Manchester United gospodarzem na… Anfield Road

Koniec ery Busby babes

W United nie brakowało wtedy głośnych nazwisk: Bobby Charlton, George Best, Brian Kidd. Trzy lata wcześniej właśnie ta trójka strzeliła cztery gole w zwycięskim finale Pucharu Europy przeciwko Benfice. W 1971 to już nie był ten sam zespół. Odeszli: Pat Crerand, Bill Foulkes i Nobby Stiles – filary ekipy Matta Busby’ego. Sam Busby pożegnał się z klubem właśnie w 1971.

Legendarnego trenera zastąpił Frank O’Farrell. Na Old Trafford przychodził jako 44-letni szkoleniowiec, który właśnie wprowadził Leicester do First Division. Wchodził w buty legendy i miał przed sobą duże wyzwanie, bo dwa ostatnie sezony United kończyli na 8. miejscu w lidze.

George Best był oczywiście bardzo „rozchwytywany” przez tych, którzy wtargnęli na murawę.

Na Anfield ich rywalem był Arsenal, czyli aktualny mistrz i zdobywca Pucharu Anglii. W składzie: Pat Rice, Alan Ball czy Peter Simpson. Do meczu z United przystępowali po bardzo dobrym otwarciu sezonu: zwycięstwach nad Chelsea i Huddersfield Town (to był ostatni sezon Huddersfield na najwyższym szczeblu rozgrywek w Anglii aż do obecnego sezonu).

Jeśli dodać do tego, że mecz był rozgrywany na neutralnym gruncie – to Arsenal był faworytem. Mecz został rozegrany w piątek. Pora nietypowa jak na angielskie rozgrywki, ale o taki termin mocno zabiegał Everton, który w sobotę rozgrywał swój domowy pojedynek z Sheffield United.

The Toffees nie obawiali się ewentualnej konfrontacji kibiców, a utraty części zysków z biletów. Gdyby mecze rozgrywane były równolegle, część mniej zagorzałych fanów Evertonu mogłaby wybrać się na Anfield, żeby zobaczyć w akcji aktualnych mistrzów Anglii.

Wyjątkowy mecz…

Jeszcze zanim rozbrzmiał pierwszy gwizdek, winni jego przeniesienia z Old Trafford znów dali o sobie znać i wbiegli na murawę. Jeśli wierzyć relacji korespondenta „Guardiana” Erica Todda, kiedy zgromadzeni na The Kop fani United zobaczyli swoich idoli rozgrzewających się po drugiej stronie boiska, chcieli zmienić trybunę. Próba zakończyła się zdziesiątkowaniem szeregów Red Army – policja wyłapała ponad 100 nadmiernie rozentuzjazmowanych kibiców.

„Co ja robię tu?” – Denis Law oczekujący na pierwszy gwizdek.

Nieco inaczej to wydarzenie wspominają fani Liverpoolu. Przypisują sobie pogonienie z The Kop przyjezdnych z Manchesteru. Utrzymują, że przyszli na mecz właśnie po to, żeby pilnować swojej świętej trybuny przed wizytą dopingujących inną drużynę. 

Piłkarze z Manchesteru rozpoczęli mecz znacznie spokojniej niż kibice. W czwartej minucie Frank McLintock dał prowadzenie Arsenalowi. Kanonierzy dowieźli je do przerwy, ale druga połowa była dla nich zupełnie nieudana. Najpierw podanie George’a Besta wykorzystał Alan Gowling, lobując bramkarza Arsenalu. Później z rzutu wolnego celnie przymierzył Bobby Charlton. W samej końcówce na 3:1 podwyższył Brian Kidd.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*