Lublin w ostatnich latach jest jednym z najbardziej usportowionych miast w Polsce. Postanowiliśmy wybrać się do stolicy województwa lubelskiego i zobaczyć rywalizację w jednej z najważniejszych dyscyplin dla mieszkańców Lubelszczyzny. Zapraszamy na kolejną podróżniczo-sportową relację.
Siatkarze Bogdanki LUK, koszykarze Startu, koszykarki AZS UMCS, piłkarki ręczne MKS, piłkarze Motoru – wszyscy wymienieni występują w najwyższej klasie rozgrywkowej w swoich dyscyplinach. Większość tych drużyn należy do ścisłej krajowej czołówki.
W gronie „ekstraklasowiczów” jest także drużyna, której w tym tekście poświęcimy najwięcej miejsca. To żużlowcy Orlen OIL Motoru Lublin, którzy w tym sezonie walczą o odzyskanie straconego przed rokiem mistrzostwa Polski.
W spotkaniu 11. kolejki PGE Ekstraligi Lublinianie podejmowali Gezet Stal Gorzów Wielkopolski. Rywalizacja miała szczególne znaczenie dla Bartosza Zmarzlika, który od 2022 roku występuje w stolicy Lubelszczyzny, a wcześniej był zawodnikiem gorzowskiego zespołu i to właśnie w jego barwach zaczynał wielką karierę.
Sześciokrotny mistrz świata
Obecnie Zmarzlik jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich sportowców. Jego sukcesy robią wielkie wrażenie. Nie ma sensu wyliczać w tym miejscu wszystkich. Trzeba jednak wspomnieć o sześciu tytułach indywidualnego mistrza świata. Tyle samo mają na koncie jedynie dwaj żużlowcy – Nowozelandczyk Ivan Mauger i Szwed Tony Rickardsson.
W tym roku Polak walczy o siódmy tytuł, który pozwoliłby mu na objęcie samodzielnego prowadzenia w klasyfikacji wszech czasów. Jest na to spora szansa. Dodajmy, że Zmarzlik może pochwalić się także dwoma srebrnymi i jednym brązowym medalem w cyklu Speedway Grand Prix. Rok temu do końca walczył o złoto, ostatecznie pokonując Australijczyka Brady’ego Kurtza.
Lublin żyje żużlem
Pora na razie zostawić zmagania w Speedway Grand Prix i przejść do rywalizacji ligowej. Niedawno pisaliśmy o fenomenie żużla na Podkarpaciu, teraz postanowiliśmy sprawdzić jak mocno kochany jest czarny sport w sąsiednim regionie.
Spotkanie drużyn z Lublina i Gorzowa Wielkopolskiego zapowiadało się bardzo ciekawie. Motor jest współczesną potęgą. Zdobył sześć medali drużynowych mistrzostw Polski – trzy złote i trzy srebrne.
W większości przypadków stawał na ligowym podium w XXI wieku. Wyjątek stanowi drugie miejsce wywalczone w roku 1991. Przed rokiem Lublinianie walczyli o czwarty tytuł z rzędu, lecz tym razem przegrali w finale. Ich mistrzowską serię przerwała ekipa z Torunia.
Gorzowianie w zeszłym sezonie walczyli w barażach o utrzymanie w PGE Ekstralidze i ostatecznie wygrali walkę o pozostanie w gronie najlepszych. Ich historyczny dorobek w ligowych zmaganiach jest imponujący – dziewięć złotych, piętnaście srebrnych i sześć brązowych medali. Po ostatni tytuł Stal sięgnęła dekadę temu.
Gdy jedliśmy obiad na lubelskim rynku, w mieście jeszcze nie było widać oznak wielkiego meczu. Bary i restauracje były zatłoczone, ale to zrozumiałe – niedzielne popołudnie, początek wakacji, piękna pogoda.
Była więc okazja do przejrzenia lokalnej prasy. „Mecz pokiereszowanych” – brzmiał tytuł zapowiedzi tego starcia w „Dzienniku Wschodnim”. Wśród gospodarzy brakowało bowiem Bartosza Bańbora. Goście nie mogli zaś skorzystać z Jacka Holdera. Australijczyk złamał rękę podczas niedawnych zawodów Speedway Grand Prix we Wrocławiu.
Liczyli na Worynę
Po krótkiej wizycie w winiarni ruszamy w stronę stadionu. Meczowa atmosfera była coraz bardziej odczuwalna. Dookoła pojawiali się ludzie ubrani w koszulki Motoru i opatuleni w szaliki miejscowego klubu. Wszyscy zmierzali w jednym kierunku.
Lubelscy kibice liczyli nie tylko na Zmarzlika. Duże nadzieje wiązali z Kacprem Woryną, który dzień wcześniej na torze w Bydgoszczy w pięknym stylu wygrał drugą rundę indywidualnych mistrzostw Polski, zdobywając komplet punktów. Sześciokrotny mistrz świata był dopiero czternasty.
Woryna to jeden z najlepszych polskich żużlowców, w tym roku stały uczestnik Speedway Grand Prix. Przed startem tegorocznych zmagań został zapytany w wywiadzie dla wydanego przez „Przegląd Sportowy” żużlowego Skarbu Kibica o to, czy będzie to dla niego sezon życia:
Sport nauczył mnie przez te wszystkie lata, że przyszłość buduje się w ciszy, a nie w nagłówkach. Faktem jest, że przede mną duże zmiany i nowe wyzwania, ale to nie zmienia faktu, że każdego dnia trzeba wykonać swoją pracę. Staram się nie żyć przyszłością. Przeszedłem w karierze różne momenty i wiem, że nic nie jest dane mi z góry. Dziś bardziej doceniam samą drogę niż pojedyncze sukcesy. Chcę po prostu mieć poczucie, że zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy – brzmiała odpowiedź zawodnika.
Pewne zwycięstwo gospodarzy
Na stadion dotarliśmy godzinę przed meczem. Trybuny wypełniały się w zawrotnym tempie, po kilku chwilach trudno było dostrzec wolne krzesełko, nie licząc tych dolnych, położonych najbliżej toru. Wielu kibiców wybrało oglądanie zawodów na stojąco, więc gdyby wszyscy usiedli, na pewno żadne siedzisko nie pozostałoby puste.
Długie były kolejki po przekąski i – przede wszystkim – po napoje, również te złociste z pianką, toteż w przerwach między biegami powstały kolejne sporych rozmiarów kolejki – tym razem do toalet.
Mecz, jak niemal każde widowisko w PGE Ekstralidze, był pokazem dobrego speedwaya. Rywalizacja toczyła się jednak zdecydowanie pod dyktando gospodarzy. Już pierwsza gonitwa zwiastowała taki przebieg spotkania. Zespół Macieja Kuciapy wygrał bowiem podwójnie.

W kolejnych siedmiu biegach miejscowi wygrywali lub remisowali. Gorzowianie przełamali się dopiero w dziewiątej potyczce. Później okazało się, że był to jedyny w całym meczu bieg wygrany przez przyjezdnych. Drużyna prowadzona przez Oskara Palucha miała niewiele do powiedzenia.
Ostatecznie Lublinianie zwyciężyli 57:32. Sięgnęli oczywiście także po punkt bonusowy. Świetnie spisał się Zmarzlik, który zdobył czternaście punktów. Z zadania wywiązał się też Woryna. Największe brawa od miejscowej publiczności zebrał natomiast Fredrik Lindgren. Szwed wrócił po kontuzji i odczuwał jeszcze jej skutki, poradził sobie jednak bardzo dobrze i dołożył sporą cegiełkę do efektownego triumfu.

Po jedenastu kolejkach PGE Ekstraligi drużyna z Lublina zajmuje czwarte miejsce dające awans do fazy play-off. Ekipa z Gorzowa Wielkopolskiego plasuje się na szóstej pozycji. Liderem jest Betard Sparta Wrocław.
Wieczorne uroki miasta
Pobyt w Lublinie wyłącznie na meczu to dla nas zdecydowanie za mało. Podróże to bowiem nie tylko sport, ale również korzystanie z uroków miasta. Spacer po stolicy Lubelszczyzny był bardzo przyjemny, zwłaszcza że dopisała pogoda.
O zmroku, gdy żużlowe emocje powoli parowały, centrum miasta chłonęło muzykę. Tego wieczoru w Lublinie odbywał się festiwal Inne Brzmienia. Z Parku Ludowego docierały dźwięki tworzone przez Matsa Gustafssona – szwedzkiego saksofonistę oraz Kimmo Pohjonena – fińskiego akordeonistę.
Wypadało wejść na teren koncertu i przed odjazdem autobusu złapać choćby odrobinę eksperymentalnych melodii. Na koniec ruszyliśmy pod jeszcze jeden obiekt sportowy. Trzeba było wszak zobaczyć Arenę Lublin – stadion, na którym ekstraklasowe mecze rozgrywają piłkarze Motoru.

O tej porze nie można było oczywiście wejść do środka, ale miejsce robiło duże wrażenie, nawet gdy było oglądane z zewnątrz. Być może wkrótce będzie okazja do tego, by znaleźć się w środku i zbudować kolejną opowieść, tym razem piłkarską, osadzoną w największym mieście Lubelszczyzny.

Wieczór był już bardzo późny. Każdy kolejny krok kierował nas w stronę dworca autobusowego wyglądającego zresztą szalenie efektownie. Trzeba przyznać, że autobusy odjeżdżają z Lublina w niezwykłym anturażu. Mundialowe zwycięstwo Norwegii nad Brazylią obejrzeliśmy już w trasie, oddalając się od miasta, które dostarczyło nam sporo miłych wspomnień.

