Pele – osobista historia króla futbolu

Na łamach Retro Futbol można znaleźć teksty o wielu postaciach światowego futbolu. Przedstawione są sylwetki piłkarzy, trenerów, działaczy czy sędziów. Piszemy o największych piłkarskich osobowościach odnoszących wielkie sukcesy, ale i o ludziach spoza pierwszych stron gazet. Jednak do tej pory na naszym portalu brakowało sylwetki Pelego – dla wielu najlepszego zawodnika w historii dyscypliny. Z jednej strony mogło to dziwić. Ale jak przedstawić tak wielką personę, o której napisano już wszystko i którą zna każdy? Jak zrobić to w sposób, który nie powielałby tego, co już zostało napisane? Można nadać opowieści osobisty charakter. Autor tego tekstu nie pamięta boiskowych popisów Brazylijczyka. Nie jest też żadnym autorytetem, postacią, której zdanie interesowałoby rzesze czytelników. Ale skoro nasz portal jest otwarty na wszystkie tematy związane z futbolem, a miłość do historii sportu jest ważną częścią życia autora, można spróbować uszyć kilka zdań o jednym z największych piłkarzy w dziejach.

Król futbolu

Kto mówi jazz, mówi Louis Armstrong. Kto mówi futbol, mówi Pele – takie słowa na temat piłkarza można przeczytać w poświęconym mu artykule w książce „Legendarne postacie futbolu” Bernarda Morlino. Czy jednak jest to właściwe porównanie? Pierwsze skojarzenie z jazzem nie dla wszystkich stanowi nazwisko wykonawcy utworu „What a Wonderful World”. Wielu osobom przyjdzie na myśl Miles Davis, innym John Coltrane. A na hasło „król futbolu” chyba wszyscy odpowiedzą: „Pele”. Nawet jeśli nie każdy uważa Brazylijczyka za najlepszego piłkarza w historii.

Diego Maradona, Johan Cruijff, Ferenc Puskas, George Best, czy w końcu Lionel Messi i Cristiano Ronaldo. Kandydatów do miana największego w dziejach jest przynajmniej kilku. Problem polega na tym, że nie da się go wskazać. Jest to niemożliwe. Na ocenę składa się wiele czynników, trzeba przyjąć sporo kryteriów. Pytanie kto był najlepszym piłkarzem w historii musi pozostać bez odpowiedzi, a nawet jeśli ktoś jej udzieli, będzie to tylko jego subiektywna opinia.

Faktem jednak jest, że Pele to jeden z najlepszych graczy w dziejach. I chyba żaden piłkarz (może z wyjątkiem Maradony) nie zapisał się tak mocno w powszechnej świadomości, nie stał się tak rozpoznawalny i pamiętany mimo upływu lat, nie został tak wielką postacią popkultury.

O Pelem usłyszałem, zanim zacząłem interesować się piłką nożną. Miałem kilka lat, ale już wiedziałem kim jest Pele. Być może był pierwszym piłkarzem, którego potrafiłem rozpoznać. I przez lata mojej sportowej pasji ta postać mi towarzyszyła. Także dzięki jego legendzie, na mundialach kibicowałem nie tylko Polsce, ale także Brazylii.

Piłkarskie marzenia

Myślę, że wielu kibiców zna tę historię. Pewnie została ubarwiona, podkoloryzowana, ale jest ładna, sugestywna, działająca na wyobraźnię. 16 lipca 1950 roku na Maracanie w Rio de Janeiro został rozegrany mecz o tytuł mistrza świata. Nie był to finał w klasycznym znaczeniu. Format tamtego mundialu był zupełnie inny niż wcześniej i później. Przez cały turniej grano wyłącznie systemem grupowym. Złote medale przeznaczone były dla drużyny, która zgromadzi najwięcej punktów po rundzie finałowej.

Los nie mógł lepiej tego ułożyć. W ostatnim spotkaniu mistrzostw doszło do bezpośredniej walki o tytuł. Brazylia mierzyła się z Urugwajem. Gospodarzom wystarczył remis. Wydawało się, że nic nie może pozbawić ich sukcesu. Na trybunach zjawiło się prawie 200 tysięcy kibiców. Cały kraj słuchał relacji z widowiska w radiu. Wśród tych, którzy tego dnia siedzieli przy odbiorniku był ojciec Pelego oraz liczne grono jego znajomych, których zaprosił do wspólnego przeżywania emocji.

Bohater naszej opowieści, Edson Arantes do Nascimento, którego świat poznał później właśnie jako Pele, miał wtedy 10 lat. Nie był przyklejony do radiowego głośnika. Trzymał kciuki za rodaków i nasłuchiwał wieści z Maracany, ale jednocześnie pochłonięty był bieganiem za piką. W domu rozbrzmiewał głos sprawozdawcy, na zewnątrz mali chłopcy próbowali strzelać gole na podwórkowe bramki.

Początkowo wszyscy byli szczęśliwi. Brazylia tuż po przerwie objęła prowadzenie. Później jednak Urugwaj strzelił dwa gole i zapewnił sobie tytuł mistrza świata. Pele na łamach swojej autobiografii tak wspominał pierwsze chwile po końcowym gwizdku:

Pamiętam, jak wszedłem do domu, kiedy mecz się skończył, i zobaczyłem ojca i jego przyjaciół: milczeli. Podszedłem i zapytałem go, co się stało. Był 16 lipca 1950 roku, ale pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj – Brazylia przegrała – powiedział ponuro. – Brazylia przegrała. Jeszcze dzisiaj, kiedy myślę o tym popołudniu i przypominam sobie wszechobecny smutek, dostaję gęsiej skórki.  

Dla tak młodego człowieka napędzanego marzeniami, pragnącego w przyszłości zostać wielkim piłkarzem, dorastającego w kraju, który kocha futbol miłością szaloną, musiało być to przeżycie niezwykle głębokie. Chłopiec zapragnął pomścić ówczesnych idoli i po latach zdobyć dla Brazylii Puchar Świata. Obiecał pogrążonemu w smutku ojcu, że kiedyś tego dokona.

Potem spojrzał na wiszący na ścianie obrazek z Jezusem i ze łzami w oczach pytał Stwórcy dlaczego tak się stało. Nie mógł zrozumieć dlaczego najważniejsze piłkarskie trofeum padło łupem Urugwajczyków, największych, obok Argentyńczyków, rywali Brazylii.

Tamten mecz przez lata był dla Brazylijczyków koszmarem. Kolejne pokolenia słyszały o tej bolesnej porażce. Rana trapiła cały naród i nie goiła się, mimo wielu późniejszych sukcesów. Ale tego dnia, kiedy wylał się ocean brazylijskich łez, narodziło się też wielkie marzenie, które kilkanaście lat później zostało spełnione.

Dzieciństwo

Edson Arantes do Nascimento urodził się 23 października 1940 roku w Tres Coracoes. W jego rodzinie panowała bieda. Jego matka, Celeste, jak pisał sam Pele we wspomnianej już autobiografii, „była drobna, miała lśniące czarne włosy i piękny uśmiech”. Ojciec, Jao Ramos do Nascimento, znany jako Dondinho, pochodził z miasta oddalonego o sto kilometrów. Żonę poznał w Tres Coracoes, gdy pełnił tam służbę wojskową. To od niego Pele dostał w genach talent piłkarski. Tata późniejszej legendy futbolu był bowiem środkowym napastnikiem w lokalnym Atletico.

Podczas jednego z meczów strzelił pięć goli głową. Jego syn był wówczas bardzo młody i nie pamiętał tego niecodziennego wydarzenia. Po latach, gdy Pele był już jednym z najlepszych piłkarzy na świecie, dziennikarze napisali, że jedyny rekord strzelecki, który nie należy do Pelego jest dziełem jego ojca.

W czasach dzieciństwa naszego bohatera narodził się także jego przydomek. Dlaczego na młodego Edsona zaczęto wołać Pele? Jest kilka wersji. Najbardziej prawdopodobną jest ta związana z kolegą ojca. Ów kolega nazywał się Jose Lino i był bramkarzem w drużynie Dondinho. Nosił przydomek Bile.

Pewnego razu Dondinho zabrał syna na trening. Chłopiec wskakiwał do bramki, wykrzykiwał pseudonim wspomnianego bramkarza i przekonywał, że w przyszłości też chciałby być golkiperem. Edson przekręcał jednak przydomek zawodnika Atletico. Z „Bile” zrobił się „Pile”, a potem „Pele”. Kiedy rodzina przeprowadziła się do Bauru, przydomek przylgnął do naszego bohatera na dobre.

Kariera w Santosie

Pele od najmłodszych lat uganiał się za piłką. To samo robiła większość brazylijskich gwiazd futbolu. Ale nie każdy miał okazję zadebiutować w jednym z największych południowoamerykańskich klubów już w wieku 15 lat.

W 1956 roku Waldemar de Brito, były reprezentant Brazylii, później trener Pelego w zespole młodzików, docenił talent chłopca. Gdy wypłynął na szerokie trenerskie wody, ściągnął go do drużyny Santosu. Matka początkowo, co zupełnie zrozumiałe, była nieufna, miała obawy, jej rodzicielskie serce wypełnione było strachem przed wyjazdem syna.

Ojciec wykazywał więcej entuzjazmu. Sam nie był do końca spełniony jako piłkarz. Jego kariera została przerwana przez kontuzję. Doskonale rozumiał marzenia swojego potomka. Ostatecznie także i matka dała się przekonać. Pele ruszył w drogę.

Trafił do Santosu, miasta leżącego w stanie Sao Paulo. Pierwszy raz w życiu zobaczył morze. Znalazł się w innym świecie, który do tej pory znał tylko z opowieści. Na plaży dotknął piasku, spróbował wody, przekonując się, że, zgodnie z tym, co mówiła mu nauczycielka, jej smak jest słony.

A potem już rozwijał wielką karierę. Jego piłkarska przygoda nabrała rozpędu. Po miesiącu treningów z drużyną seniorów, dostał szansę debiutu w pierwszym zespole. Miało to miejsce 7 września 1956 roku, w dniu, w którym Brazylia świętowała rocznicę uzyskania niepodległości.

Rywalem Santosu było Santo Andre. Pele wszedł na boisko w drugiej połowie i strzelił gola. Niestety, tego meczu nie transmitowało radio, więc Dondinho o wyczynie swego syna dowiedział się dopiero następnego dnia. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, że już wkrótce sukcesy Pelego będzie oglądał cały świat.

Edson Arantes do Nascimento strzelił dla Santosu grubo ponad tysiąc goli. W jego barwach grał przez 18 lat. Dwukrotnie wygrał rozgrywki Copa Libertadores. Sięgnął po dwa Puchary Interkontynentalne. Święcił także liczne sukcesy krajowe.

Mundiale Pelego

Jak to się stało, że Pele potrafił zawładnąć wyobraźnią chłopaka, który nigdy go nie widział, nie pamięta jego piłkarskich czasów, nie oklaskiwał jego goli? Sprawiła to siła opowieści. W czasach, wcale nie tak odległych, gdy nie było nam dane oglądać wszystkich meczów, na jakie tylko przyszła ochota, gdy futbol nie wylewał się z telewizji tak obficie, jak teraz, a dostęp do Internetu mieli tylko nieliczni, człowiekowi kochającemu sport łatwo było zanurzać się w historię.

Na półkach w księgarniach nie było tylu sportowych książek, co teraz. Ale za to można było chłonąć wszystko, co się pojawiało, bo nie było tego tak dużo. Obecna ilość treści jest nie do przyjęcia w całości. Wtedy powtórki najsłynniejszych meczów Ligi Mistrzów na niemieckim Eurosporcie i halowe międzysezonowe turnieje na DSF były prawdziwym świętem i smakowały jak najlepsze piłkarskie dania.

Może w tych słowach jest duża dawka nostalgii, ale pierwsze sportowe wspomnienia, początki wielkiej pasji zawsze taką nostalgię przywołują. Od taty dostałem sporo sportowych książek. Rodzice kupowali mi kolejne, wtedy wychodzące rzadziej niż teraz, publikacje na temat sportu, gromadziłem gazety czytane do ostatniej kropki, a potem piłkarskie płyty zajeżdżane w odtwarzaczu.

Kiedy do moich rąk trafiła płyta z filmem dokumentalnym poświęconym Pelemu, byłem mocno podekscytowany. Wcześniej wiele o nim czytałem, teraz mogłem zanurzyć się w historię jego kariery. Nie mogłem uwierzyć, że nigdy nie zagrał w Europie. Ale jeszcze bardziej niewiarygodne było to, czego dokonał z reprezentacją Brazylii – jako jedyny piłkarz w dziejach zdobył mistrzostwo świata aż trzy razy.

W reprezentacji Pele zadebiutował w wieku 17 lat. Strzelił gola Argentynie, ale Brazylia przegrała. W 1958 roku pojechał na pierwszy mundial. Mistrzostwa świata odbywały się wówczas w Szwecji. Brazylijczycy wygrali turniej w pięknym stylu, a Pele po raz pierwszy zadziwił świat. Przy okazji ustanowił kilka rekordów.

Podczas swego pierwszego meczu na mistrzostwach, przeciwko reprezentacji Związku Radzieckiego, miał 17 lat i 235 dni, dzięki czemu został najmłodszym piłkarzem w historii mundialu. Strzelając gola w ćwierćfinale z Walią, stał się najmłodszym mundialowym zdobywcą bramki. Był także najmłodszym strzelcem hat-tricka – dokonał tego w półfinale z Francją. W końcu zapisał się w historii także jako najmłodszy piłkarz z golem w finale. Trafił bowiem do siatki (i to dwukrotnie) w meczu o złoto przeciwko reprezentacji Szwecji. Brazylia wygrała 5:2 i pierwszy raz w dziejach została najlepszą drużyną globu.

Cztery lata później, gdy mistrzostwa odbywały się w Chile, Brazylia obroniła tytuł, ale Pele nie mógł do końca dobrze wspominać tej imprezy. Już w fazie grupowej doznał kontuzji, która uniemożliwiła mu kolejne występy. Zagrał jedynie w dwóch spotkaniach i tylko z boku przyglądał się, jak jego koledzy pokonują w finale Czechosłowację 3:1.

Dobrych wspomnień nie przywiózł też z mistrzostw rozgrywanych w 1966 roku w Anglii. Zaczęło się obiecująco. Pele strzelił gola w pierwszym meczu, a Brazylia pokonała 2:0 Bułgarię. Potem nadeszły porażki z Węgrami i Portugalią. Pele był w czasie turnieju niemiłosiernie faulowany, a „Canarinhos” nie wyszli z grupy.

Klęskę poniesioną na Wyspach piłkarze z Ameryki Południowej powetowali sobie w 1970 roku. Na meksykańskich boiskach prezentowali futbol piękny, niemal artystyczny. Kibice w Polsce nie mogli tego zobaczyć. Pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Władysław Gomułka uznał, że transmisje z Meksyku są za drogie. Dopiero po latach okazało się, że Polska i tak płaciła, ponieważ TVP była członkiem Interwizji – organizacji zrzeszającej telewizje państw socjalistycznych. O tym jednak nikt ludziom nie powiedział.

Towarzysze partyjni mogli oglądać mecze w Pałacu Kultury lub w gmachu telewizji na Placu Powstańców Warszawy. Zwykli kibice, by zobaczyć popisy najlepszych piłkarzy musieli wyjechać pod granice, gdzie można było odbierać telewizje radziecką, czeską lub niemiecką.

Trzy dni po finale, jego godzinny skrót pokazała TVP. Takie to były czasy. A było co oglądać. Gra Brazylii robiła wrażenie. Zaczęło się od zwycięstwa 4:1 z Czechosłowacją. Pele zdobył jedną z bramek. W spotkaniu z Anglią nie trafił do siatki, ale jego drużyna wygrała 1:0. W ostatnim grupowym meczu z Rumunią Pele strzelił dwa gole, które przyczyniły się do wygranej 3:2.

Następnie Brazylijczycy, już bez goli Pelego, odprawiali Peru (4:2) i Urugwaj (3:1). Pele rozpoczął strzelanie Brazylii w finale. Jego zespół w porywającym stylu wygrał z Włochami 4:1. Oprócz Pelego, bohaterami mistrzostw byli m.in. Jairzinho, Rivelino, Gerson, Carlos Alberto czy Tostao. Tak o Pelem pisał po mistrzostwach dziennikarz włoskiej gazety „Corriere della Sera”:

Nigdy w życiu nie widziałem takiego fenomenu, jak Pele. Potwierdził swą sławę niezrównanego sportowca, łączącego w sobie intelekt, spokój i najwyższą technikę. Poświęcił się, organizując grę, i pozwalał polować na siebie przeciwnikom, troszcząc się o powodzenie drużyny. Na tych mistrzostwach istniały tylko dwa imiona: Brazylia i Pele.

W kadrze nie było już Garrinchy – postaci kultowej, barwnej, o niezwykłym, ale i tragicznym życiorysie.  Złoto mistrzostw świata zdobywał w 1958 i 1962 roku. Kiedy w składzie byli zarówno Pele, jak i Garricha, Brazylia nigdy nie przegrała.

Obok tytułów na mundialu Pele zdobył także wicemistrzostwo Copa América w 1959 roku. Został także królem strzelców tamtej imprezy. Ogółem w narodowych barwach rozegrał 91 meczów. Strzelił w nich 77 goli. Do tej pory nikt nie wyrównał jego rekordu pod względem liczby zdobytych tytułów mistrza świata.

Ameryka

U schyłku kariery Pele pierwszy raz zdecydował się na grę poza Brazylią. Miłość do piłki nożnej próbowano zaczepić mieszkańcom Stanów Zjednoczonych. Najpopularniejszą dyscyplinę sportu na świecie chciano rozsławić tam, gdzie zawsze była w cieniu.

Do Ameryki trafiło w tym czasie wiele piłkarskich gwiazd. Zwłaszcza Cosmos Nowy Jork był klubem, który sprowadzał światowe sławy. W jego barwach zagrali m.in. Franz Beckenbauer, Giorgio Chinaglia czy Johan Neeskens. W latach 1975-1977 w szeregach Cosmosu występował Pele.

Piłka nożna zdobywała w Stanach Zjednoczonych coraz większą popularność. Wyjeżdżając do tego kraju,  Pele twierdził, że to jedno z niewielu miejsc na świecie, gdzie mógłby czuć się w miarę anonimowo. Z czasem piłkarski szał ogarniał nawet Amerykanów. Król futbolu w swojej autobiografii opowiadał nawet związaną z tym anegdotę:

Przywykałem do Nowego Jorku, a Nowy Jork przywykał do mnie. Na mecze Cosmosu przybywały tłumy i wkrótce miałem wrażenie, że wszyscy wiedzą, kim jestem. Pewnego razy poszedłem na mecz baseballu z Dickiem Youngiem, znanym dziennikarzem sportowym. Który był sceptyczny co do rozwoju piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych. Kiedy ludzie dowiedzieli się, że jestem na stadionie, rozpoczęło się istne pandemonium, bo każdy chciał mnie zobaczyć. Pamiętam jak Dick powiedział:
– Myliłem się, jesteś naprawdę sławny.

Jak wszyscy doskonale wiedzą, kilkanaście lat później, w 1994 roku Stany Zjednoczone zorganizowały turniej o mistrzostwo świata. Piłka nożna nadal nie jest tam najpopularniejszą dyscypliną, ustępuje pod tym względem kilku innym sportom, jest znana jako „soccer”, gdyż słowo „futbol” zarezerwowane jest dla innej gry. Ale mocno w ciągu lat zyskała na znaczeniu, a przyczynił się do tego także Pele.

Miejsce w kulturze

Jak już wspomniałem, sława Pelego wykraczała poza sport. Bohater tego tekstu to nie tylko wielki piłkarz, ale także postać popkultury. Karierę zawodniczą zakończył w 1977 roku, ale nie był to kres jego działalności, zarówno w sporcie, jak i w szeroko pojętym show-biznesie.

W latach 1995-1998 pełnił funkcję ministra sportu Brazylii. Wcześniej był dyrektorem sportowym Santosu. W 1981 roku wystąpił w filmie „Ucieczka do zwycięstwa”. Zagrał tam u boku takich aktorów jak Sylvester Stallone czy Max von Sydow. Nie był jedynym piłkarzem, który pojawił się w tym filmie. W dziele Johna Hustona zobaczyć można było też m.in. Kazimierza Deynę, Bobby’ego Moore’a czy Paula Van Himsta. Fabuła oparta była na „meczu śmierci”, który odbył się w 1942 roku w Kijowie. Film zyskał miano kultowego.

Pele napisał także autobiografię, z której kilka cytatów można było znaleźć w tym tekście. Był komentatorem sportowym. Podczas mistrzostw świata w 1978 roku w Argentynie, przy okazji meczu Polski z Brazylią, przeprowadził wywiad z Bohdanem Tomaszewskim, jednym z najwybitniejszych dziennikarzy sportowych w historii naszego kraju. Występował w reklamach, promował największe światowe marki. Był znany nie tylko wśród fanów sportu.

Jego życie bywało burzliwe. Miał trzy żony. Jego syn trafił do więzienia za pranie brudnych pieniędzy. We wspomnianej autobiografii Pele opisuje miłosne doświadczenia, opowiada o emocjach związanych z kłopotami swego syna. Wielki piłkarz bywał na zakrętach, ale życiorys miał niebanalny.

Epilog

Wspomniałem na wstępie, że o Pelem napisano już wszystko. Mój tekst nie wniesie wiele nowego. Ale postarałem się napisać kilka prywatnych zdań, pokazać jak wiele znaczyła postać Pelego dla moich zainteresowań, nadać tej opowieści trochę osobistego charakteru.

Napisałem, że niemożliwe jest obiektywne wybranie najlepszego piłkarza w historii. Gdybym miał wskazać tego jednego, pewnie postawiłbym na Johana Cruijffa. Jednak gdybym miał wybierać postać najbardziej rozpoznawalną, największą futbolową ikonę, postawiłbym na Pelego.

Trudno będzie pobić jego rekord zdobytych tytułów mistrza świata. Tak wielcy piłkarze jak Lionel Messi, Cristiano Ronaldo czy wspomniany wyżej Cruijff ani razu nie wygrali mundialu. Pele aż trzykrotnie sięgnął po najbardziej pożądane w piłkarskim świecie trofeum.

Nigdy nie zagrał w Europie. Były to inne czasy. Teraz największe gwiazdy z Ameryki Południowej trafiają na Stary Kontynent. Pamiętam jak w dzieciństwie dowiedziałem się o tym, że Pele nie występował w żadnym europejskim klubie. Ogarnęło mnie zdumienie, gdyż słysząc wcześniej o jego wielkości, byłem przekonany, że bronił barw któregoś z wielkich zespołów w tej części świata.

Mogą rodzić się nowe gwiazdy. Kolejne wspaniałe talenty mogą ukazywać się światu. Ale Pele już zawsze pozostanie jednym z największych piłkarzy w dziejach. Nie zmieni tego nic. Dla piłki nożnej znaczy tak wiele, jak Beatlesi dla muzyki. I w popkulturze ma niemal tak samo mocną pozycję, jak czwórka muzyków z Liverpoolu.

GRZEGORZ ZIMNY

Źródła
  • Edson Arantes do Nascimento – „Pele. Autobiografia”
  • Bartłomiej Rabij – “Podcięte skrzydła kanarka”
  • Jerzy Cierpiatka, Marek Latasiewicz, Mirosław Nowak – „Mundial. Historia. Od Urugwaju do Rosji”
  • Bernard Morlino – „Legendarne postacie futbolu”
  • „Piłka w grze” – część 9 – „Mundial w kraju Azteków” – publikacja wydana przez „Rzeczpospolitą”