Alex Ferguson- udawana choroba i afera korupcyjna

Czas czytania: 10 m.

Kiedy 8 maja 2013 roku Alex Ferguson ogłosił, że po sezonie kończy z futbolem, piłkarski świat się zatrzymał. Przecież odchodził największy menadżer w historii dyscypliny, człowiek, którego sepleniący szkocki akcent już na zawsze będzie kojarzyć się ze słynną „suszarką”. W trakcie 27 lat w Manchesterze United prowadził tę drużynę w 1500 spotkaniach, co jest absolutnym rekordem. W tym tekście dowiesz się, co kształtowało charakter przyszłego mistrza.

Polub nasz profil na Facebooku

Alex Ferguson: „człowiek jest taki, jak jego rodzice”

Żeby zrozumieć etos pracy Szkota, trzeba cofnąć się do Wielkiej Brytanii z czasów tuż po II wojnie światowej.

Ulice pełne kataryniarzy, piosenkarzy i sprzedawców owoców. Gdzieś w tle migoczące stoczniowe żurawie. I ciągłe odgłosy stoczni. Właśnie tak wyglądało Govan, dzielnica Glasgow, w której dorastał Alexander Chapman Ferguson. Urodził się w Sylwestra 1941 roku, kilkanaście dni po tym, jak Japonia zaatakowała Pearl Harbor. Wielka Brytania była już w stanie wojny, jednak największy zbrojny konflikt w dziejach, nie miał bezpośredniego wpływu na dzieciństwo małego Szkota.

Imię otrzymał po ojcu, który należał do klasy robotniczej. Pracował jako ochroniarz w sklepie, później także jako stoczniowiec. Był człowiekiem skrytym, jednak niezwykle impulsywnym. To właśnie po nim późniejszy menadżer Manchesteru United odziedziczył tę cechę charakteru. Matkę Lizzie Ferguson opisywał jako „kamień naszego życia”. Była kobietą niezwykle silną, uwielbiała tańczyć.

„Pochodzenie nigdy nie powinno stanowić przeszkody w osiągnięciu sukcesu. Skromne początki w życiu mogą czasem pomóc raczej niż zaszkodzić. Jeśli przyjrzeć się ludziom, którzy odnoszą sukces, warto spojrzeć na to, czym się zajmowali ich rodzice, by zrozumieć, skąd u ich dzieci taka energia i motywacja” – Alex Ferguson w swojej autobiografii wydanej przez Wydawnictwo Literackie.

Ferguson lubił powtarzać, że człowiek jest tym, kim są jego rodzice. Doskonale rozumiał fakt, że to właśnie oni mają największy wpływ na życie potomka.

Tak jak w wielu rodzinach w tamtym czasie, Fergusonów nie było stać na wystawne życie, jednak nigdy też nie głodowali. Nie mieli telewizora, ani własnego samochodu. –Zawsze mieliśmy co jeść, nigdy nie chodziliśmy na wagary, byliśmy czyści – opowiadał po latach Alex Ferguson.

Mieszkał we wspólnym pokoju z młodszym bratem Martinem. To właśnie jego kilkadziesiąt lat później mianuje szefem skautów Manchesteru United, a brat odwdzięczy się wynalezieniem dla klubu Ruuda van Nistelrooya czy Diego Forlana. Wróćmy jednak do Govan.

Chłopców uczono prostych zasad, w myśl których postępowali przez całe życie. Ich matka w obawie przed wejściem w złe towarzystwo, zapisała synów do młodzieżowych organizacji charytatywnych. Nie przynosiło to jednak zamierzonych skutków, ponieważ Alex i Martin co jakiś czas wracali do domu ze śladami bójki na twarzy. A wszystko przez impulsywny charakter Szkota, który od najmłodszych lat, twardo stał przy swoim zdaniu.

gwardii warszawa

Martin wspominał, że jego brat kochał rywalizację, ale nienawidził przegrywać. Zdarzało się też, że podkradał pieniądze, żeby grać z kolegami w karty.

Młodość i fascynacja Rangersami

Od najmłodszych lat Alex Ferguson był zakręcony na punkcie piłki nożnej. Podobnie jak większość Govan od dziecka był „niebieski”. Kibicował Rangersom, choć jego ojciec potajemnie kochał się w drugiej drużynie z Glasgow-Celticu. Miłości do zielono-białych nie odziedziczył też drugi z potomków Alexandra, więc w trakcie Old Firm Derby w domu państwa Ferguson, musiało dochodzić do ciekawej wymiany zdań.

Chłopcy wspólnie chodzili na Ibrox podziwiać swoich idoli. Później wracali na ulice i grając z kolegami, wyobrażali sobie, że są jednymi z nich. W tym przypadku nie różnili się od miliardów dzieci z innych zakątków świata.

[supsystic-table-diagram id=’4′]

Duży wpływ na młodego, uczęszczającego do szkoły średniej Alexa miał Douglas Smith, który włączył go do drużyny Drumchapel Amatuers. To właśnie on wychował m.in. Kenny’ego Dalglisha, Paddy’ego Creranda czy Davida Moyesa, który później zastąpi Alexa Fergusona na stanowisku trenera United.

Smith swoim podopiecznym wpajał twarde zasady moralne, które pokrywały się z wizją wychowywania dzieci przez Alexandra seniora. Były to: dyscyplina, dobre zarządzanie czasem, nieprzeklinanie, duch sportowy, a także duch walki. Wiele z tych cech Alex przekazywał swoim podopiecznym. Być może wyjątkowa barcelońska noc 1999 roku miała swój początek już w latach 50. w Glasgow…

Wkrótce po szesnastych urodzinach Ferguson odszedł z Drumchapel, żeby grać w amatorskim, aczkolwiek legendarnym Queen’s Park. To najstarsza szkocka drużyna, która dwukrotnie grała w finałach Pucharu Anglii. Już sama możliwość kopania piłki na słynnym Hampden, była dla młodego Fergusona wielką nobilitacją. Tak dużą, że jak przystało na kluby amatorskie, grę stawiał ponad zarobki.

Za występy w The Hoops nie dostawał ani centa. Pieniądze zarabiał na praktykach w narzędziowni Wickman’s. Tam też zasłynął jako prowodyr strajku praktykantów, domagając się większych pensji. Po sześciu tygodniach strajk zakończył się fiaskiem.

Grał na pozycji napastnika. Szybko przeszedł przez młodzieżowe szczeble, by kilkanaście miesięcy później zadebiutować już w rozgrywkach seniorskich. Było to miesiąc przed jego siedemnastymi urodzinami. Drużyna Queens Park udała się na mecz do dalekiego Stranraer. W trakcie tamtego spotkania odebrał kolejną cenną lekcję.

Kiedy w przerwie poskarżył się trenerowi, że został ugryziony przez lewego obrońcę przeciwnika, usłyszał w odpowiedzi, że ma odwdzięczyć się tym samym. Niestety źródła nie podają, czy Ferguson posłuchał rady trenera. Wiadome jest, że strzelił bramkę po solowym rajdzie, jednak jego drużyna przegrała 1:2. Po zawstydzającej porażce cała drużyna wymknęła się ze stadionu i przeszła przez tory kolejowe, czekając na pociąg do Glasgow.

Ostatecznie w Queen’s Park spędził trzy sezony. Pozostawił po sobie 15 zdobytych bramek, a także opinię zawodnika, który… unikał treningów.

Dwóch czy trzech z nas dobrze biegało na ćwierć mili. Niektórym się to nie podobało. Zaczynając bieg, szukaliśmy wzrokiem pozostałych, ale na torze nie było nikogo. Chowali się w tunelu albo gdzieś indziej i dołączali do nas na trasie, gdy trochę już przebiegliśmy. Alex był zawsze jednym z nich. Nie wyróżniał się też jako zawodnik. Ale to był dobry chłopak – wspominał wspólne czasy w Queen’s Park, bramkarz Bill Pinkerton.

Skuszony obietnicą regularnych występów w First Division, Alex Ferguson podpisał kontrakt z drużyną St. Johnstone.

Afera korupcyjna?

Tam szybko zrozumiał, że został oszukany. Obietnica w gry w pierwszym składzie szybko stała się mrzonką, gdy do klubu mającego swoją siedzibę w Perth dołączył Jimmy Gauld. Szkot dalej pracował w narzędziowni, jednak przeniesiono go do innego zakładu.

Żeby dostać się na trening, dwa razy w tygodniu musiał przesiadać się z autobusów do taksówek, a następnie pociągu. Podróż była długa, umilały ją jedynie żarty z kolegami z zespołu. I także w tym przypadku, klub złamał dane wcześniej słowo. Alexowi obiecano, że St. Johnstone będzie zwracać pieniądze za dojazdy, które były bardzo kosztowne. Jak nie trudno się domyślić, nic takiego nie miało miejsca.

W ostatniej kolejce sezonu 1961/1962 doszło do spotkania Dundee United z drużyną Fergusona. Dundee do wygrania ligi wystarczał remis, który również satysfakcjonował „Świętych” – dawał im utrzymanie w lidze. Przed meczem jeden z piłkarzy St. Johnstone zaproponował po trzydzieści funtów dla każdego piłkarza Dundee, w zamian za podział punktów. Trzeba wiedzieć, że była to niezła suma, w wysokości tygodniowych zarobków. Ofertę odrzucono, choć zdaniem Iana Ure, byłego obrońcy United, nie wszyscy piłkarze w tamtym meczu grali zgodnie z przyjętymi standardami i zasadami moralnymi.

W tym spotkaniu grał także Ferguson. Zdobył nawet gola głową, jednak sędzia go nie uznał. Zdaniem Alexa- niesłusznie. Dundee wygrało 3:0 i mogło cieszyć się z mistrzostwa Szkocji, a St. Johnstone musiało pogodzić się ze spadkiem z ligi. Co prawda „Święci” szybko wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej, jednak bez znacznego udziału Alexa, którego kariera zdecydowanie zwolniła. Z tamtym okresem wiąże się jednak pewna ciekawa anegdota.

Zniechęcony brakiem występów w pierwszej drużynie Ferguson, poprosił dziewczynę brata, żeby zadzwoniła do klubu, udając jego matkę i poinformowała trenera, że Alex zachorował na grypę. Było to dzień przed spotkaniem drużyny rezerw z ukochanymi Rangersami na Ibrox. Trener szybko odkrył spisek i wysłał telegram do rodzinnego domu z prośbą o jak najszybszy kontakt. Okazało się, że część piłkarzy faktycznie zachorowała na grypę. Rodzice się wściekli, a ich potomek stawił się w hotelu, oczekując na mecz.

Kiedy wspólnie z bratem przychodzili na Ibrox podziwiać piłkarzy w niebieskich koszulkach, wiele razy Alex wyobrażał sobie, jak pakuje piłkę do bramki rywala. Tak też było i w tamtym spotkaniu. Trzykrotnie pokonał bramkarza Rangersów, czarując do tego stopnia, że o jego wyczynie wspomniała telewizja. Miał wtedy już ponad 20 lat i spełnił jedno ze swoich dziecięcych marzeń, z jedną różnicą. To Rangersi byli ofiarą. St. Johnstone wygrali to spotkanie 3:2, a obecny na trybunach papa Ferguson, przez całe 90 minut czytał książkę.

Tego dnia przyszły menadżer „Czerwonych diabłów” odebrał kolejną lekcję, która przyda mu się w kontaktach z piłkarzami. Kiedy zapytał ojca o swój występ, usłyszał jedynie „okej”. Po latach zrozumiał, że dzięki temu nie popadł w samozachwyt. I wielokrotnie podobne chwyty stosował na Davidzie Beckhamie czy Cristiano Ronaldo.

Mniej więcej w tym samym czasie poznał Cathy Holding – kobietę, która na zawsze odmieniła jego życie. Kobietę, która spędziła całe życie z najbardziej utytułowanym menadżerem w historii futbolu, nazywając jego dyscyplinę „głupią grą”.

Występy w Europie

Związek z Cathy uświadomił Fergusonowi, który już wtedy zarabiał dobre pieniądze, że najwyższy czas podążać za własnymi marzeniami i spróbować dostać się Rangersów. Zanim jednak do tego doszło, odebrał kolejną, niezwykle cenną lekcję…

Latem 1964 roku podpisał kontrakt z Dunfermline. Ekipa z regionu Fife robiła wrażenie w Szkocji. Pod przewodnictwem Jocka Steina zaliczyła przygodę w Pucharze Miast Targowych w sezonie 1962/1963, gdzie wyeliminowała Everton, a w kolejnej rundzie potrafiła ograć na własnym boisku Valencię 6:2.

Kiedy Ferguson przechodził na East End Park, Stein był już trenerem Hibernianu. Pozostawił po sobie spuściznę, która tak zainspirowała Alexa, że schemat powielał w każdym klubie, w którym pracował jako menadżer.

Jock Stein był wizjonerem. Doskonale wiedział, że klub piłkarski nie może opierać się jedynie na zagranicznych, ani nawet krajowych transferach. Rozumiał biznes tego sportu i doskonale wiedział, że z ekonomicznego punktu widzenia lepiej jest wychowywać własnych piłkarzy, niż kupować. Wiedział też, że lokalni gracze, zawsze będą bardziej zżyci z kibicami i poświęcą więcej dla zwycięstwa drużyny. Znajome, prawda?

Grając w Dunfermline, Ferguson ostatecznie porzucił pracę w narzędziowni, na rzecz całkowitego skupienia się na futbolu.

Gdy zostałem pełnoetatowym piłkarzem, byłem zdecydowany, by pozostać w futbolu. Jako praktykant w narzędziowni wstawałem z łóżka i wskakiwałem do zatłoczonego autobusu do Hillington, w którym każdy palił fajki. Potem mogłem kupić swój pierwszy samochód i codziennie rano jeździć do Dunfermline w świeżym powietrzu – co za odmiana! – wspominał po latach, cytowany w książce „Futbol cholera jasna! Patricka Barclaya.

To właśnie w trakcie pobytu w tym klubie zdecydował, że zrobi licencję trenerską.

W klubie panowała rodzinna atmosfera. Piłkarze znali się doskonale, bo w większości awansowali do pierwszego zespołu z drużyny juniorów. Wszyscy zarabiali takie same pieniądze, a po treningach spotykali się w kinowej kafejce, by za pomocą pieprzniczek i solniczek dyskutować o taktyce. Oczywiście, jednym z najbardziej zaangażowanych w dyskusje był Alex Ferguson. I ta atmosfera miała bezpośrednie przełożenie na postawę na boisku.

Duży wkład w grę drużyny miał Ferguson, który właśnie w tym historycznym szkockim mieście grał najlepszy futbol w karierze. Strzelał regularnie i zadebiutował w europejskich pucharach. Było to w szwedzkim Goteborgu, w meczu przeciwko Orgryte. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a z racji zwycięstwa w pierwszym starciu (4:2), to Szkoci awansowali dalej. Następnie odprawili Stuttgart, by przegrać w trzeciej rundzie z Athletikiem Bilbao po dodatkowym meczu.

W debiutanckim sezonie w „The Pars” miał szansę na Puchar Szkocji, jednak jego zespół przegrał z Celtkiem prowadzonym przez Steina (2:3). Ferguson cały mecz przesiedział na ławce, w międzyczasie w dość ostrych słowach komentując decyzję trenera. Po meczu zażądał nawet transferu, jednak klub nie wyraził na to zgody.

Początek długiej drogi

W marcu 1966 roku Alex Ferguson poślubił Cathy. Ślub odbył się w sobotę rano, a już po południu Szkot był w na boisku w starciu z Hamilton Academical. Co więcej, następnego dnia zameldował się w hotelu, gdzie wspólnie z resztą drużyny przygotowywał się do rewanżowego meczu 1/4 finału Pucharu Miast Targowych. Tam strzelił nawet dwie bramki Realowi Saragossie, jednak Dunfermline odpadło po dogrywce.

Mając dwadzieścia pięć lat, uzyskał dyplom trenera, szkoląc się wcześniej w centrum treningowym reprezentacji Szkocji w pobliżu Largs. Dzielił tam pokój z Jimem McLeanem, a uczył ich Bobby Seith.

-Alex i Jim byli dobrymi uczniami. Już wtedy można było odnieść wrażenie, że daleko zajdą. Zawsze chętnie analizowali różne rzeczy, chcieli się uczyć i zadawali pytania – wspomina Seith.

Tam odebrał kolejną lekcję. Wpajano mu zasady, że warto dopasowywać strategię do piłkarzy, nie odwrotnie.

Rok 1967 był ostatnim w Dunfermline. Zanim odszedł z tego klubu, zdążył jeszcze w barwach reprezentacji Szkocji odbyć tournée po świecie. Była to reprezentacja złożona z piłkarzy występujących tylko w lidze szkockiej. Coś na wzór reprezentacji Polski na turniejach w Tajlandii. Spotkań tych nie zalicza mu się jednak do oficjalnych statystyk, choć zdaniem Fergusona zupełnie nie słusznie.

Transfer do Glasgow Rangers

Do Glasgow trafił po głośnym, wartym 65 tysięcy funtów transferze. Już pierwszego dnia po podpisaniu kontraktu , Alex Ferguson musiał mierzyć się z przeszkodami. Pierwszą, choć z pozoru niewinną, było pytanie dyrektora klubowego o ślub z Cathy.

Ferguson, który był protestantem, idealnie pasował w wizję klubu, który opierał się właśnie na ludziach tego wyznania. Cathy zaś była katoliczką, co nie odpowiadało wielu osobom związanymi z „The Gers”. Co ciekawe, dopiero pierwszym katolikiem, który reprezentował barwy Rangersów po I wojnie światowej, był Mo Johnston.

Choć drużyna z niebieskiej części Glasgow była wymarzonym klubem Alexa, którym kibicował od dziecka, czas spędzony na Ibrox był niezwykle trudny. Niedługo po jego przyjściu do klubu w niezbyt elegancki sposób zwolniono trenera Scota Symona, co nie spodobało się impulsywnemu Fergusonowi do tego stopnia, że sam chciał wymierzyć sprawiedliwość włodarzom klubu i zażądać transferu.

Do protestu jednak nie doszło. W zamian za to, Ferguson strzelił dwie bramki FC Koeln w Pucharze Miast Targowych. W pierwszym sezonie gry w Rangersach, nasz bohater był najlepszym strzelcem zespołu. Atmosfera w klubie nie była jednak najlepsza.

Pogorszyła ją utrata w ostatnim meczu sezonu mistrzostwa Szkocji, które zdobył największy rywal z drugiej części miasta. Rangersi przegrali decydujące spotkanie na własnym boisku z Aberdeen, a kibice ze złości wybili szyby w szatni.

Czekając kilka godzin na wsparcie, Alex Ferguson miał dużo czasu na przeanalizowanie słów Jocka Steina, który był trenerem Celtiku. Przed decydującym spotkaniem wypowiedział się dla prasy, że mistrzostwo jest już w rękach Rangersów i to tylko oni sami mogą je oddać. Tę zagrywkę psychologiczną Alex będzie praktykował później wiele razy.

Nauki Steina przyszły menadżer „Czerwonych Diabłów” chłonął jak gąbka. Miał na to wiele okazji, ponieważ często spotykali się wspólnie z żonami na kolacjach, w miejscowych restauracjach.

W barwach „The Gers” nie grał zbyt dużo. Nie zgadzając się odejść z klubu, ściągnął na siebie gniew trenera, który przeniósł go do zespołu rezerw. Co prawda Alex miał szansę na rehabilitację w finale Pucharu Szkocji przeciwko Celtikowi w 1969 roku, jednak zawalił tam gola. Rangersi przegrali 0:4, a kozłem ofiarnym uznano właśnie Fergusona. To starcie było jego ostatnim w pierwszej drużynie tego klubu.

W następnym sezonie przeniesiono do go trzeciego zespołu, gdzie trenował praktycznie samotnie. Zdarzało się, że wyjeżdżał na mecze tak niskiego szczebla i nawet nie wchodził na boisko. Doskonale wiedział, że jego dni na Ibrox są policzone. Klub, który kochał za dziecka, co chwilę wystawiał go na pośmiewisko.

Zdaniem niektórych była to kara za ślub z katoliczką. Fergusona niesłusznie oskarżano, że jego pierwszy syn Martin był ochrzczony w kościele katolickim. Żeby zrozumieć powagę sytuacji, trzeba przypomnieć sobie, że tamte czasy pełne były konfliktów na tle wyznaniowym. Inni twierdzili, że Alex nie poradził sobie z presją ogromnej kwoty transferowej. Sam Ferguson stwierdził po latach, że jego walka o akceptację przebiegała trudniej, niż powinna.

Koniec kariery piłkarskiej

Choć Alex Ferguson miał propozycję transferu do Nottingham Forrest, zdecydował się na przenosiny do występującego w Second Division Falkirk. Grał tam dla swojego byłego menadżera z Dunfermline – Williego Cunnighama. Drużyna szybko awansowała do wyższej ligi, a Ferguson kilka razy pokazał partnerom, co oznacza jego gniew.

W przerwie meczu Pucharu Szkocji na Ibrox pobił się z Johnem McLaughanem, który popełnił błąd przy golu dla Rangersów. W tym czasie menadżer, jak gdyby nigdy nic, opierał się łokciem o ścianę, czekając na rozstrzygnięcie bokserskiego pojedynku. Rozdzieliło ich dopiero kilku młodszych zawodników.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Następnym razem furię okazał w meczu pożegnalnym Arthura Hamiltona. Kiedy jego kolega z boiska, niejaki Ford, niecelnie podał piłkę, wystawił się na gniew Alexa.

Fergie przebiegł sprintem przez całe boisko, żeby mnie opieprzyć, a gra toczyła się dalej. Wbijał mi palec w twarz. Nie podobało mi się to co mówił i nie podobał mi się ten palec, więc mu trochę oddałem – opowiadał uczestnik zajścia.

Temperament i kontuzje ostatecznie zgasiły karierę Fergusona. Przed końcem zdążył jeszcze zagrać killa spotkań Ayr, by ostatecznie zawiesić piłkarskie buty ma kołku. Miał 33 lata i był już ojcem trójki synów. W 1974 roku powrócił do Falkirk, żeby podpisać swój pierwszy kontrakt trenerski z East Stirlingshire.

DAMIAN BEDNARZ

Źródła
  • „Futbol cholera jasna! – książka autorstwa Patricka Barclaya, wydawnictwo SQN
  • „Być liderem” – książka autorstwa Alexa Fergusona i Michaela Moritza, wydawnictwo SQN
  • „Sir Alex Ferguson. 25 lat w Manchesterze United” – książka autorstwa Willa Tidey’a, wydawnictwo Vesper
  • Alex Ferguson. Autobiografia – wydawnictwo Literackie
Damian Bednarz
Damian Bednarz
Założyciel Retro Futbol. Jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku romantyków futbolowych. Wyznawca kultu Erica Cantony.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Spirydion Albański – lew w bramce

Historia Spirydiona Albańskiego - zapomnianego przedwojennego piłkarza.

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...

Puchar Mistrzów 1964-65 – statystycznie

Zapraszamy do kolejnej części serii statystycznego podsumowania kolejnych edycji Pucharu Mistrzów. Tym razem sprawdzamy statystyki i ciekawostki związane z szóstą edycją tych rozgrywek, czyli sezonem 1964/64. Puchar Mistrzów...