Adam Wolanin — pierwszy Polak na powojennym mundialu

wolanin4_A


W
1938 roku reprezentacja Polski zadebiutowała na mistrzostwach świata w piłce nożnej. Niestety piekło II wojny światowej oraz lata siermiężnej komuny sprawiły, że na kolejny występ biało-czerwonych na mundialu przyszło czekać  polskim kibicom 36 lat. Migracja ludów, spowodowana zawieruchą wojenną porozrzucała wielu naszych rodaków po całym świecie. Dzięki temu jeden z obiecujących, przedwojennych talentów polskiej piłki zagrał na światowym czempionacie w 1950 roku. Reprezentował Stany Zjednoczone. Poznajcie jego historię.

Dziecko Łyczakowa

Adam Wolanin, bo o nim mowa, urodził się 13 listopada 1919 roku we Lwowie. Wychowywał się w dzielnicy Łyczaków. W czasach, gdy Lwów znajdował się pod zaborem austro-węgierskim, policjanci często uganiali się za miejscowymi chuliganami z okrzykiem „betyar” na ustach. Było to słowo oznaczające w języku węgierskim „awanturnika”. Określenie to tak przypadło do gustu miejscowym, że w późniejszym czasie sami zaczęli dumnie nazywać siebie „batiarami”. Łyczaków pełen był właśnie takich batiarów, ulicznych bardów czy włóczęgów. W ich towarzystwie dorastał i hartował swój charakter  młody Wolanin. W późniejszym czasie zaowocowało to nieugiętą postawą na boisku. Dziennikarze i kibice często określali go mianem „Dziecka Łyczakowa”. Jego nieustępliwość i wola walki była charakterystyczna dla mieszkańców tej dzielnicy. W latach 30. nikt poważny nie wiązał jeszcze swojej przyszłości z futbolem. Piłka nożna stanowiła formę zabawy i rozrywki, ale w żadnym wypadku nie była źródłem utrzymania. Wolanin kształcił się więc na mechanika, by mieć jakikolwiek fach w ręku.

Młody lwowiak, który chciał zostać piłkarzem, stawał przed nie lada trudnym wyborem. Pogoń czy Czarni? W mieście na poważnie liczyły się tylko te dwa kluby. Wolanin wybrał „Pogoniarzy”. Od czasów juniorskich przejawiał ogromny talent. Co prawda nie imponował warunkami fizycznymi i siłą (mierzył 168 cm), ale nadrabiał to boiskowym sprytem i charakterem. Szybko zauważono jego talent strzelecki. Pod bramką przeciwnika wykazywał się intuicją godną najlepszych napastników. Między innymi dzięki jego wspaniałej postawie, juniorzy Pogoni wywalczyli w 1937 roku wicemistrzostwo Polski juniorów. W finale lwowiacy musieli uznać wyższość Wisły Kraków, z którą przegrali 0:1. W barwach „Białej Gwiazdy” zagrali m.in. Jerzy Jurowicz i Mieczysław Gracz, powojenni reprezentanci Polski.

Kariera złamana przez wojnę

Wicemistrzostwo kraju dla młodych „Poganiaczy”, jak pieszczotliwie nazywano drużynę z Kresów, zbiegło się w czasie z problemami ich starszych kolegów. W 1936 roku Pogoń zakończyła rozgrywki ligowe na szóstym miejscu. Następna kampania ligowa rozpoczęła się jeszcze gorzej. W siedmiu pierwszych meczach zespół prowadzony przez trenera Ludwika Szabkiewicza zdobył zaledwie jedną bramkę. W tej sytuacji postanowiono sięgnąć po uzdolnioną młodzież. Do drużyny seniorów promowano: Adama Wolanina, Władysława Bałę, Kazimierza Gamskiego, Piotra Drehera, Stanisława Szmyda, Tadeusza Jedynaka i Eustachego Poticha.

Pogoń Lwów w 1936 roku. Źródło: Wikipedia

Już w następnej kolejce Pogoń pokonała ŁKS 2:1. Wolanin zaś mógł rozwijać swój talent u boku takich piłkarzy jak Michał Matyas, Spirydon Albański czy Alfred Zimmer. Swojego debiutanckiego gola w 1 lidze zdobył w meczu przeciwko Cracovii 17 października 1937 roku. Pogoń zakończyła sezon ponownie na 6 pozycji. W kolejnym roku „niebiesko-czerwoni” uplasowali się w tabeli o jedno miejsce wyżej. Adam Wolanin ustrzelił w tamtej kampanii siedem goli. Rok 1938 to był też czas debiutu polskiej kadry narodowej na piłkarskim Mundialu. W zespole, który pojechał do Francji,  zabrakło jednak miejsca dla piłkarzy Pogoni. Co prawda pewny plac w reprezentacji miał Jan Wasiewicz, ale na dziesięć dni przed czempionatem złapał kontuzję i nie znalazł się w ekipie kompletowanej przez Józefa Kałużę. Tym samym piłkarzowi „Poganiaczy” nigdy nie udało się zagrać na najważniejszym piłkarskim turnieju. Tak uważa część historyków futbolu. Czy na pewno jest to prawdą? Do tego jeszcze dojdziemy.

W ostatnim sezonie przed wybuchem II Wojny Światowej Adam Wolanin znów wykazywał się dobrą formą strzelecką. Już w meczu inaugurującym rozgrywki ligowe, ustrzelił swojego pierwszego (i jedynego) ligowego hat-tricka. Jego ofiarą padł zespół Garbarni Kraków. Do 1 września 1939 roku zdołał zgromadzić na swoim koncie sześć goli. Agresja Niemiec na Polskę przerwała dobrze zapowiadającą się karierę. Jego bilans ligowy zatrzymał się na liczbie 29 spotkań i 14 goli. Wielu upatrywało w nim następcę wielkiego Ernesta Wilimowskiego. Określano go największym talentem ostatniej dekady. Niestety te przepowiednie nie miały prawa się spełnić. Hitlerowskie czołgi, które rozorały polską ziemię, złamały życie wielu młodym ludziom. Także Wolaninowi.

Żołnierskie życie

17 września 1939 roku, gdy Polacy odpierali nazistowską nawałnicę, wbito nam w plecy kolejny sztylet.  Na wschodnie tereny przybyła „Armia Czerwona”. Lwów przestał być polski. „Perła Kresów” znalazła się w rękach Sowietów. Rozwiązano wszelkie towarzystwa sportowe. Także Pogoń. Na ich miejsce pozakładano jednak nowe. Lokomotyw, Spartak, Dynamo… Rozpoczęła się sowietyzacja okupowanych terenów. Właśnie w jednym z takich radzieckich przeszczepów, przez jakiś czas piłkę kopał Adam Wolanin. Jego talent przykuł uwagę najeźdźców. Zainteresował się nim Spartak Moskwa. Do stolicy ZSRR udał się wraz z Bolesławem Habowskim. Ten drugi przed wojną grał w Junaku Drohobycz. Zdążył rozegrać dwa mecze w polskiej kadrze. Strzelił nawet gola Łotyszom.

Reprezentowanie barw moskiewskiej drużyny nie do końca spodobało się Wolaninowi. Przynajmniej nie w takich okolicznościach. Wkrótce zaciągnął się do armii gen. Andersa. Przeszedł szlak bojowy prowadzący przez Iran, Palestynę i Afrykę. Ostatecznie trafił do Anglii. Zawód mechanika, którego wyuczył się w młodości we Lwowie, przydał mu się podczas żołnierskiej tułaczki. Służył w lotnictwie, lecz parał się nie tylko naprawianiem samolotów. Miał 709 godzin nalotu. Trzykrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych. Grywał w piłkę w drużynach wojskowych. Wystąpił w noworocznym spotkaniu pomiędzy polskimi pilotami a ich kolegami z Royal Air Force. Być może Polacy odczuwali jeszcze skutki sylwestrowej zabawy, gdyż przegrali tę towarzyską potyczkę aż 0:8. Koniec wojny miał słodko-gorzki smak. Co prawda Niemcy zostali pokonani, ale Polska pozostała w łapach komunistów. W dodatku ukochany Lwów Wolanina nie znajdował się już nawet w granicach Rzeczpospolitej. „Perła Kresów” została przywłaszczona przez Stalina. „Dziecko Łyczakowa” nie za bardzo miało gdzie wracać. Jako były żołnierz armii Andersa, w Polsce Ludowej prawdopodobnie padłby ofiarą komunistycznych prześladowań. Postanowił więc zostać na Wyspach Brytyjskich jak wielu innych Polaków. Zdołał awansować do stopnia chorążego. Stacjonował w bazie sił powietrznych w Bury St. Edmund w pobliżu Ipswich.

Narzeczona namówiła go, aby spróbował swoich sił w jednym z angielskich zespołów. Zgłosił się na testy do Blackpool. W debiucie strzelił pięć goli rezerwom Morecombe. Dzięki temu dano mu szansę w kolejnych meczach sparingowych. Ostatecznie znalazł się w składzie drużyny rezerw. Być może z czasem przebiłby się do pierwszego zespołu, w którym występował, chociażby Stanley Matthews. Wolał jednak wyjechać do USA, gdzie znajdowała się największa diaspora lwowiaków.

Uścisk Telmo Zarry

Po drugiej stronie oceanu osiadł w Chicago. Występował w klubach polonijnych. Najpierw w Chicago Maroons, a następnie w AAC Eagles. Ci drudzy grali w lokalnej lidze NSL. Jego talent został dostrzeżony przez amerykańskich działaczy, którzy montowali zespół mający wystąpić na pierwszym powojennym Mundialu w Brazylii. Wolanin jak ulał pasował do drużyny Jankesów. W jej składzie znajdowały się takie osobowości jak: Joe Gaetjens, Haitańczyk, który wystąpił jako reprezentant Stanów Zjednoczonych, nie mając nawet amerykańskiego obywatelstwa.  John Macca, Belg walczący podczas wojny w ruchu oporu. Frank Wallace, żołnierz, który przesiedział 15 miesięcy w niemieckim obozie dla jeńców. Sami przyznacie, była to mieszanka osobowości, do której „Dziecko Łyczakowa” pasowało idealnie. Większość zawodników tamtej drużyny to byli jednak piłkarze, których dziś nazwalibyśmy hobby-player. Dość powiedzieć, że Wolanin znalazł się w składzie, ponieważ Ben McLaughlin nie dostał urlopu na turniej a dodatkowo miał w planach wesele.

Ta zbieranina, która do Brazylii udawała się w roli dostarczyciela punktów, sprawił jedną z największych niespodzianek w historii piłkarskich Mistrzostw Świata. Za taką uznawane jest zwycięstwo z buńczucznymi Anglikami, po bramce wspomnianego Gaetjensa. Tamten mecz znany jest jako „Cud na trawie”. Historia tej potyczki doczekała się nawet ekranizacji (film nazywa się „Gra ich życia”). Adamowi Wolaninowi niedane jednak było wystąpić w tym wiekopomnym wydarzeniu. Trener William Jeffrey wstawił go do składu na inauguracyjne spotkanie z Hiszpanią. W kronice filmowej z tamtych mistrzostw widać jak Wolanin przed meczem wita się z legendarnym Telmo Zarrą. Jankesi ulegli jednak Hiszpanom 3:1, a Zarra zdobył gola pieczętującego wygraną. Szkocki selekcjoner zapewne uznał, że przed meczem z „Synami Albionu” trzeba zrobić w składzie pewne korekty. Ofiarą tych rewolucji padł Polak. Jak się okazało, posunięcia Jeffreya przyniosły oczekiwany skutek. Jego drużyna zwyciężyła z faworytem całego turnieju. W ostatniej grze przegrali jednak 5:2 z Chile i ostatecznie zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie. Wolanin mecz z Latynosami również obejrzał tylko z wysokości trybun.

Po powrocie do USA nadal mieszkał w Chicago. W mieście znanym z przetwórstwa mięsnego Wolanin założył niewielką masarnię. Nadal grywał w „soccer”. Przez jakiś czas trenował również kluby polonijne. W pierwszej reprezentacji Stanów Zjednoczonych już więcej nie zagrał. Wystąpił za to kilkukrotnie w drużynie olimpijskiej. Grał tam z innym lwowiakiem — Ukraińcem Zenonem Snylykiem.  W tym czasie w kadrze Kanady grał Ostap Steckiv. Także były mieszkaniec „Perły Kresów”. „Dzieciak Łyczakowa” prowadził również niewielką restaurację. Po zakończeniu przygody z piłką Wolanin często zaglądał do kieliszka. Być może przez utraconą szansę na zrobienie większej kariery? A może z tęsknoty za ukochanym Lwowem? Trudno odgadnąć. Ostatnie lata jego życia to tajemnica. Zerwał kontakt ze znajomymi. Być może przez problem z alkoholem. Wiadomo jedynie, że zmarł w 1987 roku. W 1976 roku został wprowadzony wraz z resztą zespołu z Mundialu w Brazylii do National Soccer Hall of Fame.

Ilu takim chłopakom jak on karierę złamała zawierucha wojenna? Jak potoczyłyby się jego dalsze losy? Czy dorównałby talentem Ernestowi Wilimowskiemu? Tego już nigdy się nie dowiemy. Został jedynym graczem Pogoni Lwów, który zagrał na Mundialu. Jednak ten występ to istny chichot losu.

RAFAŁ GAŁĄZKA

Żródła:

#wspieramretro
O Rafał Gałązka 25 artykułów
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.