Futbol gościło na meczu 32. kolejki Fortuna 1. Ligi. Na Stadionie Miejskim w Rzeszowie Stal podejmowała Bruk-Bet Termalikę Nieciecza....