Ambicje klubów z Rosji w pierwszej dekadzie XXI wieku. Dwaj rosyjscy zwycięzcy Pucharu UEFA

Początek XXI wieku to najlepszy czas w historii rosyjskiego futbolu. Właśnie wtedy w ciągu trzech lat, Puchar UEFA zdobyły dwie drużyny z tego kraju. Przypominamy ich drogę do historycznego osiągnięcia.

Pierwsza dekada XXI wieku to czas, w którym do drzwi poważnego europejskiego futbolu zaczęły pukać zespoły z krajów rozwijających się, przede wszystkim ze wschodniej Europy, zza dawnej żelaznej kurtyny. Do tego momentu mianem wypadku przy pracy wielkich zespołów określało się przypadki, takie jak Crvena Zvezda w sezonie 1990/1991, czy Steaua Bukareszt w kampanii 1985/1986.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Początek XXI wieku dawał jednak nadzieję, że w europejskim futbolu pojawią się nowi poważni gracze. Tureckie Galatasaray było w stanie w 2000 roku pokonać Arsenal w finale Pucharu UEFA. Ten sam Puchar wygrywały później zespoły takie jak CSKA Moskwa, Zenit Petersburg, czy Szachtar Donieck, a FC Porto było w stanie zwyciężyć nawet w Lidze Mistrzów w 2004 roku.

W piłce reprezentacyjnej również wydawało się, że nadszedł czas „kopciuszków”, gdy EURO 2004 wygrywała Grecja, pokonując Portugalię, która również do tamtej pory nigdy nie zagrała w finale wielkiego turnieju, zajmując dotąd jedynie 3. miejsce na mundialu w 1966.

Późniejsze lata oczywiście zweryfikowały te wszystkie romantyczne historie i obecnie wydaje się, że znów wróciły lata dominacji kilku najsilniejszych nacji. Nie przeszkadza to jednak, by wspomnieć tamte zwycięskie kampanie zespołów, niebędących faworytami.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na zespoły z Rosji. Rosyjscy kibice zgodnie uznają, że była to ich „złota epoka”, gdy rzeczywiście zaczęto patrzeć na drużyny z największego kraju na świecie z uznaniem. Dzisiaj przypomnimy sobie jak CSKA Moskwa i Zenit Petersburg wygrywały Puchar UEFA.

Rosyjski klub, brazylijska mentalność

Sezon 2004/2005 CSKA Moskwa zaczął od rywalizacji w Lidze Mistrzów. Bilet do tych rozgrywek piłkarze z Moskwy wywalczyli, zwyciężając w 2003 roku w lidze rosyjskiej po dwunastu latach bez tytułu. Ówcześnie sezon w Rosji rozgrywano jeszcze systemem wiosna‑jesień, więc triumf ten gwarantował im miejsce w Lidze Mistrzów właśnie w sezonie 2004/2005. Głównym architektem sukcesu był trener Walerij Gazzajew.

Choć wywalczył on mistrzostwo, to jednak już w listopadzie 2003 roku był zmuszony rozstać się z zespołem. Głównym powodem zwolnienia była upokarzająca porażka w sierpniowych kwalifikacjach do Ligi Mistrzów z macedońskim Wardarem Skopje (2:3 w dwumeczu). Ambicje włodarzy klubu były jasne – CSKA musiał zaistnieć w Europie. W listopadzie na jego miejsce zatrudniono Artura Jorge.

Ambicje klubu i chęć zapewnienia nowemu trenerowi jak największego potencjału kadrowego znalazły swoje odbicie w transferach. Do klubu sprowadzono m.in. Jurija Żirkowa, Daniela Carvalho, czy nigeryjskiego obrońcę Chidi Odiaha. Portugalski szkoleniowiec na początku 2004 roku nie spełnił jednak oczekiwań prezesa – drużyna zajmowała piąte miejsce w lidze po pierwszej rundzie i przed rozpoczynającą się kampania w Lidze Mistrzów mogła boleśnie zweryfikować styl CSKA, w związku z czym 13 lipca 2004 roku Artur Jorge został zwolniony.

Odpowiedzią na problemy miał być sprawdzony Gazzajew. Decyzję prezesa uważano za przyznanie się do błędu, ale przyjęto ze zrozumieniem, a nawet z umiarkowanym entuzjazmem. Nowemu-staremu trenerowi pozwolono sprowadzić piłkarzy, mogących być potencjalnym lekiem na słabość CSKA w sezonie 2004. Do klubu latem przyszli Miloš Krasić, Vágner Love oraz Serghei Dadu.

Jak się później okazało, transfer tego drugiego był strzałem w dziesiątkę. Brazylijczyk świetnie współpracował na boisku ze swoim rodakiem Danielem Carvalho, wnosząc do gry klubu z Moskwy mnóstwo brazylijskiej fantazji i finezji. Vágner jako napastnik i Carvalho jako rozgrywający stworzyli zabójczo niebezpieczny duet z przodu, a bracia Bierezuccy w obronie i Igor Akinfiejew na bramce zapewniali pewność z tyłu. CSKA do Ligi Mistrzów przystępowała jako zespół zdecydowanie mocniejszy niż na początku roku.

Moskwiczanie trafili jednak do zabójczo trudnej grupy. Ich rywalami miał być obrońca tytułu – FC Porto, londyńska Chelsea aspirująca do czołówki europejskich klubów oraz wicemistrz Francji – PSG. Jednak po dwóch meczach kibice uwierzyli, że nawet z takiej grupy da się wyjść – bezbramkowy remis z Porto i zwycięstwo 2:0 z PSG pokazały Europie, że CSKA nie jest już chłopcem do bicia.

Zauważalny był progres Gazzajewa. Rok po porażce z mistrzem Macedonii był w stanie jak równy z równym walczyć w fazie grupowej Ligi Mistrzów z obrońcą tytułu.

Euforia nie trwała jednak długo. Trzy kolejne przegrane mecze bez strzelonej bramki ostudziły nastroje. Chelsea dwukrotnie i Porto w rewanżowym spotkaniu odprawiły CSKA z kwitkiem. Przed ostatnią kolejką sytuacja w grupie wyglądała następująco – Chelsea z trzynastoma punktami na koncie miała już zapewniony awans i mecz z Porto był dla nich bez większego znaczenia dla losów turnieju.

Za to dla Porto był to mecz o życie, ponieważ w pięciu meczach uzbierali tylko pięć punktów tak jak PSG. Punkt za nimi znajdował się klub CSKA. Możliwy więc był jeszcze każdy scenariusz.

Mecz w Paryżu śmiało można polecić do obejrzenia każdemu fanowi sportu. Oba kluby walczyły o zwycięstwo, nie mając jednocześnie nic do stracenia. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1. Prowadzenie CSKA dał Siergiej Siemak, a wyrównanie paryżanom przyniósł Fabrice Pancrate. Druga połowa zaczęła się dla Wojskowych bardzo źle. W 54. minucie czerwoną kartkę otrzymał Deividas Šemberas i Rosjanie musieli mierzyć się z dobrze dysponowanymi paryżanami w dziesiątkę.

Nie złożyli jednak broni, Siemak zdobył swoją drugą i trzecią bramkę w tym meczu i przybliżył CSKA do awansu do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Nadzieje te jednak przekreślił w równoległym meczu Benny McCarthy, strzelając w 86. minucie bramkę na 2:1 dla Porto i zapewniając im awans. Pozbawiona motywacji Chelsea nie była w stanie wywieźć z Portugalii chociaż punktu.

Mimo wspaniałej dyspozycji moskwiczanie kończyli rozgrywki fazę grupową na trzecim miejscu, a wiosną czekała ich 1/16 finału Pucharu UEFA. Ambicje pozostały niezaspokojone również w lidze rosyjskiej, gdzie CSKA został „jedynie” wicemistrzem. 2005 rok miał być lepszy. Zimą jednak nie doszło do wielkich transferowych wzmocnień. Wręcz przeciwnie, z klubu odszedł bohater meczu z PSG. I odszedł właśnie do drużyny z Paryża, którą nie tak dawno wyrzucił z europejskich pucharów.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…