Harald „Toni” Schumacher – Rocky z Kolonii

Niemiecki system szkolenia wychował pokolenia świetnych bramkarzy. Dzisiaj rywalizacja między słupkami reprezentacji trwa w najlepsze. Ponad trzydzieści lat temu swą wspaniałą grą czarował nas Toni Schumacher, zawodnik FC Köln, którego opinia w mediach była mocno nadszarpnięta. Faul, którego dopuścił się na francuskim zawodniku Battistonie, przypiął do niego łatkę brutala. Od tamtego momentu zwano go „potworem z Sewilli” a padały nawet słowa „gorszy od Hitlera”.

W wielu przypadkach Toni podkreślał, że jego ulubionym filmem jest „Rocky”, w którym główna rolę gra Sylwester Stallone. Oglądając go, uświadomił sobie jedno – chłopak ze społecznego dna też może w życiu wiele osiągnąć, grunt to nie poddawać się i mieć silną wolę. Powtarzał sobie często w duchu, że jest właśnie taki jak Rocky, tylko zajmuje się inną dyscypliną sportu.

Slumsy kształtują charakter

Swoje dzieciństwo Toni spędził w Düren, gdzie się urodził. Było to jedno z najbardziej zniszczonych w czasie wojny miast w Niemczech. Miejscowość ta jak łatwo się domyślić nie należała do bogatych a towarzystwo, w którym przyszło wychowywać się Toniemu, zwane było marginesem społecznym. Codzienne jedzenie kartofli, małe mieszkanie będące powodem późniejszej klaustrofobii. W takich warunkach dorastał przyszły reprezentant swojego kraju.

Przeczytaj także: „Sepp Maier – kot z Anzing”

Ojciec Schumachera pracował na budowie. Podobno był dobrym i spokojnym człowiekiem, który wstawał rano, szedł pracować, a na koniec dnia siadał przy piecu, aby się zrelaksować. Wielki wpływ na wychowanie syna miała przede wszystkim mama, która była krawcową. Wpajała mu ważne wartości, mówiąc wprost:

Bieda nie hańbi. Trzeba być uczciwym i pracowitym. Wtedy nie ma czego się wstydzić. – cytat z książki „Toni Schumacher – gryźć trawę”

Przygoda Toniego z piłką zaczęła się całkiem zwyczajnie. Będąc małym dzieckiem grał z kolegami gdzie popadnie. Był prawdziwym wulkanem energii. Za namową matki zapisał się do klubu Schwarz-Weiss Düren, gdzie początkowo występował na pozycji napastnika. Niespożyte zasoby sił sprawiały, że młodzieniec biegał od przeciwnika do przeciwnika. Szybko został zrugany przez swojego trenera, który mu to wypominał i kazał grać z głową. Mama podzielała zdanie opiekuna i zaproponowała stabilizację, którą miało być stanięcie między słupkami bramki. Miał wtedy dwanaście lat. Kluczowym czynnikiem w budowaniu jego kariery była żelazna wola. Od niej wszystko się zaczynało, a kończyło na ciężkiej pracy nad sobą. Od samego początku całkiem dobrze radził sobie w pojedynkach w polu karnym. Zapewne zastanawiacie się również, dlaczego na Haralda Schumachera mówiono Toni. Ksywka jest aluzją do Toniego Turka, najlepszego niemieckiego bramkarza czasów powojennych, a także zdrobnieniem jego drugiego imienia Anton.

Toni Schumacher
Schumacher w barwach FC Köln

Piłka nożna stała się jego życiem. Na bok odstawił wszystkie przyjemności, dyskoteki i dziewczyny. W wieku 15 lat trenował cztery razy w tygodniu. W tym czasie wzorem dla niego była dwójka bramkarzy lat pięćdziesiątych: Fritz Herkenrath i Toni Turek. W reprezentacjach młodzieżowych stopniowo piął się coraz wyżej. Reprezentacja okręgu, regionu środkowej Nadrenii, Niemiec Zachodnich i młodzieżówka. W jednym z meczów w barwach Niemiec Zachodnich na koniec rozgrywanego turnieju obronił trzy z pięciu karnych. Wtedy zaczęto mówić głośno o wielkim talencie, a kluby zaczęły zakasywać rękawy na młodego bramkarza. Pewnego dnia z propozycją gry w zespołach młodzieżowych 1. FC Köln wyskoczył Jupp Röhrig, były piłkarz „Kozłów”, który rozegrał 12 spotkań w barwach RFN. Młodemu zawodnikowi bardzo schlebiało zainteresowanie ze strony takiego klubu, jednak mama upierała się, aby najpierw skończył szkołę i wyrobił zawód. Tak się też stało, a Toni wyuczył się kowalstwa miedzi. Nie zapomniano o nim i po egzaminie czeladniczym Röhrig zgłosił się ponownie. Kontrakt z Köln był czymś niesamowitym. Wypłata o wysokości 1200 marek miesięcznie, 30 tysięcy rocznej premii – w sumie 45 tysięcy marek rocznego dochodu.

Różnica między amatorską z zawodową piłką nożną jest taka, jak między lodami malinowymi a drapaczem chmur – Toni Schumacher

Walka o miano pierwszego bramkarza, a także walka ze samym sobą

Pierwszym wyborem w Kolonii był wówczas Gerhard Welz. Często mówi się, że świetni bramkarze mają w sobie coś z szaleńca – takim był konkurent Schumachera. Młody Toni miał nadzieję, że jako młodzieżowy reprezentant kraju z łatwością poradzi sobie ze swoim przeciwnikiem. W tym momencie Welz był jednak o klasę wyżej. Schumacher nie miał możliwości pokazania się w meczach pucharowych, nie mówiąc już o lidze. Grał w mało znaczących spotkaniach, przeważnie towarzyskich. O miano drugiego bramkarza walczył wówczas z Jugosłowianinem Slobodanem Topalovicem. Trener bramkarzy Rolf Hergins dawał Toniemu nieźle w kość na treningach. Na pierwszym z nich nie złapał praktycznie żadnej piłki, która leciała w jego stronę.

Twoja wola walki za wszelką cenę, po kilkugodzinnym treningu, resztkami sił. Zawsze byłeś gotów dać z siebie wszystko do końca. Wolę to niż osiem godzin przy kuciu miedzi – powiedziałeś i to mi zaimponowało – słowa Rolf Hergins skierowane do Schumachera

Wraz z upływem czasu do Toniego przylgnął przydomek „Rzucawa”, z którego krótko mówiąc, dumny nie był. Szkoleniowiec „Kozłów” Hennes Weisweiler nie krytykował nigdy swojego podopiecznego wprost. Jak podkreślał Toni – był świetnym trenerem, jednak nie budował relacji koleżeńskich ze swoimi zawodnikami, wolał deprymująco z każdego szydzić.

Trzeba się będzie pozbyć tego Schumachera – mówił Weisweiler

W przywróceniu wiary w siebie pomógł mu bardzo trening autogeniczny z panią doktor Schreckling. Mimo początkowej niechęci do tego typu wsparcia – przekonał się na dobre. Ćwiczył pół godziny dziennie, by później przychodzić 6 razy w tygodniu na godzinne sesje. Nie zrobiły one jednak wrażenia na menadżerze klubu, którym był Karl-Heinz Thielen. Nadal nie chciano Toniego w klubie. Numerem jeden od nowego sezonu miał zostać bramkarz Herthy Berlin Norbert Nigbur. W meczach Bundesligi występował Topalovic, który jednak ze względu na strach przed podróżą samolotem odmówił wyjazdu na mecz do Berlina. Swoją szanse wykorzystał Toni, prezentując fenomenalną formę. Pozycję numer jeden dodatkowo umocnił występ w finale Pucharu Niemiec, w którym to Kolonia pokonało 1:0 ekipę Herthy. Stojący w bramce berlińczyków Nigbur po meczu stwierdził, iż przeciwnicy przekupili sędziego, toteż dopięcie jego kontraktu było sprawą zamkniętą – dla działaczy i kibiców Köln był skreślony. Dwa dni później Weisweiler powiedział Toniemu, że dla niego w tym momencie tylko on liczy się w bramce. W taki oto sposób Schumacher nie oddał już miejsca między słupkami. Stał się legendą „Kozłów” wygrywając trzykrotnie Puchar Niemiec, dwukrotnie wicemistrzostwo kraju oraz co najważniejsze mistrzostwo Niemiec w 1978 roku! W 1986 roku zagrał także w finale Pucharu UEFA przeciwko Realowi Madryt, jednak „Królewscy” nie dali się pokonać. Pomimo wbitej sobie do głowy reguły, że musi zagrać w 400 meczach z rzędu (chciał być jak Sepp Maier) spośród 422 występów w barwach Köln zagrał kolejno tylko w 213. Stało się tak ze względu otwartej krytyki Toniego wobec „polityki zakupów” klubu (konflikt na linii Adidas – Puma) i zawieszenia na mecz z Waldhof Mannheim.

Brutalny faul na Battistonie

Na mistrzostwach świata w 1982 roku los w półfinale skojarzył RFN z Francją. Mecz został rozegrany w Sewilli. Wszyscy świadomi wagi tego spotkania wyszli na boisko maksymalnie skoncentrowani. W odczuciu Schumachera był to mecz ostatniej szansy na zmienienie fatalnej opinii w prasie na temat organizacji oraz atmosfery w drużynie Niemiec. Podczas meczu francuscy zawodnicy poobijali Toniego, jeden nawet stanął mu na dłoni, jednak ten wytrzymał ból, wiedząc, jak ważne jest to spotkanie. W pewnym momencie Patrick Battiston zaczął swój rajd w kierunku bramki Schumachera, który wybiegł naprzeciw niego i wyskoczył wysoko, uderzając całym ciałem w przeciwnika. Piłka przetoczyła się obok bramki, a Patrick leżał na murawie. Toni założył, że podchodząc do niego może wywołać spory konflikt, wrócił więc do bramki i nerwowo zaczął bawić się piłką. Battistonowi udzielono pomocy na boisku, z którego szybko przetransportowany został do szpitala.

Mecz toczył się dalej. Wynik 3:3, nadszedł czas na rzuty karne, które Schumacher tak świetnie potrafił bronić. Obronił dwa, dzięki czemu Niemcy przeszli do finału. To właśnie w tym dniu Toni został określony „boiskowym brutalem” na dobre. Z trybun padały nieprzyjemne okrzyki oraz wyzwiska „jesteś gorszy niż Hitler” można było usłyszeć z daleka. Niemieccy dziennikarze po meczu zaczęli wypytywać o całą sytuacje Schumachera, którego wypowiedź przeszła do historii:

-A wiesz, że Battiston stracił dwa zęby?

-Jeśli tylko tyle, to gotów jestem zafundować mu pierwszorzędne koronki – odpowiedział.

Po pewnym czasie Toni spotkał się z Patrickiem. Na spotkaniu wytłumaczyli sobie, że cała sytuacja to jedno wielkie nieporozumienie. Tak widział to Schumacher, tak też widział to Battiston. Dziennikarze zrobili zdjęcie uścisku ich dłoni – tym samym spór został załagodzony. Przy okazji jednego z meczów międzypaństwowych (był to spotkanie towarzyskie 18 kwietnia 1984 roku, wygrane przez Francję 1:0) panowie wymienili między sobą koszulki, jednak zrobili to w szatni, ponieważ Toni nie chciał rozgłosu tej sytuacji i kolejnych wspomnień „zażegnanego kryzysu”.

Schumacher i Battiston.
Schumacher i jego starcie z Battistonem.

Sukcesy reprezentacyjne

Niewątpliwie jednym z sukcesów, które w CV może zapisać sobie Toni, jest mistrzostwo Europy z 1980 roku. Prawdziwe show miało zacząć się dwa lata później, jednak Niemcy ulegli zespołowi z Włoch w finale mistrzostw świata w Hiszpanii. W kolejnym turnieju także dotarli do finału imprezy w Meksyku, gdzie zmierzyć mieli się z Argentyną.

Chcę zostać mistrzem świata. A więc Toni Schumacher nie może zagrać ot tak „od niechcenia”.

Był to praktycznie ostatni dzwonek dla Toniego, aby wrócić z mundialowym złotem. Godziny ciężkich treningów i pełna koncentracja miały być kluczem do sukcesu. Głównym założeniem tego meczu było wyłączenie z gry Diego Maradony, którego miał podjąć się Lothar Matthäus. Toni, powtarzający sobie w duchu „zagrałeś świetnie z Francją, jesteś najlepszym bramkarzem świata” budował swoją pewność.

Mecz się rozpoczął. Feralny rzut wolny i pada bramka dla Argentyny. Całkowicie nieudane wyjście Schumachera i Niemcy przegrywają. Pada także drugi gol, którego nie był w stanie obronić. Często mówi się, że 2:0 to niebezpieczny wynik. Tak było też w tym przypadku – Rummenigge strzelił na 1:2, a nieco później na tablicy widniał już wynik 2:2. Pięć minut przed końcem to jednak Argentyńczycy wbili kolejną bramkę, tym razem interwencja bramkarza była spóźniona. Po meczu Schumacher wypowiedział się dla RTL:

Broniłem jak ostatnia dupa. Gdybym w tym meczu bronił tak jak z Francją i Meksykiem, mielibyśmy mistrzostwo świata.

Po zakończeniu kariery Toni zajął się trenowaniem bramkarzy w Schalke, Bayernie, Kolonii oraz Leverkusen. Pełnił tę funkcję także w Borussii Dortmund, z czym wiąże się ciekawa historia. W ostatnim meczu ligowym sezonu 1995/1996, gdy BVB miało już zapewnione mistrzostwo Niemiec, zmienił na dwie minuty w bramce Wolfganga de Beera. Miał wówczas 42 lata i stał się najstarszym zawodnikiem, który zdobył mistrzostwo Bundesligi.

MARIUSZ ZIĘBA

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE!
POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Mariusz Zięba
O Mariusz Zięba 60 artykułów
Obserwator i pasjonat niemieckiego futbolu, otwarty na inne kraje. Kibic 1. FC Köln.