„Diego Maradona. Chłopiec, buntownik, bóg” – recenzja

Wielu jest i było wspaniałych piłkarzy, ale Diego Armando Maradona był tylko jeden. Pisać o nim chcą najwięksi dziennikarze sportowi – nie dziwi więc, że za jego biografię wziął się Guillem Balague. Jego książka o Diego ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa SQN.

Kiedyś Leo Beenhakker określał piłkarzy na najwyższym poziomie mianem „international level”. Właśnie takim „poziomem międzynarodowym” w dziennikarstwie sportowym jest Katalończyk Guillem Balague. Liczba tytułów (prasowych, radiowych, internetowych czy telewizyjnych), z którymi współpracował, jest naprawdę imponująca: „AS”, „El Partidazo”, „Goal.com”, „Marca”, „The Times”, „The Observer”, „The Telegraph”, Sky Sports, Talk Sport, BBC, Cadena Ser, 442 czy World Soccer.

Zna największe gwiazdy futbolu, a one znają jego. Napisał biografie Pepa Guardioli („Pep Guardiola. Sztuka zwyciężania”, 2015), Cristiano RonaldoLeo Messiego, a także wiele innych cenionych książek (np. o Tottenhamie czy Barcelonie). Wielka sława dziennikarstwa z bogatym dorobkiem i piłkarz wszech czasów – to musiało zaowocować grubą i głośną książką. Zwłaszcza że Guillem Balague i Diego Maradona pochodzą z tego samego, hiszpańskojęzycznego kręgu kulturowego.

Oczywiście książek o Maradonie powstało już wiele, ale wciąż za najlepszą i klasyczną (przynajmniej z tych dostępnych w języku polskim) uznaje się „Rękę Boga” autorstwa Jimmy’ego Burnsa. Ta książka sama w sobie jest niezwykle ciekawa, a jeszcze ciekawszy jest kontekst w jakim powstała: napisał ją Brytyjczyk (pamiętajmy o wojnie o Falklandy z 1982 r. i słynnym ćwierćfinale MŚ z 1986 r.), a pierwsze wydanie ukazało się w 1996 roku, kiedy Maradona wciąż był czynnym piłkarzem.

Jimmy Burns przedstawił bardzo szczery obraz Maradony: geniusza na boisku i człowieka zagubionego poza nim. Naraził się tym samym milionom Argentyńczyków, burząc pomnik ich największego idola. Na potrzeby drugiego polskiego wydania z 2020 r. dopisał rozdziały dotyczące schyłku życia wybitnego piłkarza, ale zrobił to dość pobieżnie, skupiając się głównie na jego pożegnaniu. Guillem Balague jawi się więc jako pierwszy, który na chłodno i z odpowiednim dystansem przedstawił historię życia Diego Armando Maradony. Co ciekawe, nie skłoniła go do tego śmierć piłkarza, ponieważ prace nad książką zaczął już wcześniej:

Wreszcie stanęliśmy przed pierwszym domem Maradony. Kierowca nie gasił silnika. Ogród zarósł, ale na jego tyłach dało się wypatrzeć mocno zacieniony bungalow. Przed drzwiami, które dona Tota otworzyła kiedyś Francisowi, w bujanym fotelu siedział jakiś mężczyzna w białej kamizelce. Zerwał się na nogi i zapytał:

– Czego tu szukacie?

– Niczego proszę pana. Mój przyjaciel chciał tylko zobaczyć… – odparł kierowca, a potem wrzucił bieg i odjechał. Po lewej stronie minęliśmy boisko z klepiskiem zamiast trawy, na którym znajdowała się tylko jedna bramka.

Wkrótce po 60. urodzinach Diego samorząd Lomas de Zamora, do którego formalnie należy Fiorito, ogłosił, że pierwszy dom Maradony jest „dziedzictwem kulturowym”, a jego obecnemu mieszkańcowi obiecał nowe lokum. W dniu śmierci piłkarza artysta zatrudniony przez ratusz namalował na ścianie bungalowu oblicze Diego otoczone żółtą aurą. Napis pod spodem głosi: „Dom Boga”. (s. 21)

Podobnie jak w przypadku biografii Leo Messiego, Guillem Balague dotarł do niemal wszystkich miejsc, które wiązały się z dzieciństwem i młodością Maradony. Udało mu się porozmawiać z wieloma ludźmi, będącymi blisko wielkiego Argentyńczyka na różnych etapach jego życia. Szeroko odnosi się także do popkultury, jaka wytworzyła się wokół najsłynniejszych wydarzeń, np. meczu z Anglią z MŚ 1986.

Zresztą znamienne są tytuły podrozdziałów, odnoszące się do tego wydarzenia: Pierwsza połowa, Druga połowa i Trzecia połowa. Ten ostatni opowiada o szerokich reperkusjach, jakimi odbił się ćwierćfinał między Anglią a Argentyną, w którym Diego Maradona strzelił swoje dwie najsłynniejsze bramki. To jeden z występów Maradony, który został najbardziej zapamiętany – zarówno przez miłośników historii piłki nożnej, jak i szeroko pojętą kulturę masową. Nie dziwi więc, że autor poświęca mu aż tyle stron.

Guillem Balague wielką uwagę poświęca pierwszym latom życia Diego Maradony. Znajdziemy masę informacji o jego dzieciństwie, młodości i pierwszych sukcesach piłkarskich, jeszcze w Argentynie. Są też rozdziały poświęcone konkretnym osobom, które wywarły wielki wpływ na biografię głównego bohatera (np. Claudia Villafane, Jorge Cyterszpiler).

Lekkim zawodem z mojej strony jest dość pobieżne potraktowanie biografii Diego Maradony w XXI wieku. W 2001 r. zakończył on oficjalną karierę piłkarską (choć poważne granie długo wcześniej) i zaczął się wówczas najsmutniejszy okres jego życia. Walka z różnymi nałogami, nieudane przygody trenerskie (na czele z prowadzeniem reprezentacji Argentyny na mundialu w RPA) czy zupełnie groteskowe zajęcia, jak np. posada dyrektora sportowego w klubie z Brześcia nad Bugiem.

Wydmuszka po tym, kim był kiedyś Maradona, włóczyła się między Dubajem a Stanami Zjednoczonymi, między Białorusią a La Platą w Argentynie i Sinaloą w Meksyku. Jego skatowane ciało protestowało, mimo to angażował się w kolejne przedsięwzięcia sportowe, podtrzymując w ten sposób iluzję własnego znaczenia oraz ratując saldo na rachunku bankowym. Uszkodzenia mózgu i późniejsze związane z tym leczenie spowodowały, że mówił wolniej niż kiedyś. Miał skłonność do samodzielnego przyjmowania leków, co odbiło się na stanie jego płuc i wątroby, wywołało też problemy z krążeniem. W dniu jego 60. urodzin, 30 października 2020 roku, dwóch jego asystentów pomogło mu wyjść z domu. W związku z epidemią COVID-19 należał do grupy ryzyka, ale mimo wszystko asystenci pomogli mu przespacerować się z mozołem po stadionie Gimnasia y Esgrima. Wciąż był trenerem tego klubu, a po południu tego dnia miał odbyć się mecz w ramach Pucharu Ligi. Klub z La Platy nadal promował wizerunek Diego jako ikony, nawet jeśli było po nim widać już tylko zmęczenie i porażkę. Kibice nie wiedzieli, co mają na ten temat myśleć – trudno było patrzeć, jak dosłownie powłóczy nogami. Wrócił do domu, jeszcze zanim zaczął się mecz. (s. 547)

Przytoczony fragment świetnie podsumowuje „popiłkarskie” lata Diego Maradony. Przed MŚ 2010 r. w RPA pojawił się cień nadziei, że „El Pelusa” poradzi sobie z demonami i znów zrobi coś wielkiego dla ojczyzny. Jak się to zakończyło – wszyscy pamiętamy. Potem śmierć rodziców zabrała mu jedyne osoby, na które zawsze i bezsprzecznie mógł liczyć. Od tej pory coraz bardziej pogrążał się w mroku.

Być może z szacunku dla wielkości Maradony Guillem Balague nie chciał zbytnio wnikać w szczegóły upadku Diego jako człowieka. Opisał właściwie najważniejsze fazy tego procesu, nie bał się nawet stawiać diagnoz psychologicznych, ale mimo wszystko zabrakło mi w tym kontekście szerszego spojrzenia na Maradonę w latach 00. i 10. XX wieku, choćby na jego pracę w roli selekcjonera reprezentacji Argentyny.

Nie ulega jednak wątpliwości, że Guillem Balague napisał wspaniałe, obszerne dzieło o jednym z największych piłkarzy w historii. Jest tam wiele typowej pracy reporterskiej, historycznej, ale też ciekawe przemyślenia na ogólne tematy piłkarskie i życiowe. Czyta się to bardzo dobrze.

Trudno ocenić, czy Balague przebił dzieło Jimmy’ego Burnsa – moim zdaniem mniej obszerna praca z 1996 r. stała się już na tyle sławna, że ciężko porównywać ją do najnowszej książki dziennikarza z Katalonii. Jimmy Burns, Anglik wychowany w Madrycie, kapitalnie zdefiniował fenomen Diego Maradony. Natomiast Guillem Balague w wielu miejscach uzupełnia historię Diego i daje swoje, bardzo ciekawe spojrzenie na wiele spraw.

Diego Armando Maradona to jednak postać tak ważna, że zasługuje na wiele biografii, pisanych przez dziennikarzy różnych narodowości i różnych pokoleń. Dzięki temu zyskujemy pełniejszy obraz tego wspaniałego piłkarza, który po zakończeniu kariery zupełnie się pogubił. Nie ulega wątpliwości, że Guillem Balague napisał kolejną świetną biografię, którą miłośnicy futbolu powinni przeczytać. Pierwsza rocznica śmierci Maradony jest świetną okazją do takiej lektury.

Poza treścią, chciałbym zwrócić uwagę na estetykę wydania tej książki – jest po prostu piękna! Bardzo przypomina wydanie „Calcio”, którego autorem jest John Foot; w obydwu przypadkach grafika i produkcja włożyła wiele serca w swoją pracę. Słowa uznania dla wydawnictwa SQN w tej kwestii.

NASZA OCENA: 8/10

Diego Maradona. Chłopiec, buntownik, bóg” to druga obok „Ręki Boga” pozycja obowiązkowa dla kibica piłkarskiego, dotycząca Maradony. Guillem Balague stworzył kolejne dzieło, które zasługuje na wielkie uznanie. Gorąco zachęcam do lektury.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Diego Maradona. Chłopiec, buntownik, bóg oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.