Narodziny “Selecao”. Brazylia-Exeter City 1914.

Brazil_v_Exeter_City_(1914)

B
razylijczycy to pięciokrotni Mistrzowie Świata w piłce nożnej. Jednak na początku ubiegłego wieku, „Canarinhos” nie znaczyli zbyt wiele na piłkarskiej mapie świata. W Ameryce Południowej to ich sąsiedzi z Argentyny rozdawali karty. „Albicelestes” wygrali pierwszą edycję Copa America w 1910 roku. Dość powiedzieć, że w Brazylii, nie istniały wówczas jeszcze ogólnokrajowe struktury piłkarskie.  Dopiero 21 lipca 1914 roku, drużyna złożona z graczy z Sao Paulo i Rio de Janeiro, odniosła swoje pierwsze, wielkie zwycięstwo.  W pokonanym polu zostawiła … trzecioligowców z angielskiego Exeter City. Retro Futbol przybliży wam dziś kulisy tamtego spotkania i narodzin brazylijskiej potęgi piłkarskiej.

Z ziemi angielskiej do brazylijskiej

Charles Miller był synem szkockiego inżyniera. Urodził się w 1874 roku w Sao Paulo. Jego ojciec, John, przybył w XIX wieku do „Kraju Kawy”, by budować tam linie kolejowe. Dziesięć lat później, wysłał swojego syna do ojczyzny, by ten zdobył odpowiednie wykształcenie. W Wielkiej Brytanii mały Charles poznał zasady gry w piłkę nożną. Grywał też w krykieta, ale to futbol od początku stał się jego wielką miłością. W 1894 roku zakończył edukację w szkole w Southampton i wrócił do rodziców. Razem z ojcem zaczął rozwijać brazylijską kolej. Z Anglii przywiózł jednak ze sobą coś, co dla miejscowych stało się w późniejszym czasie ważniejsze od kolejnych mil torów kolejowych. W walizce Charlesa znajdowały się: dwie piłki, pompka, strój piłkarski i książeczka z regułami gry w futbol. Rok później zorganizował mecz pomiędzy Brytyjczykami z kolei i Brazylijczykami z kompanii gazowej. Miller i jego zespół wygrali 4:2. W międzyczasie przyłożył też rękę do powstania Sao Paulo Athletic Club oraz Liga Paulista de Foot-Ball, pierwszej ligi piłkarskiej w Brazylii. Zresztą Miller i jego SPAC wygrywali tę ligę trzykrotnie, a sam Charles był pierwszym królem strzelców tych rozgrywek.

Charles Miller. Źródło: wessexscene.co.uk

31 lipca 1906 roku, Brazylia rozegrała swój pierwszy międzynarodowy mecz. Przeciwnikiem Latynosów byli gracze All-White South Africa Team. Przybysze z Afryki wygrali gładko 6-0. W składzie miejscowych znajdował się Charles Miller. Problem w tym, że „Canarinhos” wystąpili w tym meczu mocno osłabieni. W ich składzie znajdowali się jedynie gracze ze stanu Sao Paulo. I to nie wszyscy, bo Paulistas byli podzieleni na wiele rywalizujących ze sobą federacji, które nie potrafiły dojść do porozumienia. Przez kilka lat rozegrano wiele meczów, w których Brazylię reprezentowali jedynie gracze podlegający pod dany związek, pojedyncze kluby piłkarskie lub obcokrajowcy mieszkający w Brazylii. Tarcia pomiędzy działaczami z Sao Paulo wykorzystali związkowcy z Rio de Janeiro. Po raz kolejny sprawdziło się przysłowie: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Liga Metropolitana de Sports Athleticos, pod przewodnictwem Alvaro Zamitha, ogłosiła 8 czerwca 1914 roku, utworzenie Federacao Brasileira de Sports. Był to najwyższy organ odpowiedzialny za brazylijski sport, w tym za powoływanie piłkarzy do reprezentacji w piłce nożnej.

Argentyńsko-brazylijskie tournée

Nie doszłoby do pierwszego meczu reprezentacji Brazylii, gdyby nie … federacja argentyńska. To działacze z „Kraju Tanga” wpadli na pomysł, by zaprosić do siebie klub z Anglii. Wyspiarze uchodzili wówczas za futbolową potęgę i wizyta zespołu z Wielkiej Brytanii to był dla Latynosów wielki zaszczyt. Angielscy notable przystali na zaproszenie. Następnie wybrali trzecioligowe Exeter City, by reprezentowało ich kraj, podczas tej południowoamerykańskiej eskapady.

18 maja 1914 roku, „The Grecians” (przydomek piłkarzy z Exeter) wyruszyli z portu w Southampton w osiemnastodniowy rejs. Na pokładzie statku „SS Andes”, piłkarze z hrabstwa Devon, grali w tenisa, by utrzymać formę fizyczną. Już sam początek pobytu Anglików na obcym kontynencie, obfitował w przygody (niekoniecznie piłkarskie). Chłopcy z Exeter, zaraz po dopłynięciu do portu w Santosie, postanowili wziąć orzeźwiającą kąpiel w Oceanie. Pech chciał, że skorzystali z plaży, na której kąpiele były zakazane. W związku z tym cała drużyna trafiła do aresztu, oskarżona o nieobyczajne zachowanie. Interwencja angielskiego dyplomaty i wyrozumiałość brazylijskich stróżów prawa sprawiła, że przybysze z Europy uniknęli odesłania do domu. Exeter City mogło spokojnie udać się do Argentyny, gdzie drużyna rozegrała osiem spotkań towarzyskich. W czasie tournée angielscy trzecioligowcy przeżyli kolejne przygody. Podczas jednego ze spotkań towarzyskich, działacz rywali groził sędziemu bronią, gdy ten odgwizdał karnego dla Exeter.  Innym zaś razem, konny policjant, ochraniający spotkanie, stracił panowanie nad swoim wierzchowcem i zwierzę wbiegło na murawę, przerywając atak Anglików.

Pobyt „The Grecians” w sąsiednim kraju, postanowili wykorzystać działacze z Brazylii. Poprosili więc Anglików, by wydłużyli swoje tournée i w drodze powrotnej zatrzymali się jeszcze w „Kraju Kawy”. Goście z Europy mieli początkowo zagrać zarówno w Sao Paulo, jak i Rio. Wizy udało się jednak wydłużyć tylko na tyle, by czasu starczyło na wizytę w ówczesnej stolicy kraju. Z tego powodu, postanowiono utworzyć łączony zespół, składający się zarówno z najlepszych Paulistas, jak i Cariocas. Proces tworzenia zespołu narodowego nazwano „Selecao”, co w języku portugalskim oznacza „selekcję”. Nazwa ta stała się też pierwszym przydomkiem reprezentacji Brazylii.

„Mulat o zielonych oczach”

Wizyta Exeter City w Rio to był pierwszy raz, gdy profesjonalny zespół zagościł na brazylijskiej ziemi. Dla miejscowych mecz z mitycznymi Anglikami, był wielkim wydarzeniem, nawet jeśli miał to być pojedynek z trzecioligowcami. Potraktowali tę potyczkę bardzo poważnie.

Zanim jednak podano danie główne, „The Grecians” zagrali dwa mecze na przystawkę. Najpierw pokonali drużynę złożoną z miejscowych Anglików 3-0, a następnie zespół złożony z Brazylijczyków ze stanu Rio 5-3. 21 lipca nadszedł czas na próbę generalną, która miała zweryfikować potencjał piłkarski największego kraju Ameryki Południowej. Spotkanie odbyło się na „Estadio das Laranjeiras”, które na co dzień było areną zmagań dla piłkarzy Fluminense. Chociaż stadion miał pojemność na około 6000 miejsc, tego dnia zmieściło się na nim blisko 10000 widzów.

Największą gwiazdą Reprezentacji Brazylii był Arthur Friedenreich. Tego syna niemieckiego imigranta i brazylijskiej praczki, nazywano „mulatem o zielonych oczach”. Uchodził za największy piłkarski talent ówczesnej Brazylii. Opinię publiczną raził jednak … kolor jego skóry. „Rasowy mieszaniec” nie pasował do archetypu brazylijskiego bohatera narodowego. Przynajmniej tak uważały miejscowe elity. Piłką posługiwał się jednak tak wspaniale, że grzechem byłoby zabronić mu gry w zespole narodowym. Został więc pierwszym mulatem w reprezentacji Brazylii. Legendy mówią, że przed wyjściem na murawę, musiał pudrować twarz i nakładać tony brylantyny na swoje nieujarzmione włosy, by nie drażnić publiczności swoją afrykańską urodą.

Arthur Friedenreich. Źródło: footballmemories.net

Wielki triumf

Friedenreichowi w ataku partnerował Oswaldo Gomes. Gwiazda miejscowego Fluminense, na którego stadionie doszło do tej wiekopomnej potyczki. To właśnie on napoczął Exeter City i tym samym zdobył pierwszą bramkę w historii reprezentacji Brazylii. W tym momencie trybuny wybuchły szałem radości. Mężczyźni podrzucali do góry swoje kapelusze, a kobiety machały białymi chustkami. Na 2:0 podwyższył Osman, gracz klubu America. Toporny, angielski, trzecioligowy futbol nie miał szans w starciu z gibkimi Brazylijczykami, którzy poruszali się po murawie, jakby tańczyli sambę. Swoją złość, piłkarze „The Grecians” wyładowali na Friedenreichu. Brazylijski gwiazdor stracił w czasie tego meczu dwa zęby. Trenerzy ręcznikami próbowali zatamować krwotok. Ucierpiał również kapitan zespołu – Rubens Salles – który zakończył mecz z kontuzją żeber. Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, rozentuzjazmowany tłum porwał swoich piłkarzy na barki, a lokalna prasa ogłosiła ich bohaterami narodowymi. Exeter City zostało pokonane przez Brazylijczyków 2:0.

Egzotyczna sceneria meczu. Źródło: itv.com

Anglicy niepocieszeni wrócili do kraju. Kilka tygodni później, wielu z nich musiało wyruszyć na front i walczyć po stronie państw Ententy w czasie I Wojny Światowej. Wielu młodych ludzi już nigdy nie powróciło z okopów do rodzinnego domu. Więcej szczęścia miał Dick Pym, jeden z uczestników południowoamerykańskiej wyprawy. Nie dość, że udało mu się przeżyć piekło wojny, to w 1923 roku, już w barwach Bolton Wanderers, zwyciężył w Pucharze Anglii. Z Pymem wiąże się zresztą pewna anegdota. Podobno przed powrotem do domu, zakupił w Brazylii papugę. Ptak przeżył na Wyspach Brytyjskich wiele lat, gdy w końcu umarł, pochowano go w pobliżu bramki, na stadionie Exeter.

Lepszy niż Pele

Mecz z Exeter City uznawany jest za pierwsze spotkanie rozegrane przez reprezentację Brazylii. Dał on początek wielkiej, piłkarskiej potędze, jaką znamy dziś. Pokazał, że zarówno gracze z Sao Paulo, jak i Rio, mogą zagrać wspólnie, ponad związkowymi podziałami. Dwa miesiące później, odbyło się pierwsze oficjalne spotkanie „Selecao”. Ich przeciwnikiem była Argentyna. Brazylijczycy przegrali 3:0, po dwóch bramkach Izaguirre i jednej Molfino. Jednakże Friedenreich i jego koledzy, czynili szybkie postępy. Pięć lat później, Brazylia była już mistrzem kontynentu. Na Copa America 1919, w decydującym batalii pokonała Urugwaj. Potrzebne do tego były trzy spotkania z „Urusami”. W drugiej dogrywce meczu barażowego (spotkanie potrwało 150 minut, dwa wcześniejsze spotkania nie wyłoniły zwycięzcy), dziewiczy tytuł zapewnił „Selecao” Friedenreich, który wspólnie z kolegą z drużyny, Neco, został najlepszym strzelcem tamtego turnieju.

Według niektórych źródeł „Mulat o zielonych oczach” zdobył przez całą swoją karierę 1329 goli, czyli o ponad 40 więcej niż Pele. Wyliczenia te opierają się głównie na notatkach, które w czasie kariery piłkarza, prowadził jego ojciec oraz ówcześni dziennikarze. Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu uznaje mu oficjalnie 354 gole w 323 meczach, co daje kapitalną średnią 1,11 trafienia na mecz. Dziewięciokrotnie był najlepszym strzelcem rozgrywek stanowych. Copa America wygrywał z kolegami dwukrotnie. W kadrze zagrał 15 razy i strzelił 8 goli. Był też symbolem przełamywania barier rasowych. Dowodem na to, że „kolorowy” chłopak także może zostać brazylijskim bohaterem. Wówczas nie było to tak oczywiste. Chociaż społeczeństwo w „Kraju Kawy” było różnorodne, niczym fauna i flora Amazonii, istniały silne podziały rasowe. Piłka nożna okazała się doskonałym narzędziem do burzenia tych ścian.

Wyjątkowy mecz

W 2014 roku Exeter City wyszło z inicjatywą, by dla upamiętnienia tamtego wydarzenia znów zagrać mecz. Oczywiście ciężko byłoby, żeby „The Grecians” zmierzyli się z pierwszą reprezentacją „Canarinhos”. Na pomysł przystało jednak Fluminense, na którego obiekcie zostało rozegrane historyczne spotkanie. „Flu” pokryli większość kosztów związanych z logistyką. W Brazylii zmierzyły się zespoły U-23 obu klubów. Na trybunach pojawiła się delegacja fanów z Europy. Mecz rozpoczęto oryginalną piłką z 1914 roku. Padł bezbramkowy remis.

Któż mógł się spodziewać, że ten niepozorny klubik z hrabstwa Devon, który nigdy w swojej historii nie zagrał wyżej, niż na trzecim szczeblu rozgrywkowym, odegra tak ważną rolę w historii najbardziej utytułowanej reprezentacji na świecie? Jest to kolejny przykład na to, jak piękne i romantyczne historie potrafi pisać futbol.

Skład reprezentacji Brazylii w meczu z Exeter:

Marcos de Mendonca – Pindaro, Nery, Sylvio Lagreca, Rubens Salles, Rolando, Abelardo, Oswaldo Gomes, Arthur Friedenreich, Osman, Formiga

Trener: Sylvio Lagreca

RAFAŁ GAŁĄZKA

Źródła

#wspieramretro
O Rafał Gałązka 17 artykułów
Futbolowy konserwatysta. Przeciwnik komercjalizacji piłki, fan świateł rac na trybunach. Sympatyk Arsenalu i lokalnego LKS "Dąb" Barcin. Beznadziejnie zakochany w Reprezentacji Polski. Głównie piłka polska oraz angielska.