Deco – portugalski Kanarek

Należy do elitarnego grona zawodników, którzy w swojej karierze zdobywali Puchar Mistrzów z dwoma różnymi klubami. Jest przedstawicielem złotego pokolenia portugalskich piłkarzy, chociaż niewiele by zabrakło, a w tej reprezentacji nigdy by nie zagrał. Obdarzony wspaniałą techniką i wizją gry, łączył te umiejętności z boiskową zadziornością oraz wytrzymałością, co sprawiało, że był jednym z najbardziej uniwersalnych pomocników swoich czasów. Oto historia Deco!

W 2008 roku Andy Roxburgh, dyrektor techniczny UEFA, głośno zastanawiał się nad możliwością wystawienia w drużynie sześciu pomocników, rezygnując tym samym z napastnika w linii ataku. Szkot myślał o tym na długo przed tym, zanim ten pomysł w życie wcielił Vicente Del Bosque, który taki wariant zastosował w reprezentacji Hiszpanii podczas Mistrzostw Europy 2012. Według Roxburgha, aby zespół dobrze funkcjonował w takim ustawieniu, musiałby w kadrze posiadać takich zawodników jak Deco:

Szóstka pomocników mogłaby cały czas zmieniać się pozycjami, atakować i bronić. Ale potrzeba by do tego w pomocy sześciu Deco; on nie tylko wyprowadza ataki, ale także zasuwa, walczy o odzyskanie piłki i jest wszędzie.

Dziś śmiało można stwierdzić, że styl gry reprezentanta Portugalii był zapowiedzią nowych czasów we współczesnym futbolu.

Historyczna pomyłka

Anderson Luiz de Souza, w piłkarskim świecie znany po prostu jako Deco, urodził się 27 sierpnia 1977 roku w brazylijskim mieście Sao Bernardo do Campo, w stanie Sao Paulo. Przydomek otrzymał po swoim wujku, który zaczął nazywać go tak, gdy ten skończył rok. W dzieciństwie, gdy ganiał po ulicach za piłką, miał dwóch piłkarskich idoli – o ile wzorowanie się na Zico nie dziwi, to ubóstwianie Diego Maradony przez dzieciaka urodzonego w Brazylii wydaje się nieco kontrowersyjna.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Wśród bohaterów z młodzieńczych lat, Deco wymienia także Michaela Jordana oraz Ayrtona Sennę. Z sentymentem wspomina również jednego ze swoich pierwszych trenerów, Diogo, który swoich podopiecznych nauczył nie tylko tajników piłkarskiej techniki, lecz przede wszystkim zaraził ich pasją i miłością do futbolu.

Deco swoje pierwsze poważne piłkarskie kroki stawiał w Corinthians, z którym jeszcze jako nastolatek występował w Copa São Paulo de Futebol Júnior, czyli rozgrywkach dla młodzieżowych drużyn. To właśnie w tej lidze w 1997 roku został dostrzeżony przez Toniego, skauta lizbońskiej Benfiki, który wybrał się do Brazylii, aby znaleźć dla swojego klubu kolejną perełkę. Szybko udało mu się przekonać działaczy portugalskiego klubu, aby sprowadzili Deco.

W czerwcu tego samego roku młody pomocnik przeniósł się do Europy i został od razu wypożyczony do FC Alvareca, drużyny filialnej, aby ogrywał się na niższym poziomie. Deco wraz ze swoim nowym zespołem wywalczył awans do najwyższej klasy rozgrywkowej i wydawało się, że w Benfice czeka na niego świetlana przyszłość. Rzeczywistość okazała się brutalna – po swoim powrocie w lipcu 1998 roku, został niemal natychmiast oddany do klubu Salgueiros, jako część transakcji wymiennej za Nandinho. Kilka lat później António Simões, legenda lizbońskiej drużyny, nazwie tę wymianę „historyczną pomyłką”.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Dlaczego przygoda Deco z Benfiką zakończyła się fiaskiem? Chyba najprostszym wyjaśnieniem będzie osoba Graeme’a Souness’a, który został zaprezentowany jako nowy menedżer w klubie mniej więcej w tym samym czasie, co młody zawodnik z Brazylii. Souness, legenda Liverpoolu, obiecał, że przywróci Orły na zwycięską ścieżkę.

Jednym z kluczowych działań miało być sprowadzenie do Lizbony kilku brytyjskich zawodników, wśród których byli m.in. pomocnicy Michael Thomas oraz Mark Pembridge. Deco zatem został odstawiony na boczny tor, a wkrótce został oddany do Salgueiros. Fani w Lizbonie żegnali go bez żalu. Podobnie zresztą jak Souness’a, który w klubie wytrzymał zaledwie półtora roku.

To Benfica zadecydowała, a nie ja. Nie chcieli mnie. Byłem młody, a klub potrzebował kilku zawodników.
Deco

Wszystko wskazywało na to, że Deco wróci do Brazylii równie szybko, jak z niej wyjechał. W Salgueiros trapiły go kontuzje, przez co rzadko pojawiał się na boisku i nie mógł w pełni zaprezentować swojego potencjału. Sam zresztą początkowo nie rwał się specjalnie do wyjazdu na podbój Europy – nie wiedział za dużo o Portugalii i nie był w stanie zadecydować o swojej przyszłości. Do podróży namówił go jednak menadżer, co po czasie miało okazać się „najlepszym wyborem w życiu” zawodnika.

Pomocną dłoń w kierunku nieco pogubionego pomocnika wyciągnęło dosyć niespodziewanie FC Porto. W marcu 1999 roku Deco dołączył do drużyny Smoków, aktualnych mistrzów kraju, pewnie kroczących po piąte z rzędu krajowy tytuł. W taki oto sposób bohater tekstu sięgnął po swoje pierwsze trofeum w seniorskiej karierze.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…