Juan Roman Riquelme i kres romantycznego futbolu

W styczniu 2015 roku Juan Roman Riquelme zakończył piłkarską karierę. Przez całe swoje futbolowe życie dzielił kibiców na dwa obozy: jedni go kochali i uważali za niedocenionego geniusza, drudzy – za przereklamowanego boiskowego lenia. Nigdy nie dowiemy się, która strona w tym sporze miała rację. Wśród miłośników tej dyscypliny, mit Riquelme będzie żył wiecznie.

Problem z Argentyńczykiem jest taki, że w dzisiejszych czasach wielkość zawodnika ocenia się na podstawie jego występów w Europie. Tam, mimo całkiem udanej przygody w Villarreal, poniósł klęskę. W Boca Juniors jednak, gdzie spędził większą część swojej kariery, jest żywą legendą i ulubieńcem publiczności.

Więc jaki właściwie jest Riquelme? Odbiór tego piłkarza tak naprawdę zależy od tego, jakimi zasadami kierujemy się przy oglądaniu futbolu. Nie ma wątpliwości, że był postacią nietuzinkową, która jednym zagraniem potrafiła odmienić losy spotkania. Z piłką Argentyńczyk potrafił zrobić wszystko, pod warunkiem, że mu się chciało. A że nie zawsze tak było, to wielu ludzi najzwyczajniej irytował.

Przyjrzyjmy się bliżej jego sylwetce, aby choć spróbować go ocenić. Jedno jest pewne – wraz z odejściem Riquelme, nazywanym ostatnią klasyczną „dziesiątką” w historii tego sportu, w niepamięć odeszła romantyczna strona piłki nożnej.

Zmysł piłkarski Riquelme pozwala zapamiętać dyscyplinę o nazwie futbol na wieki… to zawodnik z ery, gdy życie toczyło się wolnym tempem, kiedy wynosiliśmy krzesła na podwórko i graliśmy swobodnie z sąsiadami – Jorge Valdano

Naznaczony

Jeżeli przychodzisz na świat dzień przed zdobyciem przez Argentynę Pucharu Świata w 1978 roku, to z góry jesteś skazany na zostanie piłkarzem. Tym bardziej, kiedy po tobie, w rodzinie pojawia się jeszcze dziesięcioro dzieci, a twoje nieprzeciętne umiejętności są
w stanie zapewnić im lepszy byt. Tak właśnie było w przypadku Juana. „Romanem” zaczęła określać go jego matka, która w taki sposób starała się zdobyć jego atencję. To imię widniało także na jego koszulkach w Boca Juniors i Villarreal.

W Argentynie każdy młody zawodnik, obdarzony techniką i wspaniałą wizją gry, prędzej czy później zacznie być porównywany do Diego Maradony. Riquelme długo nie musiał na to czekać – pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Argentinos Juniors, czyli w miejscu, gdzie zaczynał również autor „boskiej ręki”. Juan nigdy jednak nie był taki jak Diego. Różniły ich charaktery i style gry. Innym miano „drugiego Maradony” mogłoby ciążyć przez całą karierę. Riquelme jednak wiedział, że jest po prostu inny. Unikalny.

Piłka dała mi wszystko. Tak jak lalka dla małej dziewczynki, tak dla mnie najlepszą zabawką jaką kiedykolwiek miałem, albo mogłem mieć, był futbol. Człowiek, który go wymyślił jest prawdziwym bohaterem.

Nie można wymarzyć sobie lepszego startu do profesjonalnego futbolu niż nauka w Akademii Argentinos. Maradona, Sergio Batista, Fernando Redondo – oni przeszli podobną drogę.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Nieśmiały Roman zaczął pokazywać na boisku swój potencjał, a kiedy zgłosiło się po niego samo River Plate, zaprezentował zalążek swojego charakteru – jako odwieczny fan Boca Juniors, odrzucił ofertę ich największego rywala. Do swojego ukochanego klubu przeniósł się za 800 tysięcy dolarów w 1995 roku. W Boca spędził, z przerwami, w sumie piętnaście lat. Niektórzy uważają, że nigdy nie powinien był opuszczać Buenos Aires.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz