Typ niepokorny – Maciej Szczęsny

Pięć tytułów mistrza Polski z czterema różnymi klubami. Gra w Lidze Mistrzów w barwach Legii Warszawa i łódzkiego Widzewa. Przy tym jeden z najbardziej ciętych języków w całym piłkarskim środowisku, lista konfliktów dłuższa niż sportowych osiągnięć i ciągłe balansowanie pomiędzy miłością i nienawiścią wśród kibiców. Maciej Szczęsny, jedna z najciekawszych postaci w historii polskiego futbolu.

Przeczytaj także: „Generał Leszek Pisz”

Zwykło się mawiać, że bramkarz i lewoskrzydłowy powinni być lekko szaleni, żeby zrobić w piłce karierę. Szaleństwa na pewno nie można odmówić Maciejowi Szczęsnemu, który wielkiej kariery jednak nie zrobił. Przynajmniej sam tak o sobie mówi, a przecież skromności nie można mu zarzucić, czyli coś musi być na rzeczy. Fakty są jednak takie, że w klubowej piłce mało kto może się z nim równać, a gablota jego trofeów jest niemal tak okazała, jak życiowa partnerka jego syna.

Z Gwardii do Legii

Rodowity warszawiak swoją piłkarską karierę rozpoczynał w tamtejszej Gwardii, skąd w 1987 roku trafił na Łazienkowską. Tam gościł prawie dekadę. To właśnie z Legią odnosił największe sukcesy, mimo iż prawie cały czas musiał rywalizować o miano pierwszego bramkarza ze Zbigniewem Robakiewiczem. Maciej Szczęsny z reguły wychodził z niej zwycięsko i zaliczył ponad 140 ligowych spotkań w barwach Legii, sięgając z tym klubem dwukrotnie po mistrzostwo Polski i trzy razy po krajowy puchar. Dostąpił też zaszczytu gry w Lidze Mistrzów, zachowując czyste konto w meczu z Blackburn czy w domowej potyczce z Panathinaikosem.

Należał do grupy najbardziej rozpoznawanych piłkarzy tej drużyny, a niepokorny charakter sprawiał, że często trafiał na łamy sportowej prasy. Po latach sam przyznawał, że z niektórymi dziennikarzami „Przeglądu Sportowego” po prostu się nienawidził i pisano o nim tylko źle. Zresztą nie był też ulubieńcem trenerów, bo zawsze miał własne zdanie. Nawet z większością kolegów było mu nie po drodze. Kreował się na oczytanego intelektualistę i trudno było mu złapać kontakt z innymi. Na zgrupowaniach mieszkał z Jackiem Zielińskim, z którym łączyła go pasja do czytania i szerokie spektrum zainteresowań. W Legii jednak chadzał swoimi ścieżkami, patrząc na innych delikatnie z góry. Wynikało to z tego, że jak sam powiedział, on na treningi dojeżdżał z Grzybowskiej, wcześniej odwiedzając Torwar i jeżdżąc na łyżwach, a inni przyszli do Legii z głębokiego Podkarpacia i nie potrafili się w niej odnaleźć. W końcu i Szczęsny pożegnał się z klubem z Warszawy.

article-2296993-000046E500000CB2-594_634x346
Maciej Szczęsny podczas interwencji po strzale gwiazdy Blackburn Rovers – Alana Shearera

Do znienawidzonego rywala

Przez całą karierę szedł pod prąd i podobnie było przy odejściu z Legii. Zdecydował się iść dokładnie tam, gdzie nie powinien i zespół z Łazienkowskiej zamienił na największego rywala Legii w 90. latach, czyli łódzki Widzew, z którym zresztą sięgnął po kolejne w swojej karierze mistrzostwo Polski. Tam spotkał również Franciszka Smudę i o dziwo współpraca obu panów, znanych z trudnego charakteru, układała się bardzo dobrze. Szczęsny do tej pory bardzo pozytywnie wypowiada się o trenerskim warsztacie byłego selekcjonera.

Pobyt w Widzewie był trudny przede wszystkim dla rodziny bramkarza. Uznany za zdrajcę był na trybunach Legii regularnie obrażany, a w stolicy jego bliscy kilka razy zostali nieprzyjemnie zaczepieni. Szczęsny postanowił rozwiązać sprawę po swojemu, założył skórę i poszedł na Żyletę, dzień po meczu w barwach Widzewa. Jak sam mówi – szukał spięcia, ale nikt nie zdecydował się mu w twarz wygarnąć, co o nim myśli. To zdarzenie nieco złagodziło stosunek fanów do jego osoby, chociaż sam Szczęsny nie pozwolił im o sobie zapomnieć.

Do znienawidzonego rywala vol. 2

W Widzewie nie zagrzał długo miejsca i po dwóch sezonach przeniósł się do kolejnego wielkiego rywala Legii, czyli Polonii Warszawa. Wydawało się, że to krok w tył, bo w tym czasie klub z Konwiktorskiej nie należał do najmocniejszych, ale dzięki dużemu zaangażowaniu zawodników udało się w 2000 roku zdobyć dość nieoczekiwanie mistrzostwo Polski, a potem dołożyć Superpuchar. Sam Szczęsny określa tę drużynę jako czterech dobrych piłkarzy i kilkunastu ambitnych wyrobników, którzy wygrywali mecze zaangażowaniem i charakterem. On oczywiście był w tej czwórce, która w piłkę grać potrafiła.

Jednak z taką mieszanką za daleko nie można było zajechać i dlatego na koniec swojej kariery, w sezonie 2001/2002 Szczęsny przeniósł się do Wisły Kraków, gdzie rozpoczynała się budowa potęgi finansowanej z pieniędzy Bogusława Cupiała. Mariaż z krakowskim klubem zakończył się dla Szczęsnego piątym w karierze tytułem mistrzowskim i wygraniem Pucharu Ligi, chociaż akurat w barwach Białej Gwiazdy ten utytułowany bramkarz zaliczył tylko 12 ligowych występów i w wieku 37 lat zdecydował się zakończyć piłkarską karierę.

14xuom
Podczas wywiadu z Tomaszem Smokowskim

W piłce klubowej osiągnął bardzo dużo, wygrał wszystkie możliwe rozgrywki w kraju, a jako jeden z niewielu rywalizował również w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Ponoć zainteresowane nim były kluby z Anglii, ale nigdy nie zdecydował się na wyjazd z Polski. Może dlatego tak naprawdę nie zaistniał w reprezentacji. Zaliczył w niej tylko siedem spotkań, w tym zaledwie jedno o punkty, w eliminacjach Euro 1996 ze Słowacją. Zawsze przegrywał rywalizację, czy to z Andrzejem Woźniakiem, czy z Kazimierzem Sidorczukiem, chociaż twierdzi, że nigdy nie czuł się słabszy od żadnego z nich. Występował u czterech selekcjonerów, ale żadnego z nich nie potrafił do siebie przekonać. Możliwe, że przyczyną tego były po prostu słabsze umiejętności, ale niewyparzony język, warczenie na trenerów i brak kontaktu z kolegami na pewno mu nie pomagały. Zresztą oceniając Andrzeja Strejlaua, który pozwolił mu zadebiutować w kadrze, powiedział, że to świetny trener, ale beztalencie selekcjonerskie.

Co dalej?

Po zakończeniu kariery Szczęsny mówił, że chciałby odciąć się od piłki, bo środowisko mu nie pasuje. Głośno wypowiadał się o sprzedawaniu meczów, chociaż często zarzucano mu, że kiedy był czynnym piłkarzem, nie wspomniał o tym ani słowem. Zamiast jednak odsunąć się od futbolu, został komentatorem, najpierw w Canal + a później w TVP, gdzie zresztą zdarza mu się pojawiać do dzisiaj. Jedna z anegdot głosi, że po jego złośliwych wypowiedziach – jeden z zawodników w ramach protestu oddał dekoder. Kiedyś spóźnił się na mecz, który miał komentować i został wyrzucony z Canal + przez Janusza Basałaja. Ten sam człowiek przyjął go później do TVP. Szczęsny bywał też trenerem bramkarzy w Koronie Kielce i Zniczu Pruszków, udzielał się w mediach i oddawał się swojej największej pasji, czyli motoryzacji.

Osobną sprawą, którą pasjonowała się prasa piłkarska i nie tylko, jest jego życie rodzinne. Jest ojcem Wojciecha Szczęsnego, znanego z występów w Arsenalu i Romie, którego kiedyś sam wytransferował z Legii do londyńskiego zespołu, a z którym od jakiegoś czasu jest skonfliktowany. Tak jak i podczas piłkarskiej kariery, tak i teraz starszy z bramkarskiego rodu nie potrafi trzymać języka za zębami i często zdarzało mu się krytykować ówczesnego trenera Wojtka Arsene’a Wengera, czy kolegów syna z obrony. Z drugiej strony sam przyznaje, że płakał krokodylimi łzami, kiedy odwoził swojego potomka na lotnisko przed wylotem do Anglii w wieku 15 lat, martwiąc się o to, jak poradzi sobie sam w obcym kraju.

c4f7e8382164b48a230fcd4e5ac98ebd
Ojciec z synami: Wojciechem oraz Janem

Maciej Szczęsny z pewnością był bramkarzem bardzo dobrym, ale nie wybitnym. Osiągnął sporo, choć mógł osiągnąć jeszcze więcej. Jego arogancja i ostry język niejednokrotnie przysporzyły mu kłopotów i zahamowały rozwój jego kariery. Z drugiej strony możliwe, że gdyby nie to, nie przebiłby się w futbolu i w swojej gablocie mógłby trzymać jedynie puchar z zawodów łyżwiarskich.

Cechy charakteru, które w życiu szatni mogły nieco przeszkadzać, uczyniły z niego znakomitego komentatora i eksperta od piłki. Wrodzony intelekt i elokwencja sprawiają, że można się z nim nie zgadzać, ale nie da mu się zarzucić, że przynudza. Jest jedną z barwniejszych postaci w polskiej piłce, a do tego przykładem, że po zakończeniu kariery nie trzeba zostawać trenerem, żeby nie popaść w zapomnienie. Wystarczy być inteligentnym i mieć coś do powiedzenia. Nie zaszkodzi też mieć syna grającego w Lidze Mistrzów, chociaż nie jest to warunek konieczny.

KUBA KĘDZIOR

 

Kuba Kędzior
O Kuba Kędzior 22 artykuły
Fan futbolu i sportów wszelakich, ekscytuje się zarówno derbami Belgradu jak i Pucharem Świata w bobslejach. Kiedy już nie śledzi sportowych zmagań, chętnie sięga po dobrą książkę albo płytę z ambitną muzyką.
  • Skam

    Wiesz w ogóle co znaczą krokodyle łzy?