Ryszard Szurkowski – legenda światowego kolarstwa

Czas czytania: 5 m.

Do tej pory na naszym portalu pojawiały się artykuły głównie o piłce nożnej i tak będzie zawsze. Tym tekstem jednak łamiemy schemat i wychodzimy poza futbol. Od czasu do czasu warto bowiem przedstawić ciekawą opowieść związaną z innymi dyscyplinami. Dziś opisujemy historię Ryszarda Szurkowskiego – ikony polskiego kolarstwa, legendy polskiego sportu, prawdziwego mistrza. Był on być może najlepszym amatorskim kolarzem w dziejach tej dyscypliny. Jego kariera była bogata w sukcesy, inspirowała, motywowała innych. Jego osiągnięcia wyprowadziły kolarstwo ze sportowego świata, wprowadzając je niemalże do polskiej kultury. Wyścigi z jego udziałem stały się elementem krajowej tradycji, wykraczały poza sport, znaczyły o wiele więcej.

Marzenia

Ryszard Szurkowski przyszedł na świat 12 stycznia 1946 roku w Świebodowie na Dolnym Śląsku. Wychowywał się w rodzinie wielodzietnej, a sport był w jego życiu bardzo ważny. Na wyobraźnię młodego człowieka działały barwne relacje z Wyścigu Pokoju przeprowadzane na antenie Polskiego Radia. Kilkunastoletni Rysio chłonął transmisje z tras i marzył o tym, by pójść w ślady świetnego polskiego cyklisty Stanisława Królaka. W 1956 roku Królak jako pierwszy Polak wygrał Wyścig Pokoju.

A czym ów Wyścig Pokoju był? Otóż mógł poszczycić się mianem największego amatorskiego wyścigu kolarskiego w Europie Wschodniej. Stał się imprezą kultową, elementem popkultury. Odbywał się od 1946 do 2006 roku, z czasem tracąc jednak prestiż. W czasach jego największej sławy, w kolarstwie miał miejsce podział na zawodowców i amatorów. Z wiadomych względów Polacy mogli startować wyłącznie w tej drugiej kategorii. Poziom był jednak wysoki, a nasi rodacy święcili triumfy na szosach całego świata.

Podczas Wyścigu Pokoju, ludzie wychodzili na ulice, przykładali uszy do radiowych odbiorników, żyli kolarską rywalizacją. Dzieci bawiły się w wyścig za pomocą kapsli, na których wypisywały nazwiska zawodników i do których przyklejały naklejki z flagami poszczególnych krajów. Można stwierdzić, że kolarstwo było wówczas dla Polaków tym, czym dziś są skoki narciarskie.

Właśnie Wyścig Pokoju stał się dla Szurkowskiego impulsem i motywacją oraz sprawił, że w sercu chłopca narodziły się marzenia. Początkowo młody Ryszard nie snuł tak bogatych planów, ale chęć rywalizacji, czy po prostu samej jazdy na rowerze była ogromna. Tak Szurkowski wspominał swoje pierwsze kolarskie chwile:

Wówczas, tak to dziś oceniam, chciałem naśladować Królaka. Po prostu mieć rower i ścigać się, także wygrywać. Moja wyobraźnia nie sięgała wówczas tak daleko, by myśleć o tym, by zostać reprezentantem Polski, by dumnie w biało-czerwonej koszulce jechać po szosach i drogach świata, by zostać olimpijczykiem, by być mistrzem świata.   

Pierwsze kroki

Przygoda Szurkowskiego z kolarstwem zaczęła się w Miliczu. W 1966 roku, w tamtejszym LZS-ie zapoczątkowany został marsz po największe sukcesy jednego z największych sportowców naszego kraju, chociaż już trzy lata wcześniej startował w zawodach jako niezrzeszony. Późniejszy medalista największych kolarskich imprez wkrótce przeniósł się do Radomiaka. Trenował tam pod skrzydłami Ryszarda Swata, a w pobliskiej Garbatce odbywał zasadniczą służbę wojskową. Po latach w ciepłych słowach wypowiadał się o radomskich czasach swojej kariery:

Gdyby nie treningi z kolarzami Radomiaka pod okiem trenera Ryszarda Swata, być może mojej kariery w ogóle by nie było.

Wspomniany szkoleniowiec miał duży wpływ na kolarskie losy naszego bohatera. Sam Szurkowski przyznawał, że był dla niego jak starszy brat. Właśnie dzięki Swatowi dowódca jednostki zgodził się na to, by młody Ryszard startował w wyścigach.

Przenosiny do Wrocławia

Już w barwach Radomiaka Szurkowski objawił swe kolarskie zdolności, ale pierwsze wielkie sukcesy odnosił we Wrocławiu. W 1968 roku jego klubem stał się tamtejszy KS Dolmel. Szybko przyszły znaczące osiągnięcia – mistrzostwo Polski w kolarstwie przełajowym, wicemistrzostwo kraju w wyścigu górskim i czwarte miejsce w krajowych mistrzostwach w wyścigu ze startu wspólnego.

Sukcesy te świadczyły o dużej wszechstronności kolarza. Wkrótce wypatrzył go legendarny trener Henryk Łasak – jeden z najwybitniejszych szkoleniowców w dziejach polskiego sportu. Dzięki niemu Szurkowski postawił na szosową odmianę kolarstwa, co było dobrą decyzją.

Już w 1969 roku urodzony w Świebodowie kolarz zadebiutował w Wyścigu Pokoju. Kibice nie musieli długo czekać na pokaz jego umiejętności. Szurkowski zajął drugie miejsce. Najpiękniejsze chwile w tej imprezie miały jednak dopiero nadejść.

Najlepszy na świecie

Szurkowski w Wyścigu Pokoju przejechał 89 etapów. W 52 miał na sobie koszulkę lidera. W 13 stawał na najwyższym stopniu podium. Aż cztery razy wygrał klasyfikację ogólną – w 1970, 1971, 1973 i 1975 roku. Tyle samo triumfów ma reprezentujący NRD, a potem także zjednoczone Niemcy, Uwe Ampler. Więcej razy na szczycie w tych zawodach stawał tylko Niemiec Steffen Wesemann (5 zwycięstw).

Piękną kartę Szurkowski napisał też podczas igrzysk olimpijskich. Należał do tych wielkich, którym niedane było sięgnąć po olimpijskie złoto. Nie zmienia to jednak faktu, że w najważniejszej imprezie sportowej na świecie odnosił wielkie sukcesy.

W 1972 roku w Monachium wespół z Edwardem Barcikiem, Lucjanem Lisem i Stanisławem Szozdą zdobył srebro w drużynowej jeździe na czas. Cztery lata później, kiedy igrzyska gościły w Montrealu, w drużynie zostali on oraz Szozda. Barcika i Lisa zastąpili Tadeusz Mytnik i Mieczysław Nowicki. Polacy znów zajęli drugie miejsce.

Imprezą jego życia były prawdopodobnie mistrzostwa świata odbywające się w 1973 roku w Barcelonie. Wówczas nasz bohater okazał się najlepszy zarówno w wyścigu ze startu wspólnego (drugi był Szozda), jak i w drużynówce (z Mytnikiem, Lisem i Szozdą). Po triumfie indywidualnym powiedział na łamach „Dziennika Łódzkiego”:

Nie wierzyłem, że dziś osiągniemy to, o czym marzyliśmy najbardziej. Staszek był wspaniały, odważny i bardzo mocny. Dzięki niemu udało się nam wspaniale. Wielka radość.

Udane były także mistrzostwa świata, które miały miejsce rok później w Montrealu. Tam również w wyścigu ze startu wspólnego amatorów rządzili Polacy. Na najwyższym stopniu podium stanął Janusz Kowalski. Szurkowski przyjechał na metę jako drugi.

Ostatni medal kolarskiego mundialu padł łupem Szurkowskiego w 1975 roku, kiedy najlepsi cykliści globu przyjechali do Yvoir. Polski zespół w składzie Szurkowski, Mytnik, Szozda i Nowicki wygrał rywalizację drużynową.

Szurkowski nigdy nie wygrał klasyfikacji generalnej Tour de Pologne, ale odnosił zwycięstwa aż na piętnastu etapach. Był najlepszy w wielu międzynarodowych imprezach, m.in. Circuit de la Sarthe, Tour de Limousin czy w wyścigach dookoła  Bułgarii, Szkocji, Dolnej Austrii i Egiptu. Na jego bogatą karierę składają się również sukcesy krajowe, z pięcioma tytułami indywidualnego  mistrza Polski na czele.  

Starty z zawodowcami

Grupy zawodowe składały Szurkowskiemu propozycje reprezentowania ich barw. Kolarz nigdy jednak nie zdecydował się na to, by przejść na zawodowstwo. Do końca kariery przywdziewał strój w biało-czerwonych barwach.

Zwróciła się do mnie belgijska Molteni, w której ścigał się słynny Eddie Merckx, ale była to w tym czasie sprawa nie do załatwienia – opowiadał kolarz

Zdarzało się jednak, że startował do rywalizacji z zawodowcami. W roku 1974 wziął udział w słynnym wyścigu Paryż-Nicea. Spisał się dobrze. Trzykrotnie stawał na etapowym podium, a w klasyfikacji ogólnej zajął 28. pozycję. Czy żałuje, że nigdy nie stał się profesjonalistą i nie mógł wystartować choćby w legendarnym Tour de France?

Nie odbieram tego w ten sposób. Z kolarstwem amatorskim wiążą mnie bowiem wspaniałe wspomnienia oraz fantastyczne emocje i wrażenia. Atmosfera w drużynie była wyjątkowa, a w tamtym okresie pozyskałem wielu przyjaciół – wspominał bohater naszej opowieści.

Z reprezentacją pożegnał się w 1980 roku. Dwa lata później, gdy występował w KS Polonezie Warszawa, zdecydował się na zakończenie kariery klubowej. Wystartował jeszcze w 1984 roku w wyścigu Marynarki Wojennej, po czym definitywnie zamknął rozdział pod nazwą „kariera zawodnicza”.

Kolarskie życie po karierze

Gdy Szurkowski przestał ścigać się z rywalami na światowych szosach, pozostał w kolarskim świecie, spełniając się w roli trenera. W latach 1984-1988 był szkoleniowcem kadry narodowej. Do wielkich sukcesów doprowadził zwłaszcza Lecha Piaseckiego, który w 1985 roku wygrał Wyścig Pokoju i rywalizację o złoty medal mistrzostw świata. Pod wodzą Szurkowskiego srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988 roku zdobyła zaś nasza drużyna.

Jeden z najwybitniejszych polskich sportowców prężnie działał na rzecz swej ukochanej dyscypliny. Jako działacz pełnił wiele funkcji, był przede wszystkim prezesem Polskiego Związku Kolarskiego.

Zakończenie

10 czerwca 2018 roku Ryszard Szurkowski brał udział w wyścigu dla weteranów w Kolonii. Utytułowany kolarz często startował w tego typu imprezach. Miłość do kolarstwa bowiem nie wygasła, a i sił nie brakowało.

Niestety, tego dnia Mistrz doznał poważnego wypadku. Trafił do szpitala, musiał przejść kilka operacji. Świat sportu o nim nie zapomniał. Kibice byli poruszeni, w trudnych chwilach pamiętali o dawnym idolu.

Stowarzyszenie Lions Club Poznań 1990 utworzyło zbiórkę. Program 1 Polskiego Radia zorganizował licytację, na którą pamiątki przekazali znani sportowcy. Cała sportowa Polska była w tych dniach z Ryszardem Szurkowskim. Wybitny kolarz dał kibicom wiele radości, oni zaś dali mu wsparcie i pamięć.

1 lutego 2021 roku, po kilku tygodniach pobytu w szpitalu, Ryszard Szurkowski zakończył swój życiowy bieg. W ostatnich latach życia ciężko chorował. Przeszedł zapalenie płuc. Jego żywot przerwała choroba nowotworowa.

Zostawił po sobie wspaniałe wspomnienia, dał radość kilku pokoleniom polskiego sportu, zmienił polskie kolarstwo, mocno zapisał się w historii. Pamięć o tak wielkich postaciach nigdy nie może zgasnąć.

Starsi kibice zachowają w głowie obrazki z fascynującej kariery Ryszarda Szurkowskiego. Młodsi będą dowiadywać się o jego wielkich sukcesach z książek i filmów. Ryszard Szurkowski był postacią wybitną. W pamięci kibiców zawsze będzie zajmował szczególne miejsce.

Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny
Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

„Czerwona kartka” – recenzja

Recenzja książki o ciemnych stronach światowego futbolu. Ken Bensinger w "Czerwonej kartce" opisuje przestępcze mechanizmy, które są szeroko obecne w świecie piłki nożnej.

Historia Mundiali: Niemcy 2006

Każdy turniej o piłkarskie mistrzostwo świata jest wyjątkowy. Nie ma mundialu, który nie niósłby ze sobą ciekawych historii. Niektóre mistrzostwa stoją na wyższym poziomie,...

Historia starć Polski z Arabią Saudyjską

Trzy mecze, trzy wygrane — takim bilansem legitymizuje się reprezentacja Polski w starciach z Iranem, Wyspami Owczymi, Kostaryką oraz Arabią Saudyjską. Biało-Czerwoni na Mundialu...