Arthur Friedenreich – pierwsza gwiazda brazylijskiego futbolu

Od kiedy pod koniec XIX wieku Charles Miller przywiózł do Brazylii książeczkę z regułami gry w piłkę nożną, Kraj Kawy zrodził dziesiątki boiskowych herosów. Od Leonidasa, po Ronaldinho. Od Pele, po Ronaldo. Litania do “świętych” futbolowego kościoła w największym kraju Ameryki Południowej byłaby naprawdę długa. Wszystko musi mieć jednak swój początek. Ktoś musi być tym pierwszym. Dziś przybliżę wam sylwetkę protoplasty największych gwiazd rodem z Copacabany i biednych faweli Rio oraz Sao Paulo. Oto Arthur Friedenreich i jego historia.

W krainie piłkarskich rasistów

Tragiczne wydarzenia z Minneapolis, które miały miejsce pod koniec maja i niefortunna śmierć George Floyda, sprawiły, że antyrasistowski ruch Black Lives Matters stał się znaczącą siłą na świecie. Poparcie dla tej idei wyraża również świat sportu.

Od koszykarzy NBA, przez piłkarzy Premier League aż po kierowców Formuły 1 na czele z Lewisem Hamiltonem. I chociaż w większości zgodzimy się z faktem, że rasizm jest jedną z najbardziej obrzydliwych rzeczy, jaka dotyka ludzkość, to ciężko momentami nie odnieść wrażenia, że rozpasana polityczna poprawność przybiera czasami taki kierunek, że zdroworozsądkowemu człowiekowi pozostaje jedynie złapać się za głowę lub popukać palcem po czole.

Dziś przeniesiemy się jednak do miejsca i czasów, gdy rasizm był elementem codzienności i większość ludzi zdawała się nie widzieć w nim żadnego problemu. Bo jak inaczej określić miejsce, w którym o tym, czy możesz grać w piłkę, decydował twój kolor skóry? Tak wyglądała rzeczywistość w Brazylii początku XX wieku. Jeśli w takich okolicznościach ciemnoskóremu chłopakowi z Sao Paulo udaje się zostać pierwszym, wielkim idolem kibiców z Kraju Kawy, to jedno jest pewne – musiał mieć olbrzymi talent.

Arthur Friedenreich. Mulat o zielonych oczach

Musimy jednak wiedzieć o jednej rzeczy. W żyłach urodzonego w 1892 roku Friedenreicha nie płynęła w jedynie krew afrykańskich imigrantów. Owszem, jego matka Mathilde była czarnoskórą praczką, jednak ojciec przyszłego futbolisty był z pochodzenia Niemcem. Inżynier Oscar Friedenreich bardzo zresztą wspierał syna w jego przygodzie z piłką. Wymowna jest nazwa pierwszego klubu, jaki reprezentował młody Arthur – SC Germania. Drużyna zrzeszająca społeczność niemiecką.

Co najważniejsze młodzian odziedziczył również po ojcu znaczną część urody. Był mulatem i miał zielone oczy. To łagodziło nieco negatywne nastawienie białego establishmentu, który początkowo przywłaszczył sobie brazylijski futbol na najwyższym poziomie.

Nie rozwiązywało to jednak wszystkich problemów związanych z barierą rasową. Jego “opalona” twarz mogła razić arystokrację zasiadającą na trybunach stadionów. W związku z tym Arthur często pudrował ją przed wyjściem na boisko, by jego skóra wydawała się jaśniejsza. Jeszcze większym problemem były jego sztywne włosy, które zdecydowanie musiał odziedziczyć po matce – córce oswobodzonych niewolników. Przed meczami nakładał na głowę tony brylantyny, by doprowadzić je do porządku. Czasami zakładał też na nie specjalną siateczkę, która miała maskować sterczące strąki.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Mimo to zmagał się z podziałami rasowymi nawet wtedy, gdy jego nazwisko było już znane w świecie latynoskiego futbolu. Przed Copa America 1921, które miało się odbyć w Argentynie, ogłoszono, że w turnieju mogą wziąć udział jedynie biali zawodnicy. Brazylijski prezydent Epitacio Pessoa nakazał wycofać z kadry czarnoskórych graczy na czele z Arthurem…

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…