Zico – historia „Białego Pele”

Zico

K ażde pokolenie ma swoich piłkarskich idoli. Dzieciaki biegają po boiskach z nazwiskami Messi lub Cristiano Ronaldo na plecach. Gdy ja byłem dzieckiem, o takich strojach nawet nie marzyliśmy, ale każdy z nas naśladował na boisku swojego idola. Moim był piłkarz, którego mogliśmy w Polsce i Europie oglądać od święta, który nie wygrał nic w europejskiej i reprezentacyjnej piłce, a mimo to w Brazylii tylko Pelé i Garrincha przewyższali go sławą. Tym piłkarzem był Zico, w ojczyźnie nazywany „Galinho de Quintino”, czyli „Kogut z Quintino”, a w Europie znany jako „Biały Pele”.

To wręcz nieprawdopodobne, że zwykły europejski kibic w średnim wieku, wymieni pewnie kilkunastu świetnych brazylijskich graczy, ale na 99% nie będzie wśród nich Zico. To wielka niesprawiedliwość, bo to Zico, a nie Socrates, który notabene doczekał się już nawet biografii w języku polskim, był liderem i największą gwiazdą najpiękniej grającej w piłkę reprezentacji w historii futbolu, która nic nie wygrała, a mianowicie Brazylii z Mistrzostw Świata w 1982 roku. Widziałem pewnie nie więcej niż 20 meczów Zico, a mimo to uważam go za jednego z najlepszych piłkarzy, jakich miałem możliwość w życiu oglądać. Mam nadzieję, że ten tekst spowoduje, że ci z Was którzy go wcześniej nie znali, zachcą poznać lepiej.

Dzieciństwo

Zico, a dokładnie Arthur Antunes Coimbra, urodził się 3 marca 1953 roku w rodzinie portugalskich imigrantów, w dzielnicy Quintino w północnym Rio de Janeiro. Był najmłodszym z sześciorga dzieci José Antunesa Coimbry, który opuścił rodzinną Tondelę w Portugalii i w poszukiwaniu lepszego życia wyemigrował z rodziną do Rio de Janeiro. Jednak przez całe życie utrzymywał kontakty z rodzinnym krajem, a jako wierny sympatyk Sporting Clube de Portugal, przez większość życia słuchał relacji z ich meczów w radiu. Klubem portugalskich imigrantów w Rio de Janeiro jest Vasco, ale Jose Antunes został zapalonym kibicem Flamengo. Każdy z jego synów dostawał od niego dwie koszulki piłkarskie, jedną reprezentacji Canarinhos a drugą właśnie Flamengo. Ojciec, który sam niestety nie został zawodowym piłkarzem, choć jak wspomina Zico, miał na to szansę, ale niestety na testy do Flamengo nie puścił go jego szef, który prywatnie był kibicem Vasco. Dość szybko na młodego Arthura zaczęto mówić Zico. Był najmniejszy spośród piątki synów Jose Antunesa i z tego powodu nazywano go Arthurzinho, Arthurzico, Tuzico i jeszcze na kilka innych sposobów, aż wreszcie kuzynka Linda powiedziała ojcu młodego chłopaka, że syn powinien przyjąć pseudonim Zico, i tak już zostało do dziś. Jak każdy brazylijski dzieciak Zico grał w piłkę w każdej wolnej chwili. Dzięki swoim braciom mógł grać, mimo swojej nikłej postury, ze starszymi chłopakami w miejscowej drużynie Juventude, a w niedziele w meczach futsalu w barwach klubu River.

Tak wspomina tamte czasy – Nie pamiętam ani jednej porażki tamtej drużyny. W Juventude nigdy nie mieliśmy trenera. To była szkoła gry z moimi braćmi i innym starszymi chłopakami. To dało mi kopa do kontynuowania kariery. Juventude nauczyło mnie szybkiego myślenia i zdefiniowało moją przyszłą grę. Starałem się grać na jedno lub dwa dotknięcia piłki, by nie dać czasu bramkarzom i obrońcom na reakcję.

Galinho de Quintino

W Europie Zico nazywany jest „Białym Pele”, ale w rodzinnych stronach nie mówią na niego inaczej, niż „Galinho de Quintino”, czyli „Kogut z Quintino”.

Historia tego pseudonimu jest ciekawa, a opowiada ją sam Zico – W domu mieliśmy kurnik Dony Matilde (matka Zico – red.). Na nasz niedzielny obiad tylko ona potrafiła uciąć głowę kury. Nikt inny nie miał odwagi. Przypadek sprawił, że zostałem Kogutem z Quintino. To Waldir Amaral (prezenter radiowy) wymyślił ten pseudonim, ponieważ byłem młody, długowłosy i dużo biegałem. Potem zaczął go używać i tak zostało. Nie ma innego. Dzisiaj ludzie, których nigdy w życiu nie widziałem, mówią: „Hej Kogut, jak leci? Wszystko ok?”.

Z Juventude do Flamengo

W 1967 roku, mając 14 lat, Zico miał rozpocząć treningi w klubie América, gdzie grali już jego bracia Antunes i Edu. Wszystko było ustalone, ale w ostatniej chwili pojawiła się możliwość gry dla Flamengo i młody Artur nie mógł odrzucić takiej oferty. Nie wiedział, że jego niedzielny mecz futsalu, który jego drużyna wygrała, a on zdobył w nim 10 goli, oglądał dziennikarz radiowy Celso Garcia. To właśnie on zaproponował mu rozpoczęcie treningów we Flamengo.

Zico w wywiadzie udzielonym Fifa.com tak opowiada o tym wydarzeniu – „Zamierzałem rozpocząć testy (w America – red.), ale pojawiła się możliwość wyboru Flamengo i, co było logiczne, zdecydowałem się na to. Mój brat Edu miał już umowę ustną, ale doskonale mnie rozumiał, i jego szefowie też. To był wybór serca”.

Tak rozpoczęła się kariera najwspanialszego gracza w historii Clube de Regatas do Flamengo.

Zico, gdy rozpoczynał treningi we Flamengo (zdjęcie: osobiste archiwum piłkarza)

Początki we Flamengo

Co ciekawe, bardzo szybko Zico mógł zmienić barwy klubowe. Pośród męczącej rutyny treningowej łączonej z nauką, brak wsparcia finansowego ze strony przeżywającego trudności finansowe Flamengo mogło spowodować odejście Galinho z Gávea. A co jeszcze bardziej zaskakujące, Zico mógł zostać zawodnikiem Vasco, wielkiego rywala Flamengo. Gdyby nie pasja ojca Zico do Rubro-Negro, młody Artur mógłby grać na São Januário.

„Trenowałem rano i musiałem uczyć się w Centrum, a po treningu musiałem zjeść obiad. Jednak Flamengo nie chciało za to płacić. Wyszedłem z klubu na posiłek a Célio de Souza, który był moim trenerem, jechał właśnie do Vasco i wziął trzech graczy ze sobą. Chciał również mnie zabrać. Mój ojciec jednak miał antypatię do Vasco i z tego powodu musiałem odmówić” .

Zbawicielem dla Rubro-Negro okazał się dyrektor George Helal, który później został prezesem klubu. W sytuacji, która pokazała jego miłość do klubu i wiarę w talent Zico, Helal pomógł zatrzymać Galinho i nie pozwolił, by zamienił czerwono-czarny trykot na koszulkę z maltańskim krzyżem. Zagwarantował klubowi, pozostanie chłopaka na kolejne trzy lata, dając Flamengo pieniądze potrzebne dla wsparcia Zico w jego codziennym życiu. Zrobił to w formie podziękowania za to, co młody Arthur robił na boisku i za radość jaką zapewniał. Zico nie zapomniał o tym i do dziś jest za to wdzięczny.

„Helal zapłacił za wszystkie te wydatki. Myśleliśmy nawet, że to pieniądze z Flamengo, ale to on zrobił sam. Jestem mu za to bardzo wdzięczny”.

Wszystkie wydatki zawierały również specjalne specyfiki, które miały spowodować, by Zico urósł i przybrał na wadze.

„Byłem postrzegany jako gracz o dużym potencjale, ale fakt, że byłem bardzo chudy, sprawiał, że ludzie wątpili we mnie”.

Po czterech latach specjalnej diety, przyjmowania różnych specyfików oraz realizowania specjalnego programu rozwoju fizycznego pod okiem specjalisty w tej dziedzinie José Roberto Francalacciego, Zico był wyższy o 6 cm i cięższy o 9 kg. Mógł wreszcie rywalizować z dużo silniejszymi rywalami, i udowodnić.

Koszulka z numerem 10

Zico zadebiutował w pierwszej drużynie dopiero w 1971 roku, w meczu z Vasco da Gama, który zakończył się wynikiem 2:1 dla Rubro-Negro, i w swoim debiucie asystował przy zwycięskiej bramce strzelonej przez Fio Maravilhę. Wyróżniał się znakomicie wykonywanymi rzutami wolnymi, i to spowodowało, że paragwajski trener Rubro-Negro Fleitas Solich wziął go do pierwszej drużyny. Sytuacja, jednak szybko zmieniła się wraz z przejęciem zespołu przez Zagallo, który uważał, że Zico był jeszcze zbyt młody, aby grać w pierwszym zespole. Na szczęście kolejnym trenerem został Joubert Meira, który uwielbiał stawiać na młodych graczy i doskonale znał umiejętności przyszłej legendy Flamengo. Jeszcze grając w drużynie młodzieżowej, Zico zagrał w dwóch meczach pierwszego zespołu Flamengo w Campeonato Carioca w 1972 roku, co wystarczyło, aby mógł zdobyć swój pierwszy tytuł zawodowy. Jednak zajęło mu dwa lata, aby ustabilizować formę na wysokim poziomie i odkleić od siebie łatki słabego fizycznie gracza, który upada przy pierwszym starciu z silniejszym rywalem. Po tych dwóch latach, w 1974 roku otrzymał koszulkę 10. Wtedy już demonstrował ekscytującą piłkę nożną, z kapitalnymi dryblingami, znakomitymi podaniami i niezwykle precyzyjnymi strzałami z dystansu. Miał wizję gry, która charakteryzowała największe „10” w historii futbolu a wykonywane przez niego rzuty wolne przeszły do legendy nie tylko brazylijskiej piłki. W tym roku wygrał po raz drugi Carioca dla Flamengo i zdobył Bola de Ouro (Złotą Piłkę) przyznawaną przez magazyn Placar dla najlepszego piłkarza ligi brazylijskiej. Mimo tego, że w kolejnych latach również prezentował znakomitą formę, Flamengo w Campeonato Carioca dwukrotnie musiało uznać wyższość Fluminense (1975 i 1976) oraz raz Vasco (1977). Era największych sukcesów w historii Rubro-Negro, z Galinho de Quintino w roli głównej, miała dopiero nadejść.

Zico ze Złotą Piłką za rok 1974 na plakacie w magazynie Placar.

Era Zico

Rok 1978 to początek złotego okresu w historii Flamengo, podczas którego klub z Rio de Janeiro zdobył czterokrotnie mistrzostwo stanu, trzy razy mistrzostwo Brazylii oraz jedyne w swojej historii Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny. Te wszystkie sukcesy nie byłyby możliwe bez piłkarza występującego z numerem 10 na czerwono-czarnej koszulce. Zico, który dwa lata wcześniej zadebiutował w reprezentacji Brazylii (25.02.1976 w wygranym 2:1 meczu z Urugwajem, zdobył zwycięską bramkę), już w wieku 26 lat został najlepszym strzelcem Flamengo w historii, strzelając gola nr 245, wyprzedził w tej klasyfikacji legendarnego Didę.

Dida, mistrz świata z 1958 roku, w swojej biografii tak opisuje Zico – „Niektórzy ludzie, odnosząc się do sławy Zico, twierdzą, że jest piłkarzem stworzonym w laboratorium. To jednak nie jest prawda. To, co doprowadziło Zico do wspaniałej kariery, to jego skromność i, co najistotniejsze, jego wrodzone umiejętności techniczne, atrybuty, których żadne laboratorium ani maszyna nie byłyby w stanie stworzyć. Żadna maszyna nie mogła go nauczyć tak perfekcyjnych strzałów, które stały się jego znakiem firmowym, i powiedzieć mu jak ma widzieć grę, będąc na boisku. Żaden komputer na świecie, bez względu na stopień zaawansowania, nie byłby w stanie nauczyć go, jak wykonywać te doskonałe rzuty wolne w taki sposób, w jaki tylko on potrafi to zrobić […] Zico jest o wiele bardziej kompletnym graczem, niż ja kiedykolwiek byłem … Gdybym miał taki mocny strzał, to osiągnąłbym w piłce nożnej dużo więcej”.

Zico był liderem tej magicznej drużyny przełomu lat 70 i 80, składającej się z Raúla, Júnera, Rondinelliego, Lico, Tity, Andrade, Adílio i innych fantastycznych graczy.

„Dobrą rzeczą było to, że udało nam się zebrać świetny skład z wieloma utalentowanymi graczami, mieszanką dwóch lub trzech różnych pokoleń. Wszyscy znali się i wiedzieli, czym jest ten klub. Zdecydowana większość była też fanami Flamengo, co wiele znaczyło, i wszyscy mieli też ogromny potencjał. Mieliśmy zaszczyt wygrać, w bardzo krótkim czasie, więcej tytułów niż Flamengo zdobyło kiedykolwiek. Dla mnie jako fana było to coś wspaniałego uczestniczyć w tym. Do tego czasu, nie miałem okazji świętować wielu tytułów Fla. Szczerze mówiąc, chciałbym móc oglądać z trybun, to co wydarzyło się podczas mojego pobytu w klubie”.

W 1980 roku Zico zdobywa swoje pierwsze mistrzostwo Brazylii z Flamengo, a podczas wiosennego tournée Brazylia imponuje całemu światu sportu. 12 maja 1981 roku Seleção pojawili się w Londynie, aby stawić czoła Anglii na stadionie Wembley. Tutaj Brazylia nie wygrała przez 60 lat. Zwycięski gol jest jego autorstwa. Krytycy rozpoczynają porównania: Zico staje się białym Pelé, prawowitym spadkobiercą największego gracza w historii.

Gol Zico w meczu Anglia – Brazylia z 1981 roku.

W listopadzie 1981 roku Flamengo zmierzyło się z chilijską drużyną Cobreloa w finale Copa Libertadores. Do wyłonienia zwycięzcy potrzeba było aż trzech meczów (nie było zasady premiowania goli na wyjeździe). W pierwszym meczu Flamengo wygrało 2:1, a Zico zdobył obie bramki. W meczu rewanżowym, po bardzo brutalnej grze Cobreloa pokonała Rubro-Negro 1:0 i o tym, kto zdobędzie puchar, musiał zadecydować trzeci mecz na neutralnym stadionie. 23 listopada na Estádio Centenario w Montevideo króluje Zico, strzela dwa gole i wprowadza Flamengo na klubowy szczyt w Ameryce Południowej.

Skrót trzeciego finałowego meczu Copa Libertadores z 1981 roku.

To był dopiero początek nadzwyczajnego okresu, składającego się z trzech najbardziej ekscytujących tygodni w historii klubu z Rio. 6 grudnia Flamengo pokonało Vasco 2-1 w decydującym trzecim meczu w Campeonato Carioca. Siedem dni później Flamengo leci do Japonii, aby zagrać w Pucharze Interkontynentalnym przeciwko angielskiemu Liverpoolowi. W Tokio Liverpool nie jest w stanie poradzić sobie z dryblingiem, techniką i pomysłowością Brazylijczyka. Po pierwszej połowie mecz już był rozstrzygnięty, 3:0 a wszystkie bramki padły po akcjach Zico, który zostaje wyróżniony Toyotą jako najlepszy gracz meczu. Dla klubu Rubro-Negro jest to trzeci tytuł wygrany w nieco ponad 20 dni.

Bramki z finału Pucharu Interkontynentalnego CR Flamengo – Liverpool FC.

Mistrzostwa Świata

Równolegle z sukcesami osiąganymi w barwach Flamengo Zico stał się kluczowym zawodnikiem reprezentacji Canarinhos, która chciała ponownie zdobyć Mistrzostwo Świata. Turniej w Argentynie był dla Galinho nieudany, choć zdobył swojego pierwszego gola na MŚ (w meczu z Peru), a Brazylia z nim w składzie nie przegrała meczu. Brazylijscy kibice i wielu ekspertów liczyło, że kolejny turniej będzie należeć do niego i do ekipy prowadzonej przez Tele Santanę. Mistrzostwa rozgrywane na hiszpańskich stadionach były pierwszymi, jakie oglądałem w swoim życiu i pewnie dlatego są dla mnie szczególne. Z tego też powodu moja ocena nie jest w pełni obiektywna, ale pokrywa się ona z opiniami wielu osób, które tak jak ja oglądały ten turniej. Brazylia z 1982 roku była zjawiskowa, a linia pomocy z Zico, Socratesem, Falcao i Toninho Cerezo była jedną z najwspanialszych w historii futbolu. Gra Brazylijczyków hipnotyzowała widza, to było coś, co każdy kibic chciałby oglądać w każdym meczu, ale niestety w futbolu tytuły zdobywa się defensywą. Wygrywali wszystkie mecze, kolejno z ZSRR 2:1, Szkocją 4:1, Nową Zelandią 4:0, oraz z Argentyną, która miała Maradonę w składzie 3:1. Nie pomogła jednak znakomita gra Zico i jego cztery gole zdobyte w tym turnieju. Bezwzględni Włosi po hattricku Paolo Rossiego wyeliminowali Brazylię z turnieju i doprowadzili do łez wszystkich, którzy kochali piękny i ofensywny futbol. Zico nie wygrał tego meczu dla Brazylii, ale chyba zbyt wiele od niego oczekiwano. Tak opisywał to Socrates.

„Zico był królem. Był znacznie lepszy niż którykolwiek z nas. A kiedy jest król, to każdy chce być blisko króla. Więc to Zico powinien być liderem. To trochę makiaweliczne, ale ja byłem tylko księciem a Zico królem”.

Trochę magii z 1982 roku.

Udinese

Latem 1983 Zico nieoczekiwanie opuścił Brazylię i przeniósł się do Europy. Jednak nie do jednego z największych klubów kontynentu a do prowincjonalnego włoskiego Udinese. To był jeden z najbardziej zaskakujących transferów w historii piłki. Początkowo włoska federacja blokowała ten transfer, tłumacząc to troską o finanse klubu, ale ugięła się po protestach kibiców, którzy skandując hasło ”Albo Zico, albo Austria!”, grozili przeniesieniem klubu do sąsiedniego kraju, oraz po interwencji prezydenta Włoch Sandro Pertiniego, do którego apelację napisali przedstawiciele Udinese. Galinho mógł wreszcie założyć koszulkę z nr 10 w biało-czarne pasy.

Jeden z włoskich dziennikarzy piszących o klubie z Udine opisał to tak – „Dla nas Friulów, Zico ma takie samo znaczenie, jak silnik Ferrari umieszczony w Volkswagenie Garbusie. Czujemy się jedynymi na świecie, którzy mają tak wspaniały i absurdalny samochód”.

Kibice Udinese pokochali Zico, który w swoim pierwszym sezonie zdobył aż 19 goli i doprowadził Zebry do 9 miejsca w lidze. Na europejskie puchary to nie starczyło, ale i tak zrobił więcej, niż od niego oczekiwano. Drugi sezon był dużo słabszy i zakończył się dyskwalifikacją Zico z krytykowanie sędziów. Tak skończył się krótki romans Białego Pele z europejską piłką. Latem 1985 roku Brazylijczyk powrócił do Flamengo.

22 gole spośród strzelonych przez Zico w barwach Udinese.

Powrót do Flamengo

Po dwóch latach spędzonych we Włoszech Galinho powrócił do Brazylii, a było to możliwe dzięki wsparciu kilku firm i filmowi reklamowemu nazwanemu „Projekt Zico”. Radość fanów Flamengo z powrotu swojego idola nie trwała jednak długo. Miesiąc później, Zico doznał poważnych kontuzji po bandyckim faulu Mario Nunesa z Bangu.

Ten faul mógł zakończyć karierę Zico.

Musiał przejść trzy operacje w lewym kolanie i długi okres rehabilitacji, by móc ponownie grać w piłkę. Zdecydował się na to dlatego, że w innym wypadku musiałby zakończyć swoją karierę. Dodatkową motywacją były zbliżające się Mistrzostwa Świata.

„Postanowiłem spróbować, ponieważ nie chciałem być zmuszony to zakończenia piłkarskiej kariery. Chciałem pewnego dnia skończyć grać w futbol, ale nie chciałem, by futbol zrezygnował ze mnie”

Zico wrócił do gry i mimo że już na nigdy nie mógł w pełni wyprostować lewej nogi, został powołany na mundial w Meksyku.

Pechowy rzut karny

W Meksyku musiał pogodzić się z rolą rezerwowego, mimo że dwa miesiące przed mistrzostwami strzelił trzy gole w towarzyskim meczu z Jugosławią. Wszystko układało się dobrze, bo po pokonaniu 4:0 Polski, Canarinhos awansowali do ćwierćfinału. Jednak w tym meczu miał miejsce dramat Zico i jedno z najbardziej traumatycznych wydarzeń w karierze. Galinho nie wykorzystał rzutu karnego, który mógł zapewnić Brazylii awans do półfinału, i mimo że w decydującym o awansie konkursie rzutów karnych strzelił celnie, to Francja przeszła do kolejnej rundy. To był koniec jego reprezentacyjnej kariery, a w żółtej koszulce zagrał już tylko raz, w zorganizowanym dla niego w 1989 pożegnalnym meczu. Jego bilans według źródeł brazylijskich to 88 meczów i 66 zdobytych bramek, a według oficjalnych statystyk FIFA 71 meczów i 48 goli.

Japoński Bóg futbolu

Gdy w 1989 kończył karierę jako gracz Flamengo, nie przypuszczał, że jeszcze wróci na boisko. Przez dwa lata próbował realizować się jako polityk, pełniąc funkcję sekretarza stanu ds. sportu. Jednak po dwóch latach Zico powrócił do futbolu. W maju 1991 roku zgodził się podjąć wyjątkową misję, którą było rozwijanie piłki nożnej w Japonii. Rozpoczął grę w Sumitomo Metals, które zmieniło później nazwę na Kashima Antlers, i pomógł w utworzeniu J-League. Jego wysiłek i klasa, jaką pokazywał na boisku, zostały uznane przez wszystkich Japończyków, którzy ochrzcili go jako „Boga piłki nożnej”. Jego odejście z zawodowej piłki nożnej nastąpiło w 1994 roku. Rok później dołączył do drużyny piłki nożnej plażowej Brazylii, z którą wygrał Mistrzostwa Świata. Zdobył dwanaście bramek, będąc najlepszym graczem w mistrzostwach.

Kariera trenerska

Po zawieszeniu butów na kołku Zico początkowo realizował się jako doradca w Kashima Antlers, a później tworzył swoje projekty w Brazylii. Jednak po MŚ w 2002 roku zgodził się objąć reprezentację Japonii. Wytrzymał na tym stanowisku 4 lata, ale nie odniósł większych sukcesów. Następnie pracował m.in. w Fenerbahce, CSKA Moskwa czy Olympiakosie, lecz jako trener lub dyrektor sportowy nie sprawdzał się tak, jak na boisku jako piłkarz. Wynikało to w dużej mierze z tego, że zawsze chciał, by jego zespoły grały atrakcyjny futbol. Tak opowiadał o tym Roberto Carlos, którego Zico trenował w Fenerbahce.

„Fabio Capello, na przykład, zwracał uwagę na najmniejsze szczegóły taktyczne. Sesje treningowe Zico koncentrują się bardziej na podstawach piłki nożnej. Jest trenerem, który daje nam swobodę w pokazywaniu tego, co potrafimy na boisku. Jedyne czego oczekuje, to dobry futbol”.

Zico jest bardziej nauczycielem gry w piłkę, a nie trenerem, który analizuje każdego kolejnego rywala i pod tym kątem przygotowuje piłkarzy do meczu.

„Dla mnie gra w piłkę nożną to coś mechanicznego, jak mycie zębów” – wyjaśnia Zico. „Musisz nauczyć się tych ruchów i mieć je w głowie: kontrola piłki, podania, strzały, gra głową, przerzuty… to trzeba wytrenować”.

Dla Zico trening składa się z dwóch niekonwencjonalnych podstaw: pierwsza to dialog; druga to nauczanie przez powtórzenia.

„Jako trener nigdy nie będę uczył rzeczy, których nienawidziłem robić, gdy byłem piłkarzem. Dla mnie dialog jest tak samo ważny w piłce nożnej, jak i w życiu. Lubię rozmawiać z moimi graczami i nigdy niczego im nie narzucam, zawsze pozwalam, by dokonywali własnych wyborów. Oczywiście piłka nożna składa się również z pracy taktycznej, ale dla mnie najważniejsze jest pokazanie moim graczom ich potencjału oraz jak ważni są dla zespołu. Nie chcę, żeby mnie słuchali i ściśle przestrzegali tego, co mówię. Chcę, żeby mieli absolutną wolność, podejmowali decyzje i rozwiązywali sprawy na placu gry. To jest moja filozofia”.

Rekordy

Zico był wielokrotnie wybierany w różnych plebiscytach, jako jeden z najlepszych piłkarzy XX wieku. Jego rekordy w barwach Flamengo są niewiarygodne:
Najlepszy strzelec w historii Flamengo – 508 goli
Najlepszy strzelec na stadionie Maracanã – 333 gole
Najlepszy strzelec w jednym sezonie – 81 goli (1979)
Osiągnął to wszystko, grając na pozycji ofensywnego pomocnika, a nie napastnika. I nawet w obliczu tak wielkiej sławy i osiągnięć, dla Zico najważniejsza jest piłka nożna.

„Chciałbym zostać zapamiętany jako ktoś, kto kochał to co robił”

Gdy w Brazylii wybierano najlepszego wykonawcę rzutów wolnych w historii tego kraju, to fani nie mieli wątpliwości. Nie Roberto Carlos, nie Rivaldo, nie Juninho Pernambucano, nie Rivelino, a oczywiście Zico został wybrany jako ten najlepszy. Dlaczego? Może ta opowieść z czasów, gdy był trenerem Fenerbahce, wiele wyjaśni.

Po jednej sesji treningowej Zico uderzał piłkę z rzutów wolnych na pustą bramkę. Bramkarz Volkan Demirel chciałby się sprawdzić i zapytał kapitana Alexa: „Jestem za młody, by pamiętać Zico z boiska. Naprawdę był taki dobry?”. Trener słucha i proponuje rywalizację w starym stylu. Mówi, że po rozgrzeje się ośmioma strzałami i będzie gotowy. Jednak potrzebuje tylko czterech i pyta Demirela, czy jest gotowy. Potem nastąpiła fantastyczna demonstracja talentu. Pięć idealnie podkręconych piłek wylądowało w siatce i inni piłkarze zapytali trenera, czy może już przestać, by nie zniszczyć morale bramkarza przed nadchodzącymi meczami. Już nigdy więcej Demirel nie rzucił wyzwania Zico.

Dla tych, których opowieść nie przekonała, mam filmik pokazowy.

Zakończenie

Obok trzech stadionów znajdują się pomniki Zico.

Wielu ekspertów uznaje Zico za najbardziej kompletnego gracza, jakiego Brazylia kiedykolwiek miała. I chyba tak mogę zakończyć opowieść o idolu z dziecięcych lat.

MARIUSZ MOŃSKI

#wspieramretro
O Mariusz Moński 16 artykułów
"Zakochany w piłce z Beneluksu oraz w futbolu z końca XX wieku. Od 29 lat czeka na Mistrzostwo Anglii ukochanego Liverpoolu"