„Doctor Sócrates. Piłkarz, filozof, legenda” – recenzja

W 1982 r. na MŚ w Hiszpanii grała jedna z najlepszych drużyn w historii, która niczego nie wygrała. Brazylia pod wodzą Telê Santany w drodze po Puchar Świata potknęła się na Włochach – remis dawał jej awans, jednak Brazylijczycy dążyli do zwycięstwa i ostatecznie przegrali 2:3. Kapitanem tego wspaniałego zespołu był Sócrates, piłkarz absolutnie zjawiskowy. Dzięki Wydawnictwu Arena na polskim rynku pojawiła się jego biografia, którą napisał mieszkający na stałe w Brazylii szkocki dziennikarz Andrew Downie.

Pepe z reprezentacją Portugalii zdobył mistrzostwo Europy, a z Realem Madryt trzy razy wygrał Ligę Mistrzów. Jest świetnym obrońcą, ale jednocześnie dał się poznać jako brutal, który często wylatywał z boiska za szalone ataki na przeciwników. Nie lubią z nim walczyć napastnicy, poza boiskiem też raczej nikt nie chciałby go spotkać w ciemnej uliczce. Trudno posądzić go o zamiłowanie do literatury, nauki czy sztuki. W tym kontekście niezwykle zabawnie brzmi jego pełne imię i nazwisko – Képler Laveran Lima Ferreira. Ojciec Pepe pasjonował się naukami ścisłymi i nadał synowi imiona znanych naukowców: Johannes Kepler to wybitny niemiecki matematyk z przełomu XVI i XVII wieku, natomiast francuski lekarz Charles Laveran w 1907 r. otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii. Ojciec liczył, że syn pójdzie w ślady swoich patronów i zostanie cenionym naukowcem. Pepe faktycznie stał się człowiekiem sukcesu, jednak chyba nie do końca o to chodziło ojcu…

Jest w tym pewna analogia do historii Sócratesa. Ojciec brazylijskiego wirtuoza futbolu pochodził z biednej rodziny, w wieku 12 lat musiał rzucić szkołę i iść do pracy. Jego pasją był jednak książki, przez lata zarywał noce, podczas których pochłaniał kolejne lektury. Determinacja przyniosła mu w końcu renomowaną posadę urzędnika w Ribeirão Preto, dzięki czemu mógł zapewnić swojej rodzinie życie na dobrym poziomie. Podobnie jak ojciec Pepe, nazywał swoje dzieci na cześć wybitnych uczonych, choć preferował dziedziny humanistyczne:

Jego ojciec uwielbiał czytać klasykę, a kiedy jego syn pojawił się na świecie, zgłębiał właśnie twórczość greckich filozofów. Postanowił nadać mu dwa imiona – Sócrates i Brasileiro, czyli inaczej „Brazylijski Sokrates”, jak gdyby była jakakolwiek szansa, by pomylić dziecko urodzone w Amazonii z jego imiennikiem ze starożytnej Grecji. Zaledwie trzynaście miesięcy później, kiedy Raimundo był pochłonięty lekturą tekstów religijnych, podobnie potraktował drugiego syna, którego nazwał Sóstenes, po Koryntianinie wspomnianym w Pierwszym Liście do Koryntian św. Pawła Apostoła. Kiedy po kolejnych dwóch latach na świat przyszedł trzeci syn, Raimundo czytał właśnie „Króla Edypa” Sofoklesa, więc potomek otrzymał imię na cześć greckiego tragediopisarza. (s. 26)

Było jeszcze trzech kolejnych synów, ale veto dla dziwnych starożytnych imion postawiła Guiomar, małżonka szanownego Raimundo i mama Sócratesa. Szóstego nazwano po prostu Raí. Co ciekawe, został on w 1994 r. mistrzem świata, ale nigdy nie przebił sławą swojego najstarszego brata.

Zamiłowanie do nadawania przez ojców imion na cześć wybitnych uczonych to jedyne podobieństwa w życiorysach Pepe i Sócratesa. Brazylijczyk (choć Pepe też jest Brazylijczykiem, dopiero w 2007 r. otrzymał obywatelstwo portugalskie) nigdy nie polował na kości rywala, nigdy „nie palił się” do gry w defensywie. Był uosobieniem piłkarskiej elegancji, słynął z dostojnego poruszania się bo boisku i gry piętkami. Mimo że nie zdobył nawet ułamka trofeów, które ma na swym koncie Pepe, to on pozostaje w sercach kibiców jako ucieleśnienie joga bonito i kapitan najlepszej w historii reprezentacji Brazylii, która niczego nie wygrała. Kolejna różnica – możemy nie lubić Pepe za jego styl, ale stanowi przykład wielkiego profesjonalisty, w wieku 36 lat wciąż gra w Lidze Mistrzów z FC Porto, a z reprezentacją Portugalii właśnie wygrał pierwszą edycję Ligi Narodów UEFA. Sócrates w wieku 30 lat zaliczył jedyny i beznadziejny sezon w Europie (w barwach ACF Fiorentina). Zagrał jeszcze na MŚ w Meksyku w 1986, ale po tym był już tylko „zjazd w dół”. Setki wypalonych papierosów oraz hektolitry wypitego alkoholu w końcu musiały odcisnąć swoje piętno na organizmie, który nie był już w stanie znosić trudów profesjonalnej piłki nożnej.

Historię życia tego nietuzinkowego piłkarza opisał szkocki dziennikarz Adrew Downie. Od lat mieszka w Brazylii, gdzie jest korespondentem anglojęzycznych mediów. Pisze przede wszystkim dla Reutersa, ale publikował także w „Time”, „The Financial Times”, „Christian Science Monitor” czy „New York Times”. „Doctor Sócrates. Piłkarz, filozof, legenda” to jego jak do tej pory jedyna książka.

Krakowskie Wydawnictwo Arena weszło na rynek w 2018 r. z zamiarem publikacji książek ambitnych, dla prawdziwych koneserów sportu. „Doctor Sócrates. Piłkarz, filozof, legenda” świetnie wpisuje się w tę koncepcję – 424 strony o wybitnym piłkarzu, dla którego futbol przez całe życie był jedynie dodatkiem. W rodzinnym Ribeirão Preto skupiał się przede wszystkim na studiach medycznych, trenując i grając w chwilach wolnych od zajęć. Kiedy przeszedł do Corinthians São Paulo, stał się liderem ruchu Democracia Corinthiana.

– To, co potrzebne jest w Corinthians, ale nie tylko w tym klubie i nie tylko w piłce, to zlikwidowanie przepaści między szefem a pracownikiem – powiedział piłkarz magazynowi „Placar”. – W naszym przypadku pracownik, czyli piłkarz, ma dobrze określone obowiązki, i tak powinno być. Jednak nigdy nie przestaje być tylko pracownikiem. Nie ma znaczenia człowiek. Sprawy osobiste nie są brane pod uwagę.

– Co robi zawodowiec, który spotyka się z taką mentalnością? – kontynuował Sócrates. – Robi tylko to, co istotne. Odbija kartę, kiedy przychodzi do pracy, i wraca do domu po skończonej zmianie. Nie czuje żadnej zachęty, aby zrobić coś więcej, by coś stworzyć, pokochać swoje środowisko pracy. Naprawdę szanuję i podziwiam firmy, które potrafią doprowadzić do tego, że ich personel publicznie mówi o sobie: „My, pracownicy takiego i takiego zakładu…”. Tak bardzo chciałbym, żeby nasza drużyna mówiła: „My z Corinthians…” albo „My, Corinthians…” zamiast „Ja, o takim i takim imieniu…”. Chciałbym, żeby Corinthians stali się przedłużeniem naszych rodzin, i wiem, że moi koledzy z drużyny też tego pragną.

To były ziarna Demokracji Corinthians, które Sócrates rozsiewał od ponad roku. Kiedy pod koniec 1981 roku zaczęły w końcu kiełkować, zdarzyło się to w cieplarnianych warunkach, jakże typowych dla basenu Morza Karaibskiego. (s. 169)

Demokracja Corinthians była wstępem do poważniejszej działalności politycznej w rządzonej przez juntę wojskową Brazylii. Piłkarz niebawem zaangażował się w kampanię Diretas Já, której celem było przeprowadzenie demokratycznych wyborów. Niepowodzenie w tej zupełnie niezwiązanej z piłką sprawie wpłynęło na jego karierę sportową:

Myślę, że jednak był to rok 1984, gdy kampania Diretas Já zawiodła, a Brazylijczykom odmówiono prawa do głosowania na nowego prezydenta. To był dla niego zły moment, który przekonał go do transferu do Fiorentiny. Lata 1982-1984 przypadły na czas, w którym był najbardziej zmotywowany jako człowiek i jego późniejsza kariera już nigdy nie była taka sama – mówił w wywiadzie z Krzysztofem Baranowskim (portal Sportowa Książka Roku) Andrew Downie, zapytany o początek końca kariery Sócratesa.

Właściciele Fiorentiny mieli raczej konserwatywne przekonania, a Sócrates prowokował ich swoim obnoszeniem się z komunistycznymi sympatiami. Gdyby poza tym grał świetnie, pewnie przymknęliby na to oko. Ale on nie czarował na boisku, niezbyt sportowo się prowadził i wchodził w konflikty z kolegami z drużyny. Od początku wszystko szło źle i po jednym sezonie w Europie Sócrates wrócił do Brazylii, gdzie nic wielkiego pod względem piłkarskim w jego życiu już się nie wydarzyło.

Ciekawych wątków z życia Sócratesa znajdziemy w książce Andrew Downie’ego jeszcze mnóstwo. Możemy także poczytać o początkach kolonizacji europejskiej na brazylijskich ziemiach lub o uzyskaniu niepodległości. Przy okazji zainteresowań muzycznych głównego bohatera dowiadujemy się całkiem sporo o tradycyjnych brazylijskich brzmieniach. Andrew Downie świetnie poznał piłkarską Brazylię i z pewnością mógłby napisać „kanarkowy” odpowiednik „Aniołów o brudnych twarzach” (książka Jonathana Wilsona o piłkarskiej historii Argentyny). Zapytał go także o to wspominany już Krzysztof Baranowski:

–  Żyjesz w Brazylii – kraju, o którego futbolu powstało już kilka ciekawych książek. Nie miałeś mimo wszystko ochoty stworzyć publikacji, która byłaby tym, czym dla argentyńskiego futbolu są „Aniołowie o brudnych twarzach” Jonathana Wilsona?

– Nie, chciałem skupić się na Sócratesie, ponieważ byłem zdeterminowany, aby opowiedzieć właśnie jego historię. Chciałem, aby świat dowiedział się o tym intrygującym człowieku, który wykraczał daleko poza sport. David Goldblatt napisał już coś podobnego – „Futebol Nation”. To bardzo dobra, historyczna książka o brazylijskiej piłce.

„Doctor Sócrates. Piłkarz, filozof, legenda” to książka z najwyższej piłkarskiej półki. Rzadko zdarza się, aby autor napisał zaledwie jedną książkę, a mimo to zyskał renomę niemal na całym świecie. Andrew Downie poświęcił wiele lat, aby zdobyć zaufanie najbliższych Sócratesa, nakłonić ich do zwierzeń i udostępnienia mu zapisków piłkarza. Powstała dzięki temu biografia kompleksowa, opisująca wszystkie aspekty życia piłkarza, nie tylko futbol.

Jedyne, co może ewentualnie razić, to zbyt pomnikowe potraktowanie głównej postaci, która wcale nie musi budzić sympatii każdego czytelnika. Choćby za to, jak potraktował swoją pierwszą żonę, która wiele lat cierpliwie znosiła jego imprezowy styl życia i liczne zdrady. Także pobyt we Florencji nie stawia Sócratesa w zbyt korzystnym świetle – dostając gwiazdorski kontrakt powinien raczej skupić się na jak najlepszej grze, a nie manifestowaniu swoich poglądów politycznych i prowokowaniu włoskich przełożonych. Sócrates był po prostu niespokojnym duchem, który nigdy tak naprawdę nie znalazł swojego miejsca na ziemi. Świadczy o tym jego życie po zakończeniu kariery piłkarskiej (imał się przeróżnych zajęć, niczym na poważnie) i przedwczesna śmierć z powodu wyniszczenia organizmu alkoholem.

Nawet jeśli nie zgadzamy się z poglądami i postępowaniem Sócratesa, obok jego biografii nie można przejść obojętnie. Jest to książka oferująca coś więcej niż tylko opis najważniejszych meczów i trofeów świetnego piłkarza. Słowa uznania trzeba także skierować w stronę tłumacza Michała Czyża, prywatnie wielkiego fana Doctora, który pracował nad polskim tekstem w stałym kontakcie z autorem. Do tego dodajmy fenomenalną okładkę, chyba najlepszą spośród wszystkich wersji językowych, jakich doczekało się dzieło Andrew Downie. Książkę „Doctor Sócrates. Piłkarz, filozof, legenda” polecamy z czystym sumieniem i liczymy na kolejne tego typu publikacje od Areny.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

#wspieramretro
O Bartosz Bolesławski 46 artykułów
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.