Tomas Carlovich – lepszy niż Maradona

Gdy w 1993 roku Diego Maradona przybył do Rosario, by reprezentować barwy miejscowego Newell’s Old Boys, rozentuzjazmowany dziennikarz z lokalnych mediów oznajmił, że jest szczęśliwy, iż klub z jego miasta pozyskał najlepszego piłkarza na świecie. W odpowiedzi Boski Diego miał stwierdzić, że najlepszy piłkarz globu już grał w Rosario i nazywał się Tomas Carlovich. Kogo miał na myśli Maradona? Spieszę z odpowiedzią.

Piłkarz z ludowej legendy

Jakiś czas temu opisywałem na łamach Retro Futbol historię Robina Fridaya. Niepokorny Anglik był nazywany w swojej ojczyźnie najlepszym piłkarzem, którego nigdy nie widziałeś na oczy. Tomas Felipe Carlovich ma w Argentynie tę samą opinię. Najlepszego zawodnika, którego grę rzadko kto miał okazję ujrzeć na własne oczy.

Jednakże w odróżnieniu od swojego europejskiego odpowiednika, nie utopił kariery w morzu alkoholu i innych używek. Tomas Carlovich nie był też jednym z tych krnąbrnych chłopców. Autsajderów, którzy byli mądrzejsi od całego świata i wybrali złą drogę na szczyt. Owszem, ten syn jugosłowiańskiego imigranta przez całe życie chadzał własnymi ścieżkami, ale nie wynikało to ze zbyt wybujałego ego, czy konfliktowego charakteru tego chłopaka z biednych dzielnic Rosario. Wręcz przeciwnie. El Trinche (widły), jak nazywa się Carlovicha w ojczyźnie, był ekstremalnie nieśmiały.

Nigdy nie pragnął sławy i celowo unikał furtek, które mogły mu otworzyć bramę do wielkiej kariery. Kochał tylko grę w piłkę i to była jedyna rzecz, na której mu zależało. Mimo to zdołał podbić serca kibiców we wszystkich klubach, w których występował. Idealnie wpisał się w rolę piłkarza, który jest bardziej bohaterem ludowych legend i barowych opowieści niż realnym boiskowym herosem.

Szczególnie że nie zachowało się zbyt wiele namacalnych materiałów, które dokumentowałyby jego grę. Tę znamy jedynie z ustnych przekazów argentyńskich kibiców, które zapewne z czasem uległy licznym nadinterpretacjom i przekłamaniom. Argentyńczycy wiedzą jednak swoje. Wielu z nich, zapytanych o najlepszego piłkarza w historii swojej ojczyzny nie wskazałoby na Messiego ani Maradonę. Nie byłby to nawet Kempes czy Batistuta. Wymieniliby Tomasa Felipe Carlovicha, kolejny dowód na to, że w Kraju Tanga uwielbiają futbol przepełniony mistycyzmem i romantycznymi opowieściami.

Graffiti przedstawiające Carlovicha. Źródło: commons.wikimedia.org

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…