Odrobina Beatlesów w futbolu, czyli która Żółta Łódź Podwodna jest prawdziwa

Czas czytania: 6 m.

Są takie piosenki, które wychodzą daleko poza muzykę i wkraczają w inne sfery ludzkich zainteresowań: religię, politykę, psychologię, filozofię czy sport. Z pewnością takim właśnie utworem jest „Yellow submarine”, czyli „Żółta łódź podwodna” legendarnych Beatlesów.

REKLAMA 2
Odrobina Beatlesów w futbolu, czyli która Żółta Łódź Podwodna jest prawdziwa 3

„Żółta łódź podwodna” narodziła się dzięki talentowi Paula McCartneya. To on stworzył tę kultową, lecz prostą piosenkę. Celowo użył krótkich i łatwych wyrazów – był to bowiem utwór napisany z myślą o dzieciach. Ale dorośli, jak to dorośli, zaczęli doszukiwać się w słowach artysty głębszego sensu niż tylko opowieści o beztroskiej podróży w gronie przyjaciół na pokładzie okrętu. W „Yellow submarine” odnaleziono nawiązania do narkotyków czy wojny. Śpiewano ją, jako symbol jedności, na wielu protestach, m.in. przeciw wojnie w Wietnamie czy przeciw łamaniu praw człowieka przez malezyjski rząd.

Gdy Macca (pseudonim McCartneya) pisał „Yellow submarine” w 1966 roku, pewnie nie miał pojęcia o istnieniu miasteczka Vila-real, leżącego jakieś 65 kilometrów na północ od Walencji. Większe prawdopodobieństwo, że wiedział wtedy co nieco o Kadyksie, jednym z najważniejszych miast Andaluzji. Nie mógł jednak przypuszczać, że dla ludzi z tych dwóch miejsc tytuł jego piosenki wkrótce nabierze szczególnego piłkarskiego znaczenia.

Żółte koszulki

W sezonie 1966/67 Villarreal CF nie znaczył zbyt wiele w hiszpańskim futbolu. Drużyna występowała wówczas w IV lidze, ale miała ambicje, by znaleźć się szczebel wyżej. Gdy ekipa z El Madrigal walczyła o awans na trzeci poziom, na stadionie zaczęto grać „Yellow submarine”, utwór będący wtedy u szczytu popularności na całym świecie. Z klubem piosenka miała tyle wspólnego, że w jej tytule i tekście pojawia się słowo „żółty”, a zespół grał właśnie w żółtych strojach. Innych związków trudno się doszukać, bowiem miasteczko Vila-real nie leży nawet nad morzem, więc nie ma tu raczej tradycji marynistycznych. Utwór przyjął się jednak i regularnie można go było usłyszeć podczas wizyt na El Madrigal. W dodatku Villarrealowi nieźle szło na boisku. Wspomniana kampania 1966/67 zakończyła się promocją do III ligi, a trzy lata później udało się zespołowi z El Madrigal, po raz pierwszy w historii, wedrzeć do grona drugoligowców.

Drużyna Villarreal CF z początku lat 70.

Pobyt Villarrealu na zapleczu Primera División trwał tylko dwa lata. Potem przez trzy kolejne sezony klub walczył w III lidze, by w 1977 roku zanotować kolejny spadek. Na trzeci poziom rozgrywkowy udało się wrócić dopiero w 1988, a na drugi – w 1992.

Falowanie i spadanie

W czasie gdy Villarreal rywalizował w Tercera División (od 1977 roku był to czwarty poziom) z klubami pokroju Yeclano CF, UD Poblense czy UD Alcira, inny hiszpański zespół występujący w żółtych strojach, Cádiz CF, rozgrywał swój pierwszy sezon w Primera División. Co prawda, zakończył się on spadkiem drużyny z Kadyksu, ale już sam awans do elity był historycznym wydarzeniem dla tego andaluzyjskiego klubu.

Trzy sezony później Cádiz wrócił do hiszpańskiej ekstraklasy, ale znów po roku gry z najlepszymi trzeba było pogodzić się z degradacją. Dokładnie ta sama sekwencja zdarzeń powtórzyła się w pierwszej połowie lat 80. jeszcze dwa razy – najpierw awans z 2. miejsca, a potem 16. lokata w elicie i powrót na zaplecze.

Ricardo Escobar, piłkarz Cádiz CF w latach 1979-1986

Przełomowy dla zespołu z Estadio Ramón de Carranza okazał się dopiero sezon 1985-86, w którym Cádiz znów był beniaminkiem w Primera División. Tym razem udało się uniknąć degradacji kosztem m.in. Valencii.

REKLAMA 2
Odrobina Beatlesów w futbolu, czyli która Żółta Łódź Podwodna jest prawdziwa 4

Przez 7 kolejnych lat Cádiz grał w hiszpańskiej ekstraklasie. W tamtym czasie wielokrotnie igrał z ogniem. Na przykład w sezonie 1986-87 zajęli ostatnie miejsce w tabeli, ale na ich szczęście ekipy z sześciu końcowych lokat grały jeszcze ze sobą o utrzymanie w tzw. grupie spadkowej. Po kolejnych 10 meczach Cádiz cały czas był czerwoną latarnią ligi, ale wciąż mógł uniknąć degradacji, bo zespół czekały jeszcze… play-offy, w których brały udział trzy ostatnie drużyny z grupy spadkowej. I właśnie na tym etapie udało się wyprzedzić jakąś drużynę. W tym dziwnym systemie ligę opuścił tylko 1 zespół, a był nim Racing Santander. Potem na szczęście w Hiszpanii zrezygnowano z tej formuły.

O ligowy byt cadistas drżeli do ostatniej chwili także w końcówkach sezonów 1990-91 i 1991-92, gdy dopiero po barażach zapewniali sobie utrzymanie. Dopiero kolejna kampania zakończyła się spadkiem.

Ekipa Cádiz CF, zdjęcie z czerwca 1991 roku

Piękne lata 80.

Lata 80. XX wieku to czas największych sukcesów klubu z Kadyksu. To właśnie wtedy Cádiz zaczęto nazywać El Submarino Amarillo, czyli Żółtą Łodzią Podwodną. Po raz kolejny, tak jak w przypadku Villarrealu, czynnikiem decydującym były barwy klubowe i kolor koszulek. Można się również doszukiwać źródeł tego pseudonimu w silnych związkach Kadyksu z morzem. Miasto jest bowiem jednym z najważniejszych hiszpańskich portów. To stąd Krzysztof Kolumb, wieki przed wynalezieniem łodzi podwodnych, wyruszał w swoją drugą i czwartą wyprawę do Nowego Świata.

Jednak nawet znawcy historii hiszpańskiej piłki nie mogą wskazać jednego konkretnego punktu na osi czasu, w którym narodziłby się ten pseudonim. Niektórzy twierdzą, że używano go już wtedy, gdy klub kursował między I a II ligą. Inni uważają, że Cádiz stał się Żółtą Łodzią Podwodną w drugiej części dekady, gdy już na dobre zakotwiczył w Primera División. Bardziej prawdopodobna jest ta druga wersja. Okres spadków i awansów identyfikowany jest raczej z pseudonimami Matagigantes (Pogromcy Gigantów – Cádiz w sezonie 1977-78, mimo spadku, potrafił ograć Real i Atlético) i Equipo Ascensor (Drużyna Winda – w nawiązaniu do szybkich awansów i spadków).

Beatlesi z Kadyksu

Być może pseudonim Żółta Łódź Podwodna łatwo przylgnął do klubu z Ramón de Carranza, ponieważ Kadyks miał swoich Beatlesów. Mowa o grupie Los Beatles de Cádiz (Beatlesi z Kadyksu), założonej w mieście w 1965 roku i naśladującej styl legendarnej czwórki z Liverpoolu. Zespół przetrwał 7 lat, a w tym czasie nagrał kilka albumów, koncertowali w Hiszpanii i krajach Ameryki Łacińskiej.

Los Beatles de Cádiz też śpiewali „Yellow submarine”. Oczywiście w swojej własnej wersji, w której refren brzmiał: „Amarillo el palomino es, amarillo es, amarillo es…”.

Zespól Los Beatles de Cádiz

Architekt sukcesu

W 1993 roku Cádiz znalazł się w Segunda División. Jednym z ich rywali na drugim froncie był Villarreal CF. Po jednym sezonie drogi obu drużyn jednak znów się rozeszły. Zespół z Andaluzji z hukiem spadł do III ligi, a Villarreal finiszował tuż nad kreską.

Sezon 1991/92, na zdjęciu dwaj zawodnicy Villarrealu z tamtych czasów: Pedro Alcañiz i Adriano

Na Ramón de Carranza nastały ciężkie czasy. Klub przez następne 9 lat walczył o to, by wrócić do II ligi. A w tym czasie w miasteczku Vila-real powstał zespół, który nie tylko awansował do elity, ale i zaczął w tej elicie rozdawać karty. A wszystko za sprawą Fernando Roiga, biznesmena, który w maju 1997 roku kupił klub, a potem umiał go poprowadzić.

Villarreal w 1998 roku wywalczył promocję do Primera División. Wprawdzie po jednym sezonie spadł, ale potem znów awansował i spędził w niej nieprzerwanie 12 lat. W tym czasie zajął trzecie miejsce w lidze i sięgnął po wicemistrzostwo, dwa razy wygrał Puchar Intertoto, dotarł do półfinałów Pucharu UEFA, Ligi Europy oraz Ligi Mistrzów. Klub stał się liczącą marką nie tylko w Hiszpanii, ale i na całym kontynencie.

Liga Europy

Gdy Cádiz pałętał się gdzieś na peryferiach poważnej piłki, klub Roiga walczył jak równy z równym z Realem, Barceloną, Manchesterem United, Interem czy Arsenalem. Nic dziwnego, że dla większości kibiców jedyną Żółtą Łodzią Podwodną w piłkarskim świecie jest Villarreal. Nie zmienił tego nawet fakt, że w rozgrywkach 2012-13 zespół z El Madrigal spadł do Segunda División. Spędził tam jednak tylko jeden sezon. Potem wrócił do hiszpańskiej ekstraklasy i czołówki, a kilka miesięcy temu odniósł swój największy jak dotąd sukces – w Gdańsku pokonał Manchester United i wygrał po Ligę Europy.

Juan Roman Riquelme, jedna z legend Villarrealu

Cádiz CF, który także uzurpuje sobie prawo do nazywania siebie Żółtą Łodzią Podwodną, do tej pory nie zasmakował europejskich pucharów. Obecny sezon jest dopiero trzecim spędzonym w Primera División od momentu spadku w 1993 roku.

Dyskusja

Żółta Łódź Podwodna to osobliwy pseudonim, a w dodatku używają go zespoły z tego samego kraju i występujące obecnie w tej samej lidze. Między fanami jest zatem pewien delikatny spór o to, który z klubów ma większe prawo do tego, by być El Submarino Amarillo. Kibice Villarrealu słusznie zauważają, że jako pierwsi zaczęli w ten sposób nazywać swoich ulubieńców. Z kolei sympatycy Cádiz podkreślają, iż to ich drużyna stała się pierwszą Żółtą Łodzią Podwodną w Primera División i to wtedy nazwa została spopularyzowana w świecie futbolu.

Głosem pojednawczym w tym sporze jest fragment artykułu Manuela Granado Palmy. „Zespoły mają prawo definiować siebie, jak chcą. A to nie wyklucza innych. Równie irracjonalna debata toczyła się przy okazji konfrontacji Hiszpanii i Chile o to, która z nich ma prawo nazywać się La Roja. To, jak kłótnia o to, który Ronaldo jest prawdziwy: Ronaldo Luiz Nazario de Lima czy Cristiano Ronaldo. Lub o to, które Czerwone Diabły są prawdziwe? Manchester United, meksykańska Toluca, argentyńskie Independiente de Avellaneda, reprezentacja Belgii, reprezentacja Konga? A może tylko Peruwiańczycy z CD Diablo Rojos?” – napisał Granado Palma.

DOMINIK GÓRECKI

Źródła
  • Artykuł „Enrique Villegas con sus Beatles de Cai” [http://www.antonioburgos.com/memorias/1999/01/memo010999.html] autorstwo Antonio Burgosa z 9 stycznia 1998 roku
  • Artykuł „Cádiz CF: The Other Yellow Submarine” [https://www.villarrealusa.com/2014/12/3/7318485/cadiz-some-history-on-the-other-yellow-submarine] autorstwa Allena Dodsona z 3 grudnia 2014 roku
  • Artykuł „El verdadero Submarino Amarillo” [http://elfutbolymasalla.com/el-verdadero-submarino-amarillo/] autorstwa Manuela Granado Palmy z 25 stycznia 2015 roku
  • Artykuł „Villarreal o Cádiz, ¿cuál es el verdadero 'Submarino Amarillo?” [https://www.superdeporte.es/valencia-cf/2018/09/22/villarreal-o-cadiz-verdadero-submarino-53340065.html] autorstwa Javier Bengoy z 22 września 2019 roku
  • Artykuł „LOOKING BACK: CÁDIZ, THE ONE AND ONLY ‘SUBMARINO AMARILLO’, RESURFACE AGAIN AND AGAIN” [https://www.cadizcf.com/en/notice/looking-back-cadiz-the-one-and-only-submarino-amarillo-resurface-again-and-again] z 23 października 2020 roku
Dominik Górecki
Dominik Górecki

Samorządowiec, dziennikarz, sadownik, miłośnik podróży i fan futbolu. Entuzjasta Serie A, Bundesligi i piłki afrykańskiej. Od dzieciństwa zakochany w Juventusie.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

„Piłkomatyka” – recenzja

"Piłkomatyka" wyszła w Polsce parę lat temu i nie odbiła się wielkim echem. Czy warto sięgnąć po tę książkę? Przeczytajcie recenzję Patryka Szczerby!

Strzał na bramkę — magazyn młodych piłkarzy i piłkarek #5

Na początku lipca recenzowaliśmy czwarty numer magazynu Strzał Na Bramkę. Tym razem sprawdzamy kolejną, już piątą, odsłonę periodyku skierowanego do najmłodszych czytelników. Sprawdź recenzje poprzednich...

Ludo „Boem” Coeck – człowiek ze szkła

Gdyby nie ciągłe kontuzje, mógł być jednym z najlepszych. Uniwersalny zawodnik, wielokrotny reprezentant Belgii, jedna z legend Anderlechtu. Przed Wami Ludo Coeck!